Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

piątek, 17 lutego 2017

#7

Pierwszy wpis Artura
Po pierwsze, pierw sądź siebie

Nigdy nie byłem dobrym mówcą. Pisarz, także ze mnie marny. Z liczeniem natomiast miałem problem od pierwszego dnia, gdyśmy się z sobą spotkali i najwidoczniej nie zaznajomili. Miałem wtedy kręcone włosy, które przeszkadzały mi, bo wchodziły do moich oczów. Odgarniałem je wierzchem dłoni i krzyczałem „Moje ocza!”.
Matka chciała bym pokazywał na palcach ile mam lat. Wbijała mi to do głowy przez powtarzanie tej samej czynności po kilka razy każdego dnia, a ja i tak nieustannie się myliłem. Ojca to denerwowało. Głośno komentował, że wyrosnę na debila, na dodatek maminsynka, bo choć włosy mi przeszkadzały, to jak tylko zobaczyłem nożyczki, to uciekałem za długą spódnicę rodzicielki w obawie, że to dziwne urządzenie obetnie nie tylko moje kudły, ale przede wszystkim moje uszy. Ojciec często mnie straszył, że mi je poobcina, bym nie podsłuchiwał nocami ani w inny czas dorosłych rozmów. Wziąłem więc jego słowa do swojego, trzy czy czteroletniego, serca.
Po takim wstępie, mam nadzieję, że przyszłe pokolenia i każda inna osoba, która, o zgrozo, będzie miała zaszczyt przeczytać mój bełkot, wybaczy mi błędy merytoryczne, logiczne, gramatyczne, datowe i wszelakie inne jakie tylko się pojawią.
Nigdy nie sądziłem, że będę spisywał swoje myśli na kartkach papieru, ale swojego czasu pojawiło się ich za dużo bym wszystkie pragnął pozostawić w mej głowie. Wziąłem więc przykład z matki, która przed samą śmiercią także dużo pisała. Listów. Wszystkie zaadresowane były donikąd. Wziąłem je i ukryłem, zanim ktokolwiek je odnalazł. Czasami sądziłem, iż były tak naprawdę kierowane do ojca, ale wtedy szybko tłumaczyłem sobie, że to przecież niemożliwe.
Jako mały chłopiec często bywałem na torach. Bawiłem się w ich pobliżu, a najczęściej na nich. Tam też się modliłem. Ustawiałem na szynach żołnierzyki z pierwszym z mych przyjaciół i patrzyłem jak rozjeżdżają je koła pociągu, jak je kruszą na drobny pył i wtedy jakoś mniej bolało. Naprawdę je lubiłem, ale w końcu i tak by się zniszczyły, a tak przynajmniej miały spektakularny obrót w nicość. Już jako mały chłopiec wiedziałem, że mniejsze znaczenie ma to jak żyjemy, niż to w jaki sposób umieramy.
Innymi razy, gdy odwiedzałem tory, kładłem na nich lichtarzyki z białymi świecami. Wtedy bywałem tam sam, zwykle nocami. Klękałem na trawie, bądź śniegu i składałem ręce jak do pacierzu, prosząc Bozię, by ojciec, który dzień czy dwa wcześniej wyjechał, nigdy już nie powrócił. Zawsze wracał. W końcu przestałem wierzyć, a na torach zacząłem kłaść samego siebie. Było to w latach młodości, gdy zakładaliśmy się z okolicznymi łobuziakami o to, który z nas jest odważniejszy. Ten, który pierwszy się podniósł za karę dostawał kilka kopów czy pasów, a ten który wytrzymał najdłużej i ledwie co umknął przed pociągiem był tym wymierzającym karę, tym bijącym. To była tylko jedna z brutalnych zabaw w jakie zwykłem się bawić z okolicznymi chłopakami.
Pewnego dnia dorosłem. Zdawało mi się, jakby to nie był proces długotrwały, a natychmiastowy. Jakby to było coś, co nastało z dnia na dzień albo trwało góra kilka dni, najwięcej tydzień. To też miało miejsce na torach. Graliśmy z Dominikiem w karty. Oczywiście na pieniądze, bo na zapałki nie byłoby tej samej frajdy. Zajadaliśmy się mandarynkami. Pamiętam, że lało jak z cebra, a my siedzieliśmy skuleni pod wiatą nieopodal dworca. Opatuleni w płaszcze i koce, których nawet nie braliśmy do domu. Zostawialiśmy tam, na miejscu. Był tam stróż, który je dla nas przechowywał. Czasami za to dawaliśmy mu jakiś rarytas trudny do zdobycia dla biedoty i pospólstwa. Nierzadko był to alkohol ukradziony z naszych domowych barków. Ojcowie tego nie liczyli, za dużo mieli spotkań w tak zwanych interesach, a większość z nich sama pijała w nadmiarze. Mój nie pił wcale, dlatego ja szybko zacząłem pić za dwoje.
Tamtego dnia, jak zwykle w deszcz, przegrałem wszelakie oszczędności, nie tylko swoje, ale także te pożyczone. Nie martwiłem się. Wiedziałem, że za kilka dni znów trzeba będzie pomagać przy rozwożeniu węgla. To był sposób na zarobek. Sposób na zdobycie pieniędzy, by dalej się zadłużać i nadmiernie staczać w dół, by znowu mieć co postawić, by wygrać i wygraną stracić w podobny sposób w jaki się ją uzyskało. Położyłem ostatnie trzy monety i wtedy ją zobaczyłem. Miała zmęczoną twarz, ciemnobrązowe, zmokłe od deszczu włosy i dziecię trzymane za rękę. Ciągnęła chłopca, by szybciej przebierał nogami. Dwoje pozostałych dzieci biegło przed nią. Najmniejszy podszedł do mnie i Dominika. Wyciągnął rękę i powiedział niewyraźne „am”. Obrałem mu więc mandarynkę i podałem kawałek. Wziął do buzi i zaczął gryźć w taki sposób, jakby to był pierwszy jego posiłek od bardzo, bardzo dawna.
Zbieramy się. Ciemno już – zadecydował Dominik, a ja wstałem.
Wyjąłem z kieszeni płaszcza kilka owoców mających pomarańczową skórkę i podałem dziewczynce, która stała przy boku chłopca.
Dzieci nie łączyło z sobą nic, oprócz oczów. Ta sama szmaragdowa barwa, która nie pozwalała odwrócić od nich wzroku, a mimo tego ludzie go odwracali, udając przy tym, że nie widzą tej biedy, tego bólu, nędzy i cierpienia.
Tamtego dnia to ja miałem składać nasze koce i odnieść je stróżowi. Nie zrobiłem tego. Pozostawiłem rzeczy na ławce, znajdującej się z drugiej strony budynku niż miejsce, w którym my siedzieliśmy. Odchodząc, rzuciłem jeszcze raz spojrzenie na tę kobietę zmęczoną życiem i trójkę jej maluchów, niemniej zmęczonych niż ona sama. Uśmiechnąłem się smutno, co z pewnością nie dało się uznać za pokrzepiające, a potem wracałem na dworzec regularnie, każdego dnia. Spotykałem ją tam wybiórczo. Patrzyłem na dzieci bawiące się w kałużach, skaczące po nich tak mocno, że woda bryzgała na wszystkie strony. Po miesiącu nie wytrzymałem i zapukałem do kanciapy stróża. Nadchodziła zima. Uprosiłem, by zaprosił ją do środka, mając świadomość, że propozycji ode mnie, jeszcze dziecka, by nie przyjęła.
Kolej nie da tyle węgla. Będzie jej tu zimno tak samo jak na dworze – wyjaśnił, gdy staliśmy na zewnątrz.
Poczęstowałem go papierosem ojca. Cygara i inny tytoń także rodzicielowi podkradłem, niemal tak samo jak alkohol i pieniądze, tyle że te w znacznie większych ilościach. Palił więcej niż wszyscy mężczyźni w klubie hazardowym zebrani, tak więc nigdy nie byłby w stanie się doliczyć braku kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu sztuk tygodniowo.
Ja dam ten węgiel.
Jak to zrobisz? Z hrabstwa wyniesiesz? – dopytywał z drwiną.
Mój ojciec nawet z konającym głodem nie podzieliłby się kromką chleba, tylko jadł na jego oczach i patrzył jak biedak kona. Z jego dworu nie uda mi się zabrać nic co jest większe od butelki whisky.
Jaki więc ma panicz pomysł?
Zaśmiałem się, widząc jak łypie na mnie ciekawskim spojrzeniem.
Nie mów do mnie paniczu, brzydzi mnie ten tytuł. Będę z chłopakami pakował węgiel do wywozu.
Oszukasz gospodarzy?
Po szpadlu z każdego. Im ten ubytek nie zaszkodzi. Pewno nawet nie będzie im dane go dostrzec. Ona przetrwa zimę – zadecydowałem i jednocześnie upuściłem niedopałek na mokre od deszczu deski. Przydepnąłem butem i ruszyłem przed siebie, swoim trzynastoletnim krokiem.
Pewnego dnia, przybyłem tam, gdy stróża nie było. Przyniosłem kilka słoików konfitur i jakieś pieczywo. To był dwudziesty czwarty grudnia.
Skąd pochodzisz? – zapytałem kobietę.
Była nie więcej niż dekadę starsza ode mnie. Kilka łez stoczyło się po jej policzku, ale milczała. Zasiadła na ziemi, na kocach i pierzynach, które także ja im dostarczyłem. Chwyciłem za nóż i zacząłem rozkrawać bochenek. Dałem piętkę temu malcowi, co ponad miesiąc wcześniej tak ochoczo wyciągał dłonie po moje mandarynki.
Jesteśmy z dużego miasta – odezwała się kilkuletnia dziewczynka, a potem szybko zatkała usta dłońmi i szepnęła – przepraszam.
Zrozumiałem, że nie wolno jej było mówić. Ktoś jej zabraniał, ale nie wiedziałem czy matka, czy to jakiś odgórny zakaz. Tak na dobrą sprawę, to nawet nie miałem pojęcia czy ta kobieta, którą miałem przed oczami, była rodzicielką trojga tych dzieci.
Czego się boisz? – szepnąłem, odkładając nóż i bochenek na stary, imający się stół. Podszedłem bliżej i przysiadłem obok niej. – Przed czym uciekasz? – dopytywałem, darowując sobie zbyteczne formy grzecznościowe, bo nawet jeśli była ode mnie starsza, to ja byłem synem hrabiego, a ona tylko kobietą na mej łasce.
Pewno nawet nie zdawała sobie sprawy z mojego pochodzenia, a po mym pytaniu wsparła głowę na moim ramieniu. Zapłakała, jakby głośniej, a potem całkiem zamilkła. Dzieci biegały wokół stołu, rysując coś kredą na starych deskach podłogowych. Zapatrzyłem się na nich, ubranych czapki i opatulonych szalikami, bo choć donosiłem im węgla, to i tak trzeba było oszczędzać. Poczułem jak powieki mi opadają, bo byłem tym wszystkim zmęczony. Męczyło mnie picie, hazard, ojciec, praca, nowe obowiązki, które sam wziąłem na swoje barki. Przymknąłem oczy odrobinę i nagle poczułem oddech tej kobiety na swoim uchu. Usłyszałem szept i rozwarłem oczy tak mocno, jak to tylko było możliwe. W tamtej chwili rozbudziłem się na dobre.
Nie oceniaj mnie. Nie miałam co zrobić – bełkotała, ciągle szlochając. – Nie miałam za co ich już wykarmić. Mój mąż nie chciałby... on by się bardzo zezłościł – kontynuowała jak w amoku, a ja tylko zadawałem jedno pytanie.
Gdzie?” powtarzałem kilkakrotnie. W końcu nie wytrzymałem. Stałem nad nią, pochylałem się, łapałem za ramiona i energicznie potrząsałem.
Do cholery, gdzie!? – ryczałem na całe gardło.
Na torach – padły słowa, a ja zamilkłem. – Zakopałam przy torach – dodała.
Nie czekałem już ni chwili. Podałem jej kartkę i ołówek.
Dokładnie gdzie!? – krzyczałem. – Narysuj układ tych torów, kamienice, budynki, drzewa, cokolwiek! – zażądałem.
Gdy oddała mi zmiętą kartkę i do tego wskazała kierunek, z którego przybyła, ja chwyciłem za łopatę i nie czekałem już ani chwili dłużej. Poszedłem w tamtym kierunku i dotarłem na miejsce.
Kułem ziemie pół nocy. Nie czułem rąk, tak mocno były zmarznięte, pomimo tego, że rozpaliłem nieopodal ognisko. Moje dłonie pokryły pęcherze, a przetarcia zaczęły krwawić, ale dobrnąłem swego. Wydobyłem zawiniątko i coś podkusiło mnie, by zajrzeć do środka. Z trudem odwinąłem zamarzniętą poszwę i zobaczyłem sine niemowlę z nieodciętą pępowiną. Przyglądałem się jakby czas stanął w miejscu. W uszach mi zaszumiał wiatr, a martwe dziecko wypuściłem z rąk wprost na białą pierzynę śniegu. Uklęknąłem. Dosłownie padłem na kolana, jakby coś mnie na nie powaliło. Zacisnąłem zęby i wziąłem się w garść, bo wiedziałem, że muszę. Zawinąłem niemowlaka z powrotem i wsadziłem do płóciennego worka, który miałem przy sobie. Zakopałem ziemię, wiedząc, że ponownie zamarznie. Zabrałem łopatę i ruszyłem w drogę. Musiałem się go pozbyć, ale pozbyć tak, by nikt go nigdy nie odnalazł. Zrobić to mądrzej niż jego matka i nie narazić przy tym jej ani trojga małych dzieci, które jej jeszcze pozostały.
Tamtego dnia dorosłem na dobre. Tamtego dnia zdałem sobie sprawę, że najłatwiej byłoby ją osądzić, a przy okazji jeszcze skazać, pomimo tego, że nigdy ni mili nie przeszedłem w jej butach. Moja matka zawsze mówiła, by w pierwszej kolejności sądzić siebie, a nim osądzi się innych, to choć spróbować poczuć się nimi przez jeden, jedyny dzień, ze świadomością, że będzie to trwało znacznie dłużej niż dobę.

28 komentarzy:

  1. Nie spodziealam się, ze zmienisz perspektywę, ale pdpobalo mi się to. Artur nie zachowywał się tutaj jak panicz, nawet przez chwile wg mnie. No moze tylko troche wtedy, kiedy sadzil, ze moze sobie mowić do starszej kobiety na ty, bo jets synem hrabiego. Ale moze to i dobrze, ze nie jest taki wymuskany, bo to nudne by było. Raczej z takim ojcem łatwo nie miał... Pdpobalo mi się, ze wszytsko kręciło się wokol torów, choc na moj gust to one więcej smutku niz pożytku przynosiły w zyciu Artura. Ciesze sie, ze postanowił pomoc tej kobiecie... Nie wiem tylko, dlaczego wlasciwie chciał sprawdzić, co z tym dzieckiem? Przeciez ona musiała je zakopać jakis czas temu... To chyba było niezalezne od niego... Nie rozumiem do konca tej sytuacji, dlaczego mówiła o mężu, skoro najwyrazniej go opuściła? Chyba ze to on ją wywalił wraz z dziecmi za to,a ona się tego nie spodziewała? Nie wiem, ale sytuacja straszą, straszna, widac, ze kobieta nie moze sobie wybaczyć i trudno sie dziwic, bedzie z tym życ...
    Na koniec dodam, ze widać, ze Artur językowo stoi na bakier, o wiele bardziej niż Klara. Ale jednak bledow ortograficznych bym nie pisała, tzn.na poczatku powinno było byc napisane spodnicĘ. No i we fragmencie "– Jaki więc ma pani pomysł?
    Zaśmiałem się, widząc jak łypie na mnie ciekawskim spojrzeniem.
    – Nie mów do mnie paniczu, brzydzi mnie ten tytuł. Będę z chłopakami pakował węgiel do wywozu." chyba chodziło Ci o panicza, nie panią? Bo tak to nie ma żadnego sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są pewne przyzwyczajenia, których nie da się wyzbyć. O tym czemu Artur nie zachowuje się jak przystało na panicza jest dalej, więc teraz nie będę tego streszczała w komentarzu.
      On chciał to martwe dziecko przenieść, lepiej ukryć, by w razie czego policja... Chodziło o to, by nie odnalazła jej tropu jakby mężowi przyszło do głowy jej szukać.
      Faktycznie, to przy słowie "panicz" samo jakoś urwało mi "cz".
      "Spódnicę" zaraz poprawię, bo najwyraźniej znowu mi umknęło.

      Usuń
  2. Po tym rozdziale ciężko nie spojrzeć na Artura inaczej niż do tej pory. W małym, maleńkim fragmencie z jego życia zmieniłaś to, jak czytelnik go postrzega, pokazałaś go od zupełnie innej, prywatnej strony. Perspektywa Klary była łatwiejsza dla czytelnika, mimo różnych negatywnych wydarzeń w jakiś sposób pogodniejsza, przynajmniej do tej pory. Tutaj jest trudniej bo w całość wpleciona jest jeszcze postać tajemniczej kobiety, której Artur postanowił pomóc. Jaka jest jej historia? Skąd przybyła? Jakie okoliczności w życiu zmusiły ją do zabicia własnego dziecka? Pytań jest mnóstwo i mam nadzieję, że niedługo poznam na nie odpowiedzi. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w perspektywie Klary widzimy Artura jej oczami. A w jego widzimy jak sam na siebie patrzy.
      O tej kobiecie, jak i o tej zbrodni jeszcze coś będzie w dalszych rozdziałach.

      Usuń
  3. Nie spodziewałam się zmiany perspektywy, ale muszę przyznać, że ten zabieg bardzo mi się spodobał, bo możemy dogłębniej poznać Artura i to takim, jaki jest naprawdę, a nie w oczach Klary. Bardzo mi się ten rozdział podobał, mimo tego, że dużo różni się od poprzednich. Jest dużo bardziej smutny i przygnębiający, przez tą kobietę, której Artur pomógł. Naprawdę straszna historia. A Artur wydaje się być bardzo dobrym człowiekiem, skoro zdecydował się jej pomóc i jeszcze z takim zapałem wziął się do odkopania tego ciała... wydawać by się mogło, że wychowując się z takim ojcem wyrośnie na samolubnego, rozkapryszonego gbura, ale na szczęście tak nie jest ;) Nie mogę doczekać się aż bardziej go poznam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od początku było wiadomo, że pamiętnik należał do mężczyzny i przyjdzie taki czas, gdzie to wpisów Artura będzie znacznie więcej niż wpisów Klary.

      Usuń
  4. "– Jaki więc ma pani pomysł?
    Zaśmiałem się, widząc jak łypie na mnie ciekawskim spojrzeniem.
    – Nie mów do mnie paniczu, brzydzi mnie ten tytuł. Będę z chłopakami pakował węgiel do wywozu." - W tym pierwszym chyba zamiast "pani" powinien być "panicz"? ;)
    Artur wydaje się być strasznie dojrzały jak na trzynastolatka. Palenie, picie i takie dorosłe myślenie... Trochę mi to nie pasuje, ale patrzę przez pryzmat naszych czasów, więc to pewnie dlatego.
    Cała reszta - super!

    Pozdrawiam,
    legna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam i dziękuję za czujność :)
      Wydaję mi się, że kiedyś dzieci musiały być dojrzalsze niż teraz, skoro mając raptem kilkanaście lat zakładali własne rodziny. trzynastolatek więc musiał zachowywać się jak siedemnastolatek, skoro jako siedemnastolatek mógł być już ojcem i mężem.

      Usuń
    2. W wieku czternastu mój kuzyn pił i palił. I też myślał dość dorośle, choć nie aż tak bardzo.

      Zresztą żyjąc w takich czasach pewnie szybciej się dorastało.

      Komentarz nieskładny, bo z telefonu.

      Usuń
    3. Też nie przepadam za pisaniem z telefonu.

      Usuń
  5. Ojej, zmiana perspektywy! Zupełnie się nie spodziewałam, więc to taka miła niespodzianka.
    I zdecydowanie dzięki temu Artur ukazał się w nieco innym świetle. Dotychczas w tych scenach z Klarą właściwie ciężko było go ocenić pozytywnie. Tutaj jednak wyszło na to, że z niego człowiek, któremu zdarza się być dobrym i pomocnym :P Ot choćby właśnie to, że zdecydował się pomóc tej kobiecie na tyle, na ile mógł. Jej sytuacja była nie do pozazdroszczenia, bo taka wędrówka z dziećmi, gdy na dworze zimno, to coś strasznego. Co więcej, odkąd zmarło jej dziecko, z pewnością odczuwa straszne wyrzuty sumienia, bo takie przeżycie to nie jest coś nad czym można normalnie przejść do porzadku dziennego. Dlatego tym piękniejszy wydaje się czyn Artura i to, że zdecydował się jakoś zadziałać, by choć trochę kobietę wesprzeć. Ciekawa jestem, co dokładnie się w jej życiu wydarzyło. Wspomniała o mężu, ale nie wyjaśniła, co się z nim stało. Czyżby od niego uciekła? A może on ją zostawił i po prostu wygnał z domu? W sumie nieco szkoda, że właśnie w obliczu takiej tragedii Artur mógł wykazać się swą dobrocią. No ale taka jest już kolej rzeczy, że niektórym przytrafiają się niezwykle przykre doświadczenia.
    Swoją drogą Artur też ze swoją rodziną nie miał najłatwiej. Ojciec był dla niego wyjątkowo surowy.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie Artur przedstawia samego siebie zupełnie inaczej niż przedstawia go Klara. Nie rozumiem jednak dlaczego nikt z czytelników nie spodziewał się zmiany perspektywy, skoro od początku było napisane, że pamiętnik należy do mężczyzny, a nie do Klary. Więc w końcu musiał zostać ujawniony jego wpis.
      O relacjach Artura z ojcem jeszcze będzie.

      Usuń
    2. Ja się akurat tej zmiany spodziewałam, ale nie aż tak szybko.

      Usuń
  6. Jeszcze co do poprzednich rozdziału - zaimponowało mi, że tak sprawnie poradzilaś sobie z opisywaniem perspektywy dziecka. Wielu osobom wychodzi to niemrawo, Ty jednak bardzo płynnie i ciekawie wszystko ujęłaś.
    Artur mimo młodego wieku, zachowuje się, jak całkowicie dorosła osoba. Zachował się bardzo dojrzale i szlachetnie, pomagając kobiecie. narażał siebie, żeby kobieta i dzieciaki przetrwały zimę - bardzo mi tym zaimponował. Z drugiej strony, jest mi go żal. Widac, że nie miał dzieciństwa, że musiał szybko dorosnąć. Myślę, że nie miał w życiu łatwo, stąd jego empatia.
    Bylam w szoku, że Artur odkopał dziecko. Byłam pewna, że kobieta zabiła swojego męża, a ona zabiła własne dziecko. W takim razie jak traktuje reszte? I gdzie jest jej mąż?
    Czekam na dalsze losy bohaterów oraz Twój rychły powrót do tego opowiadania :)
    Pozdrawiam
    [cienie-we-mgle.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dzieci, więc pewnie mnie jest łatwiej opisywać dziecięce perypetię i zrozumieć ich punkt widzenia.
      Pewnie tak, wiele osób, które miały ciężkie życie jest bardziej empatycznych. Zdarza się jednak też tak, że takie osoby nie mają w sobie wcale empatii, bo ich maksymą jest "mnie też nikt nie pomógł".
      Myślę, że to zmarłe dziecko zszokowało niejednego czytelnika i taki miałam zamiar, gdy rozpoczynałam ten wątek.

      Usuń
    2. Mnie też zszokowało. Spodziewałam się męża. A potem, że Artur nie będzie jej krył.

      Usuń
  7. Miła odmiana, poczytać z perspektywy Artura. :D
    W sumie, nie miał on zbyt radosnego dzieciństwa. Dosyć brutalne było wręcz. W sumie to on nawet tego dzieciństwa nie miał. Zresztą, co się dziwić przy takim ojcu.
    Muszę przyznać, że bardzo ładnie i zgrabnie opisujesz wszystko z perspektywy młodych ludzi, wręcz dzieci, tu nawiązuję jeszcze do wpisów Klary. ;)
    I jeszcze ciekawi mnie ta kobieta, która zabiła własne dziecko. To mnie nieźle zaskoczyło, nie powiem.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z perspektywy Artura się łatwiej pisze. Chyba wychodzi na to, że mam bardziej męski mózg :)
      Tak, Klary dzieciństwo pisało mi się też dobrze, dopiero później mnie tak dziwnie obrzydła. Jest taka licha, taka słaba, taka wrażliwa i miała taka być, ale jest w tym tak różna ode mnie, że jest mi z tym cholernie ciężko.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Mam wrażenie, że tym rozdziałem wbiłaś mnie w ziemię. Powoli otrząsam się po jego przeczytaniu. Pierwsze co, to zaskoczyła mnie zmiana perspektywy. Muszę powiedzieć jednak, że po przeczytaniu uważam, że jej zastosowanie było jak najbardziej trafne. Cieszę się, że mogłam poznać choć odrobinę życie Artura, to jakie on miał dzieciństwo. Przyznaję, że teraz oceniam go trochę inaczej. W zasadzie w pewnym sensie polubiłam go, ale dopiero w momencie, kiedy "wydoroślał". Nie popieram jego wcześniejszych praktyk, tego całego hazardu i jego podejścia do życia. Mam jednak wrażenie, że porzucenie tego wszystkie przyniosło mu więcej krzywdy niż szczęścia. Podoba mi się to, jak "zaopiekował" się tą kobietą z dziećmi, ale... Przeraża mnie, że jest to "ale". Dlaczego na jego barki spadło akurat coś takiego? Mam wrażenie, że ten ciężar w jakimś stopniu będzie mu towarzyszył już do końca życia. Eh... Pomijając to wszystko, genialnie udało Ci się przedstawić te wydarzenia. Z chęcią przeczytam ciąg dalszy. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wszystkich zaskoczyła zmiana perspektywy, a od początku było wiadome, że pamiętnik nie jest Klary, że należał do kogoś innego.
      Tylko że Artur nie porzucił hazardu i tych wszystkich niebezpiecznych zabaw. Nigdzie nie wyrzekł się swoich przyzwyczajeń.
      Pozdrawiam i cieszę się, że ci się podobało.

      Usuń
  9. Masz ciekawy styl pisania. Nie myślałaś, aby wydać to opowiadanie? Na pewno dotarłoby do większej grupy odbiorców.

    Nie spodziewałam się, że tak szybko zobaczę perspektywę Artura. Myślałam, że pojawi się pod koniec, gdy Klara postanowi to przeczytać, ale wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest znacznie lepsze.

    Leżenie na torze i uciekanie przed pociągami? To ja już wolę, aby nastolatkowie maniakowali przy kompie.

    Teraz spojrzałam na Artura zdecydowanie inaczej niż dotychczas. Klara ukazywała go jako brutala. Wydaje mi się jednak, że on też nie jest do końca obiektywny i stara się pokazać jak najbardziej szarą rzeczywistość.

    „Oczów” to jak rozumiem stylizacja językowa? Trochę dziwne, że panicz pisze gorzej niż wieśniaczka Klara, ale okej.

    Znam osobę, która po wyleczeniu z raka zaczęła ponownie pić, palić i dodatkowo uprawiać hazard. Liczę, że to ostatnie nie zostanie umniejszone i pojawią się poważne konsekwencje.

    Nie myślałaś nad zmniejszeniem czcionki? Taką ciężko się czyta.

    Zwiastun jest świetny. Jakby powstał z filmu stworzonego właśnie pod to opowiadanie. Podałabyś tytuł?

    Da się jakoś zaobserwować tego bloga?

    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością, gdy już je opublikuję w pełni, to wrzucę je na jakąś platformę ebooków, będzie do pobrania za darmo i być może w ten sposób rozsławię bloga. Wydanie czegoś niestety nie jest takie łatwe, a ja nie chcę za wydanie samej siebie płacić, bo szczerze mówiąc, mnie na to nie stać.
      Pod koniec perspektywy Artura będzie więcej niż perspektywy Klary, jednak już wcześniej jego wpisy będą się przewijały. Oczywiście te wpisy pojawiają się w chwili, gdy Klara je czyta i spisuje własne wspomnienia, a w nich często się do wpisów Artura odnosi.
      Ani leżenie na torze nie jest dobre, ani siedzenie przed komputerem. Dzieci jednak potrzebują ruchu, kontaktu z rówieśnikami, a nawet tych niebezpiecznych zabaw, o jakich rodzicom się nie opowiada.
      Nie da się być obiektywnym, gdy opisuje się kogoś czy siebie. Pisząc z pierwszej osoby nie da się bawić w obiektywizm, trzeba przyjmować spojrzenie bohatera, opisywać świat jego oczami.
      "Oczów" to typowe dla Artura. U Klary nie ma "oczów". A to dlaczego wieśniaczka z majętnej rodziny jest wykształcona lepiej od syna hrabiego, to się wyjaśni nieco później.
      Myślę, że niczego nie umniejszę w tym opowiadaniu, choć ma ono taki bajkowy klimat. "Zostaw uchylone", gdzie czas akcji to początek XX wieku są o wiele smutniejsze, takie przytłaczające, ciężkie klimatem. Opowieść o Klarze i Arturze jest jednak znacznie bardziej bajkowa i mimo smutku to wciąż pozostaje kolorowa.
      Nie, czcionki nie chcę zmniejszać. Moim zdaniem taka jest wygodna, przede wszystkim widoczna i na tym mi zależy, a kto chce to przecież zawsze może sobie zmniejszyć stronę. Wszystkim się nie da dogodzić, niestety, a może i całe szczęście.
      "Dama w czarnym welonie" była poniekąd inspiracją do stworzenia tego opowiadania, ale była inspiracją jedną z wielu. Polecam ją obejrzeć, jest dosyć... ciekawa, choć momentami naiwna. Ja się świetnie bawiłam przy tych, chyba, dwunastu odcinkach (dostępne na YouTube).
      Zawsze możesz przejść do obserwowanych blogów, do tak zwanej "listy czytelniczej" w swoim panelu bloggera i dodać blog do obserwowanych. Na tym szablonie niestety coś mi się popsuło i nie mogę dodać tego gadżetu. Co jakiś czas próbuję, ale z marnym skutkiem.
      PS. "źrenice" już zostały zastąpione "tęczówkami".
      Pozdrawiam i jeśli sobie życzysz, to zawsze mogę informować o nowościach.

      Usuń
    2. Szybko odpisujesz.
      Na pewno pobiorę ebooka, mimo że opowiadanie nie jest w moim klimacie.

      Nie jestem fanką Artura jednak jego perspektywa na pewno jest miłą odmianą.

      Ja tam się jednak cieszę, że do najbliższych torów mam piętnaście minut drogi. Dzięki temu zazwyczaj bawiłam się przy mniej ruchliwej drodze. Często graliśmy na niej w piłkę. Perspektywa leżenia na torach i uskakiwania przed pociągiem jednak przeraża.

      Tak podejrzewałam, że to specjalna stylizacja. I nie mogę się doczekać wyjaśnień.

      Cieszę się z tego. Podejrzewałam, że tutaj poruszysz wiele ważnych tematów.

      Ja mam dość duży ekran, może to dlatego wydaje mi się gigantyczna ^^

      Nie używałam tej opcji od roku i trochę zapomniałam ;)

      Jeśli chcesz to możesz mnie informować tutaj: http://brudnopis-aurelii.blogspot.com/

      Póki co ciekawszych opowiadań nigdzie nie publikowałam. Staram się poprawiać swój warsztat z dnia na dzień, a większość tych opowiadań pisałam w grudniu. Najnowszy jest rozdział pod tytułem „Atak”, ale służył on raczej do rozpisania ręki po dłuższej przerwie i rozładowania emocji.

      Damę obejrzę od razu. A za kolejny rozdział zabiorę się jutro. Dzisiaj jestem wykończona, a muszę się jeszcze zabrać za lekcje.

      Usuń
    3. Ja myślę, że każde moje opowiadanie ma nieco inny klimat, choć "Samotną królewnę" można porównać do "Się nie zdarza taka miłość", a "Zostaw uchylone" do "Na kartkach pamiętnika". Natomiast "Gówniarze" i "Prawdziwa legenda" są całkiem oddalone od wszystkiego innego i od siebie nawzajem.
      Mnie też przeraża perspektywa leżenia na torach, ale pamiętam chodzenie po dachach garażu jako dziecko, a potem opalanie się na tych dachach, gdy już byłam nastolatką. Wspominam też piwnice, poddasza, strychy. Wspominam to oczywiście miło, tak pozytywnie.
      Ja nie jestem nawet pewna czy na każdym ekranie ten szablon wygląda tak samo. Pewnie nie. Z pewnością jest to też zależne od przeglądarki i ustawień.
      Ja w ogóle nie używam opcji obserwowania, bo swojego czasu obserwowałam dużo blogów i większość z nich umarła. Planuję zrobić podstronę "Ulubione" i co jakiś czas przeglądać opowieści tam podlinkowane. Tak będzie mi wygodniej.
      Z pewnością zapiszę sobie gdzieś adres. Natomiast mam pytanie odnośnie opowiadań. Czy opowiadanie "Samotni herosi" jest Twojego autorstwa?
      Lekcje... oj, ja już od lat nie odrabiam lekcji, chyba że z dzieciakami.

      Usuń
  10. Napiszę tak - wow :)
    Perspektywa Artura podoba mi się znacznie bardziej niż Klary. Nie sądziłam, że z niego będzie taki... dobry, pomocny chłopak! Naprawdę, sądziłam, że to rozkapryszony panicz, a w tym wpisie pokazał się z zupełnie innej strony. Wreszcie zrozumiałam czemu pracował jak zwykły parobek kiedy poznał Klarę.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie Artura się pisze znacznie trudniej niż Klarę. Muszę się zastanawiać niemal dosłownie przy każdym zdaniu, by go nie popsuć.
      Tak naprawdę dopiero w perspektywie Artura widać motywy jego działań, a wtedy te jego działania też od razu wydają się być innymi niż na początku się sądziło.

      Usuń
  11. Chciałam lepiej poznać Artura i mam:) Cieszę się, że zaczęłaś od jego najmłodszych lat i pierwszych wspomnień. To pomogło mi go trochę zrozumieć. Widzę, że jego dzieciństwo nie było kolorowe. Relacja z ojcem też sprawia wrażenie trudnej, skoro Artur tyle razy modlił się, by ten nie wracał... Mogę sobie mniej-więcej wyobrazić jaki jest ojciec Artura po tym początkowym fragmencie. I szczerze Arturowi współczuję. Zauważyłam też, że od najmłodszych lat Artur lubił brutalne zabawy, hazard, alkohol i papierosy. A jednocześnie okazał serce tej kobiecie z dziećmi i pomógł jej, wiele ryzykując. Zastanawia mnie jej historia, to wszystko brzmi dość przerażająco i intrygująco zarazem.
    Rozumiem, że błędy to taka stylizacja, bo w końcu z Artura marny pisarz i mówca:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim Artur nie jest synem żony hrabiego. Jest synem pokojówki. To też odcisnęło na jego życiu piętno. Tam dalej pojawiają się wspomnienia jak ojciec zbił matkę aż tak, że krwawiła.
      "Oczów" to błąd jak najbardziej świadomy.

      Usuń