sobota, 8 kwietnia 2017

#28

Dwudziesty wpis Klary
Wykorzystać okazję

Czasy, w jakich przyszło mi prowadzić moją marną egzystencję, nie należały do łatwych. Wydaje mi się, że nawet nie były do końca normalne, bo czy można uznać za coś normalnego dokonanie gwałtu na żonie. Niby nie było to czynem pochlebnym, nie bito za to braw, ale ciężko było taki czyn udowodnić. Ja początkowo chciałam z tym walczyć, chciałam się poskarżyć. Ale do kogo miałam udać się na skargę? Do sądu? Do innego mężczyzny?
Po tym akcie przemocy i wymuszonego współżycia szybko do mnie dotarło, że nie mam wyjścia, że muszę przełknąć gorycz, zacisnąć zęby i żyć dalej. Łkałam do poduszki i choć bolało mnie całe ciało, to gorszy był ból jaki Artur zadał mej duszy.
Płacz nie przynosił ulgi. Mogłam się tylko znieczulać kieliszkami pełnymi po brzegi czerwonego wina. I robiłam to. Piłam. Dużo piłam. Do utraty świadomości się upijałam. Tymoteusz był wtedy przy mnie. Starał się mnie podnieść z tego dna, a jeśli trzeba było, to wolał ze mną na tym dnie ugrzęznąć, niż pozostawić mnie samej sobie.
Tymek znosił każdy mój stan. Mateusz nie był w stanie. Brunet wyrzucał mi, że się poddałam, że nie walczę o swoją wolność i niezależność. Mówił to tak, jakbym miała z Arturem jakiekolwiek szanse.
Hrabia wtedy często wychodził, więc i ja wychodziłam. Z blondynem spędzałam całe dnie i także noce. Często leżeliśmy na białym śniegu, robiliśmy orły i wpatrywaliśmy się w migoczące gwiazdy. Mieliśmy marzenia. Chcieliśmy być razem. To był nasz cel, cel nie do osiągnięcia i tak naprawdę nie robiliśmy nic, by móc go dosięgnąć.
W sylwestrową noc, dotarło do mnie w jak beznadziejnej sytuacji się znalazłam i że jestem uwięziona w domu bez drzwi i okien, bez możliwości wyjścia. Byłam na balu, zorganizowanym przeze mnie i Artura, choć żadne z nas nie przyłożyło nawet małego palca do przygotowania tej uroczystości. Ludzie dopominali się, byśmy to my zaczęli tańce. Byliśmy więc zobowiązani do tego, by stanąć naprzeciw siebie i spleść palce dłoni.
Grandi na początku nie patrzył mi w oczy. Spuścił wzrok na nasze buty, choć wiedział, że tak nie wypada. W końcu się odważył i zdobył na komplement:
Pięknie wyglądasz, choć zbladłaś, schudłaś.
Faktycznie, byłam wtedy znacznie szczuplejsza. Od świąt do balu noworocznego mało jadłam, dużo piłam, często zwracałam. Hrabia udawał, że tego nie widzi. Wielokrotnie musiał wyczuć mój stan, w końcu dzieliliśmy jedno łoże. Wydychany alkohol się czuje. Ja zawsze czułam, gdy on nie wychylił za kołnierz.
Nie odpowiedziałam na słowa męża nic, więc silił się na kontynuację:
To co zrobiłem... naprawdę nie mogło być aż tak straszne.
Zmusiłeś mnie – wypomniałam.
Wiem. – Przełknął ślinę tak głośno, że wyraźnie to słyszałam. – Jednak to, że ja ciebie nie uszanowałem, nie jest powodem byś sama siebie nie szanowała. Będzie nowy rok, nowy początek. Chcę byś zaczęła go bez bólu głowy.
Odwróciłam wzrok, by nie musieć widzieć wyrazu jego twarzy. Był taki... jakby czuł się niewinny, ale mnie winił za wszystko, za ten gwałt, za załamanie, za upijanie się.
Przez tych kilka dni udawałem, że nie widzę – wyszeptał wprost do mojego ucha, a mnie przebiegł dreszcz. – Miałaś prawo chcieć jakoś to odreagować, ale już wystarczy, już dość, Klaro.
W tamtym momencie orkiestra przestała grać. Oddaliliśmy się od siebie, zakończyliśmy taniec tak jak należało i zostawiliśmy parkiet dla innych par.
Wtedy do mnie dotarło, że powinnam zawalczyć. Siedziałam przy stole, przed pustym talerzem i kieliszkiem pełnym wina, i zrozumiałam, że siedząc niczego nie naprawię ani też niczego się nie dowiem. Jeśli chciałam uwolnić się od Artura lub być gotową spędzić z nim resztę życia, to musiałam poznać prawdę. W innym wypadku nie miałam możliwości, by zerwać z nim wszelkie kontakty ani też, by być w stanie z nim żyć.
Chciałam go o wszystko zapytać, więc wyszłam na zewnątrz, bo on udał się tam rzekomo zapalić. Nie było go na dziedzińcu. Zbiegłam więc schodami w dół i wtedy ujrzałam mego męża w towarzystwie baronowej Vallauri. Stali blisko siebie, stykali się bokami. On poprawiał jej szal, a ona muskała jego policzek. Dla niej był taki czuły, delikatny. To mnie dobiło, bo ja nigdy nie mogłam liczyć na takie gesty z jego strony.
Wymknęłam się z balu i udałam do domu rodzinnego. Weszłam jak złodziej, tylnym wejściem, tym przeznaczonym dla służby. Wtargnęłam do pokoju Mateusza, wiedząc, że bruneta w nim nie zastanę. Rozpoczęłam przeszukiwanie jego rzeczy z nadzieją, że odnajdę jakąś fiolkę, i że w przeciwieństwie do Artura, ja po niej zasnę na dłużej, najlepiej na zawsze. Odnalazłam całą szklaną butelkę, zakorkowaną drewnianym korkiem, takim jakim korkuje się wino. Wzięłam ją z sobą do łóżka i leżąc poiłam się drobnymi łykami. Smakowało okropnie.
Świat zaczął się zakrzywiać, a mięśnie odmawiać posłuszeństwa. Butelka upadła na podłogę, a ja nie miałam siły, by się po nią wychylić. Powieki zaczynały mi opadać. Były niewyobrażalnie ciężkie, jakby ważyły kilka ton.
Artur wyłonił się z białej mgły niczym czarny, zły rycerz. Wypowiedział głośno, wyraźnie, ale z pewnym przygaszeniem moje imię, a potem ruszył na ratunek. Posadził mnie na łóżku siłą. Zarzucił na moje ramiona swój wizytowy płaszcz i wziął na ręce. Nie wiem gdzie mnie zabrał. Czy jechaliśmy wozem, czy szliśmy pieszo. Pamiętam natomiast zupełnie obcy mi dom, chłód podłogi pod kolanami i to obrzydliwe uczucie, gdy wkładał swoje palce do moich ust. Zdawał się sięgać nimi gardła, a mnie zbierało się na wymioty.
Byłam niemal nieprzytomna. Nie miałam siły, by wyrzucać z siebie to co zjadłam i wypiłam, a już z pewnością nie miałam siły, by połykać kolejne płyny. To co podawał mi Artur było bezsmakowe, więc najprawdopodobniej była to czysta woda. Zmuszał mnie bym robiła tak jak on chce, a ja niczym bezwiedna marionetka poddawałam się temu. Rzygałam więc i opijałam się, przy okazji sikając pod siebie. To był jeden z bardziej upokarzających momentów w moim życiu, ale dzięki niemu przeżyłam.
Odzyskiwałam siły już w swoim łóżku, w tej sypialni, którą zajęłam jeszcze przed ślubem. Kiedy się obudziłam, Artura przy mnie nie było. Od pokojówki dowiedziałam się, że czuwał, nie śpiąc przez to przez trzy dni i dwie noce. W końcu jednak poległ, a kamerdyner, odprowadzający go do pokoju obok, był zmuszony go wlec, bo hrabia nie miał siły nawet na to, by samodzielnie przebierać nogami.
Kiedy odwiedził mnie Tymek, to odwiedziła mnie także kwiaciarka. Bez mej wiedzy i zgody zaczęła przystrajać całą sypialnię kwiatami.
Na polecenie męża – wyjaśniła z uśmiechem. – Musi panią bardzo kochać.
Wątpię – szepnęłam.
A ja nie – wtrącił się Tymoteusz. – Ani w jego miłość do ciebie nie wątpię, choć nie jest łatwa, ani w twoją do niego nie śmiem już wątpić.
Brzmisz jakbyś miał pretensje – zauważyłam. Byłam bardzo zdziwiona jego słowami.
Zobaczyłaś go z baronową. Nie chciałaś się zabić, gdy cię zbił, gdy sponiewierał, ani nawet gdy zgwałcił. Jednak widok jego i baronowej... – Wstał, łzy pojawiły się w jego szarych oczach. – Nie mam już siły – dodał płaczliwie i wyszedł. Zamknął za sobą drzwi, tym samym zamykając też zupełnie inne, te które miały być przed nami i zostać wkrótce szeroko otwarte właśnie dla nas.
Po tych wydarzeniach byłam silniejsza. Co prawda nadal unikałam męża, a mnie unikał Tymek, ale już dla żadnego z nich, jedynie dla samej siebie, postanowiłam dowiedzieć się jak wyglądała prawda. Chciałam wiedzieć kto stoi za śmiercią mego brata, jakie konszachty łączą Artura i Wiolettę oraz czemu hrabia zdecydował się na podrobienie testamentu.
Zaczęłam od wozu, dosłownie. Przypomniałam sobie, że Artur po Filipa przyjechał właśnie z Tymkiem. Udałam się więc do blondyna i zastałam go na rąbaniu drewna. W oczach miał coś takiego, jakby chciał wbić we mnie tę siekierę, ale nie zrobił tego. Zaprosił na herbatę i wyczekiwał pytań.
Powiedziałaś, że przyszłaś w ważnej sprawie. Czego więc chcesz?
Minęło trochę czasu odkąd przestaliśmy z sobą rozmawiać. Powinno ci już przejść. To nie moja wina, że sama nie wiem czego chcę, ani jak mam żyć.
Oczywiście, to wszyscy wokoło są winni. Tak naprawdę podoba ci się to jak Artur cię traktuje. On jest wyzwaniem, a ja jestem na wyciągnięcie ręki, zawsze wtedy, gdy masz gorszy humor. – Skrzywił się, przeczesał jasne włosy długimi palcami i ponownie wbił we mnie spojrzenie skrzywdzonego człowieka.
Nie o tym chcę mówić – przypomniałam i starałam się utrzymać fason, nie rozkleić się. – Chodzi mi o sprawę sprzed lat. O śmierć mego brata.
Niewiele ci powiem. Przyjechałem z Arturem po Filipa, bo wozy były dwa. Najpierw mieliśmy przewieź to opium sami, ale Artur nie był w stanie powozić. Miał wtedy coś z ręką. Najprawdopodobniej złamaną.
Przesiadłeś się więc i Filip wziął twój wóz? Byłeś z nimi do końca?
Nie. – Pokręcił głową i zmrużył oczy. – To było dziwne, bo najpierw chciałem się przesiąść do Artura, ale on mi nie pozwolił. Dosiadł się do mnie. Filip prowadził więc jego wóz.
Ale byłeś z nimi do końca?
Nie. Odwieźli mnie do domu i dalej ruszyli sami. Artur uznał, że z ręką już lepiej, że sobie poradzi.
Czemu się nie odmienili?
Filip chciał. Wiedział jak Artur jest przyzwyczajony do tego lepszego wozu, zresztą też do swoich koni. Ten jednak machnął na to ręką i stwierdził, że nie mają na to czasu.
Mógł wiedzieć, że wóz jest uszkodzony? – zapytałam z trudem, bo łzy cisnęły mi się do oczu. Nie byłam pewna czy chcę znać odpowiedź na to pytanie, ale byłam pewna, że muszę je zadać dla spokoju własnego sumienia.
Mógł go nawet uszkodzić.
Co!? – wykrzyknęłam.
Dzień wcześniej zastałem go jak kucał przy kołach. Chyba je poluzowywał.
Ta wiadomość mnie zszokowała. Nie wiem na co liczyłam, ale chyba na niewinność męża. Ja za niego wyszłam, ja z nim sypiałam, ja do niego coś czułam, a on... on zabił mojego brata, on mnie zdradzał, on odebrał mi Tymka, a wcześniej Mateusza. Wzbudził jakąś chorą fascynację, której sama nie byłam w stanie powstrzymać. Nie umiałam zapanować nad własną żądzą, nad chęcią poznania Artura. Stałam się ofiarą własnego działania.
Tymka nie było już dla mnie, doskonale widziałam to w jego oczach pełnych zawodu i utraconych nadziei. Mateusz jednak wciąż gdzieś tam trwał, tuż za mymi plecami i nieustannie o mnie myślał. Był mi w stanie wiele wybaczyć, dlatego to jemu postanowiłam się wypłakać.
Jednak nim ruszyłam w kierunku rodzinnego domu, w którym mogłam błękitnookiego zastać, zdecydowałam się na zadanie Tymoteuszowi ostatniego pytania:
Czy Artur wiedział, że Filip jest nie tylko moim, ale też jego bratem?
Dowiedział się z testamentu. Jego ojciec coraz gorzej się czuł, wezwał notariusza...
Kiedy to było? – przerwałam.
Dzień przed...
Przed?
Przed śmiercią Filipa – odpowiedział w końcu. – Dlatego zostawiłem ich samych. Wiedziałem, że chcą porozmawiać. Artur chciał mu wyznać prawdę, tak sądzę.
Ta wiedza to był kolejny gwóźdź do mojej trumny. Stała się moją udręką i powodem, by ponownie sięgnąć po kieliszek czegoś mocniejszego. Upijałam się w samotności, w pokoju Mateusza, wyczekując jego powrotu z przejażdżki konnej.
Kiedy brunet zasiadł przede mną, także sięgnął po kieliszek i karafkę do połowy jeszcze pełną grappy. Słuchał moich zwierzeń, wspominał dzieciństwo, pocieszał tymi wspomnieniami i dawał nadzieję, że los się może odmienić, że wystarczy wsadzić Artura za kratki, skazać go na śmierć, bym ja mogła się od niego raz na zawsze uwolnić.
Straciłam świadomość przy pierwszym pocałunku, który przypomniał mi ten przed laty, odbywający się w kuchni. Wtedy przerwała nam moja matka, teraz nie wtargnęła. Ja potrzebowałam bliskości, poczucia, że jeszcze komuś na mnie zależy i przekonania samej siebie, że jeszcze, nawet po tym co Artur mi zrobił, potrafię się z przyjemnością kochać.
A Mateusz?
Mateusz po prostu wykorzystał okazję i gdy to do mnie dotarło, to było już za późno. Okazałam się być w ciąży.

14 komentarzy:

  1. Czyli to dziecko co się urodzi, to będzie Mateusza ? :o Robi się naprawdę coraz ciekawiej. Artur zrobił wiele złych rzeczy w swoim zyciu. Jestem ciekawa co by zrobił jakby się dowiedział ,że Klara go zdradziła.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziecko będzie Mateusza.
      Myślę, że będziesz miała okazję się przekonać co zrobi, gdy się dowie o zdradzie.

      Usuń
  2. Klara zdradziła Artura i urodzi dziecko Mateusza. Ciekawe kiedy się Artur o tym dowie i jak na to zareaguje.
    A jednak Artur poluzował te koła od wozu, więc jakiś dowód przeciwko niemu jest. Przedtem dowiedział się, że Filip jest też jego bratem, więc może ten wypadek miał coś z tym wspólnego. Ciekawe jak ta sprawa się wyjaśni.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest powiedziane, że poluzował te koła od wozu. To powiedział tylko Tymek, ale czy taka jest prawda? Zgaduj zgadula. Opowiadanie niedługo dobiegnie końca, więc wszystkiego się dowiesz.

      Usuń
  3. Długo zwlekałam z zabraniem się za czytanie tego opowiadania i po części żałuję, że dopiero niedawno się za nie wzięłam, ale z drugiej strony cieszę się, że przez ten czas historia tak bardzo się rozwinęła.
    Na pewno rzuca się w oczy fakt, że wbrew twoim zapewnieniom nie jest to zwykła bajeczka. Problemy, które tutaj poruszasz, choć może trochę niedzisiejsze, zdecydowanie są poważne i trudne. Aż chce się podziękować losowi, że nie przyszło nam żyć w tamtych czasach.
    Co do samej historii - podobają mi się niespodziewane zwroty akcji, gdy na jaw wychodzą nowe sekrety i intrygi (zwłaszcza ta ostatnia dotycząca testamentu, choć wersja, którą początkowo przedstawił Artur, była równie ciekawa i, co najważniejsze, pchała akcję dokładnie w tym kierunku, w jakim sobie tego życzył), podoba mi się też to, że twoi bohaterowie żyją i postępują według własnych przekonań i zasad, nieważne, jak pokręcone by one nie były. Do pewnego momentu największą zagadką był dla mnie Mateusz - dopóki nagle nie okazało się, że wszystko, co wiemy o Arturze jest kłamstwem, a jego motywy wciąż pozostają niezupełnie jasne, bo razem z nowymi faktami pojawiają się coraz to nowe pytania. I choć do zakończenia brakuje już niewielu rozdziałów, mam wrażenie, że sporo jeszcze się wydarzy.
    Na koniec przyznam jeszcze, że w momencie gdy został zabity drugi koń, wystraszyłam się, że z winy Klary zginie cały zaręczynowy tuzin. Oby nie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo ucieszył mnie Twój komentarz. Jednocześnie jak widzisz, nie ma w tym niczego złego, że dopiero w grudniu zajrzałaś do tego opowiadania, skoro ja dopiero teraz mam w planach je dalej aktualizować (przenosiny niestety swoje trwały).
      Tak, rozdziałów do zakończenia niewiele, a mimo tego jeszcze wiele muszę w nich zmieścić, więc wiele się jeszcze wydarzy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Jestem zaintrygowana i z niecierpliwością czekam na więcej. Uzależniasz.. Odczuwam pewną niechęć zarówno do Mateusza jak i Artura. Na dodatek mam żal do Klary, że tak bezmyślnie postąpiła i najzwyczajniej w świecie wpadła. Przeczuwam, że Artur jest bezpłodny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wtedy nie było prezerwatyw. Kalendarzyk nie zawsze się sprawdzał. Ewentualnie Mateusz mógł się powstrzymać i spuścić w inne miejsce, ale tak czy tak, większość zależna była od niego, nie od niej. Ona tylko dokonała wyboru, by iść z nim do łóżka.
      Nie robili wtedy badań spermy, a ja sama nie gdybałam nad tym czy zrobić go płodnego, czy bezpłodnego. Tak czy inaczej, będzie ojcem tylko jednego dziecka, tego Klary, a ona więcej ich nie będzie mogła mieć.

      Usuń
    2. Powiem szczerze, że liczyłam na to, że to Artur będzie ojcem dziecka..

      Usuń
    3. Myślę, że wiele osób na to liczyło, ale ja sama zaplanowałam im zupełnie inną przyszłość.

      Usuń
  5. Już sama nie wiem który z bohaterów jest lepszy - czy wykorzystujący okazję Mateusz czy gwałciciel Artur czy kłamliwy Tymek (ale ich podsumowałam, co? :P). Ja również sądziłam, że ojcem dziecka Klary będzie jej mąż - tak było w serialu i jakoś nie pomyślałam o innej opcji...
    Po tym co zrobił Artur Klarze, on nie ma prawa mówić jej "dość". Bardzo mnie rozczarowała jego postać i teraz działa mi na nerwy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, podsumowałaś ich nieźle, ale prawdziwie, szczerze.
      Tylko mój plan na opowiadanie powstał na długo przed tym nim obejrzałam serial, nim bohaterom nadałam imiona. Zaczęłam od pomysłu na zakończenie, więc z serialem nie ma ono niczego wspólnego.
      Faktycznie, Artur miał być takim nagłym rozczarowaniem. Jednak przesłanki draństwa miał już wcześniej.

      Usuń
    2. Prawda, ale zwłaszcza teraz ukazuje swoje draństwo :(

      Usuń
    3. Może jeszcze się zrehabilituje i nie będzie taki najgorszy, co?
      Prawdą też jest, że kiedyś gwałty małżeńskie były powszechne. To nie była rzadkość i większość kobiet to znosiła inaczej niż my byśmy to zniosły dziś. Seks był obowiązkiem małżeńskim i należał się mężowi.

      Usuń