wtorek, 7 marca 2017

#13

Ósmy wpis Klary
Rozterka serc

W tamtym okresie byłam bardzo niespokojna i dużo płakałam, tylko po to, by innymi razy śmiać się do rozpuku. Nie wiedziałam jak wybrać. Kochałam Mateusza. Byłam pewna, że chcę spędzić z nim moją przyszłość, i że będzie ona naprawdę dobra. Nieustannie jednak pragnęłam Artura. Ten mężczyzna mnie fascynował i samą obecnością sprawiał, że przechodziły mnie dreszcze. Nie zawsze było to pozytywne odczucie, ale było jakieś, a nie jedynie roiło się w mojej głowie, pozostawiając duszę mdłą, bez reakcji w postaci szybszego bicia serca, jak to było przy Mateuszu. Moje serce znajdowało się w rozterce i czasami miałam poczucie, jakby tych serc była para, jakby było ich dwoje.
Tamtego dnia, gdy zabiłam konia, Mateusz przytulał mnie, klękając na pełnej kałuż, błotnistej ziemi. Szeptał, że nic się nie stało, że rozumie, że przeprasza, a ja czułam się z tym zwyczajnie źle. To ja byłam winna, a nie on, więc skąd jego „przepraszam”?
Płacząc coraz mocniej i nie mogąc się uspokoić, wiedziałam, że byłoby lepiej, gdyby mnie skrzyczał. To nie było tak, że chciałam poczuć na swojej skórze reakcję Artura – myślę, że tylko samobójczyni byłaby na to gotowa – ale zwyczajnie zasługiwałam na burę. Potrzebowałam, by ktoś mną wstrząsnął i takim sposobem pokazał, że mu zależy, a nie uspokajał mnie, tuląc w ramionach, jakbym była małym dzieckiem.
Byłam tak oszołomiona minionymi wydarzeniami, tymi wszystkimi myślami i płaczem, że nawet nie przyuważyłam, kiedy znaleźliśmy się w domu. Brałam ciepłą kąpiel w balii, gdyż właśnie tam odesłał mnie Mateusz, a sam zdecydował się na rozmowę z mą matką, która czekała na nas w salonie.
Zanurzałam się cała, po czubek głowy w gorącej, parującej wodzie i rozmyślałam. Widziałam przed oczyma błękit spojrzenia Mateusza i ciemnoszare tęczówki oczu Artura. Wycofanie i spokój jednego, oraz zacięcie i łobuzerską iskrę w tym drugim. To jak każdy z nich się poruszał, jak uśmiechał. Te kły młodego hrabiego, które kiedyś utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest on najprawdziwszym wilkołakiem. Wszystkie momenty, gdy pokonywał konno przeszkody, choćby takie w postaci przewalonego pnia, przyprawiając mnie tym o szybsze bicie serca i zmuszając do zamknięcia oczu.
Nagle zaczęło mi się robić słabo, zupełnie tak jakbym nie mogła nabrać powietrza. Zrozumiałam, że ciągle znajduję się pod przezroczystą taflą wody, więc wynurzyłam się z niej i zaczęłam zachłannie oddychać, niemiłosiernie się przy tym krztusząc. Usłyszałam pukanie i nawoływanie mej matki, więc przetarłam twarz wilgotnymi od wody rękoma, włosy zaczesałam do tyłu i poprosiłam, by weszła.
Wkroczyła cichutko, z takim namacalnym wycofaniem. Dokładnie zamknęła za sobą drzwi, sprawdzając dwukrotnie czy to uczyniła. Przysiadła na białym, drewnianym taborecie i poczęła swój wywód. Mówiła o długach jakie pozostawił po sobie ojciec. O tym, że sama nie da rady ich spłacić, że liczyli na mnie i Filipa, a teraz, jeśli zdecyduję się wyjść za Mateusza, to jedyną szansą będzie sprzedaż tego domu, całego gospodarstwa i przeprowadzenie się na wieś do posiadłości państwa Morello.
Hrabia Grandi był tutaj wczoraj – powiedziała cicho, jakby chciała mi dać w ten sposób do zrozumienia, jak powinnam postąpić, by nie mieć względem niej, nieżyjącego ojca i brata wyrzutów sumienia. – Zachował się niezwykle kulturalnie. Prosił o twą rękę jak przystało, a nie obmacywał cię pod mym dachem, jak co niektórzy.
Nigdy go nie lubiłaś – wytknęłam, ale w sposób zamyślony, bo te wszystkie wiadomości mnie przytłaczały.
Artura?
Mateusza – odparłam. – To był ojca ulubieniec, a nie twój.
Ja po prostu chcę byś miała dobre i szczęśliwe życie.
Na pewno mnie z Arturem takie nie czeka – stwierdziłam i byłam zdecydowana wyjść za Mateusza.
Matka się na to zgodziła, licząc, że jakoś, sprytem oraz pracą własnych rąk, pomożemy jej w pozbyciu się zadłużeń. Opuściła łazienkę, a ja wyszłam z wody, która niemiłosiernie szybko wystygła, jakby wizja małżeństwa z hrabią Grandi zmroziła mnie, choć wiem, że bywały momenty, gdy ona mnie rozgrzewała, ale o tym nie mówiłam nikomu. Wytarłam się w puszysty ręcznik i udałam do sypialni.
Mateusz wszedł do mego pokoju i przysiadł na brzegu łóżka. Otulił mnie bardziej pierzyną, niemal pod samą szyję. Zwróciłam na niego uwagę. Był już czysty i miał wilgotne włosy. Odziany jedynie w kalesony i białą koszulę nocną, nie przyprawiał mnie o szybsze bicie serca. Znowu coś szeptał, znowu mówił, że nic się nie stało, znowu uspokajał.
To zwierzę przeze mnie... – zaczęłam.
Nie myśl o tym – odpowiedział szybko i wślizgnął się pod przykrycie. Położył głowę na poduszce i przygarnął mnie do siebie w taki sposób, że moje plecy przylegały do jego klatki piersiowej.
Możesz tu być?
Nie wiem.
Ma matka pozwoliła?
Nie pytałem – odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem i musnął moje czoło. – Obiecaj, że więcej nie zrobisz niczego tak lekkomyślnego i głupiego, błagam – polecił szeptem i ponownie złożył pocałunek na mym czole.
Nawet jeśli chciałam ponownie poczuć jego wargi na swoich, by przekonać się, czy jestem w stanie obudzić głęboko skryte pokłady namiętności i uczynić to właśnie dla niego, to byłam zbyt zmęczona, by o to prosić. Nie miałam siły, by mu to sugerować, a i on sam nie uczynił nic więcej. Obiecałam co chciał, przysięgłam jak sobie życzył i zamknęłam oczy, by udać się do sennej krainy, gdzie nigdy nie było łez, bólu, strachu ani żadnego zła, bo mnie wtedy jeszcze nie nawiedzały koszmary.
Następnego dnia, przybili rodzice Mateusza. Ma matka przy państwie Morello milczała na temat wczorajszych wydarzeń, a i my nie mówiliśmy o nich ani słowa. Pochwaliliśmy się jedynie zaręczynami, wznieśliśmy za nie toast i nagle powietrze stało się gęste, jakby zamglone, o lekko białym, nieco przybrudnawym kolorze.
Okazało się, że państwo Morello nie przyjechali bez okazji. Mateusz, gdy zaczął mi pomagać w gospodarstwie, to przerwał edukację, co wiązało się z przymusowym odbyciem służby wojskowej. Powoływali go. Być może i mogliśmy tego uniknąć, gdybyśmy się pobrali, mieli dzieci albo chociaż przekupili jakiegoś lekarza, który potwierdziłby mą brzemienność. Wtedy Mateusz byłby jedynym mężczyzną w domu, żywicielem rodziny, nie mogliby więc go zabrać do wojska, ale nie chciałam przerywać żałoby. Byłam ojcu winna, by nosić ją rok, a nie organizować wesele w miesiąc po jego śmierci. Poza tym, to rozstanie z narzeczonym na pewien czas, być może miałoby szanse sprawić, że ja uporałabym się z własnymi uczuciami.
Mateusz wyjechał następnego dnia, wraz ze swoimi rodzicami. Gorąco, aczkolwiek z pewną dozą grzeczności, się ze mną pożegnał. Przyrzekłam, że będę na niego czekała, ale bez niego było mi trudniej niż myślałam. Nagle prace, które on wcześniej wykonywał, spadły na mnie, a tym samym też na Tymoteusza, którego nie wiadomo dlaczego, ale Artur nieustannie do mnie przysyłał, a matka nie pozwalała go przepędzić. Z resztą, nawet i ja uważałam, że blondyn nie był niczemu winny i wykonywał jedynie zadania, powierzone mu przez jego pana, jego szefa.
To od Tymoteusza dowiedziałam się, gdzie często Artur bywa. Było to zupełnym przypadkiem, kiedy rozmawiał ze swą siostrą – Anitą, która go szukała. Ich matka chciała pilnie widzieć Tymka, bo nie rozumiała jakiegoś polecenia, które otrzymała, ale od kogo je otrzymała, to już sama nie pamiętam.
Nie wiem co mnie podkusiło, by udać się tam, gdzie Artur bywał. Może chciałam go ponownie zobaczyć, może w pewien sposób za nim tęskniłam. To była już zima, śniegu było po kolana, a on zniknął z mojego życia, zostawiając po sobie nieprzyjemne echo w burzy, siedząc na koniu i rzucając batem w moją stronę. Nie chciałam, by tak się to wszystko zakończyło. Mimo wszystko widziałam w nim kogoś na miarę przyjaciela, kogoś kto pomaga i nie oczekuje za to niczego w zamian. Kogoś kto zawsze, niezależnie od wszystkiego, przy mnie trwał, choć pozostawał przy tym nieco w cieniu.
Karczma to jednak nie było dobre i bezpieczne miejsce dla samotnej kobiety. Zwłaszcza takiej, która wymknęła się z domu oknem w biednym, skromnym i podniszczonym ubraniu własnej służącej. Jak na złość hrabiego nie było w środku, byli za to inni mężczyźni, rozbierający mnie spojrzeniem. Postanowiłam trzymać fason i na niego zaczekać. Zamówiłam nawet coś do picia, coś alkoholowego, bo niczego innego w tym miejscu, zapomnianym przez samego Boga, nie mieli.
Po wypiciu jednym duszkiem, niemal do dna, na rozgrzanie, poczułam, że potrzebowałam właśnie tego. Zamówiłam kolejny raz to samo. Włosy miałam splątane w warkocz, a kaptur wełnianej peleryny zarzucony był niemal po sam nos. Rozglądałam się, zwłaszcza wtedy, gdy drzwi się otwierały. Wyczekiwałam Artura, ale on nie nadchodził. Zdecydowałam się więc opuścić to zadymione, brudne i pełne plugastwa miejsce. Chciałam udać się do domu. Mojego konia jednak nie było na zewnątrz. Wzięłam tego najgorszego, najstarszego, tego, którym niekiedy jeździli ludzie dla nas pracujący. Nie sądziłam, że ktoś się na niego połasi i go ukradnie. Nie miałam innego wyjścia, jak wracać na piechotę.
Było zimno, a do domu daleko. Skróciłam sobie drogę przez las. Nie bałam się, znałam te tereny od dziecka, więc jedynie odliczałam kroki dla zabicia czasu i obserwowałam, jak każdy z nich zapada się w zimny, biały śnieg. To wtedy mnie napadli. Było ich kilku, byli pijani i wyskoczyli spomiędzy drzew. Kolejni przybyli ze strony karczmy. Jeden z nich miał mojego konia.
Chcieli mnie zgwałcić. Taki był ich pierwotny zamiar i nie zważali przy tym na moje protesty, krzyki i szarpaninę. Nawet mróz, szczypiący w uszy i nosy, nie był im straszny, choć kładli na nim swoje nagie kolana, kiedy już opuścili spodnie. To przerażające, ale właśnie wtedy pierwszy raz widziałam dorosłego, nagiego od pasa w dół mężczyznę. Bałam się, byłam przerażona, a oni tak bardzo pijani, że chyba nawet nie zdawali sobie sprawy kim jestem. Tak naprawdę, to byłam w takim stanie, że ich twarze mi się rozmazywały, a to sprawiało, że nawet nie byłabym w stanie ich później rozpoznać.
Nagle wszystko ustało, zostawili mnie niemal nagą, w podartym ubraniu. Z początku nie rozumiałam dlaczego odpuścili. Dopiero potem zobaczyłam te kobiety. Były dwie i jedna miała z sobą strzelbę. To jej wystrzał ich przeraził, choć do mnie dotarł w mdły, przygaszony sposób, na dodatek ze sporym opóźnieniem. Te kobiety okryły mnie, zapakowały na wóz, a ja byłam zdolna jedynie do tego, by na nim posłusznie siedzieć i bujać się w przód oraz w tył. Od śmierci Filipa bałam się wozów, zwłaszcza, takich drewnianych, z kółkami, które kolebały się na wszystkie strony, niemiłosiernie przy tym trzeszcząc i skrzypiąc.

10 komentarzy:

  1. Na miejscu Klary wybrałabym Mateusza, ale, cóż, serce nie sługa. Mamy dziewczyny nadal nie lubię.

    Ciekawe, co to za kobiety uratowały Klarę i jaką rolę odegrają. Może już je znamy. Hm...

    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na chwilę obecną, to Klara ma Mateusza w garści, wie jaki jest, a Artur jest zagadką, przez co ją fascynuję, a tym samym też podnieca.

      Usuń
  2. Naprawdę, bardzo fajna historia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Cieszę się, że ci się podoba.

      Usuń
  3. Muszę się z Klarą zgodzić, że ja też wolałabym opierdol i byłabym wściekła, gdyby ktoś mnie uspokajał i głaskał głowie po tym, jak coś źle zrobiłam. Nie jestem masochistką i bicia nie lubię, jak i Klara, ale w takiej sytuacji opieprz by się naprawdę przydał, a Mateusz trochę zbagatelizował sprawę. Zastanawia mnie jednak to jego przepraszam, bo wątpię, że rzucił je bez powodu.
    Niezdecydowanie Klary nieco mnie irytuje. Myślę, że ona tak naprawdę wolałaby żyć z Arturem, choć od Mateusza dostałaby miłość i stabilizację – i szczerze, Klara bardziej pasuje mi do czegoś takiego. Z Arturem jednak nigdy nudzić się nie będzie, a i on wydaje się bardziej męski, przynajmniej w moich oczach, no i jest sam w sobie taki przyciągający. Intryguje i jest uroczy na swój sposób. Co do Mateusza, jeszcze raz, to zastanawiam się nawet, czy to nie jest swojego rodzaju przywiązanie czy sentymentalizm z jej strony.
    W każdym razie, mnie się wydaję, że gdyby naprawdę chciała tylko Mateusza, to wcale nie poszłaby do tej karczmy, by zobaczyć Artura. Nie dowiem się jednak co by było, bo zamiast spotkać Artura, ściągnęła na siebie tylko kłopoty, czego się można było spodziewać, bo gdzie, młoda dziewczyna w nocy przez las, sama… jeszcze wychodząc z takiego miejsca. No ale co miała zrobić, jak już tam była. Dobrze, że pojawiły się te kobiety. Ciekawe tylko, kim one są i czy Klara nie wpakowała się z kłopotów w kłopoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Mateusza Klara była ważniejsza od konia, a Artur nico inaczej to hierarchizuje.
      Mnie też Artur bardziej by pociągał, aczkolwiek jestem pewna, że życie z nim dla żadnej kobiety nie byłoby łatwe i przyjemne.

      Usuń
  4. Coraz mniej podobają mi się myśli Klary... Bo tutaj niby Mateusz taki super, ale jednocześnie ciągle, wręcz z uporem maniaka, wraca do tego Artura. To chyba by oznaczało, że Mateusza traktuje bardziej jak przyjaciela niż kandydata na miłość swego życia. Serce nie sługa, to fakt, ale z Mateuszem miałaby dobrą przyszłość, taką spokojną, pełną stabilizacji i opieki z jego strony. Od Artura mogłaby dostać może i opiekę, ale do tego w pakiecie dużo stresów i niepewności. Ja bym na jej miejscu nawet się nie zastanawiała i brała w ciemno Mateusza, bo Artur mnie nie przekonuje. Skoro jednak Mateusz teraz wybywa, Artur będzie na miejscu, a Klara sama nie jest pewna czego chce, to chyba ten moment, którego zakończeniem będzie jej związek z Arturem. Trochę szkoda, ale jej wybór i to ona poniesie wszelkie ewentualne konsekwencje ;)
    Swoją drogą Klara to jednak ma szczęście, znowu udało jej się uniknąć baaardzo nieprzyjemnej sytuacji. Ciekawe co to za kobiety i jaka będzie (jeśli w ogóle będzie)ich rola w dalszej części tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Artura, to Klara w pewnym sensie faktycznie jest maniaczką. Powraca do niego z dużym uporem i choć jej życie z Mateuszem byłoby spokojniejsze, to z Arturem będzie ciekawsze.

      Usuń
  5. Mateusz powinien był ją chociaż mocno skrzyczeć, a nie uspokajać... Mnie by takie zachowanie faceta tylko wkurzyło :/
    Klara jak widzę dalej bystrością nie grzeszy. Ona czasem w ogóle nie myśli. Fajnie zbudowałaś bohaterkę gdyż wzbudza skrajne emocje :)
    Wyłapałam do poprawki:
    Poza tym, to rozstanie z narzeczonym na pewien czas, być może miałby szanse sprawić, że ja uporałabym się z własnymi uczuciami.
    miałoby bo rozstanie

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Mateusza po prostu bardziej liczy się Klara niż koń, ale faktycznie był za łagodny.
      Klara dorośnie, ale wtedy będzie już nieco za późno. Duża przemiana też zajdzie w bohaterce w chwili, gdy zostanie matką.
      Faktycznie "miałoby".

      Usuń