Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

sobota, 8 kwietnia 2017

#27

Dziewiętnasty wpis Klary
Istne piekło

Powóz podjechał pod dom, a ja za wszelką cenę pragnęłam w nim pozostać. Nie chciałam wysiadać, bo to równało się z koniecznością konfrontacji z moim mężem. Nie wiedziałam czy mówić mu prawdę, taką jaką poznałam, czy oczekiwać prawdy od niego. Spodziewałam się, że jego prawdomówność, jak zwykle, będzie owinięta w bawełnę kłamstw, więc... więc to nie miało najmniejszego sensu. My już nie mieliśmy najmniejszego sensu. Zdradził mnie. Nieważne jaki miał powód, jakie były motywy tego działania ani dla czyjego dobra to zrobił. Zrobił i już. Zrobił i to wystarczyło bym poczuła pustkę, by ona mną zawładnęła.
Klaro? – zapytał cichutko Mateusz.
Sądziłam, że chce mi dać do zrozumienia, że już jesteśmy na miejscu, ale nie, on chciał zapytać o Artura, o powód mojego zamążpójścia.
Chciałam... nie chciałam tracić domu ojca, przecież wiesz.
Spojrzałam na niego. Na ten smutek jaki malował się w błękitnych, lodowych oczach. Były jak tafle szkła, jak kry na niebieskiej, czystej wodzie.
Mogłaś wyjść za każdego majętnego człowieka, a zdecydowałaś się na ślub właśnie z nim.
Nie uznawano mnie za damę, a za dziwkę. Z jego winy.
Właśnie, z jego, a ty i tak...
Mateusz, przestań, proszę. – Byłam już tym wszystkim zmęczona i najbardziej na świecie pragnęłam jednego. Tym czymś był odpoczynek, ale już wkrótce przekonałam się o tym, że zamknięcie oczu nie zawsze daje im odpocząć, że sen nie zawsze przynosi ulgę, a po nocy niekiedy nie wschodzi dla nas słońce, choć dla innych wstaje dzień.
Moja noc właśnie nastała. Przyszła tamtego świtu, gdy ja i Mateusz wróciliśmy do domu. On znów ponowił pytanie, a ja przyznałam sama przed sobą, że chciałam Artura zrozumieć. Przy ciepłej herbacie opowiedziałam Mateuszowi o tym co powiedział mi Artur o swoim ojcu i mojej matce, o poczęciu przez nich Filipa.
Jakim cudem twa matka mogła być zazdrosna o męża i wysłać matkę Artura do hrabiego Grandi, a jednocześnie wychodzić za mąż będąc w ciąży z tym człowiekiem?
Nie rozumiem – szepnęłam, bo pytanie było tak zadane, że zmęczona ja nie byłam w stanie go pojąć, choć przecież nie było trudne.
Chodzi mi o to, że Filip nie był starszy od Artura, a więc matka Artura nie mogła uwodzić twego ojca, a potem być zesłaną do Grandiego jako pokojówka. W chwili gdy twa matka nosiła Filipa pod sercem, Artur już był na świecie. Artur cię okłamał i albo zrobił to świadomie, albo sam zawierzył w cudzą bajkę.
Pewnie zrobił to świadomie – uświadomiłam samej sobie i ani trochę nie poczułam się z tym lepiej. Gorzej też się nie poczułam. Gorzej się czuć już nie dało.
Artur mnie wykorzystał. Nie wiedziałam jednak do czego byłam mu potrzebna, a wątpiłam, że nasze małżeństwo było dla niego bezcelowe. W tym musiał być jakiś haczyk, pewien wątek całej historii, który trzeba było wyczytać między wierszami, bo autor nie zapisał go wprost. Jeśli autorem owej powieści był mój mąż, to nic w niej nie było napisane wprost, tak by prostolinijnie trafić do czytelnika. Jednak ja byłam już za stara na zabawę w piratów. Nie chciałam szukać skarbu. Szczerze wątpiłam w jego istnienie.
Poszłam do sypialni samotnie, choć Mateusz chciał udać się tam ze mną. Zasiadłam w fotelu i czekałam na to aż Artur się zbudzi. Długo czekałam. Aż w końcu otworzył oczy i wciągnął ustami powietrze w taki sposób, że zaświszczało między zębami. Przyłożył obie dłonie do twarzy, jakby chciał uchronić ją przed światłem słonecznym.
Zasłoń zasłony – rozkazał gniewnie, ale też przy tym niemal płaczliwie.
Chcę z tobą porozmawiać. – Wstałam leniwie i zasłoniłam jedną z zasłoń, by dzień nie odbijał się w jego oczach.
Hrabia usiadł. Jego bose stopy dotknęły drewnianej, zimnej podłogi. Zamarudził o tym, że służba jeszcze nie napaliła w kominkach i piecach, a potem łypnął na mnie wściekłym spojrzeniem.
Co ty mi wczoraj zrobiłaś? – zapytał, wstał i zaczął zakładać kamizelkę na śnieżnobiałą koszulę. – Nie upiłbym się dwoma szklaneczkami whisky – stwierdził, gdy zdał sobie sprawę, że nie chcę mu odpowiadać na zadane wcześniej pytanie.
A co ty mi zrobiłeś, Arturze?
Jeszcze nic – odpowiedział i stanął przede mną z niezawiązanym, przewieszonym przez kark krawatem. – Czego mi dolałaś? Ziół nasennych?
Przymknęłam oczy i westchnęłam. Odwróciłam głowę, bo nie mogłam na niego patrzeć, a on jak na złość się nade mną pochylał. W końcu mną szturchnął.
Pytam się ciebie o coś! – krzyknął. – Wiesz co zrobiłaś!? Wczoraj byłem z kimś umówiony i było to ważne! – wydarł się, ale odsunął ode mnie i pośpiesznie zaczął zakładać marynarkę, a na to zimowy płaszcz.
Z kim byłeś umówiony? – dopytywałam, siląc się na spokój.
Nie twoja sprawa.
Moja, bo jestem twoją żoną. Gdzie znowu wychodzisz!? – krzyknęłam za nim. – Masz zostać!
Bywam z kobietami z różnych powodów – powiedział, odwracając się do mnie i rozpoczął wyliczanie na palcach – Dla przyjemności, z nudów, dla pieniędzy, ale nie z przymusu!
Oboje nas zmuszono!
Zatem powinnaś mnie zrozumieć.
Nie rozumiem. Ja jako kobieta nie miałam wyboru, ale ty miałeś! – Ruszyłam za nim szybkim krokiem, jednocześnie przytrzymując długą spódnice, by nie włóczyła się po podłodze i mnie tym nie spowalniała.
Przyuważyłam, że ubranie zsuwa mi się z bioder. Dopiero wtedy dostrzegłam jak bardzo schudłam. To on mnie wyniszczał, ten przeklęty związek, to pełne fałszu małżeństwo.
Artur się nie zatrzymywał, skrupulatnie zmierzał do wyjścia, ale ja nieustannie dreptałam mu po piętach.
Nie kpij ze mnie! Porozmawiaj ze mną! Muszę wiedzieć czego chcesz! I patrz na mnie, gdy do ciebie mówię! – Szarpnęłam nim, a wtedy, gdy się odwrócił w jego oczach dostrzegłam czysty gniew, taki, który mógłby pchnąć go do czynu najgorszego. Nawet do zabójstwa.
Łzy pojawiły się w moich oczach samoistnie, a strach wymalował na twarzy czyste przerażenie. Cofnęłam się o dwa kroki. Już go nie zatrzymywałam.
Szybko jednak otarłam łzy i udałam się do matki. Potrzebowałam prawdy bardziej niż tlenu. Zrozumiałam, że jeśli jej nie poznam, to nie będę umiała dalej żyć, ale ona także milczała. Nie chciała potwierdzić ani zaprzeczyć słowom jakie kiedyś usłyszałam od Artura. Męczyłam ją pytania, dręczyłam i awanturowałam się godzinami. Nie zamierzałam ustępować, pomimo tego, że ojczym na mnie wrzeszczał, a mój mąż powrócił do domu.
Zabierz ją, Arturze – nakazał mu, gdy stanął w progu.
Domyśliłam się, że odgłosy kłótni go przywlokły do pokoju mojej matki. Byłam też świadoma tego, że wcześniej najprawdopodobniej pojechał na spotkanie z baronową i już wiedział o tym, że ja i Mateusz znamy prawdę.
Chodź – polecił i spojrzeniem oraz ruchem głowy wskazał na drzwi.
Nie, dopóki nie dowiem się o co w tym wszystkim chodzi.
Chodź ze mną, powiedziałem! – uniósł się, ale w dziwnie zmęczony sposób. Jakby już miał dość. Dość wszystkiego.
Chcę wiedzieć i mam prawo...
Chcę byś poszła ze mną! – wrzasnął głośniej niż dotychczas.
A jak nie to co?
Za moment znowu ci przyleję! – zagroził i zaczął się do mnie zbliżać.
Wszyscy stali jak oniemiali – matka, kamerdyner i pokojówki. Jedynym wyjątkiem był ojczym, który zmęczony przysiadł skromnie na brzegu fotela.
Uderz – wypowiedziałam, starając się, by brzmiało to pewniej niż wszystkie słowa jakie dotychczas wygłosiłam w tym moim krótkim, ledwie dwudziestodwuletnim życiu.
Nie spodziewałam się, że Artur się odważy. Nie przy takiej publiczności, ale kiedy się do mnie zbliżył szybkim, mocnym krokiem i podniósł dłoń, utraciłam wszystkie nadzieje. Wtedy wkroczył Mateusz. Złapał go za nadgarstek, pociągnął w tył i trzasnął w szczękę. Słyszałam jak zęby Artura zadzwoniły. Byłam pewna, że któryś stracił, a jeśli nie, to że za jakiś czas zacznie się ruszać i wypadnie.
Krew toczyła się z ust hrabiego, a wzrok był jakiś nieobecny. Wyraźnie nieco go zamroczyło, ale i tak dał radę trafić Mateusza w policzek, następnie wyprowadzić cios z nogi prosto w brzuch.
Nie wiedziałam, który z nich ma większą szansę wygrać. Patrzyłam jakiś czas na to starcie, aż w końcu, równocześnie z moją matką, nakazałyśmy ich rozdzielić. Ruszyli do tego zadania ojczym i kamerdyner. Z ledwością dali radę ich od siebie odciągnąć i utrzymać.
Mateusz jeszcze starał się trzymać fason, ale Arturowi piana aż toczyła się z ust, a w oczach były ognie, które aż łaknęły mordu.
Uspokój się! – wrzeszczał na niego Marek.
Nie poskutkowało i choć, gdy już przestał być trzymany, nie ruszył w stronę Mateusza, to z takim samym, wciąż żywym gniewem zbliżył się do mnie. Chwycił za mój nadgarstek i szarpnął mną w stronę wyjścia z pokoju.
Ze mną – nakazał przez zaciśnięte kły.
Nie – postawiłam się i zatrzymałam, ale w efekcie tylko mocniej mną szturchnął i wręcz wyrzucił mną do przodu.
Idziesz, mówię!
Zrozumiałam, że nie mam z nim żadnych szans. Poza tym mnie przerażał i to bardziej niż kiedykolwiek. Sprawił tonem wypowiedzi, że zamieniłam się w słup soli i bałam poruszyć. Ponownie mną szarpnął.
W tamtym momencie Mateusz znowu chciał się wtrącić, ale Marek go przytrzymał. Nie zatrzymał jednak mojej rodzicielki, która stanęła nam na drodze i usiłowała coś Arturowi wyjaśnić. Wyglądało to tak, jakby nalegała, by mnie zostawił, ale ja byłam już w takim stanie, że wcale nie słyszałam jej słów.
Artur także nie zamierzał jej słuchać. Odepchnął ją na bok, warcząc:
Z drogi.
Zaciągnął mnie do naszej sypialni, a tam rzucił na pojedyncze, choć nie takie całkiem wąskie łóżko.
Z przerażeniem obserwowałam jak mocuje się ze skórzanym paskiem, a następnie wyciąga go ze szlufek spodni.
Nie bij mnie, proszę. – Cofnęłam się najbardziej jak tylko mogłam, tak mocno, że przywarłam plecami do ściany, pod którą znajdowało się łóżko.
Nie zamierzam – odpowiedział, odrzucając pas na podłogę. – Mateusz ci, kurwa, w głowie, tak? Wielki obrońca! Zapomniałaś czyją jesteś żoną!? Jeśli tak, to ci przypomnę!
Zabolało, nie tylko słowa, ale i czyny. Zabolało mnie ramię, gdy za nie złapał i szarpnął mną na bok. Zabolało, gdy wsuwał kolano między moje uda i gdy siłą podciągał spódnicę do góry, drąc na mnie jej materiał.
Artur, nie. Błagam, nie – powiedziałam cicho, poprzez łzy.
Wtedy już na mnie leżał. Jego usta dotykały mojej szyi, ale nie całował po niej. W żaden sposób mnie nie pieścił. Nie taki miał cel.
Krzycz – wypowiedział przez zęby, w taki straszny sposób. – No wrzeszcz – zachęcał z odrażającym wyrazem twarzy. – Na co czekasz? Na Mateusza? Na wybawiciela? Nie zjawi się, a mnie krzyk nie przeszkadza. Mam mocne bębenki.
Moje prośby, błagania, tłumaczenia i obietnice... Nic do niego nie docierało. Mój mąż był głuchy na każde z mych słów. Liczyła się tylko żądza. Zemsta wymierzona we mnie i chęć zaspokojenia samego siebie.
Zrozumiałam, że przegrałam, gdy odwrócił mnie plecami do siebie i docisnął moją głowę do poduszki. W takiej pozycji nie mogłam już go ani zadrapać, ani ugryź, choć miałam ochotę zagryź. Wtedy chciałam go zabić.
Bolało. Czułam każde pchnięcie. Paliło mnie ono żywym ogniem. To było znacznie bardziej odczuwalne niż utrata dziewictwa. Gorsze niż lanie jakie kiedyś mi wymierzył. To było po prostu piekło. Istne piekło.

6 komentarzy:

  1. Nie wiem co mam napisać ,jestem zaskoczona, Artur posunął się za daleko.:/ Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy:)Co do Prologu był fajny i ciekawy, juz się nie mogę doczekać drugiej części :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do prologu "Żony gangstera", tak?
      Od początku było mówione, że "Na kartkach pamiętnika" to bardziej dramat niżeli romans, więc będzie tu dużo takich smutnych, dramatycznych wydarzeń.

      Usuń
  2. Końcówka - brak słów, po prostu. Artur to potwór jak każdy, kto dopuszcza się gwałtu.
    Obejrzałam "Damę" (mi też spodobało się), jednak żałuję, że zrobiłam to teraz - mimowolnie zaczęłam porównywać te dwie historie i podczas czytania trochę mi to przeszkadza.
    Jestem bardzo ciekawa Twojej końcówki, czy będzie równie zaskakująca jak w serialu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po obejrzeniu "Damy" miałam problem, by jechać według swojego planu i z Artura zrobić drania, bo Guida jednak bardzo polubiłam i od razu samoistnie przychodził mi na myśl, gdy myślałam o swoim Grandim.
      Akurat mnie zakończenie serialu nie zaskoczyło. Ja nawet żałowałam, że było takie... pozytywne. Jedynie śmierci Ludowika się nie spodziewałam, a cała reszta... no cóż, mogło być inaczej, ale nie było źle i uważam, że to całkiem dobry serial na takie chwilowe odstresowanie. Wolę jednak "Gran Hotel" (polecam ci go bardzo mocno!).

      Usuń
    2. Właśnie Dariusz Tychoń też mi o tym pisał, muszę go wreszcie zobaczyć. A Gran Hotel ile ma odcinków?

      Usuń
    3. Bo Darek był fanem Javiera xD Swoją drogą nie znosiłam tego blond komedianta.
      Gran Hotel ma długie odcinki. Pierwszy sezon ma ich chyba osiem, kolejne nieco więcej. Pierwsze dwa były super, trzeci do połowy się jeszcze bronił (choć w Polsce tę drugą połowę okrzyknęli już sezonem czwartym). Mimo tego polecam, choć jakbyś miała oglądać te odcinki pod rząd, to byś musiała mieć z tydzień wolnego od wszystkiego.

      Usuń