wtorek, 18 kwietnia 2017

#33

Siódmy wpis Artura
Jeszcze raz zawalczyć

Będąc w dobrze mi znanym lokalu rozrywkowym, usłyszałem brawa za plecami. Dama lekkich obyczajów, która gościła na moich kolanach, szybko wstała. Przelękła się. Muzyka przestała grać, kobiety śpiewać, mężczyźni zaprzestali gry w karty. Wszyscy patrzyli na Klarę. Była piękna, silna, ubrana jak dziwka, ale z naturalną elegancją, której nie dała rady przykryć nawet wyuzdanymi szmatami.
Co tu robisz? – chciałem wrzasnąć, ale nie dałem rady podnieść głosu, jakby coś odebrało mi mowę. Zapytanie więc było spokojne, ciche.
Ja? Chciałam się zabawić, ale widzę, że zabawa się skończyła. Dlaczego? – zapytała z miną niewiniątka, rozglądając się przy tym dookoła, ale to było tak sztuczne, że miałem ochotę zdzielić ją po twarzy.
Wstałem.
Nie możesz tu być – szepnąłem cicho. Byłem na tyle blisko niej, że mnie słyszała.
Prosiłam byś zabrał mnie z sobą. Teraz już rozumiem dlaczego nie chciałeś tego zrobić. – Przetarła palcami po zakurzonym od popiołu stoliku, na którym stały popielniczki, a z nich aż wysypywały się niedopałki. – Jestem kobietą zamężną, więc nie mogę tu być, tak? – Na moich oczach zaczęła zdejmować obrączkę. Wrzuciła ją do wewnętrznej kieszeni mojej marynarki. – Teraz jestem wolna.
Pochwyciłem ją za nadgarstek i szarpnąłem.
Wychodzimy!?
Nie! – postawiła się. Nawet tupnęła przy tym nogą. – Mam ochotę na kieliszeczek szampana. Czy ktoś mi naleje?
Każdy jeden karciarz i dziwkarz wstał z zamiarem napełnienia Klarze kieliszka. Pognali też do niej z propozycją, by zapaliła. Papierosy, fajki opium i zapałki już mieli naszykowane w dłoniach. Poczęstowała się papierosem, ku mojego niezadowolenia. Krztusiła się, ale usilnie próbowała odpowiednio zaciągać. Zdecydowała się nawet na grę w karty, stawiając w niej swoje perły. Te same, które ode mnie dostała. Przegrała je.
Miałem dość i miałem ochotę ją stamtąd wyprowadzić, ale tym mogłem wywołać bitkę. Nagle znalazło się stado obrońców, którzy byli gotowi rzucić mi się do gardła, byleby moja żona pozostała w lokalu jeszcze choćby na pięć minut. To było dziwne uczucie. Z jednej strony czułem dumę, bo miałem coś o czym oni mogli tylko pomarzyć, ale z drugiej... nie, z drugiej wcale nie było tak cudownie.
Wielokrotnie mówiłem jej, a nawet prosiłem byśmy już wracali. Odmawiała. Zbywała mnie, mówiąc, bym wracał sam. Nie mogłem jej jednak zostawić. Siedziałem w ciszy, oburzony, z rękoma splecionymi na piersi i przypatrywałem się jej poczynaniom. W ten sposób pilnowałem jej, by nic złego jej nie zrobiono i by ona sama nie uczyniła sobie krzywdy swym nierozważnym zachowaniem.
Wstałem dopiero, gdy chwyciła za fajkę z opium. Wyrwałem ją z jej rąk i upuściłem na podłogę. Szarpnąłem żonę. Do bitki było już naprawdę niewiele, a stado obrońców za jej plecami zdawało się mordować mnie wzrokiem. Powstrzymała ich jednak.
To mój mąż – poinformowała, choć to przecież wiedział każdy tam obecny. – Wyjdę z nim – zadecydowała, czym zaskoczyła nawet mnie.
Wszyscy jakby nagle posmutnieli, bo Klara była dla nich nie tylko kobietą, ale także nietypową rozrywką, w dodatku przyjemną dla oka.
Zasiedliśmy w kolasce, jakich wiele stało przed tym lokalem. Zwykle woźnicy odwozili pijanych mężczyzn do domów, robiąc to oczywiście za niewielką opłatą. Tym razem jeden z nich odwoził mnie i moją żonę do pałacu, więc byłem pewny, że sporo za to policzy. Nie dziwiłem mu się. Miał prawo uznać nas za majętniejszych niż byliśmy.
Powinienem wygarbować ci skórę. Zdajesz sobie z tego sprawę?
Za co? Za to, że odważyłam się raz na to, co ty robisz każdej nocy?
Jesteś kobietą.
I dlatego możesz mnie bić? – dopytywała obojętnie, lekceważąco.
Nie podoba mi się ton jakim się do mnie zwracasz i wcale nie do tego nawiązywałem. Chodziło mi o to, że to miejsce, z jakiego przed chwilą wyszliśmy, nie jest odpowiednie dla kobiet.
Były tam inne kobiety.
Nie damy.
Nie uważasz mnie za damę. Nie traktujesz jak damę.
Nie było tam nigdy ani jednej mężatki – powiedziałem z dużym naciskiem, a ona w odpowiedzi pokazała swoją prawą dłoń i ruchem palca zaznaczyła brak obrączki.
Byliśmy już pod domem, gdy chwyciłem ją za nadgarstek i siłą umieściłem złoty krążek ponownie tam, gdzie było jego miejsce.
Dość tego, wysiadaj. – Otworzyłem drzwi i czekałem aż wysiądzie. Nie chciałem tego robić pierwszy ani jej pomagać. Poganiając ją, jednocześnie płaciłem woźnicy.
Trafiliśmy do pałacu, ale nie do naszego pokoju. Otworzyłem przed Klarą pierwsze lepsze drzwi, znajdujące się jak najdalej od ciekawskiej służby. Nie chciałem, by do ich uszu dotarła bura, którą miałem na celu zaserwować żonie.
Mamy problemy, Klaro! Finansowe. Staram się je...
Pogłębić? – szepnęła z nieszczerym rozbawieniem. Jawnie ze mnie drwiła.
Przestań! Nawet nie wiesz...
Bo znowu nic mi nie mówisz! – zarzuciła.
Wcale nie muszę ci się tłumaczyć! – odkrzyknąłem. – Zamiast tego powinienem wybić ci z głowy te pomysły... – nie skończyłem mówić tego co miałem w planach jej powiedzieć, bo zaskoczyła mnie tak, że aż odebrało mi mowę.
Odwróciła się do mnie plecami i zaczęła zdejmować suknie, stojąc przed dużym, wysokim aż do sufitu lustrem.
A więc wybijaj – zachęcała, sięgając dłońmi do sznurowań gorsetu. – Chcesz mnie zbić, to zbij, to lepsze niż ciągłe słuchanie twoich wymówek, kłamstw, zapewnień bez pokrycia. Zanim jednak to zrobisz, uprzedzam, że możesz tym zaszkodzić nie tylko mnie, ale także dziecku.
Jakiemu dziecku?
Milczała, więc dopadłem do niej, stanąłem dokładnie za jej plecami i objąłem. Położyłem dłoń na brzuchu, który niegdyś był zupełnie płaski. Teraz czułem lekkie uwypuklenie. Pocałowałem w zagłębienie między szyją a ramieniem.
Naprawdę? – dopytywałem, krzyżując z nią spojrzenia w lustrze. – Jesteś w ciąży? Będę ojcem?
Przytaknęła ruchem głowy. Odwróciła się do mnie i położyła dłonie na moich policzkach. Jedną jednak szybko zdjęła, by móc odgarnąć niesforny kosmyk przecinający moje czoło. Często tak robiła. To był taki niemal matczyny gest.
Będziesz ojcem i będziesz temu dziecku potrzebny. Będziesz mnie potrzebny. Nie możesz wychodzić każdej jednej nocy i wracać nie każdego ranka. Nie możesz ciągle mnie kłamać, Arturze. Chcę ci pomóc, choć nie wiem czy potrafię. Pewnie nie potrafię, ale...
Nie, nie możesz się teraz denerwować. – Szybko od niej odstąpiłem i wypuściłem powietrze tak, że wydałem dźwięk, jakby zawiał wiatr.
Niewiedza mnie denerwuje. Niszczy nie tylko mnie. Nas niszczy. – Przywarła do moich pleców. Jej gorset był już nieco poluzowany, więc czułem jej piersi, sztywne sutki. Rękoma oplatała moją szyję, tak, że niemal na mnie wisiała. – Błagam. Tylko szczerość może nas jeszcze uratować. Całkowita szczerość. Potem albo sobie wszystko przebaczymy, albo się rozstaniemy. Innego wyjścia nie widzę. Innego wyjścia nie ma.
Po długiej rozmowie, trwającej dłużej niż do bladego świtu, zdecydowaliśmy się na przebaczenie, a pięć miesięcy później w naszej sypialni rozbrzmiał pierwszy, niemowlęcy krzyk.
Myślałam, by dać mu na imię Filip. Po moim bracie – mówiła ledwie słyszalnie. Mówiła, choć była za słaba, by mówić. Nie mogła jednak się powstrzymać. Chciała to dziecko od razu wziąć na ręce, zobaczyć je, a gdy jej go podałem, to prosiła, bym je wychował jeśli nie odzyska sił.
Nagle zamknęła oczy, odpłynęła, a mały omal nie wypadł je z rąk. Szybko go zabrałem. Zauważyłem krew na prześcieradle, którym była okryta. Dobiegłem z dzieckiem na rękach do drzwi.
Lekarza! – wrzasnąłem. – Wezwijcie lekarza! Z nią się dzieje coś niedobrego!
Filip płakał. Wył, będąc w moich ramionach, jakby przeczuwał, że jego matka umiera, jakby prosił mnie bym zawrócił, bym ponownie go do niej zabrał, by mógł choć jeszcze jeden raz ją zobaczyć i poczuć. Oddałem go jednak Matyldzie i sam powróciłem do sypialni. Przyklęknąłem przy łóżku, chwyciłem Klarę za dłoń i całowałem po niej, prosząc, by mnie nie opuszczała, błagając, by jeszcze ten raz zawalczyła.

10 komentarzy:

  1. Mój ulubiony rozdzial! Jestem ciekawa czy Klara powiedziała Arturowi ,że go zdradziła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się właśnie ten rozdział najmniej podoba. Mam wrażenie, że go spieprzyłam. Znaczy napisałam w nim co napisać miałam, ale uważam, że mogłam zrobić to lepiej :) Jednak dziękuję za miłe słowa. Nieco mnie podbudowałaś.

      Usuń
  2. Widzę, że Klara postanowiła zawalczyć o siebie, o Artura, o ich małżeństwo, przyznaję, że w dość specyficzny sposób postanowiła to zrobić, ale nie ma się co dziwić, zawsze była trochę szalona.
    Biedny Artur, haha, wyobrażam sobie jak go zaskoczyła pojawieniem się w tej jaskini rozpusty, w której on sam aż nazbyt często często się pojawiał. Postawiła wszystko na jedną kartę, bo przecież tak na prawdę mógł ją na siłę wywlec stamtąd, liczyła że mąż wzięty z zaskoczenia nic jej nie zrobi i udało jej się. No a jak już dowiedział się o dziecku to w ogóle zmiękł. Widać, że pan hrabia bardzo się cieszy, że zostanie ojcem, tylko szkoda, że to nie jego dziecko. Klara z premedytacją go okłamała, wykorzystała umiejętnie ciążę, zażądała od męża szczerości, ale sama nie była z nim szczera. Ciekawe kiedy Artur zorientuje się że synek nie jest jego i co wtedy zrobi. Mam nadzieję, że Klara wyzdrowieje, bo szkoda by mi było małego Filipka, gdyby nie miał mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klara zawsze postępowała w szalony, taki specyficzny sposób. Uznajmy więc, że to jej znak rozpoznawczy.
      Tak, Artur się cieszy, a Klara okłamała go z premedytacją.
      Artur się zorientuje, że Filip nie jest jego. To nawet nie będzie szczególnie trudne. Mały bowiem będzie podobny do Mateusza jota w jotę.

      Usuń
  3. Dobrze, że Klara postanowiła zawalczyć o małżeństwo. Sposób może trochę szalony, ale na Artura zadziałał.
    Na początku pomyślałam sobie, że jak Klara jest w ciąży i Artur o tym wie, to może przez to będzie lepiej między nimi. Ale później przypomniałam sobie, że to przecież dziecko Mateusza. Klara okłamała Artura, więc jak Artur odkryje zdradę to tak dobrze nie będzie.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z początku, gdy pisałam tę opowieść, to miałam taki plan, by nie było wiadomo czyje to dziecko, by zdrada Klary nie była opisana chronologicznie, by ona do niej wróciła dopiero pod koniec opowieści, ale uznałam, że tych sekretów i tak już jest dużo, więc nie ma co robić tajemnicy z czegoś co może być oczywiste, a końcówka i tak pozostanie dramatyczna.

      Usuń
  4. Bardzo piękne !smutne zakonczenie ! samo życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie, to jeszcze nie jest zakończenie :)

      Usuń
  5. A myślałam, że Klara sama nie była pewna czyje jest dziecko - czy Artura czy Mateusza, ale skoro piszesz że okłamała go z premedytacją. No cóż, oboje siebie warci...
    Klara nie umrze - przecież to ona opowiada nam tą historię :)
    Zastanawiam się nad tym jak Artur zareaguje na wieść, że żona nie była mu wierna. Co prawda on też ją zdradzał, ale w tamtych czasach na zdrady mężczyzn przymykało się oko.
    Rozdział jak zwykle ciekawy, czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była pewna czyje to dziecko, bo z Arturem od czasu gwałtu nie sypiała. Dopiero po seksie z Mateuszem, gdy domyślała się już, że może być w ciąży, to zdecydowała się na ponowne uwiedzenie męże i doprowadzenie ich do zgody.
      Tak, w przypadku "Na kartkach pamiętnika" oboje są siebie warci. Zresztą u mnie chyba w żadnej opowieści nie ma kobiety niewinnej, która po prostu pokochała drania. Każda postać, podobnie jak każdy człowiek, ma coś za uszami.
      Nie, Klara nie umrze.
      Artura nie tak zdrada zaboli, jak życie w kłamstwie i pięknie on się za to zemści.

      Usuń