Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

wtorek, 14 lutego 2017

#6

Trzeci wpis Klary
To musiał być prawdziwy wilkołak

Mijał rok od śmierci Krystiana. Filip zamknął się w sobie i jedynym czym się zajmował było budowanie statków. Pierwsze były z papieru, ale ten szybko namakał i przez to statek się giął, leciał na boki, składał lub w ogóle topił w dużej, blaszanej misce czy w kałuży, bo gdy akurat było po deszczu, to Filip korzystał z jego dobrodziejstw, i testował swoje wyroby na podwórkowych kałużach, a nie na przyniesionej ze studni wodzie. Obserwowałam jego poczynania, ale milczałam, bo on też prawie się nie odzywał. Był coraz starszy i należał do samotników. Wcześniej akceptował mnie jako swoją siostrę i Krystiana jako niemal brata, ale potem, po śmierci przyjaciela, akceptował już towarzystwo, tylko i wyłącznie, samego siebie.
Życie zaczynało dawać nam w kość. Burzliwa jesień sprawiła, że rzeka wylewała, pola i jego dobrodziejstwa gniły, a drewno było mokre i nie nadawało się do tego, by od razu rzucić je na palenisko. W szopie też były dziury, przez co i ta przemakała. Ojciec chciał załatać dach, ale stan zdrowia, silne zapalenie płuc oraz angina mu na to nie pozwalały. Postanowiłam go wyręczyć. Postawiłam więc drabinę, wspierając ją o ścianę szopy i z młotkiem w jednej ręce, deskami pod pachą oraz gwoździami w spodniach Filipa, które czułam jakby zaraz miały ze mnie zlecieć, zaczęłam się wspinać coraz wyżej i wyżej, aż w końcu dotarłam na dach. Niestety, kiedy się na niego wspinałam, to trąciłam nogą o koniec drabiny przez co ta poleciała. Ja byłam na dachu, a gwoździe, dachówki i młotek ze mną. Mogłam brać się do roboty, ale nie miałam pojęcia jak po jej ukończeniu znaleźć się z powrotem na dole. Postanowiłam na chwilę obecną się tym nie przejmować i pierw załatać wszystkie dziury. Wzięłam się do pracy.
Siedząc na dachu widzi się dalej i więcej niż w chwili, gdy stopami dotyka się ziemi. I ja dalej i więcej widziałam. Obserwowałam liście, które tańczyły na wietrze oraz chłopców jeżdżących konno, prześcigających się. Moje serce ścisnęła jakaś niewidzialna pięść w chwili, gdy jeden z młodzieńców pędził wprost na ogrodzenie. Zamknęłam oczy i oczekiwałam krzyku, płaczu, wierzgania poranionego konia. Nic takiego nie nastało. Kiedy ponownie otworzyłam oczy, chłopiec i jego wierzchowiec byli już po drugiej stronie. Z takiej odległości nie widziałam uśmiechu ani blasku w oczach tego niemal już mężczyzny, ale teraz, po latach, jestem pewna, że był z siebie tak dziko dumny, iż dołeczki pojawiały się w jego policzkach, zmarszczki radości przy oczach, a w samych źrenicach tańczyły niesforne chochliki.
Młodzieniec na koniu zmierzał w stronę naszego domostwa. Zauważył drabinę leżącą na ziemi. Zadarł głowę do góry i dostrzegając mnie, stojącą na dachu szopy, wyraźnie zakpił samą mimiką. Zszedł z konia i wrzasnął:
Ahoj!
Odkrzyknęłam mu dokładnie to samo, czym nie wiem do dzisiaj dlaczego, ale jeszcze mocniej wprawiłam go w nastrój idealny do wyśmiewania małej mnie. Sięgnął jednak po drabinę i postawił ją tak bym mogła po niej zejść.
Ale ja jeszcze nie skończyłam! – odkrzyknęłam na jego niemiłe, pełne odrazy: „zleź”.
Widziałam jak zdejmuje czarne, skórzane rękawiczki i odkłada je na siodło. Potem chwycił dłońmi najwyższego szczebla, do którego tylko dał radę dosięgnąć i wdrapał się na samą górę. Dopiero wtedy, gdy był tak blisko mnie i mogłam w pełni przyjrzeć się jego twarzy, dostrzegłam, iż był to ten chłopak od węgla. Ten sam, przez którego dostałam lanie. Pamiętałam też, że poprzysięgłam się za to zemścić, dlatego kiedy dotknął dłońmi dachu, by móc na niego wejść, ja trzasnęłam młotkiem w jego palce.
Łapska precz! – wrzasnęłam, gdy krzyknął coś niezrozumiałego, jednocześnie sycząc z bólu.
Szczeniara – warknął przez zęby i w sekundę znalazł się kolanami na dachu.
Nawet nie spostrzegłam, kiedy wyrwał młotek z mojej dłoni i mocno ścisnął za drobne nadgarstki.
Obserwował moją dziecięcą twarz, bardzo mocno koncentrując się na barwie mych tęczówek, która, swoją drogą, była zupełnie nijaka, ni to piwna, ni zielona. Był wściekły. Zastanawiałam się czy rozmyśla na jak wiele sposobów mnie ukatrupić, czy stara się powściągnąć gniew, by nie wyrzucić mną poza granice dachu i nie obserwować z uśmiechem sadysty na ustach, jak spadam w otchłań i uderzam całym ciałem o twardą ziemie, tylko po to, by ta potem mnie zasypała, zupełnie tak jak Krystiana, kiedy już zamknęli go w małym, białym pudełku, z czarnym krzyżykiem na wieku.
Artur przełykał ślinę i zaciskał zęby niczym pies szykujący się do ataku. Kilka żyłek na jego szyi uwidoczniło się i nabrało sinawej, niekiedy niebieskiej lub zielonej barwy. Moje małe rączki bolały, puchły i siniaczyły się pod wpływem jego silnego uścisku. Miałam ochotę krzyknąć, ale język zdawał się zapomnieć w jaki sposób ma się poruszać. Skupiłam wzrok na spince wpiętej w wiązanie chabrowego krawatu, który Artur miał na sobie. Teraz nie wyglądał już jak chłopiec od węgla, a prawdziwy panicz w idealnie skrojonym na miarę, granatowym garniturze oraz czarnej koszuli. Nie miał płaszcza ani żadnej kapoki. Dziwiło mnie to, bo na dworze nie było ciepło, było bardzo wietrznie, a jego chroniło tylko to mizerne ubranie oraz rękawiczki. Odważyłam się zapytać:
Nie jest tobie zimno? Drżysz.
To ze złości na pewną smarkulę! – odwarknął i pchnął mną z taką siłą, że plecami uderzyłam się o dachówki, na które upadłam.
Stłumiłam ochotę rozpłakania się, choć obdarty łokieć i sińce bolały jak wszyscy diabli.
Zawsze kiedy się złościsz, to jest ci zimno? – dopytywałam. – W takim razie powinieneś mieć zawsze przy sobie płaszczyk – dopowiedziałam, gdy on wstał na równe nogi i podszedł do brzegu dachu.
Obserwowałam jak chłopak odpalał wąskie cygaro.
Co ty masz z tym zimnem? – zapytał, ale ja nie udzieliłam na to odpowiedzi. – Mam lęk wysokości – wyznał. – Moja matka... nieważne – szepnął cicho.
Trzęsiesz się, bo boisz się wysokości? – Usiadłam wygodniej i wpatrywałam się w znacznie szersze niż u mojego brata i chłopców jakich znałam ramiona.
Odwrócił się w moją stronę, wypuścił dym i ponownie, drżącą dłonią zbliżył ustnik tego śmierdzącego starym szczurem okropieństwa do drżących warg. Zaciągnął się i ponownie wypuścił smród ze swojej paszczy. Jego ciemne, ale nie do końca czarne włosy powiewały na wietrze, podobnie jak dół rozpiętej marynarki i wysuniętej ze spodni koszuli. Nie umiałam określić czy był ładny. Mnie się nie podobał, bo mnie nie lubił i ja za nim też nie przepadałam. Z resztą on wcale nie przypominał Krystiana ani Filipa, ani nikogo mi znanego nie przypominał. Miał dziwne oczy, takie mocno szare, że chwilami zachodzące mgłą czerni. Kojarzył mi się z wilkołakami, którymi straszyła mnie mama, gdy nie chciałam zasnąć. Miał nawet kły, gdy się uśmiechał. Choć wujek Tomek miał podobne i mówił że takie już mu zęby wyrosły, a nie miał serca ich nigdy spiłować, ale zapewniał mnie, przy okazji, że nigdy nie zamienił się w wilka nawet w pełnie księżyca. Nie słuchałam już zbytnio o tej pełni i przemianie w wilka, bo byłam zaintrygowana faktem, że zęby można piłować, gdy się chce i ma się do tego serce.
Artur wyrzucił to co trzymał w dłoni poza dach szopy. Obejrzał swoje opuchnięte i krwawiące palce, czemu winna byłam ja i młotek, którym go trzepnęłam. Dziwiłam się, że nie płakał. Ja bym płakała, gdyby ktoś mnie z taką brutalnością i siłą potraktował, ale on nie ronił łez, jakby nie odczuwał bólu. To tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z prawdziwym wilkołakiem.
Ojciec zabrał moje wierzchnie ubrania, naiwnie sądząc, że bez odpowiedniej odzieży nie wyjdę, bo nie będę tak głupi, by samemu chcieć zachorować.
Ale ty jesteś tak głupi, prawda?
Zaśmiał się.
Chcę zachorować.
Lubisz być chory?
Nic nie rozumiesz, głupia dziewucho! – warknął. – Choroba, to jedyny sposób, by umrzeć, bez konieczności stawiania czoła swemu strachowi przed samą śmiercią. – Podszedł do mnie i chwycił mnie za ramię. Pchnął w kierunku drabiny. – Schodzisz pierwsza! – polecił warknięciem.
Odwróciłam się i nadepnęłam na jego stopę. O mało się przy tym nie zachwiałam i nie spadłam.
Syknął i ponownie mnie ścisnął. Tak samo jak poprzednio jego ból trwał krótką chwilę, a przynajmniej tyle wyczytałam z mimiki chłopięcej twarzy.
A więc mój test się sprawdził i Artur naprawdę nie jest człowiekiem” – tak wtedy sobie myślałam, a on nic sobie z mych myśli nie robił, choć wydawało mi się, że musi je słyszeć, bo przecież wilkołaki czytały ludziom w myślach.
Ten wilkołak mną potrząsał do czasu dopóki nie zjawił się jakiś pan, siwy i z brodą równie siwą co jego włosy. Nie wiedziałam, że to był dziadek Artura, ale kiedy do tego pana dołączył inny pan, łudząco podobny do chłopaka, który mnie nieustannie krzywdził, to wydarłam się na całe gardło.
Mnie ściągnięto na dół, a matka, która przybiegła mi na ratunek, szybko mnie przytuliła i zaczęła ocierać łzy, które nieposłusznie, bez mojej zgody, toczyły się samoistnie po mych pyzatych i poczerwieniałych z zimna oraz gniewu policzkach. Wtedy skłamałam, że to Artur mnie tam, na ten dach zabrał, a potem chciał sam zejść po drabinie, zabrać ją i mnie tam na wieczne zapomnienie zostawić. Z satysfakcją patrzyłam, jak chłopiec obrywa od ojca tak silny policzek, że ten aż zwala go z nóg, a potem, gdy wstaje, otrzymuje kolejny. Na tym się skończyło, zabrali go i miałam nadzieję, że więcej nie będzie mnie niepokoił. Bałam się wilkołaków.
Jednak wieczorem, gdy zasypiałam, przyszło mi do głowy, że co jeśli to nie jest prawdziwy wilkołak, tylko normalny, starszy ode mnie o kilka lat, chłopiec? Zaczynały nachodzić mnie myśli spowodowane wyrzutami sumienia, które powstały z powodu mojego kłamstewka. W końcu nawet jeśli to był prawdziwy, młody wilkołak, to jego też musiało boleć jak tata go bił. Było mi go szkoda. Na drugi dzień jednak nie miałam czasu o tym myśleć, bo przyjechali rodzice nieżyjącego Krystiana. Zarówno na Gustawa, jak i na jego żonę – Kamilę, mówiłam wujek i ciocia. Państwo Morello zaproponowali, że zabiorą mnie i Filipa do siebie na tydzień. Rodzice się zgodzili, wiedząc, że w ten sposób ulżą im w bólu, w tych dniach, w których równy rok temu stracili syna.

24 komentarze:

  1. Filip nie może pozbierać po smierci Krystiana i uciekł w samotność, Klara zas tej samotności prżezyc nie może. Podoba mi sie sposob, w jaki piszesz z jej perspektywy, naprawdę jak dziecko, ktore wierzy w takie rzeczy jak wilkołaki i w jego umyśle to naprawdę jest rozsądne. Ze strachu przed tym naklamala i Adam pewnie jest na nią jeszcze bardizej wkurzony... Zastanawia mnie, po co tam wchodził, skoro boi się wysokości i najbardziej logiczne byo to, ze chciał jej pomoc zejść, bl myślał, ze ona sika tam na gorze ze strachu. Tymczasem dostał młotkiem po dloniach , a potem jeszcze Karę od ojca z powodu kłamstwa Klary. Biedak. Ale moźe w koncu któreś ze spotkań uda im się normalne xD skoro za ileś lat będą małżeństwem, to jest szansa ;). Z niecieprliwoscia czekam na ciąg dalszh, jestem pewna, ze swietnie pokażesz dojrzewanie bohaterki mie tyloo poprzez sceny z jej zycia, ale i sposob narracji:)
    Zapiski-condawiramurs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adam? Artur.
      Tak, Klara jako dziecko była urocza. Potem mi się zepsuła, trochę naumyślnie, ale jednak... mnie samej czegoś w niej potem brak.
      Tak, wszedł po nią.
      A kto powiedział, że oni będą takim całkiem normalnym małżeństwem.
      Mam nadzieję, że uda mi się pokazać jej dojrzewanie, tylko, że ona bardzo późno dojrzeje. Będzie miała jeszcze taki etap gdy dziecinne wybryki przeplatać się będą z dojrzałą odpowiedzialnością.

      Usuń
  2. Podoba mi się, że Klara jest taka odważna i widać ze ma pazura. Wyobrazilam sobie jak mała wkurzona dziewczynka bierze do ręki młotek i wali nim po łapach starszego od siebie chłopaka. Muszę przyznać, że strasznie mnir ten widok rozśmieszyl i ogólnie uważam, że świetnie przedstawiłas relację między Klarą a Arturem. Na razie wyraźnie za sobą nie przepadają, ale kto się czubi ten się lubi, nie? :D Spodobało mi się jeszcze porównanie go do wilkołaka. Takie to było typowo dziecinne i urocze ;p No i ciekawi mnie bardzo ich pobyt u rodziców Krystiana. Czekam więc na następny rozdział i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Klara była zadziorna i miała wyobraźnie.

      Usuń
  3. Miałam zajrzeć wczoraj, ale oczywiście nie mogło się u mnie obyć bez małej obsuwy czasowej. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz :)
    Fajny jest sama koncepcja całości. W sensie, że to mają być wpisy do pamiętnika. Naprawdę super chwyt. To czyni całość czymś w rodzaju dość intymnego wyznania.
    Zastanawiam się, który pan podarował Klarze ten pamiętnik. Chyba najbardziej prawdopodobny wydaje się Artur, ale bo ja wiem… zdecydowanie lubisz zaskakiwać (ja się do tej pory nie mogę pozbierać po tych spojlerach z „Legendy” xd).
    Rzeczywiście Artur jest specyficzny. Nie wiem jeszcze co się za tym kryje i jak daleko sięga ta jego „specyficzność”, ale pewnie z czasem dane mi będzie to nieco dokładniej ocenić. Na razie mam do niego neutralny stosunek, co trochę dziwi, bo przecież obstawiałam, że od razu go nie polubię. No ale może to kwestia, że na razie to jego młodsza wersja, więc do końca nie wiadomo jeszcze co tam z niego będzie, także można dać mu szansę :D
    Za to zdecydowanie lubię Klarę. Jest taka żywa, odważna. Świetny jest sposób w jaki ją przedstawiasz. Ona postrzega świat w taki typowy dla dziecka sposób. Bynajmniej nie jest przerysowana, ot taka dziewczynka, która chociaż z pozoru dość poważna i zaradna, to jednak i jak to dziecko kapryśna, i pełna tej takiej dziecięcej wyobraźni. Artur jako wilkołak przebił po prostu wszystko!
    Ta sprawa z Krystianem jest dość przykra. Filip bardzo to przeżył, Klara pewnie też, ale u niej nie przerodziło się to w takie odgrodzenie od świata, jak w przypadku Filipa. Być może to kwestia jej charakteru, a być może mimo wszystko Filip był z Krystianem względnie mocniej związany, to dlatego mocnej to przeżył. Albo równie dobrze, to efekt tego, że Filip należy do osób przeżywających wszystko wewnątrz siebie, Klara już nie, a więc wszystko znowu sprowadza się do pewnych cech osobowości. Tak czy inaczej śmierć Krystiana z pewnością dla ich dwójki była bardzo przykrym przeżyciem.
    Na końcu to aż mi się Artura szkoda zrobiło. Nie dość, że wdrapał się na ten dach pomimo lęku wysokości, to na dodatek oberwał młotkiem, a na samym końcu Klara wrobiła go, nieco naginając fakty. Oj ta Klara, nic dziwnego, że Artur się na nią tak denerwuje :D
    Uff, no to jestem już i tutaj na bieżąco.
    Czekam na dalej, bardzo, bardzo niecierpliwie!
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obsuwę to ja mam w odpowiadaniu na komentarze. Zobacz po jakim czasie ci odpisuję?
      Artur, Artur, po kolejnym rozdziale, to już nie jest żadna tajemnica.
      Tak, Artura młodsza wersja była bardziej smutna, taka łobuzowata, a jako mężczyzna stał się... ja sama nie wiem jak to nazwać. Chyba nabrał wyniosłości i poczucia wyższości.
      Tak, Klara to świetny dzieciak, ale chyba byś nie chciała mieć takiej córki w przyszłości, bo trzeba by było mieć oczy dookoła głowy.

      Usuń
  4. Hej :) Na początku muszę Cię przeprosić, że tyle mi zeszło z zebraniem się do Ciebie, ale niestety ostatni okres był trochę szalony i tak wyszło. Postaram się teraz być już na bieżąco :) Początkowo miałem zamiar czytać Twoje opowiadanie pt. "Prawdziwa legenda" (do którego nota bene i tak zamierzam prędzej czy później dotrzeć) ale jak zobaczyłem historię w formie pamiętnika to nie mogłem się oprzeć. I nie żałuję, bo już od samego początku ta historia mnie zachwyciła. W cudowny sposób ukazujesz dziecięcy świat i bardzo podziwiam, że potrafisz zrobić to właśnie z dziecięcego punktu widzenia. Niby jest to pamiętnik, ale Klara opisuje swoje odczucia dokładnie w ten sposób, w jaki myślała o wszystkim będąc małą dziewczynką. Historie opisane przez Ciebie w początkowych rozdziałach mają w sobie dużo różnych emocji, są zarówno dziecięce radości, jak i ogromne smutki, jak chociażby śmierć przyjaciela. Bardzo podoba mi się pisanie w formie pamiętnika i już nie mogę się doczekać aż poznam dalszy jego ciąg. Nie wiem czy Klara będzie w życiu szczęśliwa, czy z przyszłym mężem będzie się dogadywała lepiej niż w dzieciństwie (oby tak, chociaż początki nie są zbyt obiecujące) ale wierzę, że jej historia z pewnością będzie ciekawa :) Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg. Pozdrawiam i życzę dużo inspiracji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy jest sens odpisywać na Twój komentarz, bo z tego co widziałam zarówno Ty, jak i twoja blogowa partnerka zniknęliście z Blogosfery ot tak, bez żadnej informacji i milczycie do teraz, nawet gdy czytelnicy Was o powrót pytają.
      Akurat dziecięcy świat jest mi bliski, bo mam dzieci, które często opowiadają jak coś widzą i jest to spojrzenie zupełnie inne od spojrzenia dorosłych osób.
      Małżeństwo Klary i Artura będzie ciekawe, ale nie obiecuję, że będzie szczęśliwe.

      Usuń
  5. Jejku, ale go nieładnie potraktowała.. chociaż, on ją też. Moim zdaniem są kwita :P

    Cudownie piszesz. Strasznie mi się podoba <3

    Pozdrawiam,
    legna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni sobie nawzajem będą takie kuksańce wymierzać, więc spokojnie, często będą kwita, ale ile tak można bić się z sobą i żyć jak pies z kotem?

      Usuń
  6. Bardzo szkoda mi Filipa. Przeżył śmierć przyjaciela i zamknął się zupełnie w sobie i to w tak młodziutkim wieku. To zniszczyło też relacje między rodzeństwem. To naprawdę przykre.
    Muszę przyznać - Artur i Klara mieli specyficzne początki. Myślalam, że po tym, jak dziewczyna przywaliła mu młotkiem, zostawi ją i jeszcze odstawi drabine, żeby nie mogła zejść. On jednak został i dopilnowal, żeby mała mimo swojego zachowania zeszła bezpiecznie na dół. Dlaczego jednak Artur chce umrzeć?
    Klara i jej przejmujące opowieści o wilkołakach są bezbłedne. Dziewczynka tak mocno w to wierzy, że chyba byłaby w stanie przekonać całą swoją rodzinę, do uwierzenia w istnienie owych stworów.
    Artur mnie bardzo intryguje i mam nadzieję, że w następnym wpisie jest go równie dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też małego Filipka było szkoda. Ale zapisał się zarówno w życiu Klary jak i Artura na tyle mocno i pozytywnie, że ich syn będzie nosił to samo imię (taki spojler).

      Usuń
  7. Śmierć Krystiana musiała wpłynąć na Klarę i Filipa. To przykre, że Filip się oddalił od Klary. :( Szkoda mi go.
    Akcja na dachu mnie za to rozwaliła. :D Klara potrafi zadzierać nosa. ;) I ta jej wiara w wilkołaka. ;D Arturowi się nieźle oberwało. Ale nie musiał biednej dziewczynki zaczepiać, prawda? No właśnie. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie szkoda Filipa później, gdy będzie się chciał na powrót zbliżyć do siostry, ale nie będzie mu już to dane.
      Biedna dziewczynka? Chyba raczej on był w tym fragmencie biedniejszy.

      Usuń
  8. Ciekawa osóbka z tej Klary. W zasadzie nie najlepiej dzieje się w jej życiu, niemniej jednak ona innym też go nie ułatwia. Z jednej strony najpierw było mi żal dziewczynki, w końcu znów w jej życiu pojawia się ten nieznośny chłopak i nie okazuje się, aby jego podejście do niej się zmieniło. Wciąż jest niemiły, wyśmiewa ją, no i to, jak traktował ją na tym dachu... Chociaż gdybym to ja oberwała młotkiem po rękach - no nie byłabym zachwycona. Swoją drogą wyobraźnia dziewczyny. Z jednej strony podoba mi się, jednak z drugiej nieco mnie przeraża, że tak łatwo Klara podpasuje pod nią rzeczywistość. Tym bardziej, że na pewno Artur nieźle na tym ucierpiał. Nie to, żebym polubiła tego młodzieńca, ale coś mi się wydaje, że nie ma lekko w życiu i to tak naprawdę go kształtuje. Zresztą tak jak Klarę... Przynajmniej ma po tym wszystkim wyrzuty sumienia...
    Jestem ciekawa, jak potoczy się życie tej dziewczyny. Chociaż na razie najbardziej interesuje mnie, co się wydarzy w ciągu tego tygodnia u rodziców Krystiana. Może Filip się trochę otworzy? No cóż... poczekam, przeczytam i się dowiem :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Klara jest jeszcze bardzo mała, więc to nic dziwnego, że ma tak bogatą wyobraźnie.
      Faktycznie Artur nie ma lekko w życiu. Jego jest mniej beztroskie, takie... mniej dziecięce. Jemu przyszło znacznie szybciej niż Klarze dorosnąć.

      Usuń
  9. Tutaj widzę też się mój komentarz nie uchował.
    W tym przypadku, choć żal mi Filipa i Klary, to jednak od śmierci ich przyjaciela minął rok. Powinni się jakoś pozbierać. Choć może czują się winni. Widać, że Klara lepiej sobie z tym radzi i świetnie, że rodzeństwo stworzyłaś tak różne od siebie.
    Artur jest intrygujący i to jego w tym rozdziale szkoda mi najbardziej. Nawet nie przez to, że dostał w twarz od ojca i młotkiem po łapach od Klary, ale w nim jest pewien smutek, taki dół, może nawet deprecha jakaś totalna.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety. Chciałam przenieść wszystkie komentarze i nie wiem czemu do tego nie doszło. Robiłam wszystko według instrukcji, ale i tak te ostatnie i kilka moich odpowiedzi ucięło.
      To może nie kwestia winy i niepozbierania, a tęsknoty.
      Tak, w Arturze jest pewien smutek, taki mrok w sercu.

      Usuń
  10. „Obserwował moją dziecięcą twarz, bardzo mocno koncentrując się na barwie mych źrenic, która, swoją drogą, była zupełnie nijaka, ni to piwna, ni zielona”.

    Źrenice są zawsze czarne. Chyba chodziło o tęczówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że chodziło o tęczówki. W pierwotnej wersji było, że szmaragdowe tęczówki kontrastowały z barwą źrenic. Po zmianie widocznie usunęłam nie ten wyraz i nawet tego nie zauważyłam.
      Dziękuję za czujność.

      Usuń
  11. Klara jak widać miała charakterek jako dziecko. Mówi się, że dzieci nie kłamią, a jednak są wyjątki czego przykładem może być Twoja bohaterka :)
    Nie dziwię się Filipowi, że odsunął się od siostry po śmierci Krystiana. Musiał to mocno przeżyć, zwłaszcza, że był starszy od siostry.
    Ciekawa postać z tego Artura - zastanawia mnie po co wszedł na dach skoro bał się wysokości, a Klary nie lubił. Dziwne to, bo wygląda na to, że bał się aby coś jej się nie stało :)

    amandiolabadeo.blosgpot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to przysłowie to się powinno w końcu sprecyzować. Małe dzieci nie kłamią, takie małe, małe, całkiem małe. Inne nabierają już wiele cech po nas - po dorosłych, bo to od nas uczą się żyć. To my uczymy je kłamać.
      Artur jest dziwny, a jego motywy długi czas nieznane.

      Usuń
  12. Klara to ma pomysły! Obiecała zemstę i obietnicy dotrzymała. Artur sprawia wrażenie osoby o bardzo sprzecznych cechach. Nie był zbyt sympatyczny dla Klary... szarpał ją i sprawiał jej ból, a mimo to zdawało mi się, że nie jest taki zupełnie nieczuły, może prędzej: zraniony i nieszczęśliwy? A ta brutalność to tylko maska? Zastanawiam się czemu chce umrzeć i co to za historia z jego matką, której nie skończył, a w sumie w ogóle nie zaczął opowiadać. Mam nadzieję w kolejnych rozdziałach poznać go lepiej, zaintrygował mnie. Lubię takich niejednoznacznych bohaterów i zwykle staram się analizować ich uczucia.
    I jeszcze ten wilkołak:D Ach ta dziecięca wyobraźnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy coś wspólnego. Też lubię niejednoznacznych bohaterów.
      Artur faktycznie sprawiał Klarze ból i nie był dla niej miły, a z drugiej strony wszedł po nią na ten dach.

      Usuń