Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

sobota, 15 kwietnia 2017

#32

Szósty wpis Artura
Czas na szczerość

Całe życie starałem się być zupełnie różny od mojego ojca. Dokładałem wszelkich starań, by nie polec. Poległem. Zniszczyłem wszystko. Zniszczyłem Klarę. Na odbudowanie małżeństwa nawet nie miałem nadziei. Tonąłem w długach, baronowa wygrażała mi policją i sądem, a żona uważała mnie za mordercę.
Ty go zabiłeś – powiedziała pewnego dnia całkiem wprost. Była wtedy bledsza od kartki papieru i zdawała się być cieńsza niż on. Chwiała się na chudych niczym patyczki nogach.
Kogo? – Podniosłem na nią wzrok zza masywnego biurka. Ostatnimi czasy siedziałem w gabinecie częściej niż przez całe swoje życie. Nawet nawykłem do tego, by w nim jadać i sypiać. Szukałem wyjścia. Wyjścia, którego nie było.
Mojego brata – odpowiedziała płaczliwie.
Nie zapominaj, że był też moim bratem. – Spuściłem wzrok, ponownie wbijając go w papiery. Złożyłem kilka podpisów.
I wiedziałeś o tym. Widziałam testament. Oryginalny. – Zaczęła jawnie płakać, ale z siłą co najmniej śnieżnej lawiny podeszła bliżej. Usiadła na krześle. – Chce wiedzieć czego chcesz ode mnie. Też chcesz mnie wykończyć?
Nigdy nie chciałem cię wykończyć! – uniosłem się. Energicznie wstałem, uderzając otwartą dłonią o blat biurka. Sięgnąłem po papierosa i odpaliłem go. – Nigdy, słyszysz!?
Pokręciła głową, jakby nie dowierzała.
Wyjdź! – rozkazałem. Spojrzałem w okno, w dal, w zielone trawy i granat nieba. Wielkimi krokami zbliżała się burza. – Muszę pracować, Klaro. Nie mam czasu na słowne przepychanki.
A co, musisz robić kolejne przeklęty, podrabiać inne papiery? – Zaczęła przyglądać się porozrzucanym kartkom. Kilka z nich wzięła w dłonie. Czytała.
Wyrwałem je od niej i ponownie rzuciłem na biurko.
Wyjdź – rozkazałem nieustępliwym tonem. Pochyliłem się przy tym, by dokładnie widziała moją twarz. Jednak pierwszy spuściłem wzrok. Nie umiałem patrzeć jej w oczy. One nie były smutne. One zupełnie nie miały wyrazu, jakby wszystko było jej już obojętne.
Klara nie wyszła. Została w pomieszczeniu, które ja opuściłem. Zabrałem z sobą jedynie płaszcz i papierosy. Udałem się do lokalu rozrywkowego. Kobiety, które tam siadywały mi na kolanach były ciepłe, miękkie, dobre w swoim fachu. Przynosiły mi niegdyś ukojenie, ale od kiedy stałem się mężem Klary, z żadną z innych kobiet, poza baronową, nie sypiałem. Nawet z Wiolettą nie poszedłbym do łóżka, gdybym miał inne wyjście. Nie miałem. Musiałem jakoś uśpić jej czujność i zabrać ten testament. Wybrałem tylko do pomocy złego sprzymierzeńca. Czułem, że Mateusz ją uprzedził. Jego pomoc w przestępstwie miała być dla mnie pewnym bezpiecznym zapleczem. Stała się porażką.
W lokalu rozrywkowym przegrywałem ostatnie pieniądze. Złudnie liczyłem na to, że los się odmieni, że trafię w odpowiedni ton, niczym genialny kompozytor. Na odegranie jednak nie było już szansy. Wiedziałem, że nie odbiję się od dna, że na tym dnie utonę, aż w końcu zacznę walić w nie od spodu.
Ciągle wyrzucałem sobie, że miałem wielkie plany. Wspominałem nowy hipodrom, który miał przynieść mi olbrzymie pieniądze. Na niego jednak też nie było już nadziei. Spóźniłem się. Mateusz mnie ubiegł. Zawsze wszystko mi niszczył, wszystko odbierał.
Z tego burdelu i jaskini hazardu zabrał mnie Tymoteusz. Miał problem i szukał rozwiązania. Uważał, że mogę pomóc. Zaczął jednak od przyznania się do tego co naopowiadał Klarze. Chyba sumienie nie kazało mu dłużej trzymać tego dla siebie.
Dlaczego kłamałeś? – spytałem. We łbie mi się kręciło, przed oczami skakało, głowa paliła, jakby czaszka chciała rozłupać się na pół. Starałem się jednak trzymać i nie spuszczać z niego wzroku.
Anita jest w ciąży – odpowiedział. Z załamaniem wsparł się o ścianę stodoły i osunął po niej aż do kucek. – Mateusz się dowiedział i...
Sądziłeś, że może pomóc? – zadrwiłem. – Przecież on nigdy nikomu nie pomaga. Myśli tylko o sobie! Sam mu zaufałem i widzisz jak...
Szantażował mnie! – przerwał nagle.
Czym? – Odpaliłem ostatniego papierosa z nadzieją, że ten choć odrobinę mnie uspokoi, ale nawet dłonie nie przestały mi się trząś.
Powiedział, że powie, że powie wszystkim. To by zhańbiło ją bardziej, niż jakby urodziła bezpańskiego malca.
Co wyście narobili, gówniarze? – zapytałem przerażony, a potem naprędce obiecałem, że się tym zajmę, że zrobię to zaraz po tym jak wyjaśnię wszystko Klarze.
To był mój czas na prawdę. Pierwszy raz od poczęcia miałem być szczerszy od krystalicznej łzy. Wiedziałem, że przełknięcie tego będzie równie słone, co połykanie własnego płaczu.
Gdy wracałem do pałacu, to mocno się już rozpadało. Przemokłem do ostatniej suchej nitki. Po dotarciu na miejsce jednak nie zadałem sobie trudu, by się przebrać. Od razu stanąłem przed żoną. Pozbyłem się płaszcza, zsuwając go z ramion wprost na drewnianą podłogę.
Podrobiłem testament – rzekłem słabo.
Klara nie spała, od razu otworzyła oczy i spuściła nogi w dół łóżka, aż stopami dotknęła podłogi.
Podrobiłem z jednego, jedynego powodu. No może z dwóch, ale nie zabiłem Filipa. – Chwyciłem za krzesło od toaletki i postawiłem je bliżej niej. Zasiadłam na nim okrakiem. – Posłuchaj mnie. Wysłuchaj, proszę – nalegałem, sięgając zmętniałym wzrokiem jej oczu. Byłem bardziej pijany niż kiedykolwiek w jej obecności. – Obserwowałem cię. Całe życie cię obserwowałem. Całe twoje życie byłem obok ciebie, bo sądziłem, że to ty jesteś moją siostrą, a nie Filip bratem. Tylko dlatego wszedłem po ciebie na ten przeklęty dach, choć mam lęk wysokości, choć na początku chciałem byś spadła. Nie lubiłem się dzielić, zwłaszcza majątkiem. To wpoiła mi matka. Potem umarł Filip, a ja, choć wiedziałem już, że to on był dzieckiem mojego ojca, to nadal cię nie przestałem oglądać. Chciałem być obojętny, ale nie umiałem. Siedziałem na drzewie, naprzeciw twojego okna, gdy zakładałaś podkolanówki, potem buty. Śniłem o tym nocami. Każdej jednej nocy. Wyrosłaś na piękną kobietę. Zapragnąłem byś została moja, na zawsze.
Chyba ją zaskoczyłem. Jej mimika zdawała się sprawiać wrażenie, jakby jej się wydawało, że to wszystko to tylko sen, że nie ogłaszam tych wyznań na jawie.
Wiedziałem, że Filip jest synem mojego ojca, bo dowiedziałem się o tym przypadkiem, gdy wujek powrócił do miasta.
Wujek? – szepnęła pytająco.
Marek, mąż twojej matki.
Jest twoim wujkiem!? – wrzasnęła.
Przytaknąłem.
Nie możesz tego nikomu powiedzieć. Nie teraz.
Jak mam... – Wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
Siadaj! – ryknąłem
Jak mam siedzieć, kiedy...
Kiedy co!? – wrzasnąłem. Wstałem z krzesła, potrącając je przy okazji. Upadło. Dźwięk był okropny. Głowa rozbolała mnie jeszcze bardziej.
Okłamywaliście mnie! Moją matkę! Filipa pewnie też kłamałeś!
Bo cię kochałem! – wydarłem się, stojąc dokładnie naprzeciw niej. – Bo całe, pierdolone życie starałem się cię chronić. Byłem od ciebie o krok, zawsze jeden z tyłu lub tuż obok. W końcu pokochałem. Pokochałem jak nikogo innego na tym świecie.
I co mi zrobiłeś!? – Wskazała roztrzęsionymi dłońmi na samą siebie.
A ty mnie!? – odrzekłem podniesionym głosem, jakby w obronie, choć wiedziałem, że jej winy z moimi nigdy nie będą równe. Moje były większe, znacznie większe. – Zamiast o cokolwiek zapytać, to ty...
Nigdy nie odpowiadasz! Zawsze unikasz odpowiedzi! Jak mam cię pytać, by cokolwiek wiedzieć!? – Załamała się. Usiadła na łóżku i zaczęła płakać. Głośno płakać. – Niszczysz, Arturze. Niszczysz wszystko czego się dotkniesz! – załkała.
Przyklęknąłem na jedno kolano i dotknąłem jej łydki, w duchu i na głos przyznając jej rację. W końcu zniszczyłem też własną matkę. Weszła po mnie na ten przeklęty dach. To ja miałem z niego skoczyć, a nie ona spaść. Jednak kiedy się potknęła, zachwiała i poleciała, a do moich uszu dotarł huk tego upadku, dźwięk, który mnie przeraził, sam już na skok się nie odważyłem.
Pocierając o nogę Klary, mówiłem jej to wszystko, wnikając palcami pod materiał długiej halki. Padłem na drugie z kolan, by było mi wygodniej.
Przepraszam – szepnąłem, kładąc głowę na jej udach. Przytuliłem się do jej nóg, usiadłem przy tym na podłodze i także zacząłem płakać. – Przepraszam. Uwierz, nic nie zrobiłem Filipowi. Nic, nigdy. Nigdy nie skrzywdziłbym nikogo, kto byłby ci bliski. Nigdy, przyrzekam. – Pocałowałem ją poprzez materiał halki i koszulki nocnej.
Ta noc była dziwna. Wspinałem się na kolanach tak wysoko, by dosięgnąć ust żony, a ona oddalała się, wydawała być coraz mniejsza. W końcu jednak znaleźliśmy się w łóżku, oboje czerwoni od płaczu, pragnący rozgrzać się złym pożądaniem. Nie wspominam tego oddania dobrze, choć chciałbym nie wspominać go wcale. Było trudniej. Ja pamiętałem co zrobiłem jej. Ona z pewnością nie zapomniała co jej się przydarzyło z mojej ręki.
Tamtej nocy, Klara stała się kobietą, która rozchyliła uda przed własnym oprawcą, przed mężem, ale i przed gwałcicielem. Zrobiła to przed wiecznym kłamcą, który tylko z nią był szczery. Do dziś nie wiem czy był to rodzaj wdzięczności, podziękowania, objaw miłości choć bolesnej, masochistycznej, czy może zwykłe, podłe wyrachowanie. Nie wiem co to było, ale pamiętam, że ja sam nie czułem się z tym dobrze. Nawet potem znowu jej unikałem, znowu, z uporem maniaka wracałem do lokalu rozrywkowego. Raz na zawsze wyciągnęła mnie z niego ona. Nie Tymek, nie Mateusz, nie Wiktoria, ani wujek Marek. Ona, żona.

Rozdziału dzisiaj nie będzie. Pojawi się jutro. Nie jestem w stanie przewidzieć o jakiej godzinie to nastąpi, ale postaram się go opublikować najszybciej jak to tylko będzie możliwe.
Póki co wrzucam obrazek jako taką zapowiedź i chcę wam jeszcze złożyć życzenia. Nie jestem w tym dobra, więc nie było sensu bym na dwa zdania publikowała post typowo wielkanocny, więc postanowiłam złożyć wam życzenia pod rozdziałem, który pojawiłby się dziś, gdyby nie wezwano mnie do pracy na nockę.
Przejdźmy może już do życzeń.
Nie chcę popadać w banał i pisać o jajkach, zajączkach, barankach. Sama nie jestem osobą szczególnie religijną. Zamiast w religię, wierzę jednak w ludzi, w ich możliwości, empatię, uczucia.
Tak więc życzę wam, nieco nawiązując do powyższego rozdziału (który pojawi się jutro), by dla was ktoś był powodem do życia i byście wy byli dla kogoś wystarczającym powodem, by ten ktoś chciał żyć.
Nie życzę wam braku problemów, bo te przypałętają się zawsze i do każdego, ale życzę wam byście mieli z kim te problemy dzielić i byście sami chcieli dzielić się z tym kimś także szczęściem. Nie ważne czy to będzie rodzic, dziecko, parter, dziadek czy przyjaciel. Ktoś, po prostu ktoś, bo człowiek nie jest, nie był i nigdy nie będzie jednostką samowystarczalną. Każdy potrzebuje kogoś, by ten ktoś sprawiał mu smutki, ale również po to, by dawał mu radość.
Tak więc życzę wam byście ten czas wolny lub zapracowany spędzili w gronie najbliższych wam osób, byście zaczęli te osoby doceniać i by także was doceniono. Doceniono nie za prezenty, czyny, słowa, a za samą obecność. Czasami bycie z kimś, trwanie przy jego boku mimo wszystko i na przekór wszystkiemu jest najważniejsze, znaczy najwięcej, a tak rzadko zwracamy na to uwagę.
Zdrowych, wesołych, szczęśliwych...
...i zapraszam jutro na rozdział.
Pozdrawiam ;-)
T.M.

14 komentarzy:

  1. Wesołych świąt, już nie mogę się doczekać na dalsze losy Klary i Artura. W jeden wieczór przeczytałem wszystkie wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jeden wieczór, naprawdę? Dziękuję, nie spodziewałam się, że kogoś dam radę aż tak bardzo pochłonąć swoją twórczością.

      Usuń
    2. Naprawdę, bardzo wciągające opowiadania. To twoja twórczość, ale ja dodałbym trochę pikanterii (wpis z twojego bloga znalazłem na stronie z opowiadaniami erotycznymi) i trochę mi brakuje takich scen i opisów z seksu. Nie we wszystkich wpisach, ale w tych z scenami "łóżkowymi". Zresztą opowiadania wciągają i bez tego, tylko to moja opinia. Czekam cały czas na kolejne części.
      Pozdrawiam Dawid.

      Usuń
    3. Akurat w "Na kartkach pamiętnika" nie ma dużo miejsca na pikanterię. To bardziej bajeczka, miała być w pewien sposób subtelna, delikatna. W przypadku "Zostaw uchylone" czy "Się nie zdarza taka miłość" jest już zupełnie inaczej. Tam jest pikantnie, bywa nawet wulgarnie, bardzo erotycznie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Poprostu wyraziłem swoją opinię, na pewno przeczytam też inne opowiadania.
      Pozdrawiam Dawid

      Usuń
    5. Nie gniewam się przecież o wyrażenie opinii, akceptuję ją i rozumiem, że niektórym może w tym opowiadaniu czegoś brakować.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Wesołych świąt :D i do następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesołych. Postaram się jutro opublikować kolejny, bo ten z braku czasu skróciłam. Pierwotnie miał być dłuższy.

      Usuń
  3. Artur coraz bardziej się pogrąża w długach, jestem bardzo ciekawa czy jest jeszcze coś co mogłoby go uratować przed spadnięciem na dno, do którego się zbliża z wielką prędkością. Baronowa mu zagraża, może wydać go władzom, zastanawiam się czemu jeszcze tego nie zrobiła, czyżby sentyment do kochanka?
    A przede wszystkim to zastanawiam się, czy Artur na prawdę był tym razem szczery z Klarą, czy to były kolejne kłamstwa? Wydaje mi się, że mówił prawdę, na początku chciał być blisko niej bo myślał, że jest jego przyrodnią siostrą, chciał bronić swojego terytorium, swojego majątku, tak jakby chciał trzymać przeciwnika blisko, żeby w razie potrzeby móc go wyeliminować. A później zwyczajnie się zakochał i już nie był w stanie nie być blisko niej. To by faktycznie wyjaśniało te jego wszystkie machinacje z testamentem i osaczaniem Klary.
    Ten ich seks to taka miłość z domieszką rozpaczy i bólu, ale myślę, że w pewien sposób też i oczyszczenie, choć pewnie w małym stopniu, bo to tylko chwilowe zapomnienie, ale niestety problemy nie znikną.
    Czy ja dobrze zrozumiałam, Tymek pogrążył Artura, skłamał Klarze, że to hrabia przyczynił się do śmierci Filipa, bo Mateusz go szantażował?
    Nie wiem dlaczego ale coś mi mówi, że to jednak Mateusz uszkodził koło w wozie, bo chciał się pozbyć Filipa, przeszkadzało mu, że Klara jest tak bardzo zżyta z bratem, chciał ją mieć tylko dla siebie.
    A i nie wiem też czy dobrze kojarzę, Anita to siostra Tymka? Czy ona jest z nim w ciąży? Z własnym bratem? Chyba, że wszystko pokręciłam, bo miałam dużą przerwę i mogło mi się wszystko pomylić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sentyment do kochanka ;-) Cały czas ma w swoich oczach wizję jego jakiego grał.
      Tak, tym razem był szczery z Klarą.
      Nic nie pokręciłaś, to ja zakręciłam pod koniec całym opowiadaniem, ale niedługo wszystko się naprostuje, bo już niewiele zostało do końca.

      Usuń
  4. Dobrze, że Artur postanowił powiedzieć Klarze prawdę.
    Wiadomo, że Artur nie zabił Filipa. To może Mateusz miał z tym coś wspólnego. Inaczej nie szantażowałby Tymoteusza.
    Czy dobrze rozumiem, że Artur podrobił testament, żeby być bliżej Klary?

    Będę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Artur podrobił testament, by nie stracić majątku, gdy poślubi Klarę. Poślubić ją chciał od zawsze. Tylko wprost jej tego nie powiedział, zamiast tego natworzył tych wszystkich machlojek.

      Usuń
  5. Dziwne, bo po tym rozdziale wydaje mi się, że głównym antagonistą jest Mateusz, który nie może pogodzić się ze stratą Klary i ciągle miesza. Bo to on szantażuje Tymka i Anitę (tak nawiasem mówiąc to ciekawa jestem z kim ona zaszła w ciążę)?
    Cieszę się, że Artur był szczery z Klarą, ale dziwię jej się, że tak szybko wybaczyła mu jego występki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Anicie i jej ciąży jeszcze będzie :)
      Klara nie wybaczyła. Klara chce by jej dziecko miało ojca, nie chce zostać po raz kolejny pośmiewiskiem miasteczka, nie chce stracić majątku. Ona ma dużo powodów do tego, by działać jak działa. Pytanie tylko czy choć jednym z tych powodów jest miłość do kogokolwiek? Ja sama zostawię to pod ocenę czytelników.

      Usuń