poniedziałek, 3 kwietnia 2017

#22

Piętnasty wpis Klary
Wypieścić ból

Po przeczytaniu wpisu, jaki pozostawił po sobie Artur Grandi, ciągle miałam te same pytania i brak na nie jakichkolwiek odpowiedzi. Okazało się, że Artur nawet z pamiętnikiem nie był do końca szczery. Nie zwierzał się mu z uczuć i emocji. Przedstawiał suche fakty, pewne wydarzenia, które miały w jego życiu większe znaczenie. Przypomniał mi się jego pierwszy wpis. Był inny. Jednocześnie smutniejszy, ale i cieplejszy, bardziej ludzki.
Teraz, po latach, dotarło do mnie, że mój mąż cierpiał. Zrozumiałam, że Artur oddalał się od samego siebie. To prawda, że wszyscy się zmieniamy, że lata na każdym z nas odciskają jakieś piętno. Jednak czy na nim musiało odcisnąć akurat takie? Musiało uczynić z niego bezduszną bestię? Czy zapijanie uczuć do tego stopnia, by nawet nie majaczyły było jego świadomą decyzją, odruchem nałogu, wyborem bezsilności czy czymś zupełnie innym? Dlaczego nawet na pożółkłych stronach nie pisał wszystkiego?
Hrabia w czwartym wpisie pominął nie tylko swoje uczucia. Nie napisał tego jakie myśli wtedy błąkały się po głowie. Darował sobie też opisanie naszej pierwszej nocy spędzonej w jednej pościeli.
Moje wspomnienia są już bardzo wyblakłe, a tamtejsze dodatkowo zatarte przez ból głowy, który wywołał wcześniejszy, histeryczny płacz, ale postaram się opisać możliwie jak najdokładniej jak to było. Chcę samej sobie przypomnieć jak to się stało, że wszystko w tę, a nie w inną stronę się potoczyło.
Tamtej nocy płakałam. Łkałam do poduszki. Cieszyłam się, że Artur wyszedł z pokoju, bo chyba nie mogłabym znieść jego obecności po tym wszystkim. Cieszyłam się też z nieobecności Tymoteusza, bo wstyd mnie zżerał. Wiedziałam, że jeszcze bardzo długi czas będę się go krępowała, podobnie jak służby, która zapewne była świadkiem moich batów. Co prawda nienaocznym świadkiem, ale miałam pewność, że słyszeli swoje i już zdążyli o tym nieść plotki, nie mogąc się doczekać tylko tego aż wyniosą je poza mury pałacu.
Nie mogłam zasnąć, choć pragnęłam tego jak niczego innego. Wiedziałam, że sen przyniósłby ulgę, że dałby odpocząć nie tylko moim zmęczonym i spłakanym powiekom, ale także myślom, które nieustannie hulały po mojej głowie, przywołując do wspomnień niechciane obrazy. Widziałam w nich zagniewanego hrabiego, pasek, który dzierżył w dłoni, leżącego i błagającego o litość konia, strzelbę w niego wymierzoną, Tymoteusza, który śmiał się wtrącić i pewnie teraz miał przez to same nieprzyjemności.
Walkę z drzwiami, które prowadziły do krainy Morfeusza, przerwało mi skrzypnięcie zawiasów od zupełnie innych drzwi. Zerknęłam w ich kierunku i zobaczyłam tam Artura w niechlujnie zapiętej koszuli. Chciałam wstać i wybiec z sypialni, ale nie miałam odwagi, by się choćby poruszyć.
Nieśmiało, ale nieskrycie obserwowałam poczynania męża. Poniekąd obawiałam się, że może jeszcze mi coś zrobić, ale to nie przeszkadzało mi wodzić za nim oczami.
Usiadł na łóżku, zdejmując mokry krawat. Obwiązał nim dłoń, którą miał poranioną. Zastanawiałam się czy taki opatrunek, złożony z przemoczonego deszczem materiału, był w stanie przynieść mu ulgę, ale nim doszłam do jakichkolwiek wniosków, to on polał ten materiał alkoholem. Skrzywił się i wciągnął powietrze przez zęby tak, że aż świsnęło, a potem odłożył karafkę na stolik nocny.
Posuń się – polecił i zaczął pokładać obok mnie.
Wyjdę... – Chciałam wstać, ale powstrzymał mnie, chwytając za nadgarstek.
Zostań – wydał kolejne polecenie. – Chcę byś została.
Położyłam więc głowę ponownie na poduszce. Poczułam kolejny napływ łez, których nie potrafiłam i chyba nawet nie chciałam powstrzymywać.
Artur położył się, kładąc dłonie pod głowę. Nie chciałam na niego patrzeć, więc odwróciłam się do niego plecami, przy okazji odsuwając też możliwie jak najbliżej brzegu, byleby go nie dotknąć, by w żaden sposób się o niego nie otrzeć.
Wciąż płaczesz? – zapytał po chwili ciszy, gdy ja myślałam, że już usnął.
Nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam co mogłabym na to odpowiedzieć. Pociągnęłam jednak nosem.
A więc, wciąż płaczesz – stwierdził, ale zdawał się temu nie dziwić. – Nie możesz tyle płakać. Rozchorujesz się.
Nie udawaj, że cię to obchodzi – odparłam niewyraźnie.
Obchodzi. Jesteś moją żoną.
To też powód do płaczu. – Czułam, że rozklejam się na dobre. Mocniej wtuliłam się w róg pościeli.
Nie uważam, że moje postępowanie zasługuje na nagrodę, ale twoje też na nią nie zasłużyło.
W takim razie najlepiej od razu mnie zabij.
Nie wygaduj głupstw – powiedział z pewną dozą ostrości.
Tak by było najlepiej – trwałam dalej przy swoim. – Wszystko niszczę...
Klara, martwiłem się! – lekko krzyknął. – Kiedy wróciłem do domu i okazało się, że cię w nim nie ma, bo zdecydowałaś się wybrać w samotną podróż nocą, to naprawdę się zmartwiłem. Dobrze, że Tymoteusz widział jak kierujesz się powozem w stronę domu swoich bliskich, bo...
To już nie są moi bliscy – przerwałam mu. – Ja już nie mam bliskich. Krystian, Filip i tata umarli. Nikt mnie tam już nie chce – wyłkałam.
Ja cię chcę – szepnął, ale ledwie go wtedy dosłyszałam.
Mogłam zginąć razem z tym koniem, tak by było najlepiej. Albo on powinien przeżyć, a ja umrzeć. Teraz nie mam już nikogo. Jestem skazana na ciebie i twoją ciężką rękę – zaszlochałam, uświadamiając sobie jak bardzo przegrałam swoje życie.
Ja wcale nie mam ciężkiej ręki – usłyszałam tuż przy uchu, co znaczyło, że Artur znajdował się bliżej mnie niż wcześniej sądziłam. Niespodziewanie zawisnął nade mną, podpierając się na ręce, dłoń trzymając na drewnianej krawędzi łóżka. – Ja po prostu nie wiem jak mam z tobą postępować.
Zerknęłam na niego, ale tylko przez chwilę. Potem ponownie ukryłam twarz w poduszce.
Jestem aż tak okropnym mężem, że nawet mojego widoku nie jesteś w stanie znieść? – dopytywał. – Wydawało mi się, że przez cały ten czas, nie licząc dzisiejszego incydentu, byłem dla ciebie dobry. Nie dyrygowałem tobą jak moją podwładną i nie podniosłem na ciebie ręki ani w chwili, gdy rzucałaś we mnie przedmiotami, ani gdy publicznie mnie obraziłaś. Wolałem wyładować się na sobie, niż na tobie. Skrzywdzić siebie, a nie ciebie. Zginęło jednak zwierzę, niewinne, ale nawet za to nie dostałaś. Oberwałaś za to, że bezmyślnie mogłaś odebrać sobie życie, że po raz kolejny mogłaś do tego doprowadzić. Słyszysz co do ciebie mówię!?
Słyszałam, cały czas go słyszałam, ale jednocześnie nie chciałam, by widział moje łzy, moją czerwoną od płaczu twarz, ani wdawać się z nim w tego typu dyskusje. Poczułam jak mną szarpnął. Jak ścisnął za ramię i zmusił bym się położyła na wznak.
Zapytałem się o coś. Nie ignoruj mnie.
Tak jak ty mnie? – odpowiedziałam, zapewne nie tak jak tego oczekiwał. – Ty nieustannie mnie ignorujesz. – Poczułam jak kolejna fala łez napływa, tym razem większa od poprzedniej.
I to cię tak boli? – zniżył głos niemal do szeptu. – To, że ciągle mnie nie ma? Sądziłem, że tak ci wygodniej, że tak będzie tobie lepiej. Nie było? – dopytywał bardzo cichutko.
Pokręciłam głową, szybko, ale nie intensywnie, nie z mocnym rozmachem. Mój mąż natomiast pokręcił swoją w taki sposób, jakby nie wierzył w to co słyszy, jakby gdzieś zahaczało to o granice absurdu.
Klara, Klara, Klara – wyszeptał i złożył pocałunek na moim ramieniu, poprzez materiał koszulki nocnej i halki, które miałam na sobie. Potem się położył.
Odwróciłam się do niego plecami, sądząc, że teraz już dam radę zasnąć, ale myśli powróciły, znów mnie męczyły i ponownie doprowadziły do płaczu. Artur chyba to usłyszał, bo polecił mi bym się do niego odwróciła.
Odwróć się – powtórzył, gdy za pierwszym razem nie zareagowałam.
Zrobiłam jak kazał, ale ciągle trzymałam się na dystans, tak by nawet go nie dotknąć.
Chodź tu do mnie – przywołał mnie nie tylko słowami, ale też palcami.
Wzbraniałam się przed tym. Nawet pokręciłam głową, by dać mu do zrozumienia, że wcale, ale to wcale nie chcę się do niego zbliżać.
Chodź i bez marudzenia. Nic ci nie zrobię – zapewnił.
Lekko się przybliżyłam, a on poprosił o to bym chwilę się wstrzymała. Na leżąco rozpiął koszulę, a potem podniósł się do siadu i ją zdjął. Zmiętą odrzucił na podłogę. Poprawił poduszkę i położył się tak, by było mu wygodnie.
Teraz chodź.
Nie do końca rozumiałam o co mu chodzi, więc odrobinkę się przybliżyłam.
Bliżej chodź. Nie pogryzę cię.
Posłuchałam i najpierw tylko dłoń położyłam na jego brzuchu. Głowę chciałam położyć na poduszce, ale objął mnie tak, że poczułam cztery palce na plecach. Dawał mi do zrozumienia, że mam jeszcze mocniej do niego przylegnąć.
Przytul się. Wtul tak jak ci wygodnie i postaraj się poczuć bezpiecznie.
Bezpiecznie? – wyszeptałam pytająco. Właściwie to chciałam o to zapytać samą siebie, ale wymsknęło mi się na głos. Tak czy inaczej, to „bezpiecznie” wydawało mi się być dużym paradoksem, jeśliby brać pod uwagę wcześniejsze wydarzenia.
Bezpiecznie – powtórzył, ale w jego ustach brzmiało to niezwykle pewnie. – Jesteś mą żoną. Nie dam cię nikomu skrzywdzić. – Przełożył rękę tak, że znalazła się na moich żebrach, potem na biodrze, aż wreszcie niżej, niemal na pośladku.
Wzdrygnęłam się.
Spokojnie – wyszeptał, a jego dłoń znów powędrowała do góry, znów była na biodrze. – Spokojnie – powtórzył.
Czułam się dziwnie. Co prawda wcześniej już leżałam wtulona w mężczyznę, był nim Mateusz, ale ta bliskość z Arturem była zupełnie inna. Podniecająca. Drżałam, ale już nie tylko ze strachu, ale także pod wpływem innych uczuć. Jego tors, na którym trzymałam głowę, przyjemnie unosił się i opadał, a owłosienie, które miał na brzuchu łaskotało wnętrze mojej dłoni.
Nagle jego palce znalazły się w moich włosach. Wplatał je tam. Drugą dłonią zaczął błądzić po mojej ręce, aż do łokcia. Dotarł nią do piersi.
Ar... Artur – wypowiedziałam niewyraźnie jego imię.
Ciii. – Odwrócił mnie tak, że leżałam na plecach, a on znajdował się nade mną. Przyłożył palec do moich ust. – Ciii – powtórzył, a jego oczy zdawały się mnie zjadać. Wydawało się jakby chłonął każdy centymetr mojego ciała, poczynając od oczu, a na brzuchu kończąc. – Pozwól mi zatrzeć nieprzyjemne wrażenie – rzekł niemal błagalnie.
Co? – zdziwiłam się. – Jak? – dopytywałam niemal histerycznie.
Uspokój się. Możesz też zamknąć oczy. Postaraj się tylko odczuwać.
Jego zachłanne usta dopadły do mojej szyi i nawet jeśli z początku zdawało mi się to nie podobać i miałam ochotę zaprotestować, to po chwili poczułam przyjemny dreszcz w podbrzuszu i nie miałam już na tyle siły, by bić się z samą sobą. Spróbowałam przyciągnąć policzek do ramienia, choć jego twarz mi to uniemożliwiała. Zarost mnie drażnił, ale nie chciałam tego drażnienia kończyć. To było zupełnie nowe odczucie i pozwoliłam mężowi, by mi je ofiarowywał i to nawet w nadmiarze.
Daj mi wypieścić ból, który zadałem – wypowiedział dziwnie przerywanym oddechem i ze łzami w oczach, wpatrując się przy tym w moje.
Sięgnął do rękawa mojej koszulki i zdarł go w dół, potem to samo uczynił z ramiączkiem halki. Jego ruchy były szybkie, gwałtowne i nimi sprawiał, że momentami odczuwałam obawę, ale ona sama w sobie tylko potęgowała rozkosz pocałunków i delikatnych ukąszeń, które pozostawiał na całym moim ciele. Całował tak jakby grał w rzutki na oślep, na chybił-trafił, raz tam, raz tu, raz niżej, raz wyżej, czasami bliżej lewej strony, innymi razy zupełnie po prawej. Serwował mi oszałamiające doznania, którymi sprawiał, że przestawałam panować nad samą sobą i reakcją własnego ciała.
Nie chciałam nic mówić. Nie chciałam wzdychać ani wydawać z siebie dźwięków. Krępowałam się tych najcichszych, które się ze mnie wydostawały wbrew mojej woli. Czułam jak się czerwienię, jak płoną mi policzki. Myślałam wtedy o wszystkim. O tym, by nie wzdychać i nie stękać, o bólu pośladków, które ocierały się o popodwijane prześcieradło, o muśnięciach męskich warg, które śliniły moje niemal nagie ciało.
Myślałam też o tym co zrobić, w jaki sposób należy się zachować. Nie wiedziałam jak zachowują się inne kobiety. Nigdy z nimi o tym nie rozmawiałam. Zdarzyło się, że gdy odwiedzałam koleżanki w burdelu, to podsłuchałam jakąś przypadkową rozmowę, ale niewiele wtedy rozumiałam ze słów „Myślałam, że mi usta odpadną, a on i tak nie dojdzie”.
Położyłam dłonie na głowie Artura. Poczucie mokrych włosów pomiędzy palcami okazało się być przyjemniejsze niż sądziłam. Takie zupełnie inne. Intymne.
Instynktownie założyłam jedną nogę na biodro męża, starając się nią go opleść w pasie. Oczywiście niecałego, ale na tyle na ile dawałam radę.
Zarzuć drugą – polecił, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. Sam więc się pofatygował i chwycił za moją łydkę, zakładając lewą nogę podobnie jak sama założyłam tę prawą.
Poczułam jak chłodna klamra paska ociera się o wnętrze moich ud. Po chwili już jej nie było. Upadła na podłogę, a przynajmniej na to wskazywał odgłos.
Artur wsunął dłoń pomiędzy nasze ciała, a dokładnie to pomiędzy nasze krocza, wcześniej na nią spluwając. Wydało mi się to wtedy bardzo obrzydliwe, ale nie miałam czasu, by się nad tym dłużej zastanawiać, bo poczułam jak się we mnie zagłębia.
Zacisnęłam zęby, co nie uszło jego uwadze. Na twarzy szatyna odmalowało się zdziwienie. Był zaskoczony.
Może zaboleć – oznajmił, wspierając się dłońmi na poduszce. – Raczej zaboli – dodał i wtedy to poczułam.
To było jak nagłe rozerwanie czegoś w moim wnętrzu. Nagłe, dziwne, ale nie tak zupełnie bolesne. Była to pewnego rodzaju nieprzyjemność, odczucie niezbyt komfortowe, ale nie równałabym tego z bólem. Co prawda, podczas gdy on forsował tę barierę w moim wnętrzu, to ja mocno zachłysnęłam się powietrzem i uwiesiłam jedną ręką na jego szyi, ale było to spowodowane nieznanym, brakiem świadomości jak to będzie i strachem, że może być gorzej, że to właściwe się dopiero zacznie.
Potem nie było dobrze, ale nie było też źle. Odczuwałam tarcie. Nie czułam już potrzeby, by mocniej nabierać powietrza. Jęki nie chciały się ze mnie wydobywać, a i ja nie chciałam ich budzić. Opadłam na poduszkę i odwróciłam głowę w bok. Spojrzałam na stolik nocny, na karafkę do połowy pełną whisky i na lustra dużej toaletki. Zobaczyłam w nich Artura, to jak unosił się w górę, następnie sunie w dół, a potem opada, starając się przy tym mnie nie przygnieść. Średnio mu się to udało, ale szybko się opamiętał i stoczył ze mnie na bok, wcześniej muskając w policzek. Dotarło do mnie, że podczas tego aktu cielesnego, który można by uznać za naszą pierwszą noc poślubną, zamieniliśmy się miejscami. Teraz on leżał tam gdzie ja leżałam nim zaczęliśmy. Z taką myślą zasnęłam, nawet nie spostrzegając się kiedy to nastąpiło. Drzwi do krainy Morfeusza otworzyły się przede mną same, bez konieczności liczenia baranów czy wyciszania myśli. Było spokojnie, tak błogo, bez tego wcześniejszego ciężaru.

6 komentarzy:

  1. Pewnie gdyby nie ciotka Klary, Artur nie poszedł by do niej w tą noc.Nie sadzilam,ze Artur się o nia boi. Może jednak coś do niej czuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może coś do niej czuje, a może czuje jedynie, że jako mąż ma w obowiązku zapewnić żonie bezpieczeństwo.

      Usuń
  2. Rozmowa z Matyldą musiała chyba dać Arturowi coś do myślenia.
    Artur i Klara przeżyli swoją noc poślubną, a to może oznaczać, że może w ich małżeństwie coś się zmieni. Ciekawe tylko czy jakieś zmiany naprawdę będą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noc poślubną na grubo po ślubie xD Uznajmy, że potrzebowali czasu, choć moim zdaniem, gdybym miała oceniać tak prywatnie, to ten czas, jaki wybrali, nie był najodpowiedniejszym czasem na seks.

      Usuń
  3. Dziwię się Klarze, że pozwoliła Arturowi się dotknąć - sądziłam, że duma każe jej opuścić jego sypialnię.
    Matylda dopięła swego, powinna być z siebie zadowolona :)
    Zastanawiam się co będzie dalej z Tymkiem, czy dowie się, że małżonkowie przeszli na kolejny etap, czy też może Klara mu o tym nie powie.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że Klara pozwoliła się Arturowi dotknąć można bardzo prosto wyjaśnić. Psychika człowieka jest różna. Tą jej można porównać do dziecka, które potrafi tulić się do tego samego rodzica, który mu nieraz przyłoży. Dlaczego dziecko tak robi? Bo oprócz tego rodzica nie ma nikogo innego, bo wbrew pozorom przy takim "siłaczu" czuje się bezpiecznie. Wiele maltretowanych kobiet tak ma. Wiele maltretowanych córek potem wybiera takiego samego partnera, bo własnie gdzieś utkwiła im w pamięci ta "siła".

      Usuń