środa, 22 marca 2017

#20

Czternasty wpis Klary
Odbicie w lustrze

Trzęsłam się. Całą drogę do pałacu Grandich się wzdrygałam i to nie tylko w chwilach, gdy błyskawice przecinały niebo albo pioruny uderzały o ziemię. Wydarzenia, które miały miejsce przed chwilą były we mnie ciągle i trwały tam dokładnie tak, jakby były żywe, a nie martwe. Widziałam siebie, Artura, naszą kłótnię, zastrzelonego konia.
Rżenie zwierzaka i huk wystrzału odbijały się w mojej głowie takim echem, że nie były w stanie ich zagłuszyć nawet odgłosy burzy.
Dotarliśmy na miejsce, a ja pierwsze co zrobiłam, gdy tylko wysiadłam, to obejrzałam się za siebie. Chciałam tam zobaczyć Artura i obawiałam się go tam ujrzeć. Było jednak pusto, ciemno.
Przy moim boku był Tymek. Prowadził mnie po schodach, po czerwonym dywanie, który wspólnie zabłociliśmy. Otworzył przede mną drzwi sypialni i zaproszony, wszedł za mną do środka.
Nie chcę być sama – szepnęłam wtedy w jego kierunku i pewnie tylko dlatego przystał na to zaproszenie.
Wiedział, że takie przebywanie z mężatką w sypialni, którą powinna dzielić z mężem jest iście nieprzyzwoite. Ja też o tym wiedziałam.
Staliśmy blisko siebie, dzielił nas mniej niż krok. Chciałam pokonać ten dystans, wtulić się w niego. Był taką oazą spokoju. Nie czynił jak Mateusz, nie uspokajał mnie jak on wtedy, w podobnej sytuacji. Tymek nie robił nic na siłę, zawsze działał niewymuszenie.
To co zrobiłaś było głupie – oznajmił wprost, spuszczając głowę. – Jesteś hrabiną, nie powinienem był... nie w moim obowiązku jest zwracanie ci uwagi.
Nie traktuj mnie tak. Żadna ze mnie hrabina. Nie lubię tej roli. Nie spisuję się w niej. – Przysiadłam na łóżku, pomimo tego że moje ubrania były brudne, zabłocone i przemoczone do ostatniej suchej nitki. – Zachowuję się jak zwykła wieśniaczka bez ogłady, a nie wielka pani – dotarło do mnie i odważyłam się wypowiedzieć te słowa na głos.
Być może masz rację. – Podszedł do mnie i przykucnął. – Ale siedzeniem tutaj, płaczem... niczego tym nie zmienisz. Zdejmij te ubrania, są mokre. Powinnaś wziąć ciepłą kąpiel.
Nim zdążyłam mu cokolwiek odpowiedzieć, to on delikatnie pogładził moją dłoń, ujął ją w swoją i musnął wierzch. Miał lekko spękane usta, jakby spierzchnięte.
Wstał i udał się w stronę drzwi. Zawołał, by przyniesiono ciepłej wody i napełniono nią wannę. Była miedziana, taka jak starożytne balie. Nawet nie pamiętam momentu, kiedy dokładnie się w niej znalazłam i w jaki sposób, ale pamiętam dobrze moment, gdy chciałam się utopić. Moment, gdy zanurzyłam się, by ogrzać uszy i policzki, i miałam taki pomysł, by już nie wypłynąć. Gdybym umarła, nie musiałabym stawiać czoła Arturowi. Kiedy żyłam, było to konieczne. Obawiałam się tego spotkania, które mnie czekało. Bałam się własnego męża na tyle mocno, że gdy usłyszałam kroki za drzwiami, to zwymiotowałam na podłogę.
Okazało się, że to jednak Tymoteusz, a nie Artur. Popłakałam się, przysiadłam przy balii, otulona ręcznikiem i nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Nie byłam w stanie nawet się odezwać.
Tymek musiał się tym zmartwić, bo wkroczył do łazienki, wcześniej uprzedzając, że wchodzi. Przyklęknął, by mnie przytulić, a potem obejmując, wprowadził mnie do pokoju i usadził na łóżku.
Gdzie są twoje rzeczy? – spytał.
W pokoju obok, ten jest Artura – odparłam.
Nie śpicie razem? – zdziwił się.
Przecież mówiłam ci, że ten ślub, to tylko, to nic – odpowiedziałam cicho, bez żadnego wyrazu, jakbym nie mówiła o sobie i sytuacji w jakiej się znajdowałam, a o kimś zupełnie obcym i nieżywym, jakby o dziewczynie z kart nieulubionej powieści.
Chcesz przejść do swojej sypialni?
Nie, nie wiem. – Położyłam się na dużym łożu, trzymając ręcznik obiema dłońmi. Podkuliłam nogi i pragnęłam, by zamknięcie oczu i ponowne ich otworzenie zmieniło wszystko, by cofnęło mnie do dnia, w którym postanowiłam wyjść za Artura Grandi. Gdybym tego nie uczyniła, teraz nie byłoby tego wszystkiego, a przede wszystkim nie byłoby strachu przed jego powrotem.
Tymoteusz nie pytał już o nic więcej. Nakazał służącej, by pomogła mi się ubrać. Ta przyniosła białą halkę i kremową koszulę nocną. Z początku o coś dopytywała, ale potem przestała, a i ja z nią nie dyskutowałam. Nawet słowem się do niej nie odezwałam. Dałam się jej ubrać jak podatny manekin, jak lalka na sznurkach, która tańczy tak jak palce prowadzącego nią zagrają.
Po wszystkim położyłam się do łóżka, do łóżka Artura, a nie swojego. Czułam jego zapach w nieświeżej pościeli. Lubiłam jej kolor, niespotykaną barwę czerwieni, która nakrywała niewinną biel prześcieradła. Czułam się tam dobrze, a jednocześnie nie chciałam tam być. To doprowadzało mnie do obłędu i sprawiało, że nie potrafiłam zasnąć. Byłam też nieświadoma tego, że Tymek ciągle mnie pilnuje, że czuwa przed drzwiami. Pewnie gdybym to wiedziała, to czułabym się lepiej, spokojniej.
O obecności Tymoteusza przekonałam się, gdy hrabia mocno otworzył drzwi i przekroczył próg pokoju. W tamtym momencie, jak na komendę, otworzyłam oczy, a zaraz potem je zamknęłam, by nie zorientował się, że nie śpię. Chciałam przeciągnąć nieuniknione możliwie jak najbardziej w czasie.
Artur był cały mokry. Wiem to, bo lukałam spod wpółprzymkniętych powiek. Woda ściekała z jego brody, której zarost zawsze miał krótszy niż na policzkach. Czasami brodę miał niemal zupełnie gołą, a policzki ledwie co okalała niewielka ilość włosków. Zawsze jednak miał wąsa, a on zdawał się niezmienny. Nigdy nie wydał mi się gęściejszy czy bardziej lichy.
Koszula hrabiego była tak przemoknięta, że stała się niemal przezroczysta. Kleiła się do jego ciała i widać było przez nią szarawy odcień skóry, różowe sutki, włosy na klatce piersiowej, których najwięcej zdawało się być w okolicy brzucha, tuż nad pępkiem i pod nim.
Zdjął rozpiętą kamizelkę i dopiero wtedy dostrzegłam, że spodnie nie trzymają mu się na szelkach, a na cienkim, skórzanym pasku. Sięgnął po szpicrutę, którą, gdy wszedł miał w dłoniach, ale zanim zaczął się rozbierać, to odłożył ją na biurko.
Dlaczego udajesz, że śpisz? – zapytał, a mnie wtedy ogarnęła prawdziwa panika.
Uniosłam się tak, że już nie leżałam, a bardziej siedziałam. Niczego nie mówiłam, bo gula wyrosła mi w gardle i była takiej wielkości, że skutecznie mi to uniemożliwiała. Serce na powrót zaczęło bić szybciej niż normalnie, a brzuch zabolał, gdy żołądek zdawał się skurczyć, jakby zacisnąć w pięść albo zaplątać w supeł.
Zaczął się do mnie zbliżać. Czynił to bardzo powoli, co jakiś czas postukując o kolano końcówką palcata.
Arturze, proszę – wyłkałam, bo nie umiałam powstrzymać łez.
O co? – spytał.
Na powrót zamilkłam.
Pamiętasz co ci powiedziałem, gdy jako narzeczona Mateusza dopuściłaś się podobnego czynu?
Nie pamiętałam. Umiałam postawić przed swoje oczy tamtejszą sytuację, ale w obecnym momencie, nie byłam zdolna dokładnie odtworzyć słów jakie do mnie wtedy skierował.
Powiedziałem, że gdybyś była moją żoną, to miałabyś w obowiązku podziękować za każdy bat, który bym ci wymierzył. Dodałem też, że byłoby ich sporo.
Po takiej jego przedmowie, lękałam się jeszcze bardziej jego czynów, które zbliżały się i z każdym jego krokiem były coraz bliżej mnie samej.
Odwróć się i unieś koszulę do góry – polecił, stojąc już obok, tak blisko, że mogłam go dotknąć, a on sam dotykał końcem szpicruty o stolik nocny.
Z przerażeniem obserwowałam jego poczynania, to jak odkładał potencjalne narzędzie na blat stolika, a dłońmi sięgał do paska. Sprawnie go rozpiął i złożył w pół.
Zacisnęłam pięści na prześcieradle i wcisnęłam plecy możliwie jak najbardziej w tapicerowany zagłówek.
To się więcej nie powtórzy, obiecuję – powiedziałam niewyraźnie. Z oczu nieustannie płynęły mi łzy, a głos drgał nie tylko przez płacz, ale także przez strach, właściwie to bardziej przez strach.
Nie wątpię – zapewnił.
Będę cię słuchać – chwyciłam się tymi słowami brzytwy, niczym tonący tratwy.
W to też nie wątpię. Przez zad wybiję ci z głowy nieposłuszeństwo. Odwróć się.
Nie – szepnęłam.
Wolisz dostać w twarz? – zapytał gniewnie. – Do czego chcesz doprowadzić? Do tego, bym okładał cię jak kat pięściami? – Szarpnął mną oburącz, ale nawet przy tym nie wypuścił pasa z dłoni.
Kiedy mnie siłą odwrócił, byłam już na straconej pozycji. Nie miałam z nim fizycznie żadnych szans, zwłaszcza gdy kolanem przygniatał moje plecy do materaca, a dłonie obezwładnił, chwytając za oba nadgarstki i więżąc je w stalowym uścisku.
Poczułam chłód klamry na jednym udzie, tak samo jak mokrą skórę pasa, który podobnie jak całe ubranie Artura przemókł deszczem.
Wytłukę z ciebie te głupoty, raz na zawsze – zapowiedział, kiedy moja koszula nocna była już podniesiona na tyle, że odsłaniała pośladki.
Zabolało już za pierwszym razem. Zabolało jak nigdy wcześniej. Dużo bardziej niż policzek, który mi kiedyś wymierzył i mocniej niż wszystkie lania, jakie zebrałam od ojca, skumulowane w jedno. Było inaczej niż kiedykolwiek. Ojciec ograniczał się do kilku szybkich, niezbyt mocnych klapsów czy przełożenia przez kolano, ale nie wkładał w danie mi nauczki takiej siły jaką Artur włożył.
Na moim mężu nie robił wrażenia ani mój płacz, ani krzyk, ani nawet prośby i błagania. Tak naprawdę, to miałam wrażenie, że te ostatnie tylko go podsycają do większej agresji, do mocniejszych uderzeń.
Nastał taki moment, gdy ból mieszał się z pieczeniem, a kolejne razy padały na płonące żywym ogniem ciało. To wszystko sprawiało, że odnosiłam wrażenie, jakby każde kolejne miało rozedrzeć jakąś widniejącą już na nim pręgę albo wyrwać mi odrobinę mięsa. To była katusza, tortura, która zdawała się trwać wiecznie i nigdy nie skończyć.
Skończyła się jednak, przerwana za sprawą Tymoteusza, który pochwycił szefa za rękę i tym powstrzymał go przed kontynuacją tej upokarzającej kary.
Artur ustąpił. Coś pod nosem, niewyraźnie zaklął, odstępując ode mnie i upuszczając pas na podłogę.
Mam nadzieję, że teraz znasz granicę, a jeśli nie dość wyraźnie je postawiłem, to spodziewaj się powtórki! – powiedział bardzo głośno, ale ciężko było uznać to za krzyk.
Tymoteusz mnie nakrył, a właściwie to narzucił kołdrę na nagi i obolały fragment mojego ciała. Bolało nawet, gdy odwracałam się na bok, by móc na nich obu spojrzeć.
Tymek stał między nami i wyglądał tak, jakby starał się spokojnie oddychać. Artur za to był odwrócony do mnie plecami. Schylił się po pas i w tamtej chwili ponownie obleciał mnie strach. Nie uspokoiłam się nawet wtedy, gdy zaczął wsuwać go do materiałowych szlufek spodni.
Uniosłam się odrobinkę, by móc spojrzeć w duże lustro toaletki, tej, która tak bardzo mi się podobała, że pragnęłam mieć taką w swoim pokoju. Obserwowałam jak Artur porzuca zapinanie klamry i drżącą dłoń kieruje do twarzy. Potem dostrzegłam na niej łzy. Starałam się wmówić samej sobie, że to tylko deszcz,
Tylko deszcz...

18 komentarzy:

  1. Wow.Nie spodziewałam się, że to zrobi,ale jednak. Piszesz świetnie, czekam na następny rozdzial :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję, że poprawiona wersja także przypadła ci do gustu. Niedaleko już do zakończenia. Najpierw jednak się jeszcze wszystko skomplikuje.

      Usuń
  2. Dobrze,ze Tymek powstrzymał Artura. Gdyby nie on, nie wiadomo jak by sie to potoczylo, Klara by na pewno bardziej ucierpiała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie bardziej by ucierpiała. Zabić jej nie chciał. Aczkolwiek to co ją spotkało jest straszne. I tu już nie o samo lanie chodzi, ale o paniczny strach przed mężem.

      Usuń
  3. Biedna. Już nie chodzi o to nawet, że dostała lanie, bo siniaki jej się pogoją i okej, ale o to, że będzie się teraz bała Artura, już nie spojrzy tak samo, a przecież to jej mąż, jakby nie patrzeć, będzie z nim jeszcze długo żyć. Spodziewałam się, że jeszcze Tymoteuszowi się oberwie za przerwanie tego wszystkiego. Zastanawia mnie płacz Artura na końcu – ruszyły go wyrzuty sumienia, był zły że musiał coś takiego zrobić czy to przywołało jakieś przykre wspomnienia? Artur to dla mnie człowiek zagadka, nie wiem czy kiedyś go rozgryzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, takich rzeczy się nie zapomina i na kogoś kto się dopuścił takiego czynu, choćby potem był najlepszy, najmilszy, najsłodszy, to już nigdy nie patrzy się tak jak dawniej
      Artur to długi czas człowiek zagadka i tak naprawdę jest szansa go poznać tylko wtedy, gdy on mówi sam za siebie, gdy czyta się te jego, a nie te Klary, wpisy.

      Usuń
  4. A jednak Artur jest słowny - tak właśnie się zastanawiałam czy to zrobi czy nie. Trochę przesadził, bo gdyby nie Tymek to mógłby jej zrobić jakąś poważną krzywdę, ale w sumie należało jej się.
    Do poprawki jedynie literówka:
    Widziałam siebie, Artura, naszą kłótnie
    kłótnię

    Dzisiaj już późno więc nie dam rady przeczytać reszty a bardzo bym chciała. Spodziewaj się mnie jednak wkrótce, bo jestem bardzo ciekawa ich losów.
    Pozdrawiam,

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artur słowny... Z Arturem to jest taki paradoks, on jest kłamliwy, ale szczery, a więc i słowny czasami bywa :)
      Swoją drogą to zabawne, że na Marco z "Zostaw uchylone" zwykle wieszałaś psy, gdy choćby Amandzie groził, a Artura popierasz nawet w sytuacji rękoczynów. Mnie też było szkoda konia, nie przeczę, że zginął z głupoty Klary, ale... czyżby Artur i Ciebie omotał swoim urokiem?
      Tutaj literówkę poprawiłam, na wattpadzie mam z tymi poprawkami problem, bo ich strona ciągle się haczy i wiesza.

      Usuń
    2. Wiesz co wydaje mi się, że ta bohaterka jest bardziej nieroztropna. Krzywdzi nieświadomie (ale bądź co bądź bez powodu) zwierzęta a tego jej nie wybaczę :/

      Usuń
    3. Faktycznie, Amanda była taka bardziej wyniosła, a w tym wszystkim też rozsądniejsza, doroślejsza. Klara to momentami taka dzikuska. Tego konia to się uczepiłaś jak mój mąż. Gdy czytał to opowiadanie, to było "Wiesz co, nieważne co jeszcze jej ten Artur zrobił i tak jej przez to nie polubię, a jego nie znienawidzę, bo zabiła niewinne zwierzęta, należy jej się". Więc można powiedzieć, że ty i mój mąż macie podobne poczucie sprawiedliwości. Zapytam więc z ciekawości: Popierasz w niektórych przypadkach karę śmierci lub samosądy?

      Usuń
    4. Tak, popieram, ale tylko w niektórych przypadkach.

      Usuń
    5. Myślę, że niewiele osób by się przyznało do takich poglądów. Jednak jakby na to spojrzeć inaczej, to też często żałuję, że ktoś zamiast umrzeć, idzie za kratki, bo moim zdaniem na życie nie zasługuje.

      Usuń
  5. A ja tam sie ciesze, ze Klara oberwala. Dla mnie to bylo malo na jej zachowanie. Wciaz mam ja za rozwydrzona nastolatke, a nie dorosla kobiete, ktora ponoc jest impulsywna. Dla mnie to wciaz dziecko i ona w glowie powinna dorosnac, a nie tylko cialem. Takze nie szkoda mi jej wcale po tym laniu, choc nie jestem zwolenniczka jakiejkolwiek przemocy to jednak Klara mnie wkurwia, ze zyczylam jej w koncu tego by sie doigrala. Nawet Tymka mi szkoda, ze taki fajny chlopak interesuje sie nia. Znalazlby sobie lepsza, rozsadniejsza, bardziej w glowie poukladana a nie dzieciaka, no ale coz. Serce nie sluga.
    Ciekawi mnie czemu Artur plakal, bo to facet niemal ze stali a tu lzy? Cos musialo mu sie chyba przypomniec, ze sie wzruszyl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę tej biednej Klarze to nikt nie współczuje.
      Bo Klara w pewnym sensie jest rozwydrzona, rozpuszczona. Momentami zaradna, ale jednak beztroskie dzieciństwo, pobłażliwy ojciec też miało na nią wpływ.
      Tymek faktycznie zwiąże się z kimś innym, ale czy jego wybór będzie taki najlepszy... no nie powiedziałabym.
      Artur ze stali? Naprawdę za takiego go masz? Chyba coś spieprzyłam przy budowie jego postaci, bo nie, nie miał być facetem ze stali, raczej wrażliwym, uczuciowym, zasmuconym, który jest dobrym pozorantem i robi z siebie beztroskiego hulakę oraz cynicznego dupka.

      Usuń
    2. Moim zdaniem dlatego, ze u niej bardziej widoczne sa te negatywnie odbierane cechy, ta impulsywnosc, ktora jednak mi osobiscie bardziej kojarzy sie z niedojrzaloscia.
      Na razie nie mi to oceniac, bo ja nie wiem z kim sie zwiaze i nawet nie mam kandydatki z Twojego opka dla niego. Jest jedynie Klara z tych mlodszych.
      No ja tak go odbieram. Ja tylko widze jakies drobne przeblyski uczuciowosci i smutku w nim, ale to bardzo minimalnie i tylko momentami, jak wlasnie tutaj, gdy starl lzy, bo tak to istna stal.

      Usuń
    3. To, że niedojrzała, to znaczy, że można ją lać?
      Później napiszę post o Arturze, by sprawdzić jak odbierają go inni, bo to w sumie wydaje mi się być ciekawym tematem.

      Usuń
    4. Nie, to bylo do tego, dlaczego jej nikt nie wspolczuje.
      Mozesz zobaczyc. Moze ktos inaczej go odbiera niz ja.

      Usuń
    5. Okay, rozumiem, że Klara podpadła każdemu. Może potem to nadrobi ;-)

      Usuń