Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 12 lipca 2017

#39

Rozdział 3
Krew na podłodze

Omiotłam szkło na bok, pomimo coraz bardziej krwawiącego palca. Julkowi nakazałam stać w jednym miejscu, a Roksana była na tyle miła, że położyła dłonie na jego ramionach, na wypadek, jakby przyszło mu do głowy postąpić te dwa kroki i pokaleczyć sobie stopy.
Długo tutaj zostaną? – zapytała nagle, kiedy ja rozglądałam się za ręcznikiem, by móc się nim choć trochę okryć podczas wychodzenia z jakuzzi.
Rzuciłam jej spojrzenie pełne dezaprobaty, choć nie różniła się wiele ode mnie sprzed lat. Ja także kiedyś nienawidziłam pomagać, a jeśli ta pomoc miałaby w zanadrzu pozbawiać mnie mojego miejsca do spania, to tym bardziej byłabym na nie.
Dopóki Klaudiusz i Zofia sobie wszystkiego nie poukładają – odpowiedziałam i bez skrępowania wstałam.
Jeśli teraz im się nie układa, to już nie zacznie. Wam też już nie zacznie – odparła i tym wytrąciła mnie z równowagi na tyle, że sama zapomniałam o tym pierdolonym szkle. Wdepnęłam w nie.
Poczułam ból wbicia ostrego odłamka tuż pod dużym palcem. Przysiadłam na brzegu jakuzzi, bo wiedziałam, że jeśli stanę na tej nodze, to doprowadzę do tego, że szkło wejdzie głębiej, a tym samym wyciągnięcie go będzie boleśniejsze.
Julek krzyknął. Z początku myślałam, że się wystraszył, ale nie. On zdecydował się mnie ratować. Przebiegł przez mostek, następnie otworzył drzwi i krzycząc, leciał dalej. Zapewne po Darka.
Mój mąż zjawił się w chwili, gdy podnosiłam nogę, by zobaczyć jak to skaleczenie wygląda od spodu. Szedł niespiesznie, chociaż Julian nieustannie go pociągał za rękę i nakazywał się pospieszyć.
Spokojnie, bodyguardzie, nie wykrwawi się. – Zaśmiał się lekko, a potem, gdy już był naprawdę blisko mnie, bezceremonialnie chwycił za kostkę i podniósł moją nogę do góry. – No i coś ty narobiła? – zapytał.
O mało co, a przez jego praktyki wpadłabym do wody, bo w ostatniej chwili zaparłam się dłońmi, a on jeszcze brzmiał jakby miał do mnie pretensję.
Wyjmiesz czy będziesz się pastwił? – rzuciłam przez zaciśnięte zęby.
Pastwił nad żoną i w obecności dzieci? To nie w moim stylu, kochana. – Uśmiechnął się jak aktor z Hollywood i w końcu wyjął ten zalegający w mojej stopie odłamek.
Przysiadł obok mnie, na omurowaniu jakuzzi. Zaczął rozpinać koszulę, aż w końcu mnie nią okrył.
Czego dotyczyło zebranie? – zapytał uroczo, ale bardziej w stronę dzieciaków niż mnie.
Roksana nie chce być ze mną w pokoju. Mówi, że pierdzę! – poskarżył się Julek.
Dariusz chyba się załamał, bo na to wskazywałaby mimika jego twarzy oraz to, że wsparł czoło na dłoni, a potem potarł specyficznie o podbródek, jakby sprawdzał czy czasami nie musi się ogolić.
Dziś ostatnia noc. Jutro wracacie do siebie. Dacie radę.
A za tydzień one też będą? – Roksana brzmiała jakby miała pretensje, że one w ogóle są. Wyczekując odpowiedzi ojca splotła ręce na piersi.
Darek poczynił dokładnie ten sam gest. Podniósł przy tym dumnie głowę.
To znaczy, że tak? – dopytywała.
To znaczy, że za moment mnie wkurwisz, a na mnie, drogie dziecko, kwiaty lotosu, oazy spokoju, a nawet joga, jakby to powiedzieć? Nie działają?
Faktycznie, nie działają – przyznałam mu rację. – Na buddystę się nie nadajesz.
Dlatego jestem zagorzałym katolikiem – przypomniał.
Tylko przestrzeganie większości przykazań gdzieś tacie umknęło – wtrąciła Roksi.
Kiedy to powiedziała, nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jej riposty były równie cięte jak te Darka. Oboje wiedzieli jak zagiąć przeciwnika. Byli do siebie podobni, dlatego dłuższe przebywanie razem im nie służyło. Doprowadzało ich wzajemnie do nerwów, a od nich, gdy sięgały odpowiedniego poziomu, był już tylko malutki kroczek do karczemnej awantury. Tym razem nie obyło się bez awantury.
Chcę wrócić do domu – zakomunikowała.
Wrócisz w poniedziałek do szkoły, potem do domu. Tak się umawialiśmy.
Nie umawiałam się na dzielenie pokoju z twoim synem.
Ja z twoją matką nie umawiałem się wcale na twoje poczęcie. I co to zmienia? Nic. Ty jesteś, Julek też jest, a jak trochę pobędziecie wspólnie, to wam nie zaszkodzi.
Mnie szkodzi! – uniosła się.
Nie podnoś głosu, bo cię zamknę.
W pokoju z tym gówniarzem!? – zapytała krzykiem i w chwili, gdy Darek wstał, wyjęła z kieszeni telefon komórkowy. – Zadzwonię do babci jeśli mnie tkniesz.
Jeśli po takiej groźbie myślała, że jej nie tknie, to była skończoną idiotką. Na Dariusza Ratmajera nie działały pogróżki tego typu. Jeśli ktoś nie chciał od niego oberwać, to musiał przepraszać, prosić o wybaczenie i kajać się najlepiej na kolanach, a i tak nikłe szanse, że doczekał się choćby cienia litości.
Zapomniałaś, gówniaro, kto płaci za twój telefon?! – uniósł się. – Zapomniałaś kto ci go w ogóle dał? – Postąpił krok do przodu, ale Roksana ani myślała cofnąć się do tyłu.
Trzynastolatka spojrzała mu w oczy, ale w tych jej zamigotało przekonanie jakby patrzyła na zwykłego śmiecia. Ich miłość była strasznie dziwna i wyglądała dokładnie tak jak sinusoida. Raz kochali się nad życie i byli w stanie za siebie nawzajem to życie oddać, a mnie wtedy brało na mdłości. Innymi razy odczuwałam strach, gdy rozpętywali awanturnicze piekło. Nie byłam pewna ani jej, ani jego postępowania. Dariusz był niebezpieczny, a mała potrafiła być walnięta i w chwili furii chwycić nawet za nóż.
Moment, w którym Roksana rzuciła telefonem do basenu, wypominając ojcu, że wszystko chciałby załatwiać pieniędzmi i drogimi gadżetami, widziałam jakby w zwolnionym tempie, choć wszystko potem działo się już na wyjątkowym przyspieszeniu.
Policzek był tak silny, że dosłownie zwalił ją z nóg. Starałam się być na to ślepa i głucha. Udawałam, że nie usłyszałam huku, odwróciłam od niego wzrok. Usłyszałam jednak klamrę, dźwięk rozpinania paska. Spojrzałam ponownie na Darka, na jego pewność siebie, zawziętość.
Wciąż siedząc, chwyciłam go za nadgarstek.
Przestań – powiedziałam, wiedząc, że to nie ma żadnego sensu, bo w końcu i tak zrobi to co on uważa za słuszne i ani trochę nie przejmie się moim zdaniem.
Zerknęłam na Roksi, która zbierała się z opłytkowanej podłogi. Klęcząc, przykładała dłoń do puchnącego policzka. Nie było mi jej jakoś szczególnie szkoda. Sama była sobie winna. Poza tym wyjątkowo jej nie lubiłam. Niby nic złego mi nie zrobiła, a jednak nie przypadła mi do gustu. Uważałam ją za rozwydrzonego bachora, któremu wpierdol raz na jakiś czas, by się przydał, ale niekoniecznie chciałam, by odbywał się na moich oczach.
Puściłam jednak nadgarstek Darka, bo nawet gdyby chciał się wyrwać, to nie było szans bym go utrzymała, a na szarpaninę z nim nie miałam najmniejszej ochoty.
Nachylił się do młodej. Jednym szarpnięciem podniósł ją z ziemi. Chyba nie miał zamiaru jej uderzyć, bo nawet rozpiętego paska nie wyjął z dżinsów. Wyglądało to tak jakby pchnął ją w kierunku mostku, jakby zaraz chciał wygonić ją do pokoju. Julek jednak się wystraszył. Niewyraźnie coś krzyknął i zaczął do mnie biec, choć dzieliło nas nie więcej niż trzy kroki.
Uważaj! – krzyknęłam, przypominając sobie o stłuczonym kieliszku, którego szkło wciąż zalegało na podłodze.
Wtedy gniew Darka przerzucił się z Roksany na Juliana. Mój mąż nie lubił ludzi głupich, nieuważnych, szkodzących samym sobie na własne życzenie.
Czy ty jesteś debilem!? – zapytał, chwytając małego za ramię i podnosząc kilka centymetrów nad ziemię. – Na dodatek ostatnią miungwą? – dopytywał, bo nie był w stanie znieść tego, że ledwie się uniósł, a Julek już się rozryczał.
Mój mąż nie lubił beks, nie tolerował płaczu, histerii, użalania się nad sobą. Taki twardziel od góry do dołu, który bronił matkę kiedy ojciec ją napierdalał czym popadło, a młodszemu braku kazał się w tym czasie ukrywać u sąsiadów albo chować za kanapę lub do szafy. Wszystko co o przeszłości mojego męża wiedziałam od Klaudiusza albo od jego żony. Darek o tym nigdy nie mówił.
Przymknęłam oczy i zagryzłam zęby, by nie reagować, choć byłam świadoma tego, że po wszystkim to ja będę małego pocieszać i tulić w ramionach. Nie był moim synem, ale przypominał mi Rafała, gdy ten jeszcze był mały. Na dodatek było mi go żal. Roksana miała przynajmniej normalną babcię, a mały plątał się między brudnym podwórkiem i wyrafinowanym salonem, między kawalerką w sutenerze, którą zajmował z matką alkoholiczką i co chwila jej nowym partnerem, a willą, gdzie stykał się z wygórowanymi wymaganiami ojca.
Roksana pobiegła do pokoju, zapewne po to, by się spakować. Mały płakał po laniu jakie otrzymał, Darek coś krzyczał, a ja czułam się jakbym się wcale nie czuła. Miałam poczucie trwania w czymś, chęć przeciwstawienia się temu, a jednocześnie brak siły, by wykonać choć jeden krok ku temu sprzeciwowi.
Zostałam z Julkiem sama. Dziwnie było mi tulić dziecko do nagiego ciała, ale nie myślałam o tym w chwili przytulania go, a dopiero wtedy, gdy się ode mnie odkleił. Byłam jednak w tym trochę też egoistką, bo zamiast myśleć o krzywdzie tego chłopca, ja w głowie szukałam wymówek na wyrwania się z domu, świadoma tego że mąż pozabierał mi klucze.
Okazja do wyjścia pojawiła się sama. Przez problemy, które zapoczątkowała Roksana, Darek był zmuszony odwieźć ją do domu jeszcze tego dnia. Oczywiście młoda upierała się, że nie chce z nim jechać. Była gotowa nawet na to, by samodzielnie wrócić pociągiem. Nie miała jednak nic do gadania. W tym domu dzieci i kobiety bardzo rzadko miały prawo głosu, a nawet jeśli mówiły, to nie było pewności czy pan domu je słyszy, czy tylko skupia na nich swój wzrok. Zwykle i tak robił potem po swojemu, więc pewnie nie słuchał wcale.
Dzieci zostaną z panią Alą, a ty pojedziesz na stację benzynową. Ktoś musi podliczyć zmianę. Pamiętasz jeszcze jak to się robi? – zapytał, jednocześnie zbliżając filiżankę z espresso do ust.
Oczywiście. – Oplotłam kubek obiema dłońmi, jakby nagle zrobiło mi się chłodniej i zapragnęłabym się o niego ogrzać.
Mym ciałem wstrząsał specyficzny dreszcz złego podniecenia. W głowie układałam już plan co poczynię i w jaki sposób to zrobię. Nie miałam złudzeń, że się nie wyda. Wiedziałam, że wcześniej lub później prawda wyjdzie na jaw.
Dzieciaki zaczęły biegać po salonie, pani Ala je uspokajać, tłumacząc, że tak nie wolno i obiecując wyjście do ogrodu. Ja zaczęłam zakładać buty na wysokim obcasie i ruszać do wyjścia, wcześniej zamawiając sobie taksówkę.
Za bramą poczułam zew wolności. Smogu było wiele, chodnik nie był najczystszy, a miejskie trawniki nie widziały kosiarki od miesięcy, ale było mi tam lepiej, niż w murach domu, u boku własnego męża.
Wsiadłam do taksówki, podałam adres i zapatrzyłam się na krajobraz za szybą. Bogactwo i przepych przeplatały się z pozostałościami po PRL-u. Nowe osiedla i stare poniemieckie kamienice. Młodzież w air max-ach i dorosłe kobiety, śpieszące się do pracy, w butach, które modne były dekadę temu. Świadomość różnic i podziałów bolała. Za czasów mojego dzieciństwa nie było to aż tak widoczne, bo od biedy do bogactwa była długa droga, ta drabina miała wtedy więcej szczebli. Dzisiejszy świat zmierzał do tego, by zrobić z nas małą Kolumbię albo coś ala Rio. Między biedą a bogactwem tworzyła się przepaść, podczas gdy kiedyś między nimi były jeszcze inne klasy społeczne.
Dojechałam na miejsce, na stację benzynową należącą do mojego męża. Przywitałam się w pracownikami. Zażyczyłam sobie, by zrobili mi kawę z ekspresu.
Może sezonową? – padło od jedynego chłopaka na zmianie.
Uśmiechnęłam się do niego.
To ta z bitą śmietaną? – zapytałam.
Przytaknął ruchem głowy.
Gdybym, chłopcze, jadała takie rzeczy jak bita śmietana, to myślisz, że wyglądałabym tak jak wyglądam?
Pytanie było czysto retoryczne, więc nie czekałam na to aż mi odpowie. Od razu wklepałam kod i udałam się do biura. Zaczęłam liczyć wrzutki, drukować brakujące cenówki, robić zamówienie na produkty, które schodziły, a których było już niewiele lub takie, których nie było już wcale.
Czekając na ostatnią wrzutkę, taką którą robi się po północy, by móc zamknąć poprzedni dzień, co rusz spoglądałam na sejf. Miałam do niego nieograniczony dostęp. To aż dziwne, że ktoś tak inteligentny jak mój mąż pozbawił mnie kluczy do samochodu i do mieszkania, a jednocześnie dał dostęp do dużej gotówki. Większej niż sądziłam. Nie tylko polskie złote tam znalazłam, ale także eurówki, co wskazywało na to, że Darek musiał ostatnimi czasy przeprowadzać tu jakieś interesy. Pieniądze były równo popakowane, owinięte kartką i zaklejone. Trochę się namęczyłam, by z każdej takiej kupki zabrać po jednym lub dwa banknoty, a potem ponownie spakować je w podobny sposób.
Wyszłam z zaplecza na stację i rzuciłam z uśmiechem do pracowników:
Ja, dzieciaki, na moment wyjdę na miasto. Zjem coś. Jak wrócę, to może ta wrzutka już będzie.
Do centrum miałam kawałek drogi. Do baru bilardowego było jeszcze bliżej. Weszłam tam jak do siebie, pomimo że o tak wczesnej porze nie był jeszcze otwarty dla klientów. Omiotłam wzrokiem znajome wnętrze i znajome twarze. Przywitałam się z nimi ciepłym uśmiechem i siląc się na służbowy ton, zapytałam się czy jest Rafa.
W kuchni – padła odpowiedź od jednego z dwójki mężczyzn, którzy wgapiali się w biust małolaty znajdującej się przed nimi.
Weszłam za bar, a stamtąd udałam się krętymi schodami w dół, wprost do kuchni. Pomieszczenie było całe wypłytkowane. Od góry do dołu sterylnie białe. Tamtego dnia ta sterylność była mokra. Poczułam niepokój, ale pomimo tego przestąpiłam jeszcze tych kilka kroków i weszłam na zaplecze. Zobaczyłam Rafała z kijem od mopa w ręce. Mył podłogę, a ta cała była zakrwawiona. Krew rozmazywała się, jaśniała, tworzyła obrzydliwe wzory bez ładu i składu. Zrobiło mi się niedobrze, ale szybko powstrzymałam odruch wymiotny.
Pomogę ci – zaoferowałam się.
Zostaw! – krzyknął, nim zdążyłam chociażby dopaść ścierki.
Chcę! – upierałam się.
W takim razie zdejmij ubranie, przede wszystkim buty – polecił.
Uczyniłam tak jak chciał i w samej bieliźnie, na kolanach zabrałam się za ścieranie tego czego mop nie był w stanie zabrać. Chciałam zapytać czyja to krew. Co jakiś czas podnosiłam głowę i spoglądałam na Rafała, ale sama nie byłam pewna czy chcę znać odpowiedź. Istniało ryzyko, że ja tego kogoś znałam. Zdecydowałam się więc na powiedzenie, że Darek dostał od kogoś zdjęcia.
Wiem. Roksana wysłała mi kopię.
Roksana? – zdziwiłam się.
Była ciekawa o co się pokłóciliście – wyjaśnił. Odłożył mop i z wiaderkiem udał się do łazienki, tam wylał brudną wodę do kibla.
Stałam, oparta o futrynę. Było mi zimno w stopy. Obserwowałam jak napełnia wiadro świeżą wodą, jak wymienia końcówkę mopa na nową. Jak dolewa do tej wody jakiś wybielacz.
Nie było na nich widać twojej twarzy, ale myślę, że to tylko kwestia czasu – mówiłam do jego pleców. On nie sprzątał w bieliźnie. Miał na sobie stary, biały T-shirt i dżinsy ucięte pod kolanami.
Rafał odwrócił się w moją stronę. Poruszył specyficznie brwiami, wbijając wzrok w moje stopy.
Nawet do niczego nie doszło – rzekł z wyczuwalnym smutkiem. – Kolacja i gra w bilard. Zasługujemy na ścięcie głowy?
Odetchnęłam głośno.
A co tu była za rzeź? – zdecydowałam się w końcu zapytać.
Dostawca pizzy. Nie miałem innego typu. Tylko on mógł zrobić te zdjęcia. Tylko on widział nas razem.
Nie sądzę, by Paweł...
Wolałem poświęcić Paula niż ciebie! – krzyknął.
Wychowaliśmy się, kurwa, razem! – wywrzeszczałam, a potem poczułam jak słabnę. Płacząc zaczęłam kucać, w końcu usiadłam na tej brudnej od krwi podłodze. Przed oczami przeleciały mi te wszystkie momenty, gdy z Pawłem biegałam za piłką, gdy kradłam z nim gumy kulki w osiedlowym sklepie, gdy podczas zabawy w chowanego złamał mi przypadkowo palec.
Wstań, nie powinnaś tego widzieć – stwierdził i zaczął mnie podnosić z podłogi. Chciał mnie uspokoić, ale on nigdy tego nie umiał. Przy nim zawsze czułam niepokój, a gdy zostałam żoną Darka to się tylko nasiliło, tylko tym razem nie bałam się o siebie, ani o to, że nagle wjedzie policja z butem i narobi rozpierduchę. Tym razem bałam się o niego.
Jak mogłeś!? – pytałam, uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. – To też był twój przyjaciel!
Jesteś ważniejsza – powtarzał nieustannie.
Tak, byłam dla niego ważniejsza. Po śmierci jego matki stałam się dla niego najważniejszą osobą spośród tych, które znał. Dlatego musiałam wziąć się w garść. Paweł już nie żył, Rafał go zabił i nic nie było w stanie zwrócić życia jednemu i oddać niewinność drugiemu. Pozostał tylko po tym bałagan i trzeba było go sprzątnąć. Zdecydowałam się ponownie paść na kolana i wrócić do czyszczenia podłogi, a gdy było już po wszystkim i całe pomieszczenie dosłownie lśniło bielą i śmierdziało wybielaczem tak mocno, że aż dusząco, przyszła pora na kąpiel.
Zdjęłam bieliznę i weszłam pod prysznic. Rafał podał mi butelkę wybielacza i szczoteczkę do paznokci.
Tylko wyczyść porządnie. Wątpię, by ktoś cię podejrzewał, ale wiesz...
Wiem, tak na wszelki wypadek.
Patrzeliśmy na siebie. Trwaliśmy w dziwnym zawieszeniu, ja doszukująca się w jego oczach choć cienia jakichkolwiek, ludzkich uczuć, a on lustrujący każdy cal moich piersi.
Miałaś kompleksy – przypomniał. – Nie widać, że były operowane.
Nie rozumiałam dlaczego pieprzy o moich cyckach w obliczu tego wszystkiego co się wydarzyło. Umarł człowiek, a jego interesował bardziej mój biust niż to jak poradzi sobie z poczuciem winy, o ile w ogóle dotykało go jakieś poczucie winy. Może uważał, że winny był Paweł, że niepotrzebnie się wtrącił i przez to zasługiwał na śmierć.
To był dobry chirurg – odparłam, zasuwając kabinę.
Odsunął ją, rozebrał się i także wszedł pod strumień gorącej wody.
Tak będzie szybciej – wyjaśnił, przypierając mnie do białych kafli i całując, całując tak jak kiedyś, przed laty, a jednocześnie tak jakby to nigdy wcześniej się nie wydarzyło. – Nie mamy dużo czasu – dodał.
Nim zdążyłam zrozumieć co do mnie mówił i co takiego to oznaczało, to on brutalnie odwrócił mnie twarzą do ściany i lekko rozchylił moje nogi. Sprawił bym się pochyliła. Wszedł szybko, głęboko, po same jaja. Całował przy tym mój kark i plecy, ugniatał piersi. To trwało chwile, ledwie osiem, może dziesięć minut.
Kiedyś ci to wynagrodzę – rzucił, wychodząc spod prysznica. Nad umywalką czyścił paznokcie i dłonie jakimś palącym detergentem.
Ja robiłam to samo, tyle tylko, że cały czas stałam w płytkim brodziku. W końcu zdecydowałam się wyjść.
Rzucił we mnie ręcznikiem i wydał polecenie:
Wytrzyj się.
Zaraz. – Owinęłam się tak, by moje piersi i pupa były zakryte. Sięgnęłam do swoich rzeczy, do torebki. – Nie będziesz miał okazji wynagrodzić mi tego szybkiego przelotu – rzekłam i wysunęłam dłoń z pieniędzmi przed siebie. – Chcę byś wyjechał, Rafa – wyznałam ze łzami w oczach, bo w tym przypadku pożegnanie było znacznie trudniejsze niż sobie to wyobrażałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz