Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 5 kwietnia 2017

#25

Siedemnasty wpis Klary
Potajemne schadzki

Artur mnie oszukiwał. Kłamał nieustannie i wiedziałam o tym jeszcze zanim te wszystkie zakłamane prawdy wyszły na jaw, na długo przed przeczytaniem jego wpisów do pamiętnika. Wyszłam za mężczyznę, który gdy się nie pomylił, to prawdy nie powiedział i miałam tego świadomość już w chwili, gdy stałam przed ołtarzem w białej sukni i długim welonie.
Popełniłam błąd. Mogłam się doszukiwać prawdy, dopytywać o nią, ale ja wolałam, jak każda pierwsza lepsza naiwniaczka, zamykać oczy. Jako romantyczka wierzyłam, że bez miłości nie ma życia. Dziś uważam, że tlen jest ważniejszy, a Artur mi go odbierał. Nocami i nad ranem brakowało mi przy nim tchu. Spazmatycznie łapałam powietrze. Walczyłam o każdy oddech. To było piękne, ale i krzywdzące, bo nie było między nami szczerości, nawet odnośnie naszych uczuć.
Jednak mogłeś pójść z baronową na ten obiad. Mateusz przybędzie dopiero jutro – powiedziałam, otulając się szczelniej kołderką, tak by czasami nie wyskoczyła spod niej żadna z moich piersi.
Gdy się kochaliśmy było inaczej, wtedy zapominałam o wstydzie, a większość skrępowania gdzieś ulatywała. Natomiast kiedy leżeliśmy w łóżku, nadzy, ociekający potem od chwil zapomnienia, to ręce mi się trzęsły, a policzki spowijały się szkarłatem.
Wolę być z tobą – odszeptał, odgarniając moje włosy z czoła.
Byłam tak mocno wilgotna na całym ciele, że kosmyki kleiły się do mojej twarzy.
Po co? Przecież mnie nie kochasz.
Ty mnie także nie, a ja się jakoś nie skarżę. – Uśmiechnął się i wtedy, gdy wstawał z łóżka, pierwszy raz dotknął mojej łydki.
Potem to stało się rytuałem i zazwyczaj taki jego dotyk wybudzał mnie ze snów. Z koszmarów przenosił do mej prywatnej, realnej bajki, a czasami z pięknego wyobrażenia zanosił mnie wprost do koszmarnego życia.
Miotaliśmy się w tej pajęczynie uczuć, utkanej z kłamstw mego męża i moich złudnych nadziei. Było nam w tym dobrze. Nauczyliśmy się z sobą żyć.
Artur nie był wcale takim złym mężem. Nie ograniczał mnie w jakiś znaczny sposób. Miałem swobodę wyboru, możliwość decydowania. To przez moje zarządzenie spacerowaliśmy co niedziele do pobliskiego, drewnianego kościółka, a potem szliśmy na jakąś słodycz. Zazwyczaj był to nieprzyzwoicie duży deser, powstały na puszystym biszkopcie i z górą bitej śmietany. Ciągle mam we wspomnieniach ten smak na końcu języka, a przed oczami moment, gdy umorusał mi nim nos i naokoło ust. Zrobił to tylko po to, by potem mnie wybawić z opresji, powstałej w wyniku braku chusteczki i scałować słodkość wprost z mojego ciała. Był hrabią, ale był przy tym też taki... niedorosły. Szalenie dziecinny, choć momentami sztywny i dostojny.
Artur mało się złościł, choć można by odnieść wrażenie, że jego złośliwościom nie było końca. Lubił się odgryzać, a słowa, jakie do mnie kierował, miewały drugie dno, czasami tylko po to, by świadomie wbić mi szpilę między żebra. Nie był jednak typem złośnika i rzadko kiedy wychodził z niego prawdziwy despota. Pomimo tego, że na początku małżeństwa podniósł na mnie rękę, to w naszym związku nie było tyrani. Mój mąż prawie nie krzyczał, był raczej pogodny, żartobliwy, przy tym też niezwykle humorzasty, ale było mi z nim dobrze. Przez ten okres rozpoczynający się od naszego pierwszego razu, byłam naprawdę szczęśliwa będąc żoną Artura Grandi.
Trwało to jednak krótką chwilę, do sylwestrowej nocy, a pierwsza przerwana nić nadeszła jeszcze świątecznego poranka, po wigilii.
Akurat zatrzymaliśmy się u mej matki na święta, bo choć poślubiłam mężczyznę, którego nie kochałam po to, by dokonać zemsty na rodzicielce, to w rzeczywistości nie potrafiłam tego uczynić. Była moją matką, kochałam ją, a z biegiem czasu zaczęłam rozumieć motywy jej działania. Może nie do końca się z nimi zgadzałam, ale umiałam dostrzec te dobre strony, które ona widziała. Choć ona widziała tylko dobre, a ja przed oczami miałam również wizję negatywów.
Tamtego dnia siedziałam przy wspólnym stole z nią, ojczymem, Mateuszem i jego rodzicami. Artura nie było z nami. Wtedy już nazbyt często nie było go przy mnie. Wychodził wieczorami. Czasami silił się na przyzwoitość i opuszczał nasze łoże lub moje pojedyncze, panieńskie łóżko, gdy myślał, że ja śpię. Robił to ukradkiem. Ubierał się wtedy elegancko, tak jak zazwyczaj się nosił. Brał odliczoną sumę pieniędzy i szedł grać. Przegrywał w karty nasze wspólne życie, a przynajmniej ja tak sądziłam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że on tak naprawdę nie pragnie niczego innego, jak tylko je uratować, w pewien sposób wygrać. Nie mogłam posiadać takiej wiedzy, gdy wciąż był ze mną nieszczery, a na prawdę z jego strony złudnie było mieć nadzieję.
Przez prawie rok trwania przy Arturze Grandi nie dowiedziałam się o nim zupełnie niczego. Nie mówił o matce, nie chciał wspominać ojca, o Marcela nawet nie pytałam. Hrabia na każde moje zapytanie, głosił dokładnie tę samą odpowiedź:
Nie chcę wracać do tego co było, Klaro. Moje życie zaczęło się dopiero teraz, trwa od niedawna. Ty jesteś moim życiem.
To było piękne wyznanie. Nie sądziłam, że kiedyś takowe popłynie z jego ust. Akceptowałam więc jego wybryki, czerpiąc ze wspólnego życia, to co było w nim najlepsze. Nie chciałam widzieć zła, które nas otaczało ani tym bardziej dostrzegać tego, które gniło w moim mężu. Przymykałam oczy na powroty nad ranem, na zasypianie w upojonym stanie, ale upokorzenia przy najbliższych nie umiałam znieść.
Tamtego świątecznego poranka wrócił jak gdyby nigdy nic. Wypatrzyłam go już z okna. Pogwizdywał. Płaszcz miał rozpięty, a koszulę niechlujnie wymiętą.
Chyba słyszałem wóz – powiedział Mateusz, nakładając sobie wędliny na talerz. – To nie był czasami twój mąż? – dopytywał złośliwie.
Zajmij się sobą, a nie nim. Może też powinieneś się w końcu ożenić.
Gdy patrzę na ciebie, to szczerze wątpię. Nie jesteś uosobieniem szczęścia i radości wszelakiej, moja ty hrabino.
Przewróciłam oczami, wzdychając ciężko, a matka zaczęła głosić byśmy się uspokoili i chociaż w święta nie wymieniali złośliwości. Przystaliśmy na to. Dzieliliśmy jeden dom i wspólny salon. Co prawda ja nie bywałam tam często, bo zazwyczaj byłam w pałacu, ale jednak pragnęłam przebywać tam, gdzie były najlepsze z moich wspomnień.
Mateusz miał rację, że wozem przyjechał Artur. Ja też to wiedziałam. Nawet gdybym nie wypatrzyła go wcześniej z okna, to i tak rozpoznałabym go po krokach.
Długo ci zeszło odwiedzanie starych znajomych – odezwał się mój ojczym. Miał srogą minę. Właściwie, to był człowiekiem, który rzadko się uśmiechał, niewiele mówił, zwykle zdawał się być na wszystko obojętny.
Były święta. Chciałem i z nimi dzielić ten czas – wyjaśnił grzecznie.
Umiał pięknie mówić, mydlić tym oczy.
Twoi kumple od butelki i talii kart są ważniejsi od żony? – zapytałam, nawet na niego nie patrząc.
Dobrze, że się odzywasz. Mam dla ciebie prezent, a omal całkiem bym o nim zapomniał. – Stanął przede mną jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnięty, taki pomięty, niewyspany, jeszcze odrobinę pijany. Wyjął perły z wewnętrznej kieszeni płaszcza zimowego. Cały ich sznur. Zaszedł mnie od tyłu i zaczął mi je zakładać, czyniąc to w taki sposób, by Mateuszowi pokazać, że to jego własnością jestem. – Pięknie ci w nich – powiedział z radością, całując moje czoło. – A teraz państwo wybaczą, ale muszę się przespać. – Ruszył nie w tym kierunku, będąc przyzwyczajonym do pałacu i tamtejszego rozstawienia pomieszczeń.
W drugą stronę – zwróciłam mu uwagę.
Dobrze, że mnie upominasz. Nie chciałbym trafić do sypialni teściowej – zakpił i puścił przy tym oczko do mej matki.
Długo zamierzasz to znosić? – zapytała załamana, gdy Artur już zniknął w czarnej otchłani nieoświetlonego żadnym oknem korytarza. – Nie zrozum mnie źle, jestem wdzięczna, że nie wyrzuciliście mnie z domu...
Niepotrzebnie. Ja panią zabezpieczyłem, wykupując połowę zadłużenia – przypomniał się Mateusz.
Nieważne są teraz pieniądze. Mnie chodzi o życie mojego jedynego dziecka – zbulwersowała się. – Jak mogłaś za niego wyjść? Przecież wiedziałaś jaki jest!
Na początku sama tego chciałaś – przypomniałam.
Dosyć szybko przejrzałam na oczy – odparła w taki sposób, jakby chciała mi zasugerować, że w przeciwieństwie do niej ja oślepłam.
Nie jest taki zły. Ma tylko cięższy okres.
Ma cięższy okres? – nie dowierzał Mateusz. – On wcale ciebie nie szanuje, ale rozumiem, że nawet nie możesz od niego tego oczekiwać. W końcu się mu sprzedałaś, jak jakaś dziwka.
Zabolało. Słowa mojego niegdyś przyjaciela i przez krótki czas, także narzeczonego przypomniały mi o wszystkim, o powodzie do zamążpójścia, o tym, że na interesowności zbudowaliśmy z Arturem coś na wzór miłości.
Wstałam od stołu pod wpływem emocji, ale nie po to, by z płaczem wybiec z salonu, a po to, by spoliczkować bruneta, a następnie dostojnie opuścić tę rzeszę wzajemnie poklaskującego sobie, niewielkiego tłumu. W tamtym okresie już nie lałam łez i nie uciekałam z podkulonym ogonem czy głową błąkającą się w chmurach. Stałam się realistką, a małżeństwo z Arturem uczyniło mnie silniejszą osobą, doroślejszą.
Klaro, zaczekaj! – krzyknął za mną błękitnooki. – Przepraszam! Nie chciałem tego powiedzieć! – dopowiedział podniesionym tonem, kiedy dogonił mnie na korytarzu nieopodal skrzydła, w którym mieściła się moja i Artura sypialnia, ta z pojedynczym, panieńskim łóżkiem.
Przyjrzałam się uważniej brunetowi, by doszukać się w nim fałszu. Mateusz był elegancki, ale w zupełnie różny sposób niż mój mąż. Elegancja Mateusza nie odznaczała się strojem, a sztywną postawą, gdy stawiał kroki. Był taki dostojny, zwykle ubrany w jasny garnitur. Włosy miał wzorowo zaczesane do tyłu i żaden kosmyk nie opadał niechlujnie na czoło. Jego nie widywano pijanego w tawernach ani nie zasypiał w powozach, które zwykle mego męża przywoziły pod dom, no chyba, że zabrakło mu pieniędzy na opłacenie podróży. Wtedy, gdy już nie mógł powołać się na swoje nazwisko i hrabiowskie korzenie, to wracał piechotą.
To też moja wina, że za niego wyszłaś. Zostawiłem cię wtedy samą – wspomniał. – Przepraszam, byłem jeszcze takim dzieciakiem. To żadne wytłumaczenie. Pewnie nigdy mi tego nie wybaczysz. – Położył dłoń na moim ramieniu. Potarł je delikatnie, w taki sposób, że ledwie wyczuwałam ten dotyk. – Nie przejmuj się, rozumiem to. Zawiodłem. – Uśmiechnął się smutno, a iskierki łez zabłysnęły w jego oczach. Nie rozpłakał się, a przynajmniej ja nie mam wiedzy, by tak uczynił, bo zaraz spuścił wzrok, cały na pięcie się odwrócił i odszedł.
Dotarłam do sypialni, nieświadoma tego, że Artur nie śpi, że wszystko słyszał. Już miałam się rozkleić, ale zanim to uczyniłam, postanowiłam zdjąć kolczyki. Zasiadłam przy toaletce i pozbyłam się też pereł, które dostałam od hrabiego. Odrzuciłam je w najdalszy kąt.
Cudownie traktujesz prezenty od męża – przemówił.
Nieco mnie wystraszył, chyba nawet podskoczyłam na krześle, ale zaraz się opanowałam.
Nie chcę byś mi tak wynagradzał swoją ciągłą nieobecność. Nawet nie mam pojęcia gdzie byłeś. Nigdy nie wiem gdzie jesteś! – uniosłam się.
U Wiktorii.
W burdelu? – zdziwiłam się, ale wypowiedziałam te słowa też ze znaczną odrazą.
Artur wstał, pochylił się i zaczął obejmować mnie od tyłu. Pocałował w szyję, a potem położył brodę na moim ramieniu.
Przecież wiesz, że nie ma żadnej innej kobiety. Sypiam tylko z tobą. Jestem wierny jak pies. – Spojrzał w lustro toaletki, wprost w odbicie moich oczu.
Pasowaliśmy do siebie. Często słyszeliśmy od ludzi, że pięknie razem wyglądamy. Jednak zwykle miało to miejsce, gdy byliśmy odświętnie ubrani, na przykład podczas tych niedzielnych spacerów. A wtedy, gdy patrzyłam w lustro na rozczochranego męża i siebie z załzawionymi oczami, byłam w stanie się z nimi zgodzić. Pomimo nieprzygotowania, jego niechlujności i mojego nieumalowania, my wciąż pasowaliśmy do siebie.
A czego Mateusz chciał?
Tylko przeprosić. Powiedział coś niemiłego.
Nie lubię, gdy się przy tobie kręci. Nie lubię, gdy się tak w niego wpatrujesz, jakby był najlepszy na tej ziemi.
Nie musisz być zazdrosny. – Odgoniłam jego ręce i wstałam, by zmienić koszulkę nocną i szlafrok na jakieś bardziej przyzwoite ubranie. – Poza tym, wciąż utrzymujesz, że nie ma między nami miłości, więc gdzie tu miejsce na tę twoją zazdrość?
Jesteś moja – przypomniał, uśmiechając się tak, że pokazywał kły.
A więc to nie zazdrość, tylko samcze poczucie własności – zauważyłam smutno.
Każde moje miłe słowo, potrafisz obrócić w najczystsze zło – poskarżył się. Usiadł na łóżku. – Szkoda, że nie obracasz w dobro tego złego co mówi o mnie ten laluś i twoja matka.
Nieprawda! – uniosłam się, a nawet oburzyłam. – Zawsze cię broniłam. Tylko ty sam wytrącasz mi z rąk argumenty. Gdy coś o tobie dobrego powiem, to zaraz twoje zachowanie temu zaprzeczy. Co z ciebie za mąż, gdy znikasz na noce i robisz to nawet w święta?
Co z ciebie za żona, skoro jeszcze nie dałaś mi dziecka? – odciął się, a zaraz potem chciał przeprosić. Wstał, by to zrobić, nawet chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to.
W takim razie może wróć do tego burdelu i narób bękartów jak twój ojciec.
Nie spodziewałam się, że mogłam go tym aż tak mocno urazić. Wyszedł wtedy z pokoju. Myślałam, że opuścił też dom, ale nie. Matka powiedziała mi, że poszedł na strych. Zastałam go siedzącego w samotności i palącego papierosa. Potrząsał pudełkiem zapałek przy uchu, miał łzy w oczach. Przeprosiłam, ale na niewiele się to zdało. Wyminął mnie, mówiąc, że idzie pojeździć konno.
Abyś nie mówiła, że ciągle nie wiesz, gdzie jestem i co robię, gdy mnie nie ma – dodał. – Nie wiesz, bo nie pytasz, Klaro.
Artur wyszedł, a pudełko zapałek po nim pozostało. Zabrałam je z sobą, nie zwracając uwagi na napis jaki się na nim znajdował. Pewnie, gdyby nie Mateusz i jego przypadkowe napomnienie o potajemnych schadzkach mojego męża i baronowej, nigdy nie odważyłabym się tam pójść.

8 komentarzy:

  1. Widać, że Mateuszowi się nie podoba to, że Klara jest żoną Artura. Ciekawe czy to dlatego, że widzi jak Artur ją traktuje czy jest jakiś inny powód tego.
    Ciekawe jest też co takiego się stało w noc sylwestrową, że między Klarą a Arturem się pogorszyło. Może to miało związek z tymi schadzkami Artura z Baronową, o których Klara się dowiedziała. I czy te schadzki były spowodowane długami u zmarłego męża baronowej czy czymś innym.
    I dlaczego słowa Klary tak bardzo zabolały Artura, że nawet przeprosiny nie pomogły.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mateusz zapewne chciałby być na miejscu Artura i pragnie, by Klara była jego żoną.
      Noc sylwestrowa będzie opisana, tak więc cierpliwości. Będzie też wspomniane czemu Mateusz kupił połowę domu i jakie było jego pierwsze spotkanie po tak długim czasie z Klarą jak i z jej mężem.
      Artur był bękartem, jest bękartem, synem pokojówki i hrabiego. Klara kierując do męża takie słowa po prostu mu o tym przypomniała, a właściwie to mu to wypomniała, oskarżyła go o to, że nie jest z prawego łoża.

      Usuń
  2. Szkoda mi Artura, nie jest zły tylko zagubiony. Mam nadzieję, że w końcu wszystko się między nimi ułoży bo widać, że Arturowi zależy na Klarze, pokazuję to na swój sposób ale jednak mu zależy. I nie myliłam się co do tej 10 w ciemno :D pozdrawiam, Alison z pokatnych. :) Ps. Byłabym szczęśliwa gdyby następne opowiadanie jak wrzucisz to "Zostaw uchylone" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jednak uznałaś, że naprawdę zasłużyłam na tę dyszkę xD
      Póki co jest po lewej stronie ankieta. Wrzucę to opowiadanie jako pierwsze z kolejnych, które wybiorą czytelnicy. Możesz więc zagłosować.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Zagłosowałam ale niestety nie jest to opowiadanie, które piastuje na pierwszym miejscu :/ niestety jak trzeba to będę czekać cierpliwie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale daleko w tyle nie jest. Może gdy dodam opisy opowiadań i trailery, to jeszcze wszystko się zmieni i to "Zostaw uchylone" zacznie przodować.

      Usuń
  4. Artur jest skomplikowany, bo nie daje się poznać. Nawet w jego wpisach pojawia się tylko jakaś część informacji, o której chciałabym się dowiedzieć.
    Do poprawki:
    Gdy patrzą na ciebie
    patrzę bo mówi to Mateusz
    Klara powinna zacząć pytać, może pomogłaby mężowi albo chociaż doradziła co robić.

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klara zaczyna pytać w tym rozdziale, który właśnie szykuję do publikacji. Nie wychodzi jej to na zdrowie.

      Usuń