Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

środa, 5 kwietnia 2017

#26

Osiemnasty wpis Klary
Baronowa Vallauri

Baronowa była piękną kobietą. Masywną, ale przy tym zgrabną. Miała większy biust niż ja, mniej smukłe dłonie, szersze ramiona, ale w tym wszystkim wciąż utrzymywała talię osy. Myślę, że wielu mężczyznom mogła się podobać. Jej czarne jak heban włosy sięgały niemal do pośladków i pięknie falowały, w niektórych miejscach uroczo się podwijając, kręcąc, lokując. Baronowa miała też cięty język i to także o nim, a nie tylko o jej fizycznym pięknie, miałam się wkrótce przekonać.
Artur zazwyczaj wychodził wieczorami, prawie nocami. Nie mogłam więc udać się do tamtego miejsca za dnia, bo i tak niczego bym się nie dowiedziała, a tylko zmarnowałabym czas. Potrzebowałam skutecznie uśpić jego czujność i wymknąć się z domu przed nim, bo gdybym dotarła do tego lokalu po nim, to przecież cały plan spaliłby na panewce, bo Artur szybko, by mnie zauważył i stamtąd zabrał.
Nie miałam pomysłu jak sprawić, by mąż tej nocy pozostał w domu i jednocześnie samej się z niego wymknąć. Gdybałam nad tym naprawdę długo, ale to na nic się zdawało. Nic skutecznego nie byłam w stanie wymyślić. Na szczęście Mateusz przyszedł mi z pomocą.
Na pewno go tym nie zabiję? – upewniałam się, obracając małą fiolkę w dłoni.
Sprawisz, że zaśnie.
Obudzi się?
Z bólem głowy, ale tak.
Westchnęłam, będąc przerażona tym co sama byłam gotowa poczynić.
Dobrze. – Uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco, choć tak naprawdę to chciałam sobie dodać otuchy, więc liczyłam na to, że owy uśmiech odwzajemni i dzięki temu będzie mi raźniej.
Pozostało mi najtrudniejsze. Musiałam jakoś przemycić płyn z fiolki do napoju, który pił Artur. Szklankę jednak ciągle trzymał w dłoni i nie opuszczał jej nawet na krok. Wpatrywał się w tą whisky i okręcał dłoń jak nigdy wcześniej, zupełnie tak, jakby już się czegoś spodziewał.
Powinniśmy kupić większe łóżko, jeśli mamy zamiar częściej tu bywać – zaczęłam temat, bo ciążyła mi cisza jaka trwała między nami od momentu, gdy wypowiedziałam na głos słowo „bękart”.
Nie mamy takiego zamiaru – odparł nieuprzejmie.
Dlaczego? – wyszeptałam, siląc się na miły ton. – Większe łóżko to większy komfort. – Wstałam z pufy, która zwykle znajdowała się przed toaletką i podeszłam do męża. Wplotłam palce w jego gęste włosy. – Pomyśl, jakbyśmy się wtedy nie wysypiali. – Uśmiechnęłam się łobuzersko, przytrzymałam jego kolan i padłam na własne. Dłonie wsuwałam pod wyjętą ze spodni, białą koszulę, którą mój mąż miał na sobie tego dnia.
Złożyłam pocałunek tuż nad jego pępkiem, a jednocześnie chwyciłam za szklankę. Powiedziałam, by ją oddał. Chciałam odłożyć na blat szafeczki nocnej, ale mnie przed tym powstrzymał. Wyrwał szklankę z mojej dłoni i wstał jak oparzony, uciekając ode mnie na środek pokoju.
Przestań – warknął. – Nie mam ochoty się kochać. – Zaczesał włosy do tyłu i wydawał się być przy tym taki spanikowany.
Nie wiedziałam co się dzieje. Zupełnie nie rozumiałam jego reakcji. To był pierwszy raz, gdy odmówił wzajemnej cielesności.
Przepraszam za tego bękarta – wypowiedziałam, wciąż klękając na podłodze. Sądziłam, że może wciąż być o to zły i to stąd wynika jego niechęć do mnie.
Nic nie szkodzi. Nie powiedziałaś niczego co byłoby kłamstwem.
Mimo wszystko, nie powinnam, bo to nie twoja wina, że...
Skończ ten temat. – Opróżnił zawartość szklanki do dna i odstawił ją na komodę.
Wtedy poczułam się przegrana, bo już nie miałam do czego dolewać mu środka nasennego.
Idę się wykąpać – zapowiedział i wyjął z szuflady świeżą koszulę.
Nie uszło mojej uwadze, że koszula nie należała do takich w jakich zwykle sypiał. Zrozumiałam, że zamierza się odświeżyć i wyjść. Nie mogłam na to pozwolić, nie gdy miałam plan i Mateusza do pomocy, będącego po mojej stronie.
Wtedy nie zastanawiałam się wcale nad tym, dlaczego brunet chciał mi pomóc. Myślałam, że robi to z czystości serca, chęci odkupienia win. On sam jednak temu przeczył. Mówił, że chce bym przejrzała na oczy, nie żyła w kłamstwie, bym w końcu ujrzała za kogo zgodziłam się wyjść.
Ruszyłam za Arturem do łazienki. Obserwowałam jak balię napełniał zimną wodą, która nagromadzona była w wiaderkach, przygotowana właśnie na takie okazje.
Tu nie masz takich wygód jak w pałacu – odezwałam się, by dać mu znać o swojej obecności. – Zawołać kogoś, by podgrzał...
Preferuję zimne kąpiele, Klaro.
Cudownie – stwierdziłam.
Artur zupełnie nie rozumiał o co mi chodzi. Jego mina na to wskazywała. Wpatrywał się we mnie i nawet zapomniał o dalszym rozpinaniu koszuli. Ja za to rozpięłam guzik, jaki znajdował się z tyłu mej sukni i spuściłam ramiączka po ramionach, aż suknia całkiem opadła na podłogę.
Nigdy nie miałam okazji wykąpać się w zimnej wodzie – wyjaśniłam, zsuwając z siebie także halkę.
Jego wzrok przeniósł się z mojej twarzy na piersi. Pod tym względem Artur nie różnił się od większości mężczyzn o jakich opowiadały Wiktoria i Charlotta. Mówiły, że jeśli mężczyzna ucieka od swojej kobiety, to znaczy, że nawet jeśli nie ma ochoty, to jednocześnie brakuje mu też silnej woli, by się jej oprzeć, gdy znajdują się zbyt blisko siebie. Idąc za ich słowami, traktując je jak mantrę powtarzaną w mej głowie, zmniejszałam dystans między mną a moim mężem.
To nie jest dobry pomysł. Przeziębisz się.
Rozgrzejesz mnie. – Uniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się tak, by zrozumiał aluzję. – W końcu to potrafisz. To jedna z niewielu rzeczy jakie robisz naprawdę dobrze.
Przeciągniesz strunę – ostrzegł i nawet podniósł dłoń. Zapewne szykował się do tego, by pogrozić mi palcem, ale nie pozwoliłam mu na to.
Pchnęłam. Naparłam na męski tors dłonią i po prostu pchnęłam.
Hrabia stracił równowagę i wpadł do balii pełnej lodowatej wody. Jak bardzo była lodowata, już wkrótce miałam się przekonać.
Wstał i szczękając zębami, wziął mnie w ramiona. Uwielbiałam, gdy pieścił szyję. Przechodziły mnie wtedy dreszcze i było to czymś nieprzyjemnym, ale przyjemnym, taka niespójność. Ja wiem, że jedno przeczy drugiemu, ale jak już wspominałam wcześniej, ja nigdy nie byłam tak sprzeczna, tak złamana i poskładana w całość jak przy hrabim Grandi.
Namaczał żółtą gąbkę w zimnej wodzie i przykładał ją do mojego nagiego ciała, jednocześnie je całując. Tam gdzie ślad znaczyły jego usta było mi gorąco, a w miejscach, w których spływały krople, odczuwałam zlodowacenie. To było piękne doznanie. Jego język na moim brzuchu i woda ściekająca po plecach, wnikająca między pośladki.
Artur był jak ślepy malarz, który nim namaluje portret, musi dotknąć ciała, każdego jednego fragmentu.
Te dni ci się skończyły?
Teraz o to pytasz? – zdziwiłam się.
Wczoraj mówiłaś...
Ty też coś wspominałeś o marynarzu i Morzu Czerwonym – przerwałam.
Dobrze, a więc popłyńmy tym statkiem – zażartował, puszczając do mnie oczko.
Kiedyś jego humor mnie peszył, zawstydzał, zwłaszcza, gdy dotyczył czegoś tak niegrzecznego. Z czasem jednak się przyzwyczaiłam i potrafiłam bywać przy nim równie bezpośrednia co on.
Dłonie Artura zaciskały się na moich pośladkach. On sam, przytuleniem, zmuszał mnie do tego, bym znajdowała się coraz bliżej niego. Potem zmienił położenie. Znalazł się z tyłu, klatką przywierał do pleców, a dłońmi zakrywał moje piersi. Czułam jak sutki sztywnieją pod wpływem jego dotyku, jak stają się bardziej wyczulone, sterczące.
W końcu znaleźliśmy się w balii. Woda tam była naprawdę lodowata, ale przeszkadzało nam to tylko na początku. Potem się przyzwyczailiśmy.
Kiedy rozpinał pasek i zsuwał spodnie, w których władował się do kąpieli, obserwowałam jego przystojną twarz. Mokra wydawała się być bardziej... bardziej męska. Nie mogłam się powstrzymać i przyłożyłam dłoń do policzka pokrytego zarostem. Wyczułam to znajome drapanie. Odgarnęłam niesforny kosmyk z czoła. Musnęłam w podbródek. Wdarłam się językiem między usta.
Zrobię ci drinka – powiedziałam po wszystkim, ubierając jego koszulę. – I przyniosę coś do ubrania – dodałam.
Idź tak, by cię Mateusz nie widział. – Delikatnie klepnął w jeden mój pośladek, a potem powrócił do wycierania mokrej głowy w granatowy ręcznik, który niegdyś był mojego ojca.
Koszula ledwie zakrywała moją pupę, ale przedostałam się do naszej sypialni, a właściwie to do mojej sypialni, niezauważona. Tam pierwsze co zrobiłam, to chwyciłam za zdobioną karafkę do połowy pełną whisky i napełniłam pustą szklankę. Z torebeczki wyciągnęłam fiolkę, otworzyłam ją i przechyliłam. Zamieszałam palcem. Ubrałam się szybko i zaniosłam Arturowi drinka do łazienki. Oczywiście wzięłam też ubrania.
Od razu poczynił łyka, mówiąc, że tego właśnie było mu trzeba. Nawet podziękował. Domyśliłam się, że chodziło mu o to, że alkohol rozgrzewa. Złudnie, bo złudnie, ale jednak.
Chcesz? – zapytał. Wcisnął szklankę w moją dłoń i zaczął się ubierać.
Musiałam zrobić dziwną minę, bo nagle zaprzestał wykonywania czynności. Zatrzymał się na jednej nogawce i bacznie mnie obserwował. Oczywiście mogłam powiedzieć, że nie lubię whisky, ale obawiałam się, że mógłby wtedy zacząć coś podejrzewać, więc objęłam krawędź ustami i wzięłam spory łyk, ale nie przełknęłam, jedynie przelałam płyn do ust. Artur nieco się uspokoił, powrócił do ubierania, a ja wyplułam ciecz z powrotem do szklanki. Odłożyłam na komodę, mocno wstrząsając, tak by po drodze trochę ulać, by czasami się nie zorientował, że naprawdę się nie napiłam. Powiedziałam coś przy tym, by też zamaskować dźwięk rozlania, a zalana po naszej wcześniejszej kąpieli łazienka, w tamtej chwili była moim błogosławieństwem.
Obserwowałam jak Artur opróżnia szklankę, idąc do naszej sypialni. Potem siada na łóżku, aż wreszcie się na nim kładzie. Wsłuchiwałam się w jego bełkotanie z niemałą obawą. Naszła mnie myśl, że mogłam mu tym zaszkodzić, ale kiedy usnął, to sprawdziłam i wciąż oddychał, więc poczułam się uspokojona. By choć trochę zaleczyć moje rozbujane sumienie, zdecydowałam się na przykrycie męża kocem, oby nie zmarzł. Następnie zrobiłam to co nakazał mi Mateusz, czyli przeszperałam kieszenie kamizelek, marynarek, a nawet płaszcza. To właśnie w jednej z marynarek znalazłam telegram od baronowej. Pisała w nim, że muszą się pilnie spotkać, że jest jej winny wyjaśnienia. Podana była godzina spotkania. Domyśliłam się, że chodziło o obecny dzień, a miejsce wyczytałam z pudełka zapałek.
Ruszyłam w towarzystwie Mateusza na spotkanie z tą kobietą. Jeszcze się wtedy nie domyślając, że po rozmowie z nią, to nie jej, a mnie Artur Grandi będzie winny skrupulatne wyjaśnienia. Po wysłuchaniu wdowy po Vallaurim, jednak nie łudziłam się już, że jakiekolwiek tłumaczenia go wybielą. To co powiedziała mi ta kobieta, przeszło moje najgorsze wyobrażenia. Nagle, kiedy ja już zaczynałam mężowi ufać i wierzyłam w jego dobro, ona zburzyła tę budowlę i pokazała mi, że pierwsze wrażenie zawsze jest prawdziwe, a w pierwszym, tym przed laty, przecież nie spodziewałam się po Arturze niczego dobrego.
Wracałam do domu kolaską, ale nie słyszałam jak koła toczą się po kamiennej drodze. Na Mateusza, który siedział przy mnie, wcale już nie zwracałam uwagi. W moich uszach nawet nie było dzięków lokalu rozrywkowego, w którym Artur zwykle spotykał się z przyjaciółmi. Zajęta byłam wspominaniem. A konkretnie to jednym wspomnieniem. Tą rozmową z Wiolettą Vallauri.
Myślałam, że spotyka się tu z tobą – rzekłam do niej, siadając na drewnianym krześle przy najbardziej oddalonym od sceny stoliku.
Jakaś aktorka, równa ladacznicy, chadzała w krótkich spodniach i kolanówkach zakończonych delikatną, przyciągającą wzrok, czarną koronką. Śpiewała o najważniejszym mężczyźnie w jej życiu, czyniąc to w taki sposób, jakby mówiła o każdym panu zgromadzonym na maleńkiej sali. Jakby śpiewała do każdego z osobna.
Nie bywam w takich miejscach. Wyrosłam z tym podobnych rozrywek. Jestem tu drugi raz – odpowiedziała grzecznie. – Raz przyszłam tu z Arturem. Podwoziłam go i zaproponował kieliszek szampana. Był tak przekonywający, że nie byłam w stanie zaoponować. – Zaczęła bawić się obrączką, kręcić nią na palcu serdecznym lewej dłoni. – Twój mąż ma wady, widoczne wady, ale umie coś czego niektórzy nie potrafią. Robi całkiem dobre wrażenie. – Uśmiechnęła się smutno, nieco kpiąco.
Powiedział, że wszystko mi wyjaśnisz, że on nie potrafi tego zrobić – skłamałam, chcąc pociągnąć ją za język.
Co mam ci powiedzieć? Czy z nim sypiam? O to chcesz zapytać?
Tak – przyznałam z bólem, bo nie byłam pewna czy zniosę prawdę.
Przecież ten pan wie. – Wskazała głową na Mateusza, który stał przy mym boku i trzymał dłoń zaciśniętą w pięść na oparciu mojego krzesła. – Ja i twój maż długi czas byliśmy sobie bliscy, jak przyjaciele. Zaczęło się niewinnie. Chciał spłacić dług, mieć możliwość spłat ratalnych. Wydawał się być szczery. Polował na doskonały interes, jakiś nowy hipodrom, który pozwoliłby mu raz na zawsze na pozbycie się wszystkich długów.
Długów? – zdziwiłam się.
Ona nic nie wie – przemówił Mateusz.
A więc jej powiesz. Powiesz też o tym, jak pomogłeś Arturowi mnie okraść.
Nieprawda – wyparł się. – Piłem tylko herbatę.
Zerkając w srebrną tacę, która odbijała kod do sejfu? – zapytała w sposób niezwykle uszczypliwy.
Artur mnie zaszantażował. Nie miałem wyjścia, ale teraz jestem tutaj, by się dowiedzieć co takiego było dla niego aż tak ważne, by złamać prawo.
Wtem mi coś zaświtało i postanowiłam wypowiedzieć swoje myśli na głos.
Nazwisko.
Co takiego? – zdziwił się Mateusz.
Przypomnij mi, proszę, swoje nazwisko – zwróciłam się do baronowej.
Vallauri – wypowiedziała tak miękko, niezwykle subtelnie.
Notariusz. Tak nazywał się notariusz, który odczytywał testament hrabiego Grandi.
To był mój mąż.
Zdziwiłam się, gdyż tamten mężczyzna był tak siwy, że wydawał się móc być nie tylko jej ojcem, ale też dziadkiem.
Kod do sejfu znał tylko mój szwagier. Mój mąż nie trzymał tam niczego wartościowego, więc nigdy mi nie zależało na tym, by go otworzyć. Pieniądze lokował w banku. Sejf był miejscem na sentymenty. List od Maurycego przyszedł pewnego ranka, gdy Artur był u mnie zapłacić kolejną ratę.
Za co ci płacił?
Sama tego nie wiedziałam. Wiedziałam, że miał dług u mojego męża, ale nie wiedziałam za co. Miałam jedynie weksel na pewną kwotę, ale nie było w nim podanego powodu. To była tylko kwota pożyczki. Erwin zostawił mi kilka takich weksli, to miało być moje zabezpieczenie na przyszłość. Majątek zostawił jedynej córce. My nie mieliśmy wspólnych dzieci. – Odpaliła papierosa, wciśniętego w długą lufkę.
Rozumiem.
Artur zerknął na list, więc znał datę.
Zaciągnął mnie tam w ten dzień – wtrącił Mateusz.
Ja niczego się nie spodziewałam, choć widziałam, że pan bawi się moim srebrem. Domyśliłam się dziś nad ranem.
Mój mąż wrócił dopiero na śniadanie.
Bo u mnie go nie zjadł. Wywaliłam go z domu, gdy nakryłam na przeszukiwaniu sejfu mojego męża – warknęła. Widać było, że ten gniew i zawód są w niej jeszcze żywe. – Długi czas był przyzwoity, zbliżał się do mnie, ale moja żałoba, jego małżeństwo, same przeszkody. Tej nocy nie miał oporów, zamydlił mi oczy, by wyciągnąć oryginalny testament.
Oryginalny testament? – powtórzyłam po niej, całkiem pomijając fakt, że mój mąż poszedł do łóżka z inną kobietą, choć to mnie bardzo zabolało.
A pan mu pomógł w tej kradzieży, która tylko dzięki temu, że nie zasnę bez szklanki wody przy łóżku, nie doszła do skutku. – Wskazała palcem na Mateusza.
Artur mnie zaszantażował. Wpierał mi, że jestem odpowiedzialny za wypadek Filipa. – Mój przyjaciel zabrał krzesło spod innego stolika i dostawił do naszego. – Mówił, że to udowodni – pożalił się, siadając.
Jak?
Było coś o poluzowanym kole – odpowiedział.
Filip? – wtrąciła baronowa. – Syn kobiety o nazwisku Monteho?
Skąd wiesz? – zapytałam wprost. Nie siliłam się na uprzejmości, zresztą ona od samego początku przeszła ze mną na ty i to był jej wybór. Przez to ja nie czułam się zobowiązana, by ją tytułować.
W testamencie było zaznaczone jak wysoką kwotę zadośćuczynienia ma jej wypłacić.
Zadośćuczynienia? – powtórzyłam, niczego już z tego nie rozumiejąc.
Nie pytaj mnie za co. Tego nie wiem. Ojciec Artura nie podał w testamencie powodu. Przyznał się jedynie do tego, że jest coś tej kobiecie winny. Nakazał też synowi wybrać, którąś w wypisanych z imienia i nazwiska dam, bardzo majętnych dam. – Wciągnęła gwałtownie powietrze, po czym ugasiła papierosa w popielniczce pełnej niedopałków. – Ich ojcowie za tytuł hrabiny, który Artur mógł ofiarować córce takiego zamożnego jegomościa, byli gotowi na spłatę jego zadłużeń, których, uwierz mi, jest sporo. Byli też gotowi go utrzymywać i płacić za te wszystkie wybryki. Odpowiednia pozycja dla córki za luksusowe życie bumelanta dla twojego męża. Brzmi kusząco – zadrwiła.
Artur nie spełnił warunków testamentu – zauważył Mateusz.
Wiem i od rana noszę się z zamiarem pójścia z tym do odpowiednich służb. – Splotła dłonie w koszyczek i podłożyła je pod brodę. – Twój mąż i mój mąż podrobili testament – wyznała, patrząc mi prosto w oczy.
Masz oryginał!? – krzyknął Mateusz. – Masz go przy sobie?
Oczywiście. – Wyjęła ten ważny dokument z torebki i rozłożyła. Podstawiła pod moje oczy.
Mateusz chciał do niego dosięgnąć, ale wtedy szybko go zabrała.
Nie tak prędko, kochaniutki. Rączki trzymaj przy sobie. Możesz tylko przeczytać – pouczyła go.
Przeczytał. Ja także przeczytałam. Kilkakrotnie prześledziłam tekst, jak i spis tych zamożnych dam. Mnie wśród nich nie było, co równe było z tym, że wcale nie musiałam zostawać żoną Artura Grandi.

4 komentarze:

  1. Małżeństwo Klary i Artura było z powodu kłamstwa, które wymyślił Artur. Tylko jaki był jego prawdziwy cel, żeby podrobić testament ojca i ożenić się z Klarą i czy może to miało jakiś związek z tym, że matka Klary poślubiła jego wujka.
    Artur chce udowodnić Mateuszowi, że wypadek Filipa był z jego winy. Ciekawe jak to chce zrobić i jaki miałby to być dowód.
    Jestem też ciekawa jak zareaguje Artur, gdy się dowie, że Klara poznała prawdę.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cel był i Artur sam go czytelnikom zdradzi.
      Postaram się, by jutro pojawił się kolejny rozdział, jak i ten obiecany prolog drugiej części.

      Usuń
  2. Artur to jednak człowiek zagadka.
    Ciekawa jestem czy Mateusz rzeczywiście miał coś wspólnego ze śmiercią Filipa czy może to Artur zaplanował wszystko od samego początku i zabił przyjaciela... Już sama nie wiem czego się po nim można spodziewać :/
    Nie dziwię się Klarze, że zaczęła grzebać, choć według mnie powinna najpierw porozmawiać z mężem. Gdyby uchylał się od odpowiedzi, to wtedy miałaby prawo działać za jego plecami.
    Wydaje mi się, że kiedy Artur dowie się, że Klara go celowo uwiodła, a następnie uśpiła i pojechała z Mateuszem do baronowej, to wpadnie w szał.
    Jak widzisz jestem już na bieżąco, co świadczy o tym, że bardzo mnie wciągnęłaś swoją historią :)
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam

    amandiolabadeo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, padnie podejrzenie, że Artur stoi za śmiercią Filipa. Ciekawa jednak jestem czemu nikt nie podejrzewa o nic Tymka.
      Masz też rację, że Artur wpadnie w szał.
      Pozdrawiam i oświadczam, że poprawiłam literówki i za jakie dziesięć minut pojawi się kolejny rozdział.
      Cieszę się też, że aż tak mocno cię wciągnęło. Ja niestety na chwilę muszę sobie czytanie odpuścić, bo nie mam na to zwyczajnie czasu. Gdy pozałatwiam swoje sprawy, to z pewnością wrócę do ulubionych opowiadań (jakoś po świętach albo dopiero w maju, do tego czasu chciałabym też dokończyć Klarę).

      Usuń