Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

piątek, 10 marca 2017

#14

Trzeci wpis Artura
Ukartować, oszukać i zwieść

Siedząc na zapleczu podrzędnego domu publicznego, których mnożyło się jak grzybów po deszczu i z roku na rok przybywało, poniekąd zaczynałem żałować, że nie jestem Francuzem. W Paryżu to dopiero musiały być burdele. W końcu to właśnie od nich przyszedł do nas ten zwyczaj i luksus płatnej miłości.
Popijałem... w tamtym okresie często piłem, ale w znacznie mniejszych ilościach niż czyniłem to wcześniej. Alkohol pomagał mi się zagrzać do walki, która czasami była jedynie pogonią do szczytu zanim świt nastanie. Tego dnia jednak piłem, by uspokoić nerwy, a wódka była tak zimna, że dawała rade schłodzić moje emocje i zamrozić wyrzuty sumienia.
Klara znajdowała się w pokoju piętro niżej. Wiktoria się nią zajmowała. Starała się zrobić wszystko, by dziewczyna poczuła się bezpiecznie. Było mi jej żal. Żałowałem tego, że uczynię z niej wrak człowieka, tylko po to, by osiągnąć swój cel, ale na chwilę obecną nie umiałem postąpić inaczej. Lepsze rozwiązania nie jawiły się na horyzoncie, a ponad horyzont wtedy jeszcze nie umiałem patrzeć.
Tymek wszedł, nawet nie pukał. Zawsze było w nim coś z niesfornego chłopca, a następnie z bezczelnego młodzieńca. Może za to właśnie go lubiłem. Tak, myślę, że właśnie za to go lubiłem. Nie widziałem w nim innych cech charakteru, bo nie doszukiwałem się ich. W ludziach dostrzegałem jedynie to co w nich złe i możliwe do obrócenia na moją własną korzyść. W dobro się nie zagłębiałem, nie umiałem.
Tamtego dnia, Tymoteuszowi kazałem przekazać Klarze pewną wiadomość, na wypadek gdyby o mnie dopytywała. Było to jeszcze zanim ją napadli i nim trafiła do tego plugawego, karczmianego miejsca, by zaraz po nim znaleźć się w jeszcze bardziej plugawym miejscu. Miał tak jej o mnie napomknąć, by zdecydowała się na samotną podróż w złe i niebezpieczne, najlepiej w ciemną noc.
Szef znowu pije? – powiedział Tymek pytająco, jakby nie miał oczu i nie widział co właśnie czynię.
A piję – odpowiedziałem i poprawiłem się w wygodnym fotelu. Uczyniłem to zupełnie niepotrzebnie, bo zaraz wstałem i zacząłem się przechadzać, przy okazji też paląc papierosa. – Udasz się jutro do miasta, na targ. Zakupisz matce i rodzeństwu tego czego im trzeba.
Niczego im nie trzeba – odparł.
To kupisz coś, co jest im zbędne, ale musi to być też zakup czegoś, co nie wzbudzi w ludziach podejrzeń.
Chyba nie rozumiem?
Chodzi o to, że całe miasto musi się dowiedzieć o... – uciąłem i wpatrzyłem się w krajobraz rozchodzący się za oknem. Było zupełnie tak, jakbym sam nie był pewny czy chcę dokonać tego co sam zaplanowałem. – Chcę, by Klarę wytykano palcami i poszeptywano za jej plecami o tym jak źle się prowadzi, i że na własne życzenie została splamiona przez jakiś rzezimieszków.
Jaki to ma cel? – dopytywał Tymek, nieco żałując, że zgodził się pomagać mi w tym całym planie, który miał za zadanie Klarę ukrzywdzić.
Nie odpowiedziałem mu na to. Nie chciałem prowadzić rozmowy. Wystarczyła mi wątpliwość w jego oczach, poza tym drzwi za jego plecami się otworzyły i wkroczył przez nie szef bandy, którą na Klarę napuściłem.
Hrabio Grandi. – Skłonił się nieznacznie, a ja nie chcąc dłużej patrzeć na jego świńską mordę, wyjąłem banknoty z wewnętrznej kieszeni marynarki, którą miałem założoną na oparcie krzesła i odliczyłem nieco więcej niż umówioną kwotę.
Dodaję dwa banknoty za wyjątkowe milczenie – oznajmiłem z szyderczym uśmieszkiem.
Moje wyrzuty sumienia gdzieś zniknęły. Zawsze tak było, gdy już do pewnych spraw nawykałem. Moje sumienie wtedy usypiało, nie kłopotało się próżnym nawracaniem mojego charakteru i wskazywaniem mi tych lepszych dróg.
Wezwij mi lekarza, boli mnie ręka – rozkazałem blondynowi, gdy szef rzezimieszków już opuścił mój gabinet.
Co do ręki, miałem rację. Było z nią źle. Z początku puchła, siniała i bolała. Potem jakby wracała do normalnego wyglądu, ale było z nią coś nie tak. Okazała się być złamana, na dodatek źle się zrosła. Konieczne było łamanie na żywca i założenie gipsu. Zgodziłem się, choć nigdy nie byłem na tyle chojrakiem, by głosić, że nie boję się bólu. Bałem się. Byłem do cna zepsuty, ale w tym wszystkim też bardzo ludzki. Zamykałem oczy i trzęsłem się ze strachu, gdy lekarz wyłamywał moje kości, a następnie dobrze je nastawiał. Bolało tak mocno, że płakałem, ale skrupulatnie ukrywałem łzy, ścierając je co jakiś czas, by nikt nie mógł ich zobaczyć, nawet medyk.
Klarę tamtego dnia widziałem tylko rano. Spała, była odkryta, a ja podszedłem, by otulić ją szczelniej kocem. Na szczęście się nie obudziła. Była taka nieświadoma tego co ją czekało. W pewnym sensie było mi jej żal, ale to nie przeszkadzało mi w narażaniu jej na te wszystkie nieprzyjemności, które za nią i te, które jeszcze przed nią.
Wiktoria odprowadziła Klarę do domu, gdyż ta uparła się, że woli taką pomoc, niż podwózkę wozem. Obawiała się ich. Domyślałem się, że tak jest od śmierci jej brata. Patrzyłem przez okno i popijałem czystą wódkę. Widziałem jak się oddala, jak znika między drzewami.
Zbliżały się święta, a ja wiedziałem, że nie będą dla niej najszczęśliwsze. Spodziewałem się, że Mateusz nie zniesie wieści o tym, że jego kobietę mieli inni, że ją posiedli, że naraziła się na to wszystko na własne życzenie, bo była ciekawa mej osoby. Gwałt, który nie doszedł do skutku, mógłby jeszcze przeboleć, nawet gdyby miał w rzeczywistości miejsce. Mateusz jednak nie był w stanie znieść mnie w myślach swej narzeczonej. Domyślałem się, że będzie właśnie siebie za to wszystko obwiniał. Sam, będąc na jego miejscu, też bym się obwiniał, gdybym nie złoił kobiecie skóry wczas i doprowadził tym do jej dalszego wybiegania na przód samemu diabły i czeluściom piekielnym. Baty mogłyby powstrzymać jej nierozważne działania oraz nieprzemyślane zapędy. Nie wymierzył jej ich, więc mógł mieć teraz za to pretensje tylko do siebie, ale wiedziałem, że to ją o to oskarży. Ona zapewne tego nie zniesie spokojnie. Taka już była, że nie umiała pokornie spuścić głowy i przyznać racji osobie, która by tę rację nawet niepodważalnie miała. Spodziewałem się, że on, by wyjść z tego z twarzą, zdecyduje się na odwrót. Zostawi ją, porzuci, by zobaczyć czy pójdzie za nim na kolanach i będzie go błagała o kolejną szansę. Klara nie umiała błagać o takie oczywistości, a on nie umiał jej sobie wychować na tyle, by postępowała chociaż od święta tak jak należało. Nie szanowała go, a on przyjmował to bez protestów. Wróżyłem im więc rychłe rozstanie.
Miałem rację, choć nie miałem pojęcia jak do tego rozstania dokładnie doszło. Był jednak bal sylwestrowy w sali bankietowej mojego pałacu. Klara i inne dziewczyny, które były odpowiednio wysoko sytuowane i niestare, dostały na niego zaproszenie. To miał być ich debiut w towarzystwie, a przynajmniej na londyńskich salonach tak to się zwało i nasze miasteczko, pewnego dnia, przyjęło podobny zwyczaj. Zapoczątkował go jeszcze mój dziadek, a ja zdecydowałem się na kontynuację tej tradycji.
To było pewne, że nikt z nią nie zatańczy. Zwłaszcza, że szepty za jej plecami się roznosiły. Przyjść jednak musiała. Domyśliłem się, że matka ją wypchnęła z domu, chcąc w ten sposób zapobiec staropanieństwu swego jedynego dziecka. Pewnie jak każda kobieta w jej wieku wyczekiwała wnuków i obawiała się samotności, a poza Klarą nikt już tak właściwie jej nie został, bo nawet państwo Morello się od niej odwrócili. Nie było to dziwne, zważywszy na to jak Klara i Mateusz się wzajemnie potraktowali.
Przypatrywałem się balowi ze schodów. Z początku wisząc niemal brzuchem przewieszony przez barierki, ale potem dostojnie stanąłem, odpowiednio wyprostowany i jedynie dłońmi podpierałem się o balustrady. Nasłałem na Klarę jednego ze szlachetnie urodzonych mężczyzn. Był on nieco nieporadny, wstydliwy, za grzeczny na to, by słyszeć o niej te wszystkie plotki. Za mało wychodził z gabinetu kancelarii ojca, by zajmować się rozmowami targowego plebsu. Miał jednak zaletę – swą rodzicielkę. Ta wiedziała zawsze wszystko o wszystkich.
Z uśmiechem na ustach, obserwowałem jak Klara wraz z tym mięczakiem zmierzają na środek parkietu i gdy w końcu się już na nim znaleźli, a szepty za ich plecami rozbrzmiały, to matka wkroczyła do akcji. Nie opuszczała synalka nigdy i nawet na takich balach zwykła mu towarzyszyć, by czasami nie przyprowadził jej jako synową jakąś niegodną tego stanowiska. Klara jej zdaniem była niegodna. Nie rozpętała się przez to wojna ani nie było krzyku. Po prostu odciągnęła syna od dziewczyny, tłumacząc to tym, że dostała nagłej migreny i muszą już wracać.
Głosy ponownie rozbrzmiały. Klarze musiało być głupio, pewnie nawet niezwykle się przy tym wstydziła, a ja, w akompaniamencie nut i tych wszystkich szeptów, zmierzałem schodami w dół, by znaleźć się na środku parkietu, dokładnie za jej plecami. Wyciągnąłem dłoń, by ją dotknąć, a gdy się odwróciła, to zaproponowałem z grzecznym uśmiechem:
Zatańczysz?
Nie musisz tego...
Chcę – przerwałem jej nim zdążyła powiedzieć jeszcze choćby słowo. Porwałem ją do tańca, nie czekając aż poda mi swą rękę. Byłem pewny, że po tych wszystkich wydarzeniach, to znacznie wcześniej, niż później, ją zdobędę.
Przeszkadzały mi nieco falbany jej żółtej sukni oraz to, że deptała mi palce w tańcu. Słodko się czerwieniła, gdy musiała mnie za to przepraszać. Tłumaczyła się, że wcześniej nie miała okazji do tańców.
Zupełnie się tym nie przejmuj – odszepnąłem z dobrotliwym, wyrozumiałym uśmiechem. – Zamknij oczu, zaufaj mi i daj się prowadzić – poleciłem, sądziłem, że w sposób uwodzicielski, bo jednak mówiłem jej to wprost do ucha.
Zaufała mi. Jej powieki opadły, mięśnie się rozluźniły, uszy w końcu usłyszały muzykę, a nie rozmowy tych, którzy stali wkoło nas, jak i tych, którzy nieopodal nas tańczyli. Teraz już nie deptała moich stóp. Stawiała kroki dokładnie tak jak było trzeba. Falowała. Można by nawet rzec, że w tym tańcu płynęła, a mnie zakuło w klatce piersiowej na tyle, by przybliżyć usta do jej ust i wessać powietrze, które wypuściła. Myślę, że był to nasz pierwszy, choć jeszcze tak nienamacalny, pocałunek.

16 komentarzy:

  1. Dzień dobry.

    Początek był bardzo tajemniczy... Co ten Artur kombinuje? W co Klara się wplątała?

    Jestem po stronie Mateusze także pod tym względem. Na miejscu Klary, nawet gdybym zrobiła coś okropnego, nie chciałabym by mężczyzna, z którym wiążę przyszłość, na mnie krzyczał, choć powinien.

    Artur, choć nie da się go nie lubić, odrzuca mnie tym swoim podejściem... wychować kobietę, hah, wiadomo, inne czasy, kultura. Tak było.

    Mam nadzieję, że jeszcze będzie o Mateuszu, że go tak nie zostawisz, jak gdyby nigdy nic.

    Krótki rozdział. Przeczytałam go o wiele za szybko. Ale wolę takie, częstsze i krótsze, by jednym tchem przeczytać, od razu skomentować i czekać na kolejny.

    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, o Mateuszu jeszcze będzie. Nie zostawię go tak jak gdyby nigdy nic. On jest bardzo ważną postacią.
      Bo jeśli chodzi o to opowiadanie, to rozdziały naprawdę są króciutkie.

      Usuń
  2. Jeju jak romantycznie <3 ten taniec genialny :D Chyba złapałam literówkę :D (10 linijka od dołu miało być oczy? :D) Jejku genialnie to napisane jest <3 ehh aż się rozmarzyłam :D czekam na więcej i zapraszam do siebie
    http://chcebyckopciuszkiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem czy to jest romantyczne, jeśliby wziąć pod uwagę co Artur wyprawia, jak osacza Klarę i w jaki sposób ją usiłuję zdobyć.

      Usuń
  3. Artur sprowadził tych mężczyzn na Klarę, rozprowadził plotki na jej temat po całym mieście, a na balu poprosił ją do tańca. Co on kombinuje tym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawia, by nie miała innego wyboru, jak tylko wybrać jego.

      Usuń
  4. Coś mi się zdaje, że Artur chce doprowadzić Klarę do takiego stanu, żeby poczuła się jak w sytuacji bez wyjścia, żeby sama uznała, że ślub z hrabią Grandim jest najlepszym i jedynym dobrym wyjściem, żeby to ona sama chciała za niego wyjść, żeby czuła, że Artur robi jej wielka przysługę, że się z nią ożeni. On ją zwyczajnie zmanipulował i osaczył. Trzeba mu przyznać, że nie brak mu inteligencji, wszystko sobie skrupulatnie zaplanował. Jak sprowokować Klarę, żeby chciała się z nim spotkać, ten cały napad rzezimieszków i uratowanie przez Wiktorię. Zrobił wszystko żeby skłócić Mateusza i Klarę, żeby została sama, wytykana palcami, zaszczuta, a wtedy przyjdzie do niego. Tak jak na tym balu sylwestrowym tak wszystko zorganizował, że biedna wyszydzana Klara wpadła prosto w jego ramiona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie taki jest plan Artura. Rozgryzłaś go.
      Artur zachował się jak taki mały pajączek, co cierpliwie plótł swoją sieć i wreszcie Klarę w niej uwięził.

      Usuń
  5. Kiedy dodasz nowy rozdział ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie go tworzę, ale czy uda mi się dzisiaj go dodać, to pewności nie mam. Postaram się :)

      Usuń
  6. Ale z Artura podstepna zmija... Dobrze wykreowana postac, ale nie przepadam za nim. Mowi sie, z eteraz kobiety wychowuja sobie mezczyzn. Czyzby karma dla panow (ogolnie) za to, co bylo kiedys? XD
    Nie wiem czy dobrze pamietam, ale Klara chyba pamietala, ze urotawaly ja kobietki i nie zostala tknieta. Dlaczego wszyscy uwierzyli w plotki? Popraw mnie jesli sie myle, bo dawno czytalam poprzedni rozdzial no i nic takiego nie pamietam...
    Wybacz za krotkie komentarze, jestem w pracy na komorce. Jak pisalam wczesniej, gdy bede miec wiecej czasu dam porzadny komentarz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może i karma, ale nie do końca tak było, że panowie wychowywali sobie kobiety. Choćby "Lalka" Prusa, przecież tam kobieta była prowodyrem, a nie ofiarą.
      Tak, Klara pamiętała, że nie została tknięta, ale jak to udowodnić? Jak to wmówić ludziom? Oni prędzej dadzą wiatę plotkom niż słowom takiej rozpustnicy.
      Spokojnie, ja też często czytam na komórce i z komórki komentuję.

      Usuń
  7. Lubię Artura i nie chcę mieć o nim złego zdania, ale to co wyprawia bardzo skutecznie mnie od niego odrzuca. Żal mi jest Klary i jej matki, bo i ona na tym wszystkim ucierpiała. Bardziej jednak Klary, bo to ona jest w centrum planu Artura, niczego nie świadoma. Zgrabnie to wymyślił, już teraz jestem pewna, że osiągnie swój cel, że to nie będzie, tak jak na początku myślałam, uczucie Klary, a plan Artura, któremu jak na razie nic na przeciw nie wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Artur to dobry strateg, Tak wszystko zaplanował, by się udało.

      Usuń
  8. Artur jest podły, ale jet część mnie która go trochę podziwia. Nieźle wszystko zaplanował, to prawda - strateg z niego dobry i to właśnie podziwiam.
    A Klara oczywiście nie domyśla się niczego, bo kto by pomyślał, że Artur ułożył już jej życie...
    Zawiodłam się za to na Mateuszu - zrobił dokładnie to, czego spodziewał się Artur. Nie sądzę, żeby kochał Klarę aż tak mocno, skoro tak łatwo z niej zrezygnował :/

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Artur to bez wątpienia dobry strateg. Pewnie gdyby siebie, a nie Mateusza wysłał do wojska, to miałby szansę na zrobienie tam kariery xD
      Kochał Klarę mocno, ale Mateusz jest dziwny, trochę jeszcze dzieciak, oburzył się, pogniewał, a ona... ona od razu poleciała w ramiona innego. Tak więc Mateusz będzie miał powód, by się mścić.

      Usuń