Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 5 lutego 2017

#3

Prolog
Na kartkach pamiętnika

Gdyby kiedykolwiek w mym młodym życiu, wpadł w moje dłonie dziennik, z którym mogłabym wieczorami siadać i zapisywać w nim wszystko, to co wydarzyło się minionego dnia albo gdybym otrzymała taki właśnie prezent od któregoś z rodziców, to na środku pierwszej strony, nie wykaligrafowałabym starannie swojego imienia. „Klara” umieściłabym gdzieś w mało istotnym miejscu. Może w lewym, górnym rogu, albo w prawym. Tak, w prawym, ale dolnym, bo tak o wiele lepiej, by się prezentowało.
Jaki jest sens nad tym gdybać? Przecież w dzieciństwie nigdy nie otrzymałam od nikogo pamiętnika. Co prawda, uczono mnie pisać, czytać i znać się na wielu rzeczach, ale nie po to bym została pisarką, kronikarką czy sławną osobistością. Miałam być dobrą żoną, nie przynosić wstydu mężowi, być jego ozdobą, kimś kim mógłby się chwalić. Miałam się więc umieć delikatnie uśmiechać, tańczyć walca wiedeńskiego, nosić odpowiedniej długości suknie. A do tego wszystkiego miałam przytakiwać, rzadko zaprzeczać, wysłuchiwać i okazywać zrozumienie.
Za czasów panieńskich, nigdy nie otrzymałam od nikogo pamiętnika, ale gdyby takowy trafił w moje ręce, to na jego pierwszej stronie, mała dziewczynka, którą wtedy byłam, starałaby się napisać jak najładniej, kanciastymi ruchami dziecięcej, jeszcze niewyćwiczonej dłoni: „Niczego tak nie pragnę w mym życiu, jak się zakochać”.
Oczywiście, wtedy, nie miałabym na myśli takiego zwyczajnego kochania, bo nigdy nie chciałam miłości wymuszonej, która powstawała ze zwykłego przyzwyczajenia i braku innych opcji. Myślę, że wtedy, w mym niewinnym jeszcze umyśle, ale już gorącym sercu, zaiskrzyłoby pragnienie uczuć niespełnionych, niemożliwych, parnych i wrzących. Zabawne, bo ojciec zawsze mawiał, iż „ostrożnie z ogniem, bo można się poparzyć”. Byłam córeczką tatusia, ale to nie przeszkadzało mi w byciu psotnym, nieusłuchanym i zawsze robiącym na przekór dzieckiem.
Wracając jednak do mojego zakochania, to chciałam skosztować zakazanej miłości, zaznać szaleństwa i choć spróbować wzbić się do nieba, by czubkami palców dotknąć jednej z gwiazd. Nie wybrałabym tej najbardziej błyszczącej. Nie chciałabym, by mocno lśniła, bo mogłaby wtedy mnie przyćmić swym blaskiem, a nie ma co ukrywać, że jako mała, niesforna dziewczynka, jak i potem, gdy byłam już młodą kobietą, uwielbiałam być w centrum uwagi.
Dziś, gdy jestem u schyłku swego życia i zostało mi naprawdę niewiele już dni do ostatniej drogi, udałam się na strych. Odnalazłam tam starą skrzynie pełną pamiątek, a w niej obity w bordową skórę pamiętnik – prezent, ale nie z dzieciństwa. Pierwotnie nawet nie należał do mnie, a do pewnego pana... pana, którego wystarczy, że przywołam mglistym wyobrażeniem przed swe oczy, a już zbierają się w nich drobinki słonych kropli.
Mężczyzna, który niegdyś wpisywał słowa w trzymany teraz w mej dłoni dziennik, naumyślnie pozostawił wiele kart pustych. Do dnia dzisiejszego, kartki pomiędzy jego wspomnieniami świecą pożółkłą bielą i czekają na to, aż uzupełnię jego wspomnienia swymi własnymi. Aż dopełnię nimi naszą historię.
Ledwie otworzyłam pamiętnik, a już go zamknęłam. Nie jestem w stanie przeczytać żadnego z jego wpisów, jeszcze nie teraz, nie dziś, nie w tej godzinie, ale jestem pewna, że kiedyś i taka nadejdzie. Musi nadejść, bo każdy z nas, i ja nie jestem tutaj żadnym wyjątkiem, będzie zmuszony, by rozliczyć się ze swą przeszłością.
Zamykając dziennik, zauważyłam na jego pierwszej stronie brunatną plamę, powstałą z czerwonego wina, i szary brud popiołu z papierosa. Nie musiałam zamykać oczu, by wspomnieć jak powstały te ślady. Pamiętam, że z początku nawet chciałam je zetrzeć. Uniosłam się z sofy, by to uczynić, ale usłyszałam wtedy: „Zostaw, toż to pamiątki, niemal tak samo istotne dla nas, jak fotografie, jak listy pisane późną nocą, jak echo słów... szeptów rozognionych, gdy świt się pojawia na horyzoncie, budzi do życia miasta i wsie, i wyrywa nas ze swych objęć”.
Starłam łzę toczącą się po mym policzku i udałam na dół do biblioteczki, gdzie zasiadłam przed starym, rzeźbionym na zamówienie biurkiem i wzięłam pióro do ręki. Nie musiałam maczać go w atramencie, to już nie były te czasy, znane mi z wyblakłych wspomnień dziecięcych lat. Wystarczyło odkręcić skuwkę i przyłożyć stalowy element do pierwszej, pożółkłej, przybrudzonej stronicy, by napisać tytuł: „Na kartach pamiętnika”.
Potem przewróciłam stronę, ta również była pusta, więc nic nie stało na przeszkodzie, by w końcu zacząć rozliczenie z mą własną, a jednocześnie nie tylko moją, przeszłością. Zapisałam pierwsze zdanie: „Uważaj o czym marzysz za młodu, gdyż twe pragnienia mogą się ziścić, a jak nie od dziś wiadomo – choć za marzenia nie karzą i nie strącają do czeluści piekielnych za ich malowane obrazy przed naszymi oczyma, to już za spełnienie swych marzeń, może nam przyjść zapłacić bardzo wysoką cenę”.

41 komentarzy:

  1. Hej,
    Powiem szczerze, że ciekawie się zaczyna i z miłą chęcią przeczytam dalszy ciąg:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, chyba jednak nie zaczęło się na tyle ciekawie byś zechciała pozostać tu na dłużej, albo ja coś spieprzyłam w którymś z rozdziałów, że jednak uciekłaś.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że to bedą wspomnienia, burzliwej miłości Klary, jej wymarzonej miłości.. Nie wiem, czy dobrze mi się wydaje, ale pamiętnik chyba należał do jej męża, albo kochanka. On zapisał na jego kartach swoje życie, a Klara dopiero jak sama mówi robi to u schyłku życia, myślę, że mężczyzna, który pisał ten pamiętnik już odszedł, a ona dopiero teraz jest gotowa, żeby wypełnic luki we wspomnieniach i zqapełnić puste kartki pamiętnika.
    Jestem bardzo ciekawa tej historii i czekam na pierwszy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klara przeżyła nie tylko burzliwą miłość, ale miała burzliwe i pełne wrażeń, takie słodko-gorzkie życie.

      Usuń
  3. Zaczyna się ciekawie, jeszcze nie spotkałam się z takim typem opowiadania, fabułą, więc to miła odmiana. Zostanę tu na dłużej i będę wyczekiwać nowych rozdziałów :) Nawet dodam się do obserwowanych, bo wiadomo, pamięć jest zawodna.
    Zgaduję, że w pamiętniku będą przedstawione losy młodej Klary, jej pierwsze miłości, może coś o rodzinie i czasach, w których żyła? Nie wiem, ale chętnie się dowiem więcej.
    Pozdrawiam
    Elena
    http://love-is-a-weakness.blogspot.com/

    PS. Byłabym chętna czytaniem bloga "Samotna królewna", ale widzę, że jeszcze nie ma tam postów. Więc pozostaje mi czekanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę zły Blogspot nie przeniósł wszystkich komentarzy (pominął nieraz moje odpowiedzi).
      W pamiętniku będą pokazane nawet losy bardzo małej Klary, perypetię jej przyjaciół, tragedia, która wstrząsnęła jej dzieciństwem. Zresztą, gdy zostaniesz na dłużej to sama zobaczysz.
      Pozdrawiam i „Samotna Królewna” będzie musiała jeszcze trochę poczekać na to aż ją opublikuję.

      Usuń
  4. Podoba mi się ten pomysł z pamiętnikiem. Jestem ciekawa, kim był jego poprzedni właściciel, którego Klara (śliczne imię) tak opłakuje. Z początku myślałam, że może ojciec, ale bardzo możliwe, że chodzi tu o tę jej miłość, o której wspominała na początku. Coś czuję, że to opowiadanie będzie delikatne, subtelne i refleksyjne, a przynajmniej takie wrażenie sprawia prolog. Pewne jest to, że mnie zaciekawiłaś i masz we mnie czytelnika :)
    Pozdrawiam,
    pisujesobie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna czy ona opłakuje poprzedniego właściciela pamiętnika. Między nimi też bywało różnie i nie zawsze było różowo.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Podoba mi się początek. Zainteresowałaś mnie, na pewno będę tu zaglądała. Super pomysł z tym pamiętnikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pomysł przypadł ci do gustu, oraz z tego, że zdobyłam nową czytelniczkę. Oby ci się przyjemnie czytało.

      Usuń
  6. Taki bardzo refleksyjny ten prolog, wręcz poezją zalatuje w miejscach, gdy bohaterka mówi, że gdyby dostała pamiętnik, że nie dostała pamiętnika... Fajny zabieg, podobał mi się.
    Zastanawiam się natomiast co takiego Klara nawywijała i coś czuję, że pamiętnik należał do kochanka, że zdradzała męża i to się jakoś na niej zemściło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem fajne przypuszczenia. Będziesz czytał dalej, to sam zobaczysz czy są trafione.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Czuję się zaintrygowana i na pewno nie skończę na przeczytaniu prologu ;)

    Pozdrawiam,
    legna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za takie ciepłe słowa. Miło mi, że dałam radę cię zaciekawić.
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  8. Hej, zostawiłaś u mnie reklamę, więc jestem. Wybacz, że tak późno, jednak natłok obowiązków, to natłok obowiązków, nie przeskoczy się.
    Zaczęłam od "Prologu", który od razu mnie zaciekawił. Był tajemniczy, ale i lekki, przyjemnie mi się go czytało. Jednak jak to prolog, zbyt wiele nie zdradza, więc przechodzę do następnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy tak obstawia, a przynajmniej z tego wnioskuję po przeczytaniu komentarzy, że wielka miłość i to albo mąż, albo kochanek.

      Usuń
  9. Od kilku ostatnich dni zaczęłam zaglądać na blogosferę. Musiałam zatem trafić też do Ciebie. Ledwo, co kliknęłam w link, który jako ostatni podałaś na moim blogu, a już miałam przed oczami, że przeniosłaś się tutaj. Długo się nie zastanawiając, znów kliknęłam w odnośnik i oto w końcu jestem.
    Prolog mnie zafascynował. Wygląda jak początek jakiejś namiętnej, romantycznej historii. No dobra odnoszę się w tym przypadku szczególnie do fragmentu o wspomnieniu z dzieciństwa, niemniej i tak nie potrafię pozbyć się tego wrażenia. Najbardziej przeraża mnie fakt, że ta historia raczej nie kończy się jakimś szczęśliwym happy endem. Cóż... wspomnienie o wysokiej cenie za marzenia raczej nie nastraja pozytywnie, nie zmienia to jednak faktu, że mam ochotę dowiedzieć się, co też tej kobiecie się wydarzyło i tak... Po prostu zabieram się za czytanie kolejnej notki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, doszłam do wniosku, że chcę mieć wszystko w jednym miejscu. Jutro się zajmę ogarnianiem zakładek i planowaniem publikacji kolejnych rozdziałów.
      Też często robię sobie takie zaległości, a potem maratony czytelnicze xD Nawet to lubię.
      Prolog jest okryty taką delikatną zasłonką tajemniczości. Tak naprawdę słowa Klary można zinterpretować na naprawdę wiele sposobów.
      Pozdrawiam i cieszę się, że powróciłaś.

      Usuń
  10. Bardzo ciężko komentuje mi się prologi, a jak jeszcze są takie krótkie to tym bardziej. Intrygująca sprawa z tym, czego nie tylko Klara, ale i czytelnik może dowiedzieć się z tego pamiętnika. Mogę się domyślić, że czekają nas czasem pikantne "wydarzenia" (zabrakło mi odpowiedniego słowa). Nie wiem czy dobrze odczułam, że ta historia jest z baaaaardzo dawnych czasów. I skojarzyło mi się, gdzie wtedy jeszcze kobietki nosiły piękne suknie z gorsetami, chociaż pewnie zbyt wygodnie nie było. Nie wiem, ale tak przypuszczam.
    Trochę się gubiłam w niektórych zdaniach, bo czasem dodawałaś tekst "rozpraszający". Tzn... jakbyś chciała więcej coś dodać, bardziej rozwinąć zdanie, ale moim zdaniem wyszło rozpraszająco i musiałam potem znów czytać zdanie, bo zgubiłam cały wątek.
    Życzę weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu rozdziały nie są o wiele dłuższe, tak więc nie wiem czy dalej będzie łatwiej.
      Klara jest taka melancholijna i często stosuje stracenia. Perspektywa mężczyzny będzie mniej skomplikowana, za to on będzie bardziej skomplikowany od Klary.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Na początek ogromnie chcę podziękować za zaproszenie i za rady, które mi dałaś na blogu. Postaram się poprawić, człowiek ciągle się uczy, a wskazanie błędów jest pierwszym krokiem do zmian!
    A teraz jeśli o prolog. Pięknie napisany, tak poetycko, ale mnie osobiście niesamowicie taki styl zniechęcił. Nie lubię zbyt przesłodzonych i tak poetyckich opowiadań. Zazwyczaj uciekam od nich, bo czuję się tak, jakbym miała czytać wiersz, a wierszy nienawidzę.
    Ale to prologu też nie będę oceniać i rezygnować z bloga, więc na pewno dam znać w kolejnych rozdziałach, w komentarzu, co sądzę.
    Weny, czasu i sprawnego komputera
    Pozdrawiam
    ROLAKA z http://granica-olimpu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi zmianami to też nie ma co przesadzać. Uczymy się pisząc, tworząc dalej. Jeśli nauka ma polegać na dążeniu do niedoścignionego ideału i ciągłych poprawkach, to bezsensu zupełnie.
      Ja sama nigdy nie uważałam tego prologu za coś poetyckiego, zwłaszcza, że całe opowiadanie, choć owiane takim sentymentem bohaterki, to jednak pisane jest bardzo prostym i zrozumiałym dla wszystkich językiem. Zaczyna się od czasów dzieciństwa, perspektywy dziecka. Nie jest jednak przesłodzone, jest wręcz momentami brutalne, przeznaczone dla osób dorosłych, albo chociażby dojrzałych. Z pewnością nie jest dla dzieci.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Witaj.
    Prolog bardzo ciekawy. Fajnie że zaczęłaś od przedstawienia klary jako dziecka i że nie zrobiłaś z niej dziecka "idealnego"
    Klara to kobieta diść silna emocjonalnie, wiele przeszła i widać że właściciel pamiętnika był dla niej osobą bardzo bliską. Ciekawi mnie czy będzie uzupełniać puste strony pamiętnika swoimi przeżyciami, rozliczając się jednocześnie z przeszłością.
    Ide czytać dalej, już teraz mogę cię zapewnić że tu zostaję. Pozdrawiam w.otchlani.nadziei@blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W prologu jeszcze nie zrobiłam z niej dziecka. W prologu jest staruszką, która gdyba na temat swej młodości, pragnień i pamiętnika. Napomina więc o tym wszystkim czytelnikowi. Dzieckiem Klara jest dopiero od pierwszego wpisu (pomijając ten wpis z prologu).
      Faktycznie, wiele Klara przejdzie, ale co do właściciela pamiętnika, to nie byłabym tu takich pozytywnych myśli. Właściciel pamiętnika nie był łatwym w obyciu mężczyzną.
      Pozdrawiam.
      PS. To adres bloga czy adres mailowy? Bo trochę nie ogarniam.

      Usuń
  13. Witaj :)

    Może — aby nie było zaskoczenia — na wstępie zaznaczę, że jestem osobą niezwykle czepialską i wymagającą. Nie staram się za wszelką cenę dosrać autorowi opowiadania, a jedynie skorygować błędy i pomóc mu szlifować pisanie. Nie lubię również owijania w bawełnę i jeśli coś mi się nie spodoba, powiem Ci o tym prosto z mostu. Umiem również chwalić, więc chyba nie jestem aż taką wiedźmą, na jaką wyglądam…

    Zacznę od drobnej uwagi. Może przeszkadza to tylko mi, ale nie wydaje Ci się, że ta czcionka jest odrobinę za duża? Nieco bym ją zmniejszyła, gdyż dosyć ciężko się czyta. Na blogu „Samotna Królewna” zastosowałaś wielkość bardzo dobrą.
    Aha, czcionka nie posiada również polskich znaków.

    „Gdyby kiedykolwiek w mym młodym życiu, wpadł w moje dłonie dziennik […]”— zbędny przecinek.

    „[…] zapisywać w nim wszystko, to co wydarzyło się minionego dnia […]” — przecinek w złym miejscu i, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebne „to”. Ładniej brzmi: […] zapisywać w nim wszystko, co wydarzyło się minionego dnia […] .

    „Może w lewym, górnym rogu, albo w prawym.” — skąd tu się wziął przecinek przed „albo”? Gdy mamy wyrażenie lewy górny róg , nie stawiamy przecinka.

    „Co prawda, uczono mnie pisać […]”— tutaj raczej nie powinno być przecinka, bo na moje oko nie pełni on tutaj żadnej roli.

    „Miałam być dobrą żoną, nie przynosić wstydu mężowi, być jego ozdobą […]” — powtórzone „być”. Mogłabyś tu łatwo zastąpić je tak: Miałam być dobrą żoną, nie przynosić wstydu mężowi, stanowić jego ozdobę […] .

    „Za czasów panieńskich, nigdy nie otrzymałam od nikogo pamiętnika, ale gdyby takowy trafił w moje ręce, to na jego pierwszej stronie, mała dziewczynka, którą wtedy byłam, starałaby się napisać jak najładniej, kanciastymi ruchami dziecięcej, jeszcze niewyćwiczonej dłoni: „Niczego tak nie pragnę w mym życiu, jak się zakochać”. ” — nie powinno być przecinka po „panieńskich” i przed „mała dziewczynka”.

    „Oczywiście, wtedy, nie miałabym na myśli takiego zwyczajnego kochania” — jaką rolę pełni przecinek po „wtedy”?

    „Zabawne, bo ojciec zawsze mawiał, iż „ostrożnie z ogniem, bo można się poparzyć”. ” — jakieś pomieszanie mowy zależnej z niezależną i wyszło takie byle co. Jeśli chcesz zastosować zależną, to usuń cudzysłów. Jeśli niezależną, usuń „iż” i po „mawiał” wstaw dwukropek tak niezbędny przy cytowaniu (moja polonistka zawsze o tym grzmiała, więc teraz zwracam na to uwagę).

    „Byłam córeczką tatusia, ale to nie przeszkadzało mi w byciu psotnym, nieusłuchanym i zawsze robiącym na przekór dzieckiem.” — „niesłuchanym”, czyli nikt jej nie słuchał? Chyba nie o to chodziło. Raczej chodziło o „niesłuchającym się”, chociaż ja tu bym dała „niesłuchającym poleceń”.

    „Dziś, gdy jestem u schyłku swego życia i zostało mi naprawdę niewiele już dni do ostatniej drogi” — skoro jest u schyłku życia, to logiczne, że niewiele jej zostało. Podając w tekście oczywistości, czytelnik ma czasem wrażenie, że jest uznawany za idiotę bez żadnej zdolności dedukcji. No i ten patos momentami zakrawa o parodię.

    „Odnalazłam tam starą skrzynie pełną pamiątek […]” — starą skrzynię.

    „obity w bordową skórę” — obity bordową skórą.

    „ […] a już zbierają się w nich drobinki słonych kropli.” — słowo „łzy” było zbyt proste? Mainstreamowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że od opowiadań pisanych na blog i tylko przez autora, nie można wymagać, by przygotowaniem dosięgały książek przekazywanych do druku.
      Przecinki to moja zmora, ale tu często pełniły funkcję wtrącenia.
      Nie zgodzę się z dwukropkiem i z pozbyciem się "iż" podobnie jak ze zbędnym "to" czy zastąpieniem "słonych kropel" "łzami". Cały czas zapominasz, że to pamiętnik, pisany w pierwszej osobie, pisany przez Klarę i taka nostalgia jest zamierzona. Nie chcę jej wypowiedzi upraszczać i spłacać. Na dobrą sprawę, idąc twoim tokiem myślenia, można się przyczepić do każdego czytanego zdania, tylko dlatego że samemu napisałoby się je inaczej i z użyciem innych słów.
      Gdzie widzisz "niesłuchanym"? Tam jest "nieusłuchanym", tak się kiedyś mówiło i nadal tak się mówi na dzieci niesłuchające się.
      Powtórzenia także często są zamierzone, bo nie chodzi o to, by ma siłę je unikać. Kto z nas tak by czynił przy spisywaniu z nostalgią swoich wspomnień?
      "Obity w bordowa skórę" - dla Klary tak, podobnie jak w perspektywie Artura będzie "oczów" a nie "oczu". Przy czytaniu musisz nawyknąć, że bohaterowie mają swój charakter wypowiedzi, a nie twój i że nie zawsze ich wypowiedzi są poprawne, szyk bywa przedstawiony itd.
      ę to oczywiście niedopatrzenie :-)
      Pozdrawiam, ale uprzedzam, że moje opowiadania powinno się czytać przede wszystkim przez wzgląd na fabułę, jeśli takową cię interesuje. Nie ma co tutaj się doszukiwać materiału na książkę, bo nie mam aż takich ambicji i tak jak pisałam na początku, to blog, a nie treść przygotowana do druku, więc przecinki w niewłaściwym miejscu i literówki to norma.

      Usuń
    2. Okej, wybroniłaś się :) Z drugiej jednak strony nie powinno się usprawiedliwiać błędów i niedopatrzeń tym, że „to przecież pamiętnik”. W grę wchodzi również odczucie czytelnika i estetyka tekstu. Nie chcę odnosić wrażenia, iż Klara jest analfabetką. Poza tym, kto przy zdrowych zmysłach nazywa łzy „słonymi kroplami”?
      To już nie jest melancholia, a wręcz zakrawający o parodię patos.
      A z tymi zdaniami... Ja tylko podaję przykłady i nie dyktuję Ci, jak masz pisać albo mówię, że jest złe, fu, niedobre, bo ja sądzę, że napiszę je lepiej. Skąd! Pokazuję tylko, że masz tendencję do przekombinowania, a to co innego.

      Z tym „nieusłuchanym” to zdecydowanie zwracam honor, przepraszam, moje niedopatrzenie. Zdecydowanie potrzebuję drugiej kawy!

      Dodałam również drugą część komentarza, odnoszącą się bezpośrednio do fabuły. Chyba zginęła gdzieś w czeluści Internetu… Nie szkodzi, napiszę jeszcze raz.

      Lubię czasem zwrócić uwagę na jakiś szczegół, więc powiem, że spodobało mi się to, jak wprowadziłaś imię głównej bohaterki. Gdybyś rozpoczęła prolog słowami „Nazywam się Klara…”, chyba bym Cię zjadła. Ale tutaj jest miło i subtelnie, co daje plusik.
      Masz interesujący pomysł na całą historię. Nieco kojarzy mi się z „Pamiętnikiem” Nicholasa Sparksa i nie tylko ze względu na tytułowy element wspólny. O ile dobrze pamiętam, był tam zastosowany podobny zabieg… Chociaż mogę się mylić, czytałam to wieki temu!
      Moją uwagę zwróciło również to, że już w prologu starasz się ukazać dziewiętnastowieczne spojrzenie na miłość. Klara nazywa kochanie z braku innej możliwości „zwyczajnym”, co już daje pewne wyobrażenie o tym, jak traktowano uczucia. Podoba mi się także to, że nie wkładasz tego czytelnikowi do gardła, tylko ładnie wplatasz w tekst.

      Pozdrawiam cieplutko i ubolewam, że poprzedni komentarz gdzieś utonął, bo teraz mogłam o czymś zapomnieć.

      Usuń
    3. Istnieje coś takiego jak stylizacja stylu bohatera i w to też wlicza się styl mowy. Robi się to po to, by bohater był autentyczny.
      A cała reszta, ja rozumiem gdybyś napisała "masz problemy z przecinkami w takich i takich zdaniach" lub "zauważyłam literówkę", ale robienie korekty całego tekstu podczas czytania... Zawsze mi się takie coś kojarzy z "czytam, by pokazać komuś gdzie dokładnie robi błędy, a nie dla frajdy z czytania", a to trochę moja się z celem, bo ani ja nie jestem twoją uczennicą, ani ty moją nauczycielką.
      Tak więc pytanie - po co tak naprawdę czytasz niedoskonałe blogowe opowiadania, pisane często na kolanie, po pracy, zaraz przed snem? Czy robisz to po to, by wczuć się w tekst i razem z bohaterami przeżywać ich los, czy po to by zastanawiać się nad każdym zdaniem na zasadzie co by w nim zmienić by było doskonale? Jeśli to pierwsze to czytaj dalej, ale jeśli to drugie to odpuść sobie i zajmij betowaniem opowiadań na zlecenie.

      Usuń
    4. Przeczytaj, proszę, jeszcze raz wstęp do mojego poprzedniego komentarza.
      Poza tym... Kurczę, to chyba dobrze, że ktoś poświęca swój czas na poprawienie baboli i tym samym daje Ci możliwość doszlifowania swojego tekstu i stylu. Nie podoba mi się to, w jaki sposób do tego podchodzisz, bo widać, że mój czas został zmarnowany i z moich komentarzy nie wyciągasz absolutnie żadnych wniosków.
      Szkoda również, że Ciebie błędy nie rażą, bo jako autorka powinnaś zwracać na to uwagę. Rozumiem, tekst pisany dla frajdy i na kolanie, al skoro to publikujesz, to miej choć trochę szacunku do czytelnika. Staram się w każdym moim komentarzu i pouczam z dobrej woli, a Ty traktujesz to jako wielką obrazę majestatu. Może masz rację i nic tu po mnie, bo doceniam autorów, którzy umieją przyjąć krytykę i szanują mój wkład w to, by ich opowiadanie było jak najlepsze.

      Usuń
    5. Mam ci dziękować za korektę, o którą nie proszę? Poprawiać każde zdanie, by było pisane pod ciebie i dorastało do twoich pięt?
      Ja naprawdę przyjmuję krytykę i zdaję sobie sprawę z tego, że nie piszę idealnie, doceniam rady, ale od osób, które czytają dla frajdy, bo chcą poznać jakąś historię i jej bohaterów, a nie pobawić się w betowanie. Czujesz różnice? Ja piszę dla czytelników, którzy chcą czytać, a nie dla fanatyków języka polskiego. Publikuję swój tekst w internecie, na blogu, a nie wysyłam na konkurs. To opowiadanie, a nie dyktando.
      Różnica jest czytać, bo podoba ci się historia i sposób pisania i od czasu do czasu rzucić jakąś radą, a różnicą jest szukanie nowych opowiadań, by się na każdym kroku popisywać swoją wiedzą i wymagać od autorów, by zaraz, natychmiast poprawiali błędy i ich nie popelniali.
      Jeśli tak rażą cię babole, to po co czytasz opowiadania, w których one są? Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że taka twórczość nie przeszła korekty? Czy nie wiesz, że takie opowiadania są publikowane z częstotliwością raz na kilka dni, a nie rozdział na miesiąc, gdzie ma się wtedy szansę go sprawdzić i poświęcić mu więcej czasu?
      Po prostu blogi, moim zdaniem, czyta się z własnej chęci. Daje rady na zasadzie "przecinku ci skaczą, nie dajesz ich przed słowem że", a nie kopiuje każde zdanie, tylko po to, by napisać je po swojemu, albo postawić przecinek w odpowiednim miejscu. Takie betowanie bez prośby autora czym jest twoim zdaniem i jak wygląda? Wygląda tak, że nie czytasz dla fabuły, a zupełnie z innych pobudek.
      Przyjmuję krytykę, była konstruktywna, nie obrażam się o nią, ale tak jak napisałam - opublikowalam to opowiadanie dla czytelników, nie zmuszam do czytania, jeśli więc ktoś czuję się nieszanowany tym, że nie umiem j. polskiego na szóstkę, no to co taka osoba tu jeszcze robi? Albo czytasz, bo ci się podoba, albo czujesz się nieszanowana i wychodzisz z miejsca, gdzie cię, twoim zdaniem, nie szanują.
      Szanuję czytelników, dlatego pisze dalej, by poznali losy bohaterów i zakończenie, a nie w kółko poprawiam jeden rozdział, bo w taki sposób, gdyby poddawać korekcie wszystko co tacy czytelnicy jak ty skrytykowali, to nigdy by autor niczego nowe ukończył i kto by był zawiedziony - najbardziej ci co czytają z pasji, a tacy znawcy języka poszliby się w końcu wymądrzać gdzie indziej.
      Takie jest moje podejście i nie zmienię go specjalnie dla ciebie (to się nazywa "zdrowe stawianie granic" - czytelnicy są ważni, ale nie są ponad autora i każdy autor pisze głównie dla siebie, publikując dla tych co chcą przeczytać, a nie dla tych co oczekują diametralnych zmian i bezbłędności).

      Usuń
    6. Poza tym dodam jeszcze, że nie mam wielkiej obrazy majestatu. Napisałam ci jedynie jakie ja mam do tego podejście, a co ty z tym zrobisz, to już twoja rzecz.
      Poza tym nie każdy autor oczekuje od czytelników, by poprawiali jego błędy, douczali go, analizowali każde zdanie pod kątem technicznym. Szanuję krytykę, ale tak jak pisałam wielokrotnie - to opowiadanie dla tych co chcą poznać losy Klary i jej męża, a nie tekst, który napisałam pod ocenę znawców języka i opublikowałem na jakimś forum literackim (ty naprawdę nie widzisz różnicy?).
      Podam więc inny przykład. Można komuś napisać z czym ma problem, nad czym twoim zdaniem powinien popracować, rzucić tekstem "nokia i tym podobne piszemy z małej, gdy chodzi o przedmiot, a nie o firmę" i tyle. I naprawdę dużo z takich rad autor wyniesie, a gdy będzie chciał od ciebie czegoś więcej to może sam dopytać, poprosić. Nie trzeba kopiować do komentarza połowy tekstu, tylko po to, by po myślniku poprawić błędy czy napisać swoją wersję.
      To ty, a nie ja, musisz się zastanowić czy czytasz dla zapoznania się z jakąś fabuła i bohaterami, czy bawisz się w sprawdzanie błędów jakby to był sprawdzian. Jeśli to drugie, to pomyliłaś miejsca i nie możesz oczekiwać, że ktoś takich poprawek oczekuje, ani tym bardziej, że będzie za nie wdzięczny, bo być może nie po to piszę, by zdobyć rangę korektora, a chce jedynie stworzyć dobrą opowieść, zaskakującą, z wyrazistymi postaciami, a reszty uczy się wraz z dalszym pisaniem, korzysta z rad, zauważa je, ale od tych co czytają bo lubią, a nie co czują potrzebę zabawiania się w nauczycieli. Naprawdę ciebie nie męczy takie czytanie i co kawałek zatrzymywanie się, by skopiować tekst i dodać swoje trzy grosze? Nie wytrąca cię to z równowagi podczas czytania? Czy naprawdę czytasz dla fabuły, czy to może jest tak, że chcesz się zwyczajnie popisać?
      To nie ode mnie wieje obrazą majestatu. Ja jedynie napisałam jakie ja mam podejście i podjęłam dyskusję. Ty za to się obrażasz, bo ktoś ma inne podejście do tworzenia i publikowania niż ty i śmie to swoje podejście ogłosić, przeciwstawić się twojemu poglądowi. Jesteśmy ludźmi, jesteśmy różni, nie każdy będzie myślał "po twojemu".
      Ty uprzedziłaś na początku, że się czepiasz, ja też na początku poinformowałam cię co o tym myślę, jak sama do pisania podchodzę i uprzedziłam, że jeśli wymagasz poprawek i bezbłędności, to źle trafiłaś.

      Usuń
    7. Nie ma sensu się kłócić, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Wyraziłam swoją opinię, Ty wyraziłaś swoją i są one zupełnie odmienne, więc raczej się nie przekonamy. Nie chcę tu prowadzić wojny. Zastanawia mnie jednak, z jakimi ludźmi musiałaś się stykać, że bycie zwyczajnie pomocnym uważasz za próbę dowartościowania się kosztem innych.

      Poza tym, strasznie wszystko wyolbrzymiasz. Wypisałam Ci kilka przecinków, a już nazywasz mnie "fanatykiem języka polskiego". Poza tym, o moich propozycjach zdań pisałam wcześniej, mam wrażenie, że w ogóle nie czytasz tego, co piszę. Ja nie każę - ja proponuję, podaję przykład i nigdzie nie jest napisane, że masz się ze mną zgadzać. Poza tym, zarzucasz mi, że nie zwróciłam uwagi na samą fabułę, tymczasem napisałam o niej oddzielny komentarz, do którego już się nie odniosłaś. Aż tak Cię bolało wypisanie wad, że nie zwróciłaś uwagi na zalety?

      Usuń
    8. Właśnie mnie nie bolało, ja tylko wyraziłam swoje zdanie i zapytałam się jaki widzisz sens w takim "pomaganiu na siłę" i czytaniu tylko po to, by doszukać się każdego jednego błędu? Czy naprawdę uważasz, że to robi czytelnik, któremu podoba się tematyka i którego wciąga fabuła? Poza tym czytasz opowiadanie z babolami przez co czujesz się nieszanowana? Sama zobacz jak to brzmi. Zwyczajnie głupio. Chcesz betować teksty, w tym się odnajdujesz, to zaproponuj komuś taką pomoc, może skorzysta. Nie ma jednak co pomagać na siłę i oczekiwać za to podziękowań. Jest cienka granica między pomaganiem, doradzaniem a wymądrzaniem się. Tym co robisz zrażasz innych do siebie, zwłaszcza gdy piszesz im, że twoim zdaniem cię nie szanują, bo śmią publikować amatorskie teksty z błędami, które ty musisz poprawiać i tak się przy tym wielce poświęcasz. Twoje doradztwo wykracza poza granice takiego dobrego smaku (chyba tak mogę to ująć).
      Ja jeszcze nie wszystkie komentarze opublikowałem, dlatego też jeszcze nie odniosłam się do fabuły. Miałam nockę.
      Chcesz czytać dalej, czytaj, ja cię nie wypraszam. Ale czytasz tekst taki jaki został przeze mnie podany, dokładnie jak danie, które serwują ci, gdy jesteś w gościach. Możesz doradzać, masz prawo, możesz komentować, ja nie usuwam niepochlebnych komentarzy, ale o robienie całkowitej korekty mojemu opowiadaniu ja nikogo nie proszę, więc nie mam w obowiązku tego doceniać, bo nie widzę powodu dla którego czytelnicy sprawdzają tekst jakby byli polonistami i chcieli najchętniej pozaznaczać sobie czerwonym długopisem co oni sami napisaliby inaczej, zwłaszcza że wiele takich rad często jest błędnych, bo radzą nie ludzie wykształceni pod tym kątem, a zwykli gimnazjaliści czy licealiści. Gdybym miała poprawiać pod nich, poprawiałahym ciągle i bez końca i często to samo zdanie, bo każdy z nich napisałby je inaczej i gdzie indziej postawiłby w nim przecinek.

      Usuń
    9. Cóż, jeśli uważasz, że Klary styl zakrawa o parodie... To co jednemu się spodoba, innego zrazi, życie, nie sprawie, by każdemu podobało się to samo. Z pewnością nie zamierzam stosować się do rady zamiany "słonych kropel" na "łzy".
      Nigdy nie zaczęłabym od "Jestem Klara i mam tyle i tyle lat", nie i już, poza tym odebrałoby to opowiadaniu subtelności.
      To o zwyczajnej miłości, to tulip Lowry spojrzenie, możliwe że Artur będzie miał zupełnie inne, więc nie ma co nastawiać się, że wszyscy w XIX wieku uważali tak samo jak Klara.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    10. Tulip lowry - tylko Klary (słownik i zmęczenie po pracy).

      Usuń
  14. Bardzo rzuca mi się w oczy Twój problem z interpunkcją. W tekście jest jeszcze kilka miejsc, w których brakuje przecinka, ale mam szczerą nadzieję, że może uda Ci się je samej wyłapać, bo to nie jest takie trudne. Może warto skorzystać z usług jakiejś bety albo chociaż dokształcić się samemu?
    Kolejna sprawa. Masz ogromne skłonności do zupełnie niepotrzebnego bawienia się w Coelho, przez co wychodzi Ci dość mało zgrabny i niezmiernie kiczowaty patos. Nawalanie porównań, wpychanie wszędzie epitetów czy stosowanie jak najbardziej wyszukanych metafor nie działa na wyobraźnię czytelnika, a w pewnym momencie nawet daje efekt odwrotny do zamierzonego. Ja na przykład zaczynałam się nudzić, gdy po raz kolejny opisałaś mi w dziesięciu słowach coś, co mogłabyś ładnie zmieścić w trzech. Cierpisz na straszne wodolejstwo.

    „Zostaw, toż to pamiątki, niemal tak samo istotne dla nas, jak fotografie, jak listy pisane późną nocą, jak echo słów... szeptów rozognionych, gdy świt się pojawia na horyzoncie, budzi do życia miasta i wsie, i wyrywa nas ze swych objęć” — no trzymajcie mnie.

    Ach, i te rozważania Klary na temat rogów kartki pamiętnika. „Może w lewym, górnym rogu, albo w prawym. Tak, w prawym, ale dolnym, bo tak o wiele lepiej, by się prezentowało”. No i teraz znajdź mi tutaj jakiś sens. Klara rozważa nad lewym lub prawym górnym rogiem, po czym nagle mamy: „Tak, w prawym, ale dolnym […]”. Brzmi to jak: „Och, może zjem dzisiaj jabłko albo brzoskwinię? Tak! Jajecznica to świetny pomysł!”. Spójrz. Czy „Klara” umieściłabym gdzieś w mało istotnym miejscu. Może w prawym dolnym rogu? Tak, prezentowałoby się tam bardzo dobrze nie brzmi znacznie przystępniej i logiczniej?

    Może przejdźmy do plusów. Zaciekawiłaś mnie samym pomysłem na historię. Przywodzi mi na myśl nieco „Pamiętnik” Nicholasa Sparksa i to nie tylko z powodu tytułowego elementu wspólnego.
    Podoba mi się również to, jak wprowadziłaś imię głównej bohaterki. Gdybyś zaczęła prolog od „Mam na imię Klara…”, chyba bym Cię zjadła. Ale tutaj ta informacja jest podana subtelnie i przyjemnie.
    Już teraz przedstawiasz czytelnikowi realia dziewiętnastowiecznej miłości. Podoba mi się to, w jaki sposób je przekazałaś. Klara nazwała kochanie z przyzwyczajenia i braku innej możliwości „zwyczajnym”, co już pokazuje nam, jak podchodzono do tego tematu. Cieszę się, że nie wszystkie informacje wkładasz nam do gardeł, tylko ładnie wplatasz je w tekst.

    Nie jestem do końca przekonana do Twojego bloga. Pomysł na fabułę jest interesujący, ale nie znoszę wodolejstwa, coelhizmu i tworzenia sztucznego patosu. Może w pierwszym rozdziale będzie lepiej? Na razie nie będę się w stu procentach zniechęcać.

    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja powiem tak - profesjonalna korekta kosztuje, a z usług gimnazjalistów, którzy bawią się w betowanie, pojawiają, znikają, sami popełniają błędy, nie mam ochoty korzystać. Sam czas publikacji, by się wtedy wydłużył, bo zanim by odesłali tekst... o ile w ogóle by go odesłali. No, a ponieważ to blog, amatorka, to nie będę inwestowała w profesjonalnych korektorów, co chyba nie jest niczym dziwnym.
      Lanie wody - Klara ma taki styl i jest to zamierzone, dlatego nie będę z tego rezygnowała. Ten kto woli brak porównań, proste zdania, szybkie akcje, brak wydłużonych opisów i mniejszą listę epitetów, musi poszukać dla siebie innego opowiadani do czytania, bo ja nie zmienię dla kogoś swojego zamysłu.
      Na pocieszenie dodam, że Artur będzie bardziej dosadny, taki "prosto z mostu".

      Usuń
  15. Trafiłam tu raczej przypadkiem, ale może i nie przypadkiem pozostanę na dłużej. Zacznijmy od tego, że rzadko komentuję co czytam, jednak wiem jakie to ważne dla autora – wszak sama nim jestem.
    Prolog jest dość długi, ale w moim przy przypadku to nie problem. Potrafiłam wczuć się w Klarę, bo opisujesz wszystko szczegółowo... hm, jak by to określić? Kwiecisto...? Tak, to idealne określenie. Jak również nie banalnie. Rzadko kto w blogosferze tworzy tak rozbudowane zdania. Ty rozwijasz dosłownie każdą myśl.
    Z Klarą łatwo się utożsamić. Ja miałam to szczęście, że w wieku sześciu lat otworzyłam swój pierwszy pamiętnik, co wspominam z wielkim sentymentem. Dziś już raczej nie potrafiłabym go prowadzić, ale to nieistotne.
    Uśmiechnęłam się na wzmiankę o piórze, gdyż mój ukochany Mickiewicz pozostał do końca wierny jego tradycyjnej wersji, choć niewiele młodszy Sienkiewicz pisał już na maszynie :D To taka ciekawostka (:
    Pojawił się mężczyzna i zrobiło się ciekawie... Historia ich miłości musi być ciekawa, ale również bez happy endu. Często spotykam opowiadania o tej tematyce, choć nie wszystkie potrafią przykuć moją uwagę. Ten prolog ma w sobie „to coś”, nie powiem.
    Postaram się przeczytać wszystkie rozdziały. Cieszę się, że wielkimi krokami zbliżają się wakacje i wreszcie będę miała na to czas...
    Tobie autorko życzę dużo weny i wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty wiesz, że ja nieraz komentuję dopiero po przeczytaniu całości lub kilku czy nawet kilkunastu rozdziałów. Niekiedy po prostu nie mam czasu, opowieść za bardzo mnie pochłonie lub czytam z telefonu. Zawsze jednak staram się utrzymywać kontakt z ulubionymi autorami.
      Nie, prolog nie jest długi, nawet kolejne wpisy nie są tutaj długie (uprzedzam od razu, byś za dużo nie oczekiwała).
      Podoba mi się określenie "kwieciście", ale też nie będzie to polegało na rozwijaniu każdej myśli. Choć Klarze zdarza się takie filozofowanie, takie smakowanie przeszłości, sentymentalizm.
      "Ukochany Mickiewicz"? Ty wiesz, że on się znęcał nad kobietami? Bił żonę? No okay, nie ujmuje to jego twórczości i niektóre wiersze ma naprawdę piękne. Taki romantyczny drań - ja tak go określam.
      Naprawdę często spotykasz opowiadania o takiej tematyce? Podziel się. Ja na nic takiego ostatnio nie mogę trafić. Wszędzie tylko ff HP i innych takich fantastyczno-przygodowych.
      Czasy szkolne już dawno za mną, więc nawet w wakacje pracuję.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Dzień dobry :)
    Nie jestem pewna jak długo przymierzałam się, żeby przeczytać coś Twojego. Tworzysz w tematyce do której potrzebuję nastroju, zresztą przez długi czas miałam zastój w czytaniu, nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie obserwowałam dość długo – jeszcze kiedy publikowałaś je pod starym adresem. Teraz w końcu mnie tu przywiało, poniekąd przez fragmenty, które nie raz wrzucałam do aktualizacji na Księdze Baśni. Jednak zgłoszenia nowych rozdziałów się na coś przydają :D
    Ogólnie nie przepadam za refleksyjnymi prologami, ale to dlatego, że autorzy często nie wiedzą co w nich napisać. Twój odbieram jak najbardziej pozytywnie, bo spełnia swoją rolę – na swój sposób wprowadza w historię, chociaż zarazem niewiele zdradzasz. I dobrze. Dajesz nam iluzję tego, że każdy wpis wychodzi spod ręki Klary (no i z tego, co się orientuję, są jeszcze te, których narratorem jest Artur, ale to inna kwestia) – że to wcale nie komputerowy tekst, ale zapiski starszej kobiety, która chce uporać się ze swoją przeszłością. Sugerujesz, że w grę będzie wchodził romans, a przynajmniej tyle można wywnioskować na początek ze sposobu, w jaki Klara przypomina sobie swoją dawną definicję tego pojęcia. Zresztą kto o tym nie marzy, nie? O zakochaniu… Zwłaszcza w młodym wieku to bardzo naturalne, a potem życie weryfikuje jak to faktycznie wygląda.
    Niby nic, ale podoba mi się ten klimat – pamiętnik, atrament i wspomnienia… Taki styl spotkałam w serii „Atramentowe Serce”, gdzie autorka bardzo sprawnie udawała, że historia jest spisywana ręcznie na kawałku papieru. Moim zdaniem genialny zabieg, nawet jeśli bardzo prosty. Mnie z kolei pozostaje sprowadzić co też kryją kolejne rozdziały, chociaż nie spodziewam się niczego dobrego – zdążyłam zauważyć, że zwykle poruszasz tematy trudne, więc nie boję się nierealnego, cukierkowego romansu; stawiam raczej na coś słodko-gorzkiego, chociaż…
    Na tę chwilę mogłabym się przyczepić co najwyżej niektórych przecinków, bo w pierwszej chwili niektóre wytrąciły mnie z rytmu, ale to mało istotne. Jeśli historia jest dobra, bardzo łatwo zatracić się w akcji i wtedy takie drobiazgi przestają mieć znaczenie.
    Hm, tak więc pędzę do pierwszego wpisu. Podejrzewam, że po nim będę miała dużo więcej do powiedzenia :)

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie dłużej zbierałaś się do przeczytania mnie, niż ja Ciebie. Zgodzę się, że publikowanie fragmentów nowych rozdziałów to plus katalogów. Sama często po tych fragmentach, a nie opisach, szukam czegoś co mogłoby mi się spodobać.
      Ja myślę,że ważna jest autentyczność, dlatego na swoim przykładzie wiem, że zakochanie wyobrażamy sobie inaczej, a potem gdy się zakochujemy, to drogę z tym ukochanym też widzimy inaczej niż ona wygląda w rzeczywistości. Sądzę też, że łatwiej podążać wydeptanymi ścieżkami niż porywać się z motyką na słońce czy wszystko robić w imię uczucia. Czasami warto myśleć mózgiem, a nie sercem.
      Ja cały czas staram się tych przecinków wyuczyć, ogarnąć je, więc sądzę, że z każdym kolejnym rozdziałem będzie lepiej, a przynajmniej powinno tak być.
      Słodko-gorzkie? A gdzie miejsce dla pikanterii? xD
      A poważnie to ostatnio zarzucono mi w jakieś recenzji czy ocenie brak realizmu i zdolności pisania w pierwszej osobie ;-) Zobaczymy co Ty będziesz sądziła o mojej narracji pierwszoosobowej. Tylko bądź szczera, ja naprawdę nie uważam, że wszyscy muszą myśleć tak jak ja i zgadzać się tylko i wyłącznie ze mną.
      Obiecuję też kiedyś przyjrzeć się bliżej tej serii o jakiej wspomniałaś. Myślę, że mogłaby mi się spodobać.

      Usuń