Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 5 kwietnia 2017

#24

Piąty wpis Artura
Pajęcza sieć

Siedząc z Matyldą w jednej kolasce, słuchałem opowieści o chłopcu, który uwielbiał bawić się okrągłą, blaszaną puszką zdobioną różami, takimi z czerwonymi kielichami i zielonymi łodygami pełnymi kolców.
Dopasowywałem kształty – powiedziałem na głos, przypominając sobie tamte chwile.
Jako mały chłopiec kręciłem zamknięciem tej puszki, tak by obrazek był cały, niezachwiany, niedrgający, niepołamany.
Trzymałam w nich listy od kochanka. – Ciotka Klary uśmiechnęła się na wspomnienie lat młodości, które już dawno były za jej plecami, pomimo że wciąż nie wyglądała tak zupełnie staro.
Miała ładne, gęste włosy w kolorze jasnego blondu, w odcieniu przypominające platynę. Jej oczy były piwne, a ubiór zawsze kolorowy. Zupełnie inaczej nosiła się przed laty. Teraz nie umiałem już sobie jej wyobrazić w sukniach za kostki i golfem pod szyją.
Mówiła na ciebie Artuś.
Pamiętam. Teraz pamiętam. – Spojrzałem na nią i przytaknąłem ruchem głowy. – Przychodziliśmy do ciebie, gdy nawet metra w kapeluszu nie miałem.
Za to miałeś włosy do ramion i grzywkę co nieustannie nachodziła ci na oczy. Piszczałeś jak szalony, gdy spróbowałam zbliżyć się do ciebie z nożycami. Matka nie mogła cię uspokoić. Siedząc na jej kolanach ssałeś kciuka.
Tego już nie pamiętam.
Nic dziwnego. Nie miałeś nawet pięciu lat. Jako jedna z nielicznych wiedziałam, że jesteś synem hrabiego.
Ten temat nie należał do moich ulubionych, bo zahaczał z każdego kąta o mego ojca. O wiele bardziej wolałem wspominać matkę. Ją mimo wszystko kochałem.
Całe miasto dowiedziało się dopiero po śmierci Marcela. W dniu pogrzebu – wspominała dalej.
Zmuszał mnie bym stał z nim przy trumnie. – Poczułem jak moje oczy się zeszkliły. – Tydzień wcześniej tak zbił moją matkę, że nie mogła wstać z podłogi. Leżałem przy niej, krwawiła. Wyminął nas i odszedł. Przez większość mojego życia odchodził. – Westchnąłem, właściwie to odetchnąłem z ulgą, bo w końcu o tym komuś powiedziałem. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że padnie akurat na ciotkę Klary, na niemal zupełnie obcą mi kobietę, ale takim wyjawia się ból przeszłości najprościej. Towarzyszy temu mniej emocji, nie ma lęku przed odrzuceniem.
W dniu pogrzebu brata, to ty się zerwałeś i uciekłeś. Ile dni cię wtedy nie było?
Dwa. Omal nie zamarzłem błąkając się po dworze. Była zima. Nawet nie pamiętam jak znaleźli mnie leżącego w śniegu, na progu cudzego domu.
To był nasz próg.
Nie wiem – odpowiedziałem po dłuższej chwili, bo mimo usilnych starań nie umiałem sobie tego momentu przypomnieć.
Lubiłeś mojego brata. Nauczył cię powozić i grać w karty, pamiętasz? Zawsze mówiłeś na niego gospodarzu.
Długi czas na niego tak mówiłem. Kiedyś nawet w chwili, gdy Klara... – Zaśmiałem się. – Z resztą, nieważne. Kazałem mu pilnować dzieci, bo plątały mi się pod nogami.
Wiem. Nie uwierzysz, ale ona do dzisiaj to wspomina.
Jak się domyślam, nie najlepiej.
Lepiej niż wczorajszy dzień.
Łypnąłem na Matyldę zdenerwowanym spojrzeniem, ale myślę, że było w nim też coś z zawstydzenia.
Bez obaw, nie chcę robić ci wymówek, zwłaszcza, że ona już ci wybaczyła. Chcę tylko byś się nią zaopiekował. Tylko tak naprawdę zaopiekował, lepiej niż dotychczas.
To moja żona. Nie dopuszczę do tego, by jej się coś stało.
A dopuścisz do siebie myśl, że możesz ją pokochać?
Ja już ją kocham – szepnąłem szybko, ledwie słyszalnie, ale Matylda musiała to usłyszeć, bo rozpromieniła się. – Gdybym jej nie kochał, to pozwoliłbym jej wyjść za tego gnoja.
Mówisz o Mateuszu?
Przytaknąłem ruchem głowy.
Zawsze wydawał się być miły – stwierdziła z nostalgią.
To pozorant. Na dodatek chory na głowę. – Oparłem rękę o oparcie tuż za głową Matyldy. – Ja nie chcę niczego insynuować, ale w dniu, gdy wóz się wykoleił, to Mateusz sądził, że ja będę nim jechać.
Mówisz o tym wypadku, który spotkał Filipa? – zapytała przerażona.
To nie był wypadek. Koło było poluzowane – mruknąłem i głębiej wciągnąłem powietrze. – Od tamtej pory miałem Klarę na oku. Trudno kogoś obserwować, być o krok za kimś i się nie zakochać, jeśli tym kimś jest piękna kobieta.
Matylda nic nie odpowiedziała na moje wyznanie. Wpatrzona była tępo przed siebie.
Mateusz kupił połowę domu.
Jakiego domu?! – niemal wykrzyknąłem.
Klara poszła spotkać się z nim.
W tamtej chwili poczułem się zupełnie tak, jakby cała krew mnie opuszczała. Nogi miałem jak z waty, a mój głos wydawał mi się być całkiem obcy, gdy krzyczałem na woźnicę, by zawracał.
A baronowa? – zapytał Tymoteusz.
Jest nieważna! – wrzasnąłem na niego, wychylając się przez okno.
Tak naprawdę kłamałem. Baronowa była bardzo ważna. Miałem długi u jej męża i długi czas myślałem, że śmierć tego starego pryka jest mi na rękę, ale kiedy jego młoda żona dokopała się do weksli, to już nie było tak beztrosko jak sądziłem. Ona oczekiwała więcej, znacznie więcej niż mogłem jej dać i długi czas jej to dawałem, ale w końcu się ożeniłem i do niej także musiały dotrzeć te wieści, skoro wezwała mnie aż czterema telegramami. Miałem już pomysł jak ją spłacić i jak się od niej uwolnić raz na zawsze, ale teraz przeszkadzał mi w tym Mateusz jako posiadacz połowy domu i połowy ziem, na dodatek strasznie niefortunnie podzielonych.
Kiedy wszedłem do pałacu, okazało się być już za późno. Kamerdyner powiedział mi, że Klara wyruszyła jakieś dziesięć minut wcześniej.
Chcesz to weź kolaskę! – krzyknąłem do Matyldy. – Ja pojadę konno, skrótem! – wrzasnąłem i ubrany wizytowo, nawet nie zadałem sobie trudu, by osiodłać konia.
Taka jazda bolała. Ten styl, zwany „na dziko”, szczególnie dokuczał mężczyznom, ale w tamtej chwili zupełnie się tym nie przejmowałem. Byłem nawet w stanie przeskoczyć cztery przeszkody jakie spotkałem na drodze, byleby jak najszybciej dotrzeć do miejsca, w którym była moja żona.
To gnanie pod wiatr i mimo wiatru. Poczucie pędu we włosach i oczy, które aż bolały, gdy jakieś nieproszone pypcie je nawiedzały. To było coś czego chyba nigdy nie będę w stanie zapomnieć.
Strach. Wtedy napędzał mnie strach. Bałem się o nią. Bałem się i nie chciałem, by przebywała z Mateuszem sam na sam, pomimo że nigdy nie zdobyłem dowodów jego winy. Ja czułem, że on był winny. Czułem, że czyhał na moje życie, jak i na życie Filipa. Przyjacielowi nie mogłem już pomóc, ale Klara żyła i pragnąłem, by tak pozostało, dlatego pierwsze co zrobiłem, gdy wjechałem na posesję, to zsiadłem z konia. Konkretnie to z niego zeskoczyłem zaraz po tym, gdy ten zwolnił. Nie traciłem czasu na wyczekiwanie aż zupełnie się zatrzyma.
Pobiegłem w stronę drzwi. Nie pukałem do nich. Otworzyłem z impetem. Na szczęście nie były zaryglowane. Zobaczyłem męża teściowej i krzyknąłem:
Gdzie Klara?
Na górze – odpowiedział Marek, ale nim zdążyłem dobiec do schodów, to moja żona pojawiła się na ich szczycie. – Dzięki Bogu. – Odetchnąłem, wspierając dłonie na kolanach. Nie mogłem nabrać oddechu, ale pomimo tego zadałem sobie trud, by przemierzyć połowę ze wszystkich stopni.
Drugą połowę Klara przemierzyła. Chyba się bardzo mocno zdziwiła, gdy bez słów wyjaśnienia wziąłem ją w objęcia i uścisnąłem najmocniej jak tylko potrafiłem. Nawet obawiałem się, że tym uściskiem mogłem wyrządzić jej jakąś krzywdę, dlatego chwyciłem za jej ramiona i zszedłem o stopień niżej, by móc się dokładniej przyjrzeć.
Artur? – szepnęła zaskoczona. – Co się dzieje?
Nic – skłamałem, choć nie do końca. Było wiele prawdy w tym „nic”, bo przecież nic jej się nie stało, a to było dla mnie w tamtej chwili najważniejsze. – Tęskniłem – dodałem, chwytając w dłonie jej twarz, by móc ją pocałować.
To był krótki, ale mocny pocałunek. Taki, za który można by oddać życie, bo znaczył więcej niż moje własne.
Myślałam, że jesteś na obiedzie z baronową – wyznała oszołomiona, kiedy już przestałem ją całować.
Zmieniłem plany. Jesteś dla mnie ważniejsza niż jakaś tam baronowa. – Wzruszyłem ramionami. – Chcę z tobą poznać tego nowego właściciela – grałem dalej jedną z dobrze wyuczonych mi ról. – To dom twego ojca, jest dla ciebie ważny, więc powinien być ważny, także dla mnie.
Przyglądała się mi uważnie, jakby pragnęła we mnie czytać, tak jak to się robi w otwartej księdze. Nie obawiałem się tego, bo to nigdy nie miało się wydarzyć. Byłem pewien, że moja żona nie pozna języka w jakim zostałem napisany.
Wcześniej mówiłeś inaczej – przypomniała.
Wcześniej byłem zdenerwowany wczorajszym dniem. Teraz już mi minęło.
Minęło ci? – nie dowierzała.
Przeszło. – Uśmiechnąłem się łobuzersko, szeroko, od ucha do ucha.
Kiedy już skończysz z żoną i nowym właścicielem domu, to ja też prosiłbym cię na słówko – odezwał się Marek. – Najlepiej jeszcze przed rozmową z właścicielem – dodał po krótkim namyśle.
Wychyliłem się przez poręcz schodów, by móc go zobaczyć. Jak zwykle zajęty był gazetą. Najprawdopodobniej właśnie skończył czytać, bo składał prasę na trzy części i odkładał na blat stołu z ciemnego drewna. Wstał i pokierował się w stronę drzwi, które prowadziły do innego pomieszczenia.
Chwyciłem Klarę za dłoń i podprowadziłem do stołu.
Poczekaj na mnie tutaj. Tylko nigdzie się nie ruszaj – poleciłem i poszedłem za Markiem, ku zdziwieniu teściowej, która właśnie wyszła z kuchni i niosła dwie filiżanki na białych spodkach zdobionych w żółte słoneczniki. – Dzień dobry, pani – przywitałem się z nią, gdy ją mijałem, a potem wszedłem do niewielkiego pokoiku, zamykając za sobą drzwi.
Ściany były przytłaczająco zielone. Brudnozielone. Wcale nie podobał mi się ich kolor, ale za to podobał mi się wygodny fotel, który zająłem. Miał bieguny. Mogłem się na nim bujać. Skorzystałem z tej okazji. Odpaliłem też papierosa, by stał się dopełnieniem tej całkiem przyjemnej chwili.
Zaraz nie będzie ci do śmiechu, Arturze – zapowiedział Marek. – Nie wiem skąd, ale Mateusz wie.
Mateusz wie? – dopytywałem. – O czym?
O tym, że... o tym, że zrobiłeś ze mnie pana i nakazałeś uwieść...
Ciszej – syknąłem na niego. Wstałem i zacząłem nerwowo chodzić od ściany do ściany. – Mogłeś wcześniej chcieć wydać ją za mąż. Wtedy szybciej by za mnie wyszła i nie byłoby licytacji komorniczej – wypomniałem.
Zrobiłem to najszybciej jak się dało. Była żałoba po ojcu – przypomniał. – Poza tym jej matka mocno ją kocha. Nie chciała jej na siłę wybierać męża.
Oparłem się o biurko i spojrzałem mu głęboko w oczy.
Nie patrz się tak, jakbyś chciał mnie zabić, gdy sam uratowałeś mi życie – warknął. – Mogłeś, tak jak ja, zabawić się w rozkochanie kobiety, zamiast ją przymuszać do ślubu.
Nie mogłem! – wrzasnąłem zdenerwowany.
A to niby dlaczego?!
Bo nie umiem! – Odbiłem się od tego biurka i ponownie wbiłem w bujany fotel. – Nie umiem prawić ciepłych słówek ani uwodzić prezencikami. Wbrew pozorom, bardzo mało kobiet było w moim życiu, nie licząc kurew, które robiły co do nich należy, a potem odchodziły w cień. Nie umiem obchodzić się z damami, a ty byłeś w tym dobry, dopóki nie przegrałeś całego majątku w karty, wujku. Gdyby rodzina cię nie wydziedziczyła, to ty miałbyś tytuł hrabski, a nie ja.
Nie zależy mi na nim. Nie lubię tytułów. Cieszę się, że otrzymał go ktoś, kto podobnie jak ja był czarną owcą w tej rodzinie.
Zawsze ratowałeś mi dupę. Nawet gdy przypadkiem postrzeliłem tego chłopca... Boże – wyszeptałem i rozdygotanymi dłońmi przetarłem twarz oraz przeczesałem włosy. – Co mi odbiło, że zabawiłem się w przemyt?
Chciałeś być odważny. To się chwali.
Dzieci mnie nie pochwalą, gdy już będę leżał w grobie, a im przyjdzie spłacać moje długi.
Nie wyrzucaj sobie tego teraz. Jeszcze żyjesz. Jeszcze masz czas, by te wszystkie błędy naprawić. Poza tym nie twoja wina, że ojciec cię ignorował, a matka zmarła, zostawiając z poczuciem winy. Nic dziwnego, że przystałeś do rzezimieszków. – Pokazał palcem na podłogę, jakby chciał w ten sposób zaakcentować swoje racje.
Uciekłem od problemów do lokalu rozrywkowego – wypomniałem samemu sobie i kilka razy nerwowo zaciągnąłem się papierosem.
Tam czułeś się kochany.
Nie wiem na ile mnie to usprawiedliwia. – Wstałem i zatrzymałem się w drodze do drzwi. – Pójdę do Mateusza. Pójdę z nim na pewien układ. Zagram va bank.
Tylko znów wszystkiego nie przegraj. Tym razem masz o wiele więcej do stracenia niż pieniądze.
Miał rację. Miałem do stracenia znacznie więcej niż pieniądze, posiadłość i tytuł. Miałem do stracenia Klarę. Wiedziałem, że ona nigdy mi nie wybaczy, jeśli dowie się, że była moją ofiarą, że wpadła niczym mucha w utkaną przeze mnie pajęczą sieć. Był jednak jeden znaczący problem – ta sieć stworzona była z kłamstw i łapałem się na tym, że sam zacząłem się w nią zaplątywać.

Jeśli ktoś czuje się pogubiony, to wyjaśniam w punktach:
1. Marek jest wujkiem Artura, jest bratem starego hrabiego Grandi. Artur wyciągnął wujka z dna (o tym jeszcze będzie). W zamian za to postanowił go zeswatać z matką Klary, przy okazji zmieniając mu imię i nazwisko (o tym też jeszcze będzie).
2. Matylda i matka Artura się znały, gdy były młode, ale nie będzie ten wątek szczególnie rozwinięty. Potrzebowałam tego tylko po to, by wpleść jakieś wspomnienia o matce Artura do tego opowiadania i pokazać jego relacje z ojcem, choćby pobieżnie.
3. Postrzelony przypadkowo chłopiec, o którym wspomniał Artur, to nikt inny jak Krystian. Przypominam, że Krystian był przyjacielem Klary i Filipa. To ten, który zginął przez to, że dzieci bawiły się przy rzece, która była szlakiem przemytniczym.

6 komentarzy:

  1. Jest coraz ciekawiej, nie spodziewałam się tego,ze Artur to wszystko w taki sposób zaplanował :D Nie mogę sie doczekać kolejnych rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba i że udało mi się ciebie zaskoczyć. Myślę, że zaraz wezmę się za przepisywanie kolejnych rozdziałów.

      Usuń
  2. Że co? Artur postrzelił Krystiana? A czy to postrzelenie było bezpośrednią przyczyną śmierci tego chłopca?
    Jeśli tak to jak Klara miałaby Arturowi to wszystko wybaczyć? Nawet jeśliby się zakochała to wątpię, aby jakakolwiek kobieta wybaczyła mężowi śmierć przyjaciela plus manipulowanie swoim życiem...

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona będzie miała mu znacznie więcej do wybaczenia niż się czytelnikom wydaje.

      Usuń
  3. Przepraszam że dopiero teraz piszę komentarz. Wcześniej jakoś nie wiedziałam jak ubrać w słowa to co czuję po przeczytaniu dotychczasowych rozdziałów. Z Artura to kawał drania Ale ma jednak swój urok. Jednak dąży do swoich celów wręcz po trupach. Klara mu szybko nie wybaczy że tak ją oszukuje. Nie będzie między nimi dobrze z tymi niedomówieniami i kłamstwami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie. Nie ma obowiązki pisać komentarza po każdym przeczytanym rozdziale.
      Chciałam by zarówno Artur jak i Klara nie byli bohaterami papierowymi. Mieli nie być zawsze dobrzy, mieli też posiadać pewien urok. Jeśli Ty tak ich odbierasz, to jestem szczęśliwa.

      Usuń