Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 19 marca 2017

#17

Jedenasty wpis Klary
Decyzja zapadła

Żyłam w czasach, gdy rozwody nie były czymś powszechnym, a małżonkowie, którzy rozwiązali święty sakrament, byli przez innych wytykani palcami, zwłaszcza w małych miejscowościach, w których wszyscy się znali. Decyzja o ślubie była więc decyzją na całe życie, na dobre i złe. Każda... prawie każda dziewczyna, która przyjmowała oświadczyny, liczyła się z tym, że jej życie u boku mężczyzny nie zawsze będzie bajką pełną pachnących płatków róż. Czasami to była droga przez ciernie, ale pomimo bólu, łez, nieprzespanych nocy trzeba było wytrwać do końca. Nie wolno było tej wędrówki przerwać, a zmiana drogi była właściwie niemożliwa. Trzeba było iść po tej samej, tej jedynej, tej wybranej i nie błądzić na inną. Ja zbłądziłam.
Jako mała dziewczynka marzyłam o przygodach, których każdy by mi zazdrościł. Chciałam się też zakochać, ale nie tak typowo, jak to ma miejsce zazwyczaj. Ja chciałam miłości z fascynacją, pełnej gorącej rozkoszy, smakującej zakazanym owocem. Otrzymałam to czego pragnęłam zaznać i stało się to co sprawiło, że pożałowałam swych marzeń. Rzewnymi łzami nad nimi płakałam, ale czasu nie dało się już cofnąć.
Zanim jednak opowiem wam jak zakończyła się historia mej młodości, to powrócę do dnia, w którym ja i Artur składaliśmy podpisy u notariusza. Każde z nas wiedziało czego chce i żadne z nas tak naprawdę nie chciało siebie nawzajem. Nie umieliśmy z sobą żyć, a mieliśmy przy sobie trwać całe życie, bo choć w testamencie mowa była o pięciu latach, to tak jak mówiłam – rozwód byłby hańbą, przyznaniem się do porażki, do handlu własnym ciałem, czasem i duchem.
Całą podróż, z pałacu do biura notariusza, milczeliśmy. Jak więc mieliśmy spędzić z sobą te wszystkie lata? O czym my mieliśmy rozmawiać?
Ja podjęłam próbę rozmowy w drodze powrotnej. Nie wiedziałam jak mam zacząć, gdy patrzyłam na jego profil i mocno zaciśnięte szczęki. Miał ładną, kwadratową twarz, taką zgrabną, zwłaszcza podbródek, który zdobił delikatny, ledwie widoczny zarost.
Jesteś jeszcze na mnie zły o to, że bym się spóźniła, gdybyś...
Spojrzał na mnie i sprawił, że zaniemówiłam. Peszył mnie. Pomimo tylu spotkań, tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nadal był chłopcem od węgla, przez którego dostałam lanie od ojca, i którego przez to się wstydziłam, więc i pragnęłam całe życie unikać, raz się tylko mszcząc. Los pokierował mnie jednak inaczej, pod jego dach, wprost w jego ramiona.
Artur pokręcił głową.
Nie jestem – odparł sennie, leniwie i ponownie wbił wzrok w boczną szybę.
Przepraszam, na przyszłość postaram się być punktualna.
A ja bardziej uprzejmy. Miałem kiepski dzień. Nawinęłaś mi się, podpadłaś, wybacz. Nie powinienem był się na tobie wyżywać. Nie będę też tego robił jako twój mąż, bez obaw.
Był zimny, gdy się do mnie zwracał. Pewny siebie, stanowczy, ale nie tak jak mężczyzna, który chce taką postawą zaimponować kobiecie. On po prostu podawał na głos pewne informacje, jakieś ustalenia. I wtedy do mnie dotarło, że w najlepszym wypadku, jako małżonkowie, będziemy z sobą wymieniali jedynie codzienne, zdawkowe uprzejmości.
Czego jeszcze nie będziesz robił? – spytałam szeptem.
Usiadł bokiem, podkurczając nogę pod kolano drugiej. Uczyniłam podobnie, czym chyba wprawiłam go w dobry nastrój, bo delikatnie się uśmiechnął.
Nie będę cię zdradzał w taki sposób, by ludzie plotkowali, więc nie obawiaj się, że staniesz się pośmiewiskiem przez moje poczynania. Nie będę cię bił bez powodu, ani oczekiwał od ciebie współżycia po zmroku. Nie będziemy mieli jednak wyjścia i oboje będziemy zmuszeni udawać zakochanych, więc przyjmiesz kilka pań z towarzystwa, czasami pójdziemy razem na kolację lub spotkamy się z innymi parami na balach, kolacjach, koncertach. Dlatego dobrze by było, gdybyśmy się choć odrobinkę polubili. – Pokazał tę „odrobinkę” między palcami.
Sypialnie będziemy dzielić razem?
W zależności od tego kto będzie w pałacu. Łoże jest jednak na tyle szerokie, że nie ma obaw, nawet się nie dotkniemy.
Nie uspokoił mnie tym zapewnieniem. Jedynie nieco zmartwił i sprawił, że poczułam się niegodna jego, taka bezwartościowa, że nawet nie chciał ze mną sypiać. Dla niego to było proste, bo jak większość mężczyzn miał prawo do chodzenia na boki, a ja? Mnie czekał celibat. Mój prywatny, małżeński zakon.
Czy coś nie tak? – zapytał, jakby wyczuwał moje myśli.
Nie, nic, po prostu kiedyś myślałam, że zostanę matką – wyznałam.
Jeśli zechcesz. Co prawda byłbym kiepskim ojcem, ale żonie nie odmówię.
Nawet tak nie żartuj – odfuknęłam, gdy dostrzegłam jego uradowany wyraz twarzy.
Nie żartowałem. Jeśli zechcesz mieć ze mną dzieci, to nic nie stoi na przeszkodzie byśmy je mieli. Potrafię być w tym dobry, byłabyś zadowolona.
Potrafisz być dobry w robieniu dzieci? – zdziwiłam się. – Masz już jakieś?
Oczywiście. Pięć chłopców i sześć dziewczynek. Cała, prywatna, piłkarska drużyna – zakpił.
Sztucznie się zaśmiałam, a on położył dłoń na moim kolanie.
Nie mam ani jednego. Jeśli mam mieć dzieci, to tylko z żoną. Jesteśmy na miejscu – ledwie wypowiedział te słowa, a woźnica już wysiadł, by otworzyć przede mną drzwiczki kolaski.
Artur wysiadł za mną. Nie byłam przyzwyczajona do jego obecności, ani do tego, że ktoś nieustannie depcze mi po piętach, a on był tak blisko, że niemal czułam jego oddech na własnym karku.
Jestem zmęczony. Położę się. – Musnął mnie w skroń na oczach służby. Miało to miejsce gdy staliśmy w przedpokoju. Potem zniknął. Powędrował schodami na górę, a później skręcił do swojej sypialni.
W tamtych dniach byłam bardzo samotna. Odliczałam czas jaki mi pozostał do zaślubin z Arturem Grandi, a jego nie było przy mym boku. Bawił się, tak jak wcześniej i tak jak długo potem. Znikał na całe noce, a po każdej takiej przesypiał większość dnia, by później w pośpiechu zjeść i znowu wyjść. Czułam się tak jakbym była obserwatorem jego ucieczki, ale nie wiedziałam przed czym ucieka. Wtedy sadziłam, że przede mną, ale prawda była zupełnie inna. Prawda, której nigdy nie powinnam była poznać.
Tymoteusz był jednak przy mnie zawsze. Niemal na każde skinienie. Dbał o to, bym miała dobry humor. Nieustannie dopytywał czy czegoś nie potrzebuję, czy nie chcę gdzieś pojechać lub zwyczajnie się przespacerować. Nie chciał bym siedziała sama w czterech ścianach, zamknięta niczym księżniczka w twierdzy. Czasami, gdy grał ze mną w warcaby, to żartował, że na siedzenie w czterech ścianach przyjdzie jeszcze czas, po ślubie, gdy Artur nie będzie mnie chciał za próg samą wypuścić. Nie wierzyłam mu w to, więc śmialiśmy się z tego wspólnie.
W mojej głowie był Mateusz, zawód jaki mi sprawił i ten, który sprawiłam ja jemu. Był też w niej Artur i niepewna przyszłość, którą mogliśmy skrupulatnie zaplanować, a i tak nie mieliśmy na nią pełnego wpływu. Serce jednak zajął Tymek. Samoistnie. Ot tak, pewnego dnia, okazało się, że w nie wskoczył. Uciekałam od tego uczucia, traktując go jak przyjaciela, wiedząc, że nie mogę pozwolić sobie na nic więcej. Okłamywałam samą siebie, że nie ma niczego więcej, bo i on nie dawał mi sygnałów, że coś do mnie czuje.
Czuł, choć nie wyznał mi miłości, nie padł na kolana i nie ofiarował pierścionka zaręczynowego. Po prostu, na tydzień przed mym ślubem, stanął przede mną z oczami pełnymi blasku, jakby od łez i rzekł prosząco:
Nie wychodź za niego.
Muszę – odparłam, choć wiedziałam, że nie powinnam była nikomu mówić o tym, dlaczego tak naprawdę ja i Artur się pobieramy. Tymkowi jednak postanowiłam się zwierzyć, bo komuś musiałam.
Każdy z nas potrzebuje, od czasu do czasu, zrzucić z bark ciężar. Oddać go choć trochę innej osobie lub dać na krótki moment komuś innemu go przytrzymać, by pozwolić ramionom odpocząć. A ja potrzebowałam odpoczynku.
Nigdy nie zapomnę drobinek, jakby kryształów w jego szaroniebieskich oczach.
Więc to małżeństwo, to tylko układ? – Uśmiechnął się półgębkiem.
Tak. Mnie i Artura nic nie łączy, i nigdy nie połączy.
Ale spędzisz z nim życie.
Albo pięć lat – sprostowałam, a raczej dopuściłam do swej myśli. Nagle dotarło do mnie, że jeszcze nie doszło do ślubu, a ja już myślałam o rozwodzie i układaniu sobie życia z kimś innym, bo z Arturem nie miałam szans na żadną układność.
To nie jest tak, że Artura nie mogłam pokochać. Po prostu, on nie dawał mi na to szansy. Do miłości trzeba poznania, porozumienia dusz, godzinnych rozmów. Jak mieliśmy to wszystko osiągnąć, gdy jego wciąż i wciąż nie było, a gdy już był, to spał i nie życzył sobie, by mu w tym przeszkadzano. Nie oczekiwałam kochania, ale chciałam byśmy się chociaż lubili. On też rzekomo tego chciał, ale wcale mi tego nie ułatwiał.
Zastanów się dobrze. Jeszcze możesz się wycofać – powiedział Tymoteusz. Jego dłoń zacisnęła się na mojej, a kiedy wstał i ruszył tyłem w kierunku drzwi, to nie chciałam go puścić, jakbym pragnęła, by został, by nie odchodził.
Uśmiechnął się blado, puścił do mnie oczko, a nasze dłonie zaczęły po sobie sunąc, aż w końcu stykaliśmy się tylko palcami, by wreszcie przestać się dotykać nawet tymi opuszkami. Bolało. Naprawdę bolało. Czułam, że on ma do mnie żal, że nie akceptuje mojej decyzji, że w głębi duszy uznaje mnie za dziwkę i szmatę, która się sprzedała dla chęci dopełnienia zemsty na własnej matce. Matce! Rodzicielce przecież powinnam była umieć wybaczyć. Nie umiałam.
Tymek wyszedł, a Artur zjawił się w moim pokoju. Palił papierosa, a więc i popielniczkę miał w dłoni. Zamknął za sobą drzwi i się o nie oparł.
Suknie ślubną już masz? – zapytał.
Jutro będzie gotowa – odpowiedziałam rzeczowo.
Cudownie. Matkę i ojczyma zaprosiłaś na ślub?
Nie chcę.
Rozumiem. Mam kogoś wpisać na listę gości? Kogoś stąd? Bo zostało niewiele czasu i ktoś z dalszych stron, raczej, nie dałby rady dojechać.
Przez moment pomyślałam o Mateuszu, ale szybko odpędziłam od siebie tę myśl. Chyba nie chciałam, by widział na własne oczy, jak hrabia Grandi wsuwa mi obrączkę na palec.
Nie, nie chcę zawiadamiać nikogo.
Tym lepiej. Mniejszy wydatek i nie trzeba się z tymi całymi przygotowaniami grzebać. Mimo wszystko jednak potrzebujemy dwoje świadków – oznajmił, zgasił papierosa i odłożył popielniczkę na komodę. Przysiadł na brzegu łóżka, podczas gdy ja siedziałam w fotelu obok, z książką w dłoni.
Ty kogo weźmiesz?
Nie wiem, kogokolwiek kto umie się podpisać. Tobie radzę to samo, bo niepiśmienny świadek, to nie świadek.
Uśmiechnął się, poklepał mnie po udzie okrytym ładną, ale codzienną, taką domową sukienką, a potem wyszedł. Znów zniknął, tym razem na kilka dni. Zjawił się dopiero przeddzień zaślubin, w nocy, pijany. Przestępując więc próg kościoła, który w tamtej chwili kojarzył mi się jedynie z kaplicą, miał sporych rozmiarów kaca. Widać to było po nim... to zmęczenie, tę szarość na twarzy, zamglenie w oczach. Nawet obrączką ledwie trafił na mój palec, zupełnie jakby jeszcze nie zdążył wytrzeźwieć.
Nie tak wyobrażałam sobie swój ślub, gdy o nim marzyłam jako dojrzewająca dziewczynka. Chyba żadna z kobiet, za młodzieńczych lat nie miała takich wyobrażeń jak to co było mą jawą.
Może pan pocałować pannę młodą – poinstruował pucołowaty, niski ksiądz.
Nie wiem na co liczyłam. Może naprawdę na ten pierwszy, wyjątkowy, głęboki pocałunek, który pozwoliłby mi coś więcej do niego poczuć, coś ponad ludzką ciekawość i kobiecą fascynację. Artur jednak nie położył swoich warg na moich. Zamiast tego stanął na palcach i musnął mnie w czoło, kulturalnie księdzu tłumacząc, że to takie poszanowanie dla Boga, a resztę zostawia na noc poślubną, która odbędzie się w domu, w zaciszu czterech ścian. Oczywiście ksiądz zawierzył w jego wyjaśnienie, a nawet pogratulował mu powściągliwości.
Artur, ten wychodzący niemal każdego wieczora, szlajający się nocami po burdelach, tawernach i diabeł jeszcze wie gdzie, i powściągliwość? Dajecie w to wiarę? Takiej pomyłki to chyba jeszcze świat nie widział, ale ja widziałam. Widziałam ją na własne oczy i doświadczałam jej każdego dnia, i trwało to na długo po ślubie. On był powściągliwy. Dla mnie. Unikał mnie, tak samo jak to było przed związaniem nas przez Boga świętym węzłem małżeńskim.
Świętym? Na Boga, przecież my zdeptaliśmy, splamiliśmy i splugawiliśmy tą świętość. Pobraliśmy się bez żadnego uczucia, bez żadnej szczerości. Niby nie było to konieczne, bo w tamtych czasach małżeństwa często łączyły interesy dwóch rodzin, ale... zwykle intencje były dobre, powinny być czyste, a moje... moje były brudne. Za to Artura wręcz mroczne. Sama nie wiem co było gorsze. Które z nas było gorsze. Osądzi to ten, komu ten pamiętnik wpadnie w ręce. Osądzi, poznając w całości naszą historię.

4 komentarze:

  1. Tymoteusz to dobry chłopak, bije od niego takie ciepło i w przeciwieństwie do aktualnego męża Klary – darzy ją jakimś uczuciem i to nie kierowanym dobrami materialnymi. Zastanawia mnie Artur. Upijał się dlatego, że czuł się plugawo przez powód z jakiego zawiera małżeństwo czy z jakiegoś innego powodu? I jeśli innego, to czy był to powód związany Klarą? Trochę mnie zawiódł. Myślałam że ślub będzie z jego strony nieco inaczej wyglądał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd wiesz, że Artur nie darzy Klary żadnym uczuciem?
      Grandi to już taka postać, on miał nieustannie czytelniczki zawodzić.

      Usuń
  2. Rozumiem uczucia Klary i nie zdziwiłam się czytając, że ją i Tymka połączyło jakieś uczucie, skoro przebywali ze sobą tyle czasu.
    Ciekawa jestem gdzie Artur łazi po nocach bo nie sądzę, żeby łaził tylko po tawernach i pił... Czy może tak właśnie jest? I z jakiego powodu tam chodzi? Może ma jeszcze jakieś problemy, które próbuje rozwiązać? Tyle niewiadomych, trzeba czytać dalej :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Klarze i Tymku jeszcze trochę będzie, ale to zaś, bo póki co Klara będzie próbowała ułożyć sobie życie z mężem tak by było wygodne, szczęśliwe, po prostu dobre. Będzie to miało różne skutki.
      Artur i problemy to bliźnięta syjamskie xD

      Usuń