czwartek, 16 marca 2017

#16

Dziesiąty wpis Klary
Porozmawiajmy o szczegółach

W dzisiejszych czasach, większość ludzi głosi, że liczy się końcowy wynik, ogólny rozrachunek. Ja nie przeczę, że on jest ważny, ale w czasach w jakich żyłam, w sytuacji w jakiej się znalazłam, najważniejsze były szczegóły. Miałam zostać hrabiną Grandi i miałam ochotę na zemstę na własnej rodzicielce, ale nie mogłam tak po prostu związać się z mężczyzną, którego nie kochałam, a Artura niewątpliwie nie darzyłam wtedy miłością.
Obawiałam się, że będę zmuszona oddawać mu się każdej nocy i nie będę czuła z tego powodu żadnej uciechy. Lękałam się przed codziennym życiem z nim, siedzeniem przy wspólnym stole podczas choćby śniadania. Przerażało mnie takie najzwyklejsze obcowanie z kimś kto był dla mnie niemal całkiem obcym człowiekiem, a w dodatku, w przypadku Artura, był to jeszcze cały wachlarz uczuć. To czego się najmocniej w nim obawiałam, jednocześnie najbardziej mnie do niego przyciągało, ale jednak nie na tyle, by padać przed nim na choćby jedno kolano, a co dopiero mówić o obydwu.
Artur stał w progu, potem przekroczył go i powoli, spokojnie, bez zbędnej nerwowości zamknął za sobą drzwi. Nagle dotarło do mnie, że jeśliby nie liczyć jego, to byłam w pokoju całkiem sama, a to wcale, ale to wcale nie napawało mnie optymizmem i słonecznym spojrzeniem na moje dalsze życie.
Wszedł głębiej, stanął dokładnie przede mną, w taki sposób, że jego rozporek miałam na wysokości twarzy. Odchrząknął, a potem przysiadł obok.
Ładnie skończyłaś – skomentował, rozglądając się dookoła. Zachowywał się zupełnie tak, jakby był w tym miejscu po raz pierwszy, podczas gdy oboje wiedzieliśmy, że był tam bardzo częstym bywalcem.
Tylko tu spędziłam kilka nocy – odpowiedziałam.
Z klientami czy bez? – zaśmiał się.
Czekałam na ciebie! – krzyknęłam.
Podrapał się palcem pod nosem, po ciemnym, ale nieczarnym wąsie i znowu zaczął kpić. Mimiką twarzy doprowadzał mnie do wewnętrznej ruiny. Chciałam mu się postawić, powiedzieć coś, co by sprawiło, że uśmiech zszedłby mu z ust i już nigdy na nich nie wystąpił, ale brakowało mi argumentów. Byłam w złym położeniu i potrzebowałam właśnie jego. Nagle do mnie dotarło, że on potrzebuje mnie, a więc mogliśmy sobie po równi pomóc, jak i po równi zaszkodzić.
Klara Monteho czekała na mnie – uświadomił sobie i nie omieszkał powiedzieć tego na głos, by, przy okazji, uświadomić o tym także mnie.
Został nam miesiąc na to, by spełnić warunki wymienione w testamencie twego ojca.
Tak? – zdziwił się. – Ty to liczyłaś?
A ty nie!? – uniosłam się.
Nie. – Wzruszył ramionami. – Chyba już mi nie zależy. – Wstał i zaczął się przechadzać po pokoju.
Jak może ci nie zależeć!? – wrzasnęłam i wstałam. Zaczęłam chodzić za nim, tak deptać mu po piętach, by chociażby na mnie spojrzał. – To siedemdziesiąt procent twojego majątku.
Chyba zadowolę się skromną rentą, przytulnym mieszkankiem i pieniędzmi jakie zdobędę za sprzedaż tytułu i tego... – Rozejrzał się dookoła – ...tego miejsca. Chętnych do kupienia akademii rozkoszy nie brakuje.
A pałac? Twa matka? Jej poświęcenie?
Odejdzie w niepamięć – odpowiedział i zaczął zbliżać się do wyjścia.
Ale ja byłam gotowa za ciebie wyjść dla tych pieniędzy!
Tak? – Odwrócił się nagle w moją stronę, ale uczynił to powoli, bez widocznego zdenerwowania. Oparł się o drzwi i patrzył na mnie wyczekująco.
Tak.
Jakoś ciężko mi uwierzyć, że chodzi ci jedynie o mój majątek.
Bo nie chodzi. To co pozostało po mym ojcu tonie w długach. Jeśli wierzyciel odbierze to mej matce i wystawi na sprzedaż, to...
Kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Dobrze myślisz, ale błędnym torem podążasz. Po co chcesz się licytować z potencjalnymi kupcami? Czy nie lepiej byłoby samej wykupić dług matki u wierzyciela? Wtedy to ty stałabyś się jej wierzycielem.
Spodobał mi się jego pomysł. Byłam pewna, że moje oczy właśnie się zaświeciły i nagle Artur dopowiedział coś jeszcze, czym skutecznie odebrał mi nadzieję.
Tyle, że byś musiała mieć wystarczającą ilość gotówki, by zadowolić wierzyciela i nakłonić go do sprzedaży czegoś z czego on żyje. Nie łudź się, że większość pieniędzy, jakie mu dałaś, poszła na spłatę długu. Myślę, że to ledwie pokrywało comiesięczne odsetki. Jak chcesz przekonać tego kogoś do oddania ci kury znoszącej złote jajka, nie mając przy sobie ni grosza? – zapytał i rozsiadł się wygodnie, nieco lubieżnie w fotelu.
Dlatego właśnie chciałam za ciebie wyjść.
Zaśmiał się.
Wszystko pięknie, powiedzmy, że nawet byłbym skory przystać na twą propozycję i zgodzić się spędzić życie przy twym boku, jako twój mąż, ale to nie daje ci wcale gwarancji, że zgodzę się na to byś ty szastała mymi pieniędzmi.
Naszymi – warknęłam.
W jakim prawnym paragrafie masz pozwolenie na to, by kobieta decydowała o budżecie domowym? – Sięgnął po klementynkę, obrał ją i wrzucił mały kawałeczek do ust.
Nie jesteś aż takim gnojem! – wydarłam się. – Nie zrobiłam ci niczego złego byś...
Niczego dobrego też mi nie zrobiłaś – przerwał. Odłożył pozostałość mandarynki na biały, zabrudzony obrus, wsparł łokcie na podłokietnikach fotela i przychylił się nieco, przestając przy tym opierać się o miękkie poduszki. – Prosisz mnie o rękę na stojąco, cóż za brak poszanowania – zażartował.
Zazgrzytałam zębami i odwróciłam od niego twarz. Wydawał mi się wtedy taki odrażający.
Nie przyjęłaś mych oświadczyn, teraz przychodzisz i żądasz ślubu. – Odetchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem. – Dobrze. Za tydzień, w samo południe podpiszemy umowę u notariusza. Warunki naszego ślubu. Obrączka na palcu pozwoli ci zachować dom i ziemie po twym ojcu, sam zgodzę się do tego doprowadzić tak byś nie straciła, ale jeśli potem, któreś ze stron doprowadzi do rozwodu, to ten dom po twym ojcu będzie jedynym co ci po mnie pozostanie.
Sam do tego rozwodu doprowadzisz? – zapytałam złośliwie, ale jednak z nadzieją, że mi przytaknie.
Nie sądzę – mruknął i podrapał się po brzuchu. – Wbrew pozorom jestem strasznym tradycjonalistą. Żona to nie mebel, który można przestawić lub wymienić na nowszy, ładniejszy. Poza tym, w testamencie mojego ojca jest zaznaczone, iż mamy z sobą spędzić co najmniej pięć lat. Po tak długim czasie, jeśli żadne z nas nie straci rąk, palcy, oka, to już raczej nie będzie sensu w przyzwyczajaniu się do kogoś nowego, nie sadzisz?
Pięć lat? – szepnęłam.
Tak. W innym wypadku wszystkie inwestycje. jakie sfinalizowaliśmy z pieniędzy Grandich, zostaną, podobnie jak pozostały majątek, oddane na cele charytatywne.
Jestem gotowa spędzić z tobą pięć lat mojego życia.
Zatem... – Wstał i skierował swoje kroki do wyjścia. – Za tydzień, pod tym adresem. – Zatrzymał się, wyjął karteczkę z wewnętrznej kieszeni marynarki, przyłożył ją do drzwi i ołówkiem napisał adres oraz dokładną godzinę. Upuścił kartkę na podłogę i wyszedł.
Za tydzień, Artur z samego rana przysłał Tymoteusza po mnie i moje rzeczy. To było dziwne, ale naprawdę trudno było mi się rozstać z tym miejscem. Co prawda, nie podobało mi się jak te kobiety się prowadziły i nie popierałam ich wyborów, ale to one nauczyły mnie picia męskiej whisky i palenia papierosów podczas grania w karty, i to grania na najprawdziwsze pieniądze. Najbardziej polubiłam serdeczną, ciepłą Wiktorię oraz kolorową i, jak na swój wiek, bardzo młodą duchem Charlottę.
Kiedy wsiadłam do kolaski, którą powoził Tymoteusz, przypomniałam sobie moją i tych pań rozmowę. Siedziałyśmy na dużym łóżku i grałyśmy w makao. Wtedy Wiktoria zauważyła w moich oczach nadzieję, którą rzekomo ma większość dziwek. Po wypowiedzeniu swych myśli na głos, odpaliła papierosa.
Nie jestem kurwą – zaprzeczyłam.
Ale się sprzedajesz – dostrzegła Charlotta. – Nie obrażaj się, każda kobieta się sprzedaje. Między tobą a nami jest tylko jedna różnica, wybrałaś być dziwką jednego mężczyzny.
To źle?
Nie wiem, nie mnie oceniać – odparła. – Ja wybrałam mieć szefową. – Wskazała na Wiktorię. – Ty wybrałaś mieć pana.
Artur ma być mym mężem, a nie panem.
Widzisz jakąś różnicę?
Znaczną!
Przestańcie się kłócić – wtrąciła się Wiktoria i odrzuciła swoje karty na środek. – Znam Artura najdłużej i chyba najlepiej. Nie jest powiedziane, że to on będzie panem w tym małżeństwie. Wystarczy tylko, by on tak myślał. – Uśmiechnęła się łobuzersko.
Co takiego? – spytałam zdziwiona i jednocześnie też zaciekawiona tematem.
Wiktoria rozsiadła się wygodnie, opierając o puchate zagłówki. Zaciągnęła się ostatni raz papierosem, ugasiła go i szepnęła:
Chciałabyś być mężczyzną?
Domyśliłam się, że jej pytanie jest podchwytliwe, dlatego nie odpowiedziałam jednoznacznie.
Mają prostsze życie.
Byłoby ci lepiej, gdybyś urodziła się przedstawicielem płci chadzającej w spodniach, nieprawdaż?
Chyba tak.
A więc chciałabyś być mężczyzną, a to już daje ci przewagę.
Charlotta spojrzała na Wiktorię w taki sposób, jakby nie rozumiała o czym ta mówi.
Wiedza to podstawa wszystkiego. Jeśli chciałabyś być mężczyzną, to znaczy, że potrafisz myśleć dokładnie w taki sam sposób jak oni.
To znaczy?
Po co mężczyźni chodzą na kurwy? Przecież płacenie jest upokarzające, nie sądzisz?
Z pewnością jest.
Ale naszym zdaniem, a nie ich. Płacenie za dziwkę jest upokarzające zdaniem żon i innych kobiet, ale nie zdaniem mężów i mężczyzn. Mężczyzna nie myśli jak kobieta, nie patrzy na to w sposób, że ktoś zadowala go dla zarobku. To tak jak z chodzeniem na bazarek. Idziesz do tego sprzedawcy, którego lubisz, ale przecież i tak płacisz za jajka, nie dostajesz ich za darmo i nigdy nie wiesz czy on z tobą rozmawia, bo naprawdę cię lubi, czy może dlatego, że nie chce utracić klientki. Na co dzień się nad tym nie zastanawiasz. Mężczyźni też się nie zastanawiają.
Uśmiechnęłam się, bo nagle pojęłam jej interpretację.
Zawsze myślałam, że mężowie chodzą tutaj, by szanować swe żony – wtrąciła Charlotta.
Tak, to też prawda. Są takie pozycje i uciechy cielesne, których nawet nie śmieliby zaoferować swym małżonkom – przyznała i uśmiechnęła się w stronę starszej koleżanki, a następnie ponownie spojrzała na mnie. – Jeśli będziesz myślała jak mężczyzna, to nawiążesz z mężem nić porozumienia.
Łóżkową? – dopytywałam.
O tę najprościej, ale nie tylko w łóżku, a w każdej innej dziedzinie życia, mężczyźnie chodzi o dominację. Nawet jazda konna, gra w karty, czy picie. Po co urządzają wyścigi, po co tak pragną wygranej, dlaczego sądzą, że są w stanie wypić więcej od przyjaciela i po takiej ilości jeszcze samodzielnie trafić do domu? Lubią czuć się lepsi i tak naprawdę chodzi tylko o tę jedną chwilę. Facet ma w nosie ilu takich było przed nim i ilu jeszcze będzie po nim, on raduję się tym jednym momentem. To tak jak tutaj. Ważne, że się spuści i będzie mu przyjemnie, i nie obchodzi go ilu było przed nim i ilu jeszcze włoży fiuta po nim. Brutalne, ale prawdziwe, kochaniutka. Chcesz się mierzyć z mężczyzną, to rób to wyłącznie wtedy, gdy masz szansę wygrać, a wygrać możesz jedynie wtedy, gdy będziesz myślała tak jak on. Powodzenia. Potasujmy i zagrajmy jeszcze raz.
Gdy jechałam w kolasce, dotarło do mnie, że Wiktoria mogła mieć rację. W końcu, gdyby mężczyźni czuli upokorzenie chodząc do takich miejsc jak burdele czy wychodząc pijani z podrzędnych tawern, to chyba nie chadzaliby tam całymi stadami i nie robili tego tak często. Nagle dotarło do mnie, że moje małżeństwo będzie wyrafinowaną grą w pokera, a jego powodzenie będzie zależne od tego, jak bardzo ja będę potrafiła się wczuć w sposób myślenia własnego męża. By zrozumieć Artura, by go przechytrzyć, by z nim zawsze wygrywać, byłam zmuszona myśleć zupełnie w taki sam sposób jak on, a przynajmniej starać się prowadzić swoje własne myśli możliwie jak najbliżej pokrętnych torów jego rozumowania. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Właściwie to spodziewałam się, że to będzie bardzo trudne, ale pocieszała mnie myśl, że miałam co najmniej pięć lat, by osiągnąć w tym perfekcję.
Tymoteusz pomógł mi wysiąść. Zachowywał się niczym prawdziwy dżentelmen, pomimo że jego koszula miała dużo łat i plam. Zaniósł moje walizki do sypialni. Nie tej Artura, ani tym bardziej nie takiej wspólnej, a mojej własnej. Wnętrze tam było zimne, chłodno błękitne i przypominało mi oczy Mateusza. Przysiadłam na dużym łożu z pomarańczowymi zagłówkami i wsparłam łokcie na kolanach.
Co ja najlepszego robię? – zapytałam szeptem samą siebie.
Wychodzisz za hrabiego Grandi – uświadomił mi Tymek z serdecznym, radosnym uśmiechem.
Do mnie dociera właśnie, że przegrałam całe swoje życie, a ty...
Sporo tego życia masz jeszcze przed sobą – zauważył i przykucnął przy mnie, wpierając się dłonią na jednym moim kolanie. – Nie ma więc możliwości byś spieprzyła całe – dodał i ponownie się uśmiechnął, ale nie kpiąco, a serdecznie, tak ciepło, że aż mnie samej zrobiło się od tego gorąco.
Dajesz mi pocieszenie, że nie będzie aż tak źle?
Nie wiem, ale prawdą jest powiedzenie, że zawsze mogło być gorzej i nic nie stoi na przeszkodzie, by jednak było lepiej. Szczęście to stan umysłu, a nie portfela, wykształcenia czy miejsca w jakim się obecnie znajdujemy. Jeśli pomyślisz o tym w ten sposób, to będzie przyjemniej. Spróbuj, a sama się przekonasz. – Skierował się do wyjścia, dodając jeszcze jedynie to, że gdybym go potrzebowała, to będzie w stajni.
Blondyn wyszedł, a ja zostałam sama w zupełnie obcym mi pałacu. Wybrałam się na zwiedzanie, bo skoro miałam w tym miejscu spędzić co najmniej pięć lat, to wolałam wiedzieć co gdzie się znajduje. Większość pomieszczeń była senna. Brakowało im życia... życia i kolorów. Nigdzie nie było zdjęć, jedynie obrazy, a te przedstawiały starsze pokolenia z surowym, niedostępnym wyrazem twarzy. Zupełnie nic mi się tam nie podobało. Dotarłam aż na strych, tu było ponuro, ale jednak cieplej niż w tych wszystkich umeblowanych pokojach. Większość mebli, znajdujących się na poddaszu, przykryta była prześcieradłami i starymi poszwami. Jedynie fortepian pozostawał na wpół odsłonięty. Zdecydowałam się do niego przysiąść i zagrać. Wczułam się tak bardzo, że zapomniałam gdzie jestem i nie patrzyłam też na zegarek. Nagle usłyszałam klaskanie rozbrzmiewające za moimi plecami. Odwróciłam się wystraszona i nie zobaczyłam tam nikogo innego jak mojego przyszłego męża.
Brawo, brawo! – krzyknął ze sztucznym uśmiechem. – Wychodzi na to, że gdybym się po ciebie nie pofatygował, to spóźniłabyś się na umówione spotkanie z notariuszem – śmiał zauważyć i przy okazji też mi to wytknąć.
Skupiłam się na graniu i zupełnie utraciłam poczucie czasu. Zaraz będę gotowa. – Wstałam i ruszyłam do wyjścia. Napotkałam jednak problem w postaci Artura, który nadal stał w progu i ani myślał się przesunąć. – Czy mógłbyś...
A czy ty mogłabyś zamiast się usprawiedliwiać, to najzwyczajniej w świecie przeprosić? Wiem dlaczego byś się spóźniła. Widziałem. Słyszałem tak właściwie i było to piękne. Nie przeczę, że melodia była piękna, ale zamiast powiedzenia mi tego co już sam wiem, to oczekiwałbym „przepraszam”, które powinno paść z twych ust.
Co takiego? – zapytałam z kpiną. Nie dowierzałam w to, że on naprawdę może wymagać bym przepraszała go za taką bzdurę.
Dla ciebie pewnie nic takiego, a jednak aż dobre maniery. Nie chciałbym być zmuszony, by wkładać je do głowy własnej żonie za pomocą nieprzyjemnych środków. Wolę pokojowe metody. Dziś zwracam uwagę, jutro już wymagam. Przebierz się, poczekam na ciebie na dole. – Odwrócił się na pięcie i zszedł krętymi schodami na sam dół.
Zacisnęłam zęby, zagryzając przy tym dolną wargę tak mocno, że aż poczułam smak krwi na języku.
Myśl jak Artur Grandi, myśl jak Artur Grandi – powtarzałam samej sobie, gdy zmierzałam do sypialni, by zmienić sukienkę na tę bardziej wizytową.
Z domu rodzinnego zabrałam tylko dwie. Jedną codzienną i drugą całkiem nową, bardziej balową. Do tego miałam też trzy skąpe koszule nocne. Otrzymałam je od Charlotty i Wiktorii. Przerażało mnie, że będę zmuszona prosić Artura o to, by ofiarował mi pieniądze na zakupy, ale wiedziałam, że gdy tego nie zrobię, to wkrótce zostanę nawet bez bielizny.
Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Skryłam się za parawanem, gdyż jeszcze nie zaciągnęłam spódnicy, ale jednak zaprosiłam tego kogoś do środka.
Nie chciałabym ci przeszkadzać – zaczął znajomy głos, należący do mojego przyszłego męża. – Ale gdybyś czegoś potrzebowała, to pieniądze są w kasetce w moim gabinecie. To jest na drugim piętrze, zaraz na wprost schodów. Nie musisz mi się spowiadać na co je wydajesz, ale wiedz, że kwota jaka się tam znajduje, musi ci wystarczyć na kilka miesięcy, bo nie mam zamiaru uzupełniać jej do pełna, gdy tylko z niej ubędzie.
Oczekujesz, że ci za to podziękuję? – zapytałam, wychodząc zza parawanu, gdyż już zaciągnęłam spódnicę na halkę, a więc mogłam się mu pokazać.
Uśmiechnął się w taki specyficzny sposób, jakby się zamyślał.
Jesteś bardzo piękną kobietą. Bycie twym mężem mogłoby być prawdziwą przyjemnością, gdyby tylko tak... przypadkiem uciąć ci język – dokończył bardzo rozbawiony, a potem podszedł do mnie, chwycił za mą prawą dłoń i niespodziewanie przyklęknął na jedno kolano. – Już ci wspominałem, że jestem tradycjonalistą – wyjaśnił, wciskając pierścionek na mój serdeczny palec. – Nie waż się go zdejmować. Obrączkę też będziesz miała obowiązek nosić.
Wstał i już chciał wyjść, gdy krzyknęłam za nim:
A ty?
Co ja? – Odwrócił się i zaczął mi przyglądać bardzo uważnie, jakby chciał czytać w moich myślach.
Czy też będziesz miał obowiązek nosić obrączkę?
Nie, ale będę ją nosił z przyjemnością – odpowiedział ze złośliwym uśmieszkiem i zapytał czy idę od razu z nim, czy jeszcze będę nakładała jakiś róż na policzki.
Idę z tobą – odparłam i przeszłam obok niego w taki sposób, by czasami się o niego przypadkiem nie otrzeć.
Oczywiście po dżentelmeńsku przepuścił mnie w drzwiach, a nawet pofatygował się, by je za mną zamknąć. Tak samo pierwszą wpuścił mnie do kolaski, a dopiero potem sam usiadł i zawiązał krawat, który wcześniej był bardzo niechlujnie spleciony. Co prawda, ten dodatek garderobiany ciągle pozostawał wymięty i pomarszczony, ale gdy został wsunięty pod kamizelkę, a ta zapięta na ostatni guzik, to Artur nie prezentował się wcale tak źle, choć czuć było od niego niewyspaniem, znacznym zmęczeniem i kacem... tym ostatnim najmocniej.

6 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że Artur to gnojek, ale że taki, żeby jeszcze bawić się Klarą w „już mi nie zależy”, żeby upokorzyć ją jeszcze bardziej, jakby samo przyjście do niego wystarczającym upokorzeniem nie było, to nie myślałam. Czasami jak o nim czytam, to wydaje mi się, jakby to były dwie różne osoby, zupełnie ze sobą nie związane. Ciekawi mnie jakim będzie mężem dla Klary, czy naprawdę będzie jej tak źle, jak myśli. Facet na pewno jest momentami urzekający, ale czy to zrekompensuje całą resztę, to nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On jej zapowiedział, że wróci do niego na kolanach. Chciał jej udowodnić, że to prawda. Faktycznie, zabawił się nieco jej kosztem.

      Usuń
  2. Z checia wzielabym Artura na moje kolo tortury. Zaczyna tak mi dzialac na nerwy, ze pierwsze co to bym mu zniszczyla jego meskosc. Powoli i bolesnie, bo mnie wkurwia ten typ. Troche wspolczuje Klarze, ale coz... Jej wybor, calkiem swiadomy. Nawet, jesli byla przyparta do muru, aby nie stracic domu, gospodarstwa czy czego tam konkretnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz takie koło tortur? Jeśli masz, to męża bym do ciebie wysłała na szkolenie. Choć on mówi, że starego psa to już się nie nauczy nowych sztuczek, to może jednak dałabyś radę xD
      Klara miała szansę wyjść za kogoś innego, za kogoś kogo jej matka wybrała. Zdecydowała się jednak uciec i zgodzić na propozycję Artura. Faktycznie jej wybór, a opcji było wiele. Tylko, że ona w chwili podejmowania decyzji widziała tylko jedną dobrą opcję.

      Usuń
  3. Szczerze to jeszcze mi nie żal Klary. Artur ma wiele wad, ale ma też zalety, które częściowo niwelują wady. Przykładowo wiadomość gdzie Klara znajdzie pieniądze; mężczyzna jest nieprzyjemny w słowach, ale ostatecznie dobrze, że jej o tym powiedział i dziewczyna nie musiała prosić się aby te pieniądze je dał.
    Wyłapałam coś do poprawki:
    potem przekroczył go i powili,
    powoli
    coby sprawiło,
    co by

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mamy wady i zalety, czasami to co jest wadą dla jednych, jest zaletą dla drugich. Tak, faktycznie z tymi pieniędzmi, to był całkiem miły gest, choć mógł inaczej ją o tym poinformować.
      Oj, tych literówek wiedzę jest u mnie coraz więcej. Zaraz poprawię.

      Usuń