Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

#30

Prolog
Mogłam żyć inaczej

Ludzie nawykli do tłumaczeń. Lubimy się tłumaczyć, bo lubimy się usprawiedliwiać. Winą za nasze postępowanie obarczamy wszystkich i wszystko, to co tylko się da. Najgorsze, że sami sobie wierzymy. Sami zgadzamy się z myślami, że winne są warunki, bliscy, brak domu lub dom, w którym panowały nieodpowiednie relacje, niezdrowe stosunki. Powodem naszych błędów może być bieda, ale może stać się nimi też bogactwo. Zwykle mamy albo za mało, albo za dużo w dupach, by uważać, że to wszystko co było, jest, co będzie, to tylko wybory, zarówno nasze, jak i ludzi, którymi z własnej woli się otoczyliśmy.
Wracałam do domu o nieprzyzwoicie późnej porze. Nawet nie zamówiłam taksówki, pomimo że pieniądze nie stanowiły dla mnie żadnego problemu. Choć jakby na to spojrzeć inaczej, to doprowadziły do większości moich problemów. Poczułam się jak idiotka, gdy zrzucałam winę na banknoty i monety. Nie one stanowiły problem. Wszystkie swoje problemy zawsze ustanawiałam ja. Ja i tylko ja.
Ogrodzenie było żelazne, niczym kraty w oknach więziennych. Brama i furtka działały na kod, który można było wklepać także na bezprzewodowym pilocie. Tego dnia wyjątkowo wklepywałam go na panelu, bo samochód zostawiłam na miejskim, podziemnym parkingu.
Drogę od furtki do domu, a następnie poprzez salon do schodów i nimi do sypialni przemierzałam już tyle razy, że mogłabym trafić po ciemku. Nie musiałam jednak się trudzić, bo światło było włączone. I nie mam tu na myśli tylko lampki czy jakieś drobnej halogenówki w narożniku. Było jasno jak na jakieś hali produkcyjnej albo tak jak jest w galeriach handlowych, stacjach benzynowych.
Spojrzałam na niego. Siedział wygodnie rozłożony na szezlongu, ale coś w jego postawie kłóciło się z tą wygodą. Wydawał się być spięty. Taki zamknięty. Ręce miał splecione na piersi, a nogi skrzyżowane w kostkach.
Nie mam nastroju do tego byś robił mi wymówki – uprzedziłam szybko, nim zdążył się odezwać. Czym prędzej chciałam zniknąć, zatopić się w ciepłej wodzie, a następnie w miękkiej pościeli. Nie było mi to dane.
A może by tak najpierw dzień dobry, albo dobry wieczór, albo chociażby dobranoc – wyliczał z wyraźnym poczuciem wyższości. – Patrząc na porę, dobranoc byłoby najodpowiedniejsze – stwierdził, przyglądając się ciemnicy za oknem, którą przerywało tylko niebieskawe oświetlenie ogrodu.
Tymi słowami jeszcze nie zatrzymał mnie w miejscu, a przynajmniej nie na dłuższą chwilę. To były sekundy, albo nawet ułamki jednej z nich. Miałam mu tylko coś na to odpowiedzieć i pójść spać. Taki był mój plan, ale co to plan? W konfrontacji z rzeczywistością plany z reguły wypadały albo blado, albo robione były na szaro.
Nie mam siły, Darku. Nie dziś – stwierdziłam, przyjmując podobną postawę do tej jego. Ledwie splotłam ręce pod piersiami, a już je rozplątałam. Szłam obraną wcześniej drogą, w stronę schodów.
Myślisz, że ja mam?! – uniósł się, ale to jeszcze nie był krzyk.
Jedną stopą dotykałam już pierwszego stopnia.
Zanim pójdziesz spać, coś mi wyjaśnisz – oznajmił twardo, w taki sposób jakby nie miał zamiaru przyjąć odmowy.
Za plecami słyszałam kroki i szuranie wskazujące na to, że po coś sięgnął. Odwróciłam się z czystej ciekawości. W dłoniach miał szarą kopertę. Wykonał gest jakby chciał mi ją podać, ale nie podszedł. Czekał aż to ja zawrócę, aż to ja podejdę, aż sama sięgnę po to co mi daje. Zawsze taki był. Czemu akurat tego dnia liczyłam na coś innego? Na coś więcej?
Podeszłam, ale nie ukrywałam przed nim irytacji. Nerwowym ruchem chwyciłam za kopertę, otworzyłam ją i wyjęłam z niej zdjęcia. Wszystkie, co do jednego, wykonane były z ukrycia.
Nie jesteś za stary na takie zabawy? – zapytałam, drwiąco się uśmiechnęłam i odłożyłam zarówno kopertę, jak i zdjęcia na szklaną, niską ławę.
Nie bądź bezczelna.
A ty śmieszny. Właśnie pokazałeś jak ufasz żonie.
Udowodniłaś, że niewarta jesteś zaufania.
Niczego nie udowadniałam. Nie miałam okazji. Postawiłeś mnie przed faktem dokonanym, jak zwykle zresztą. – Spojrzałam z odrazą na rzekome dowody i znowu zadrwiłam uśmiechem.
Rozumiem, że konfrontacja ze mną nie jest ci teraz na rękę, ale skoro miałaś odwagę na to, to winna mi jesteś wyjaśnienia – trwał przy swoim, z dłońmi wciśniętymi do kieszeni. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet się nie kładł, że ubrany był biznesowo.
Jak poszło spotkanie? Podpisałeś kontrakt? – zapytałam, naumyślnie zmieniając temat.
Kąciki ust uniósł ku górze, nie umiał powstrzymać śmiechu, ale nie było w tym ani szczypty radości.
Masz mnie za idiotę? – zapytał.
Nie. Oczekujesz rozmowy, więc rozmawiajmy.
O twojej zdradzie, nie mojej pracy – sprostował szybko.
Skoro tak myślisz, trudno. Nie będę się z tego tłumaczyć. Jak już mówiłam, jestem zmęczona, nie mam siły. Idę spać, Darku.
Chciałam go wyminąć, ale zagrodził mi drogę.
Nie skończyliśmy.
Przewróciłam oczami.
Jeśli nie dasz mi się położyć w domu, to pojadę do hotelu – zagroziłam i nie czekałam na jego reakcję. Od razu zawróciłam do drzwi wyjściowych.
Zaczekaj, gówniaro!
Poczułam ból, gdy szarpnął mnie za ramię. Wystraszona, pisnęłam i o mały włos, a połamałabym sobie nogi. Szpilki nie były dobrym kompanem podczas szarpaniny. Złapał jednak za oba ramiona i trzymał na tyle mocno, że tym powstrzymał mój upadek. Potrząsnął.
Albo się wymieniłaś z jakąś idiotką na rozum, albo amfetamina ci go wypaliła do cna! – Potrząsnął jeszcze mocniej.
Próbowałam się przed tym bronić, ale szansę miałam marne, bo na moje krzyki nie reagował, a by go odepchnąć nie miałam wystarczającej siły. Mogłam się tylko zapierać pięściami o jego tors, albo powoływać na to, że sprawia mi ból i liczyć na jego galanterię.
Siadaj na dupie! – Cofnął się, ciągnąc mnie przy tym za sobą. Podniósł niewysoko, a potem rzucił na kanapę. W oczach jednak nie miał furii, miał w nich pustkę.
Zostaw mnie! – krzyknęłam. Głos mi drżał i miałam ochotę płakać, choć wcześniej uważałam się za silną i zdawało mi się, że nic mnie już do łez w tym życiu nie zmusi. – Nie masz prawa mnie tak traktować! – zawołałam, ale brzmiało to nad wyraz żałośnie. Zduszone było powstrzymywanym szlochem.
O prawie to będziesz mogła mówić do bólu, ale dopiero gdy skończysz jakiekolwiek studia z nim związane. Wtedy sobie zasiądziesz w sędziowskiej todze i będziesz sądowała wyroki. Póki co za płytka jesteś, by mieć prawo głosu. – Zabrał moją torebkę, dosłownie zdzierając ją z mojego ramienia.
W milczeniu obserwowałam jak wysypywał zawartość na skórzany szezlong. Tampony wypadły z opakowania i posypały się po ciemnym gresie. Tonik do twarzy potoczył się pod same schody.
Sądziłam, że szuka albo wcześniej wspomnianej amfetaminy, albo komórki. Nie sięgnął jednak do telefonu, a do kluczyków, zarówno tych od domu jak i samochodu. Zamknął je w dłoni i ruszył na mnie. Wtedy dopiero furia zawitała do jego oczu.
Cofnęłam się, skuliłam, próbując przy tym osłonić. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Ograniczył się do zatrzymania na kilka centymetrów ode mnie.
Nie wyjdziesz z tego domu – oznajmił przez zaciśnięte zęby. – Przekroczyłaś próg mojej tolerancji. – Pokazał na mnie palcem.
Przyuważyłam, że dłoń mu drżała. Wyglądał tak, jakby ledwie się powstrzymywał przed uduszeniem mnie gołymi rękoma.
A teraz, do spania – warknął. – No już! – pogonił, gdy zwlekałam.
Jego polecenie wydawało mi się być całkiem niedorzeczne, zupełnie tak jakby było skierowane nie do mnie, a do pięciolatki, ale nie dyskutowałam. Nie odważyłam się.
Szybko wstałam z kanapy i ruszyłam w kierunku schodów. Zrobiłam to dosłownie biegiem. Nawet nie sądziłam, że dam radę pokonać taki dystans, w takim tempie, na tak wysokich szpilkach. Okazało się jednak, że człowiek zdolny jest do wszystkiego i że potrafi dokonać niemal wszystkiego, pod warunkiem, że musi, że coś go pcha do przodu lub ktoś zmusza do działania.
W ten oto sposób znowu zaczęłam się tłumaczyć przed samą sobą. Już nie tylko winy za błędy zrzucałam na wszystko inne poza mną, teraz nawet dokonania przerzucałam na cudze barki.
Ściągnęłam buty i rzuciłam każdym z nich o ścianę. Potrzebowałam się wyładować, wyżyć i choć to była tylko namiastka do spełnienia tej potrzeby, to na chwilę obecną musiała wystarczyć. Nie miałam już siły na kąpiel. W ubraniach rzuciłam się na łóżko, skuliłam i zapłakałam, choć wcześniej sądziłam, że nic nie będzie w stanie wycisnąć ze mnie w tym życiu już ani jednej kropli. Myliłam się.
Miałaś spać, a nie histeryzować – usłyszałam najpierw, a potem dotarł do mnie odgłos zamykanych drzwi i zdejmowanych ubrań. Jego, nie moich.
Miał rację, powinnam spać. Sen miał szansę przynieść mi ulgę. Chwilową, złudną, ale jednak ulgę. Niestety, tej nocy nawiedziły mnie koszmary, z których wybudzając się nad ranem, doszłam do wniosku, że moje życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Niczemu niewinne były tu zbiegi okoliczności czy skrupulatnie ułożony, boski plan. Winna byłam ja. Tylko i wyłącznie ja.

To taka nowość, którą będę kontynuowała po zakończeniu „Na kartkach pamiętnika”, choć może, gdy mi się uda, to z dwa rozdziały wrzucę wcześniej. „Żona gangstera” jest jednak krótkim dramatem i nie będzie kolidowała z publikowaniem wybranego przez Was opowiadania (odnoszę się do tej ankiety, która dostępna jest po lewo).
Opis do tej nowej opowieści, trailer i wszystko inne, pojawi się wkrótce, na dniach, gdy tylko będę miała odrobinkę więcej czasu. Póki co pod nazwą podstrony „Żona gangstera” kryje się tylko okładka i spis treści.
Pozdrawiam i liczę na Was. Napiszcie mi co sądzicie o tym prologu. Jednocześnie pragnę Was uprzedzić, że „Żona gangstera” nie jest opowiadaniem dla nieletnich, a nawet nie dla wszystkich dorosłych się nadaje. Opowiadanie jest nafaszerowane niezdrowym erotyzmem, a przy tym jest mocno perwersyjne i momentami bardzo wulgarne.

6 komentarzy:

  1. Mi się podoba :) pozdrawiam, Alison :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przypadło do gustu :)

      Usuń
  2. Uff, jakie szczęście, że już jestem pełnoletnia, to mogę sobie czytać:)
    Coś mi mówi, że to opowiadanie mi się spodoba.
    Pewnie, że lubimy się tłumaczyć i usprawiedliwiać, jedni bardziej , inni mniej, ale nie znam osoby, która by tego nie robiła, bo dzięki temu łatwiej nam żyć. Ale wydaje mi się, że w życiu większości ludzi przychodzi taki moment, kiedy dochodzimy do etapu prawdy i samokrytyki, takie spojrzenie sobie samemu w oczy i najgorzej gdy w tym odbiciu zobaczymy porażkę i jedyne co się ciśnie na usta to przegrane życie na własne życzenie.
    Ciekawe co skłoniło bohaterkę do takich, jakby na to nie patrzeć smutnych refleksji. Myślę, że ona nie jest szczęśliwa, że dotarło do niej, że tkwi w małżeństwie z własnego wyboru, ale ten wybór wcale ale to wcale jej się teraz nie podoba.
    Zastanawiam się o co ją szanowny małżonek posądza, że aż kazał ją śledzić i pierwsze co mi się nasuwa to zdrada, ale może to też być coś innego. Co jest na tych zdjęciach, że postanowił ją siłą zamknąć w domu.
    Zaciekawiłaś mnie autorko i teraz będę z niecierpliwością czekać na kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nawet nie chodziło o pełnoletność wiekiem, że już po tej magicznej liczbie 18, a o podejście. Jeśli kogoś razi przemoc, doszukuje się zawsze szczęśliwych zakończeń i ukarania winnych, to nie ma czego szukać w tej historii. Poza tym perwersja jak perwersja, niektórych brzydzi, innych odstrasza, a tu sama fabuła jest drugoplanowa, a seks i inne uciechy cielesne wychodzą na prowadzenie :)
      Zdrada sama w sobie byłaby za prosta, zbyt banalna. Jednak zgodzę się z tym, że bohaterka uważa, że życie przegrała i to na własne życzenie.

      Usuń
  3. Myślę ,że może mi się spodobać :D

    OdpowiedzUsuń