Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

poniedziałek, 27 marca 2017

#21

Czwarty wpis Artura
Odzyskać co utracone

Tamtej nocy miałem na sobie przemoczone ubrania. Nie zadałem sobie trudu, by je zdjąć. Siadłem przy stole w głównej jadalni, na miękkim tapicerowanym obiciu krzesła. Rozpinałem mankiety, podwijałem je. Całkiem bezsensu, bo kilkakrotnie powtarzałem tę czynność. Co podwinąłem, to rozwinąłem, by znów móc podwinąć.
Czułem obecność Tymoteusza za plecami.
Nie czaj się. Tutaj nie biją.
Nie powiedziałbym – dogryzł mi. Położył dłoń na moim ramieniu, jakby chciał mi dodać otuchy.
Spojrzałem na niego w niecodzienny sposób. Musiałem zadrzeć głowę do góry, by to uczynić. Nie byłem zagniewany, ale nie byłem też pozytywnie nastawiony.
A ja bym coś powiedział, ale nie wiem czy warto.
Sugerujesz, że do parobka nie trafi twa wzniosła mowa? – spytał, odsuwając krzesło spod stołu, by móc na nim zasiąść.
Sugeruję, że twój rozum zawsze przegra z sercem i chorym poczuciem sprawiedliwości.
To czego się dopuściłeś, w pewnym sensie było sprawiedliwe. – Łypnął na mnie stalowymi, teraz pociemniałymi oczami i sięgnął do dzbanka.
Sam pofatygowałem się po szklankę dla niego. Odstawiłem ją mocno, z huknięciem.
Nawet jeśli było sprawiedliwe, to niezgodne z twym sumieniem, prawda?
Pańskie sumienie pana osądzi – warknął i wstał, by być ze mną równy.
Zmusił mnie do tego, bym przestał wspierać się na oparciu krzesła i także się wyprostował.
Mnie będą diabli sądzili, a nie aniołowie. W tym wszystkim co poczyniłem, chłosta żony jest najmniejszą ze zbrodni – stwierdziłem. – A ty nie wtrącaj się nigdy więcej do spraw małżeńskich, ani mych, ani cudzych. Ktoś inny może być mniej łaskawy i obić ci pysk.
Miałem cierpliwie słuchać...
Mogłeś nie podsłuchiwać.
Zakatowałbyś ją! – uniósł się.
Naprawdę? Nie sądzę. Od dziesięciu pasów nawet dzieci nie umierają. Przeszkodziłeś mi na ósmym – zaznaczyłem i sam skorzystałem z dzbanka i szklanki.
Miałem w planach napić się wody i udać do sypialni, tej należącej do Klary, bo moją akurat, tak całkiem niefortunnie, ona zajmowała. Wolałem własną pościel.
Ledwie zamoczyłem usta, a usłyszałem jak ktoś dobija się do drzwi. Ten ktoś w nie dosłownie walił.
Kogo diabli niosą o tej porze? – zapytałem w przestrzeń, ale po wypowiedzeniu tych słów spojrzałem na Tymka.
Kazać pokojówce...
To niepotrzebny zbytek – przerwałem mu. – Sam powitam nocnego marę – dodałem. – Albo nocną marę – poprawiłem się szybko, ale szeptem, tak że Tymek nie mógł mnie już usłyszeć. Gdy to mówiłem, to właśnie stałem przed drzwiami roztwartymi na oścież. Klamkę wciąż trzymałem w dłoni.
Witam ponownie pana Grandi – przemówiła powoli, ale aksamitnie. Miała bardzo melodyjny głosik, niezwykle kobiecy.
Pani wybaczy, ale zapomniałem powiedzieć przed wyjściem, że jednak rezygnujemy z tego pokoju... trzech... dwóch pokojów – zacząłem się motać, więc i kręciłem przy tym głową.
Chyba nie wziął mnie pan za służącą. – Naparła dłonią na moją klatkę piersiową, pchnęła delikatnie. – Zmokłam i zmarzłam. Nie zaproponuje pan herbaty?
Jest środek nocy.
Pan w domu mojego brata też nie zjawił się za dnia.
Brata? – zdziwiłem się. – Pani Monteho? – dopytywałem.
Matylda, Matylda Monteho. – Podała dłoń, więc ująłem ją i pochyliłem się delikatnie, jednocześnie zbliżając ją do warg.
Zamknąłem drzwi, sugerując ruchem dłoni, by weszła głębiej.
Kobiety w waszej rodzinie mają taki zwyczaj, by samotnie podróżować późnymi porami, czy tylko ja odnoszę takie złudne wrażenie?
Nie wiem czy odnosi pan złudne, ale z pewnością nie robi pan najlepszego. – Odwróciła się w moją stronę i sztucznie uśmiechnęła. – Ale chociaż jest pan przystojny.
Dziękuję za te komplementy.
To nie był komplement. Urodziwy mąż, to niewierny mąż.
Cały czas się uśmiechałem, ale w duchu zgrzytałem zębami. Nie zastanawiałem się po co ta kobieta przylazła, ale chciałem, by już sobie poszła. Doprowadzała mnie do dziwnego stanu. Takiego, że miałem ochotę rzucić się na nią, złapać za szyję, przygnieść do podłogi i w takiej pozycji trwać w oczekiwaniu aż z łaski swojej wyzionie ducha.
Chce pani bym postawił służbę na nogi, by przygotowali pani herbaty?
Pan nie umie? Co ja, głupia, plotę? W końcu czego innego można by się spodziewać po hrabim?
Umiem, naturalnie, że potrafię.
To mnie pan zadziwił, ale bez obaw, nie musi pan tego udowadniać. Nie musi się pan kłopotać. Wystarczy sama whisky.
Wskazałem dłonią na salon i wyjąłem z barku koniakówkę oraz karafkę.
Przyszła pani odwiedzić Klarę? – dopytywałem, napełniając naczynie.
A czy to problem?
Nieodpowiednia pora na wizyty – pozwoliłem sobie zauważyć.
Mam nadzieję, że nic jej się nie stało.
Odrobinę się potłukła.
Sama czy z pańską pomocą?
Jej pytanie wprawiło mnie w dziwną konsternację.
Przepraszam – dodała szybko i zbyła je śmiechem. Śmiech ten był sztuczny, pusty, przerażający. – Ma pan może papierosa albo jakieś cygaro? Za dużo tu wszędzie kwiatów, a ja z roślin umiem docenić tylko tytoń.
To zupełnie jak ja. – Wyjąłem z dolnej szuflady barku papierośnicę, która niegdyś należała do mojej matki i poczęstowałem ciotkę Klary. – Te rośliny to... Klara je tu sprowadziła. Sądzi, że ocieplają wnętrze – wyjaśniłem, starając się odpalić zapałkę od zacierki.
Pańskie ociepliło?
Przewróciłem oczami i westchnąłem. Odpaliłem w końcu tego cholernego papierosa i ugasiłem zapałkę potrząśnięciem dłoni. Napełniłem drugi kieliszek whisky, przy okazji dolewając też Matyldzie. Zająłem miejsce dokładnie naprzeciwko niej, pomimo że stół był duży.
Mam kazać zawołać Klarę? – spytałem.
Obserwowałem kolorową niczym barwny ptak kobietę, obejmującą kieliszek obiema dłońmi, jakby się chciała o niego ogrzać. Zupełnie tak, jakby był szklanką lub kubkiem z jakimś ciepłym napojem.
Przepraszam, na pewno pani zmarzła. Przyniosę herbaty.
Zrobię – zaoferował się nagle Tymoteusz.
Skończ mnie w końcu podsłuchiwać! – uniosłem się na niego. – Wtrącasz się do mojej sprzeczki z żoną, a teraz jeszcze do rozmowy z jej ciotką!
Chciałem pomóc...
Umiem zrobić herbatę. Nie urodziłem się w koronie. Niestety, a może właśnie na całe szczęście. – Wstałem.
Krzesło odsunąłem z głośnym szurnięciem i ruszyłem w kierunku kuchni. Mijając Tymka spojrzałem na niego pogardliwie i zaproponowałem:
A ty może w tym czasie idź pocieszyć moją żonę. To ostatnio wychodzi ci najlepiej.
Nie wiem o czym pan...
Mówię o tym, że ledwie wszedłem do domu, a służba plotkowała o tym, że...
Basta, basta! Panowie, chyba nie chwycicie się za łby w obecności damy. – Matylda wstała i zaczęła iść w naszym kierunku. Zanim pokonała cały dystans, to zdążyła się trzy razy zaciągnąć papierosem. – Chyba nie chce pan sugerować o niewierności mojej bratanicy.
Nie miałem zamiaru. Nie sądzę, by czegokolwiek się dopuściła, ale jako hrabina powinna...
Znowu te tytuły – prychnęła z pogardą. – Same tytuły, pozory i uprzedzenia.
Mnie też się to nie podoba, ale niestety takie jest życie! – huknąłem na nią.
Życie może być odrobinę weselsze – szepnęła i dopadła do mojego krawatu, zaczęła go luzować. – Pańskie też mogłoby być szczęśliwsze, gdyby tylko pan tego zechciał. – Nie wiedzieć czemu ta kobieta zaczęła rozpinać guziki mojej przemoczonej koszuli.
Dlaczego pani mnie rozbiera?
Bo pójdziesz do żony.
Zrobiłem duże oczy i wsparłem dłonie na biodrach.
Miałem zrobić pani herbaty – przypomniałem.
Tymon mi ją zrobi.
Tymek – poprawiłem. – On ma na imię Tymoteusz.
Ładnie. – Puściła oczko do blondyna i uśmiechnęła się przy tym przymilnie.
Dostrzegłem, że gdy jej spojrzenie ponownie spotkało się z moim, to już się w taki sposób nie cieszyła.
Pani pali tylko tytoń czy zdarza się pani też zażywać opium? – zapytałem w niemiły sposób w chwili, gdy jej udało się rozpiąć moją koszulę do końca.
W rozpiętej wydajesz się być bardziej męski. W tych sztywnych ramach, z kołnierzykiem i pod krawatem wyglądałeś jak papierowy tygrysek.
Jak kto?
Widziałem, że Tymoteusz ledwie powstrzymywał śmiech, a ta baba zaczęła się oddalać, dziwnie wyginać palce, by móc przez nie patrzeć i coś głosić o mnie jako potencjalnym modelu do jej nowej pracy.
Byłby pan idealnym greckim bogiem.
Którym konkretnie?
Dionizosem.
Dlaczego akurat nim? – zdziwiłem się.
Bo strasznie się pan chwieje, a zakładam, że bóg wina nie wychylał za kołnierz.
Poczułem się ponownie obrażany przez tę kobietę. Zacząłem zapinać guziki koszuli na chybił-trafił, czyli tak jak akurat popadło, a ona w tym czasie oddelegowała Tymka, by przygotował dla niej mocną herbatę i najlepiej zdobył jeszcze coś do zjedzenia, koniecznie słodkiego.
Pójdę do Klary – wyjaśniłem. – Może się pani rozgościć, czuć jak u siebie, zająć jakąś wolną sypialnie. – Chciałem ją wyminąć, ale zagrodziła mi drogę i dotknęła mojej klatki piersiowej po części będącej wciąż nagą.
Klara do mnie dużo pisywała. Niektóre listy dostawałam po terminie. Recepcjoniści hotelów, w których się zatrzymywałam, mi je odsyłali.
Nie rozumiałem jaki związek ma wspomniana korespondencja ze mną samym.
Wiem jaki był powód waszych zaślubin.
Nierozsądnie postąpiła pisząc o tym w liście.
Spaliłam go, ale inne pozostawiłam. Wszystkie skargi jakimi zapisała puste strony.
Domyślam się, że skarżyła się na mnie.
Na twą obojętność.
Obojętność? – nie dowierzałem.
Dawała mi do zrozumienia, między wierszami oczywiście, bo nienawykła do tego, by po męsku głosić wszystko wprost. Dobrze się zapowiadała jako dziecko, ale wygasła. Teraz została żoną, więc nie ma już co liczyć na proste słowa. Naucz się więc myśleć jak kobieta.
A jak myśli kobieta?
Czekaj moment. Dawno tego nie robiłam, ale się postaram. – Udała zamyślenie, nawet podrapała się przy tym palcem wskazującym po podbródku. – Myśląc jak kobieta, doszłam do wniosku, że jako mąż wcale nie było ci trudno ją wykorzystać. Z początku, po otrzymaniu tych wszystkich listów, sądziłam, że jeszcze tego nie zrobiłeś, bo zwyczajnie nie jest w twoim typie. Spodziewałam się nawet tego, że mogła się mocno roztyć i zbrzydnąć. Jednak teraz, gdy ją ujrzałam i poznałam też pana, zobaczyłam jak na nią patrzysz, to doszłam do wniosku, iż to że jeszcze jej nie wykorzystałeś oznacza jedynie, że nie taki zły z ciebie człowiek, Arturze Grandi. – Ponownie przyłożyła dłoń do mojej klatki piersiowej, delikatnie mnie po niej poklepała, sugerując przy tym, że moje serce jeszcze bije i pokazując mi w jakim tempie. – A teraz już możesz do niej iść. Za długie obcowanie z tobą nie wpływa na mnie pozytywnie. Łapię samą siebie na tym, że zaczynam cię lubić. Nie powinnam cię lubić, w końcu jesteś mężczyzną.
Uśmiechnąłem się do niej. Zrobiłem to szczerze, bo ten uśmiech wypłynął samoistnie. Był lekko niedowierzający, taki zagubiony, ale jednak serdeczny.
Dlaczego jeszcze stoisz? Nie chcesz odzyskać tego co utracone?
A co takiego utraciłem? – zapytałem, ale zacząłem iść na górę. Zatrzymałem się jednak, by na nią spojrzeć i w ten sposób zasugerowałem, że oczekuję odpowiedzi.
Rodzinę. Matka, brat, macocha, Filip, ojciec, dziadek. Za dużo krzyży, nie uważasz? – odpowiedziała, spuszczając głowę. Przybrała smutny wyraz twarzy. – Nie chciałabym niczego niegrzecznego sugerować, ale chyba w końcu czas na kołyskę. Krzyży już było za wiele.
Nie czułem się zbyt mądry, gdy słuchałem tej kobiety. Nawet jej wtedy nie uważałem za szczególnie bystrą. Szczerze to miałem ją za totalną wariatkę, ale jej plan się powiódł. Przybyła do miasteczka, którego nienawidziła, bo powiewało jej z każdego kąta nudą i przykrymi wspomnieniami, tylko po to, by uszczęśliwić moją żonę. Po to bym ja dał radę uczynić Klarę szczęśliwszą.
Dzięki Matyldzie i ja się zaśmiałem. Zaśmiałem się pierwszy raz tak bardzo szczerze. Miało to miejsce po kilku godzinach strachu, po łzach lęku. Ciągle pamiętam ten moment. Chwilę, w której dwuskrzydłowe, brązowe drzwi zaczęły się otwierać i nim otworzyły się na dobre, to do moich uszów już dotarł komunikat:
Ma pan syna. Moje gratulacje, panie hrabio.

6 komentarzy:

  1. Hejka chciałam tylko powiedzieć ,że jestem i nadal śledzę to opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Matyldę, serio. Kobieta która nie da sobie wejść na głowe ani się omotać. Nie boi się opieprzyć Artura ani mu przytknąć. Jak dla mnie, mogłaby w ich życiu zostać na dłużej, bo naprawdę ją polubiłam. Co do Klary, wątpię, że teraz Artura przyjmie z uśmiechem na twarzy, myślę, że teraz w ogóle nie będzie chciała mieć z nim nic wspólnego i to, co się między nimi ociepliło, teraz znowu będzie zimne i puste. Przynajmniej przez jakiś czas. Zobaczymy, może się mylę, może Klara jest inna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matylda jest specyficzna i wbrew pozorom bardzo trudno mi się ją pisało. Matylda jest jednak postacią, która pojawia się i znika, więc na dłużej nie zagości, ale ma w opowiadaniu swój znaczny udział.
      Co do Klary się mylisz. Ona jest typową kobietą, która nie ma nikogo więcej poza Arturem. To trochę tak jak dziecko katowane przez rodzica, to i tak biegnie tulić się do tego rodzica, bo nie ma nikogo innego obok, nie ma innej opcji. Klary opcją teraz też jest tylko Artur, ewentualnie Tymoteusz.

      Usuń
  3. Ciotka Matylda jest bardzo ciekawą postacią, także mam nadzieję, że będzie się częściej pojawiała niż znikała :)
    Lubię Tymka (chyba nawet bardziej niż Mateusza), gdyż mimo że kocha Klarę jest obiektywny i odważny oraz potrafi powiedzieć wprost Arturowi, kiedy coś mu nie pasuje. Bawi mnie natomiast to, że raz mówi mu na per "pan", a raz po imieniu :)

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, raz mówi na "pan" a raz po "imieniu", ale to wszystko się jeszcze wyjaśni. Będzie zresztą też moment, gdy Tymek wyjdzie mocno na prowadzenie i będzie go w opowiadaniu bardzo dużo.

      Usuń