Autorka tego bloga należy do grupy „Projekt Prozaicy”, z tego też powodu strona korzysta z płatnych linków. Ujmując to krócej i bardziej zrozumiale – autorka zarabia, a czytelnicy nic na tym nie tracą. Te linki są całkowicie bezpieczne dla komputerów, tabletów i smartphone-ów pod warunkiem, że postępuje się zgodnie z instrukcją, czyli nie klika w reklamy, nic nie ściąga na swój sprzęt, a jedynie odczekuje symboliczne pięć sekund i przechodzi dalej. Za wszelkie utrudnienia autorka bloga przeprasza, za waszą aktywność jest wdzięczna, a prywatnie pozdrawia i życzy dobrej zabawy podczas czytania.

Link do instrukcji – KLIK

niedziela, 15 lipca 2018

#92

Rozdział 13
Życie o jakim marzyłam

Początki zwykle są niewinne. Żony gangsterów nie stoją na ulicach, to nie są kobiety typu upadłych aniołów. Zwykle nie są to też przestępczynie. Daleko nam do złodziejek, morderczyń, dilerek. Nie wiemy na co się piszemy. W pewnym sensie zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawę, z tych przestępstw, napadów, nielegalnych interesów, lewych faktur, z handlu ciałem i z handlu śmiercią. Wydaje nam się jednak, że zawsze będziemy gdzieś obok, w dalekim cieniu tego wszystkiego. Zbrodnie naszych mężów nigdy miały nas nie dotykać. Domy miały być ich bezpiecznymi przystaniami, zaś nasze to miały być pałace.
Zaczęło się od pracy. Zatrudniłam się u faceta, który robił na mnie wrażenie. Był nim oczywiście Darek, a praca jaką mi zaproponował nie była szczytem marzeń. Była jednak lepsza od robienia w polu przy ogórkach czy pomidorach. Stanęłam więc przy kasie, na jednej ze stacji benzynowych Ratmajera. Zaciągnęłam tam z sobą Zofię. Była mi wdzięczna. Darek dobrze płacił, bo robiłyśmy na czarno, a w tak młodym wieku przecież nie myśli się o składkach emerytalnych.
Zrób mi kawę – rzucił, przechodząc przez próg rozsuwanych drzwi.
Akurat wtedy kogoś obsługiwałam, wystawiałam fakturę, więc to Zośka wcisnęła odpowiedni przycisk na ekspresie.
Zaniesiesz mu? – zapytała, gdy klient odszedł.
Ty nie możesz? – zdziwiłam się. Kucnęłam i otworzyłam szufladę. Odnalazłam odpowiedni segregator i schowałam do niego kopię wystawionej faktury.
Dziwnie mi przy nim. Zwłaszcza po wczoraj – wyznała, a ja się zaśmiałam.
Widział nas pijane. I co z tego?
To nie jest normalne, że gdy się spiłyśmy, zadzwoniłaś po szefa. Sypiasz z nim?
Dociekliwość i trafność Zośki tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że do mojego romansu z Dariuszem jest bliżej niż dalej.
Nie, jeszcze z nim nie sypiam. – odpowiedziałam.
Ale jesteście blisko?
Może. – Sięgnęłam po kawę spod ekspresu i ruszyłam do gabinetu.
Przechodziłam długim korytarzem. Na lewo była toaleta i magazyn, zaś po prawo szatnia pracownicza i gabinet. Weszłam, a Darek akurat rozmawiał przez telefon. Na biurku było pełno dokumentów, więc jednorazowy kubek pełny czarnej postawiłam na parapecie. Chciałam wyjść, ale złapał mnie delikatnie tuż nad łokciem. Jego usta układały się w taki sposób, jakby mówiły słowo „zaczekaj”. Zaś przy czymś co wyglądało na „siadaj”, wskazał mi stary, obrotowy fotel.
Zajęłam miejsce. Wesoło zakręciłam się dookoła. Darek zakończył rozmowę. Spojrzał na mnie w taki dziwny, litościwy sposób.
Co to było? – zapytał.
Obrót – odpowiedziałam i zademonstrowałam mu jeszcze raz jak kręcę się na fotelu.
Pytałem o wczoraj – oznajmił. Odrzucił komórkę na parapet i sięgnął po kawę. – Słodziłaś?
Nie wiem ile słodzisz.
Półtora. – Postawił kubek dokładnie przede mną. Nawet logo w moją stronę obrócił. Wyglądało to tak, jakby sugerował, że mam zabrać tę kawę, osłodzić ją, zamieszać ten cukier i dopiero wrócić. – Brązowym – dodał, czym utwierdził mnie w tym, że moje przypuszczenia są trafne.
Nie jestem twoją służącą.
Ani ja twoim szoferem – odbił piłeczkę.
Mogłeś po mnie nie przyjeżdżać jeśli nie chciałeś. – Uśmiechnęłam się zwycięsko, a on dziwnie spoważniał. Znaczy, już wcześniej nie był żartobliwy, ale nagle z mocnej uszczypliwości słownej stał się wręcz agresywnie pewny siebie.
Chęci nie mają tu niczego do szukania. Równie dobrze mogłem przyjechać i dać ci po gębie.
Nie mogłeś – odparłam, ale nieco się wycofałam. – Nie masz takiego prawa.
Odezwała się nieletnia. Gdzie twoje prawo do picia? – zapytał i tym pytaniem mnie zagiął. Usiadł na krześle naprzeciwko mnie. – Prawo mam w dupie, Kata.
Ja też – zapewniłam.
Jednak reputacja ma u mnie wysokie loty. Nie będziesz mi jej psuła. Moja kobieta nie będzie się upijała w podrzędnych klubach.
Mam upijać się w nadrzędnych? – zażartowałam.
Darek nie wziął tego jako żart. Jego mina była... może nie tyle groźna, co nieustępliwa.
Podejdź do mnie – zawołał. Oparł się wygodnie i rozpiął pasek, który miał przy dżinsach. – Podejdź – ponaglił.
Chciałam mu okazać, że się go nie boję, że mnie nie da się złamać ani wystraszyć. Wstałam z wygodnego, obrotowego fotela i stanęłam blisko, bardzo blisko, niemal jego kolan swoimi dotykałam.
A teraz możesz paść na kolana i nie musisz być damą – oznajmił, rozpinając guzik i suwak spodni. – Jednak jeśli już masz nią nie być, to tylko w mojej obecności i najlepiej na kolanach.
Zaskoczył mnie. Sprawił, że zaniemówiłam i nie wiedziałam co począć dalej. Biłam się z własnymi myślami czy wykonać jego żądanie, czy lepiej odwrócić się na pięcie i wyjść. Stałam jak słup soli, bez jakiegokolwiek ruchu.
Gówniarska pyskówka nie była na miejscu, jeśli dorosłe czyny cię przerastają. – Zapiął rozporek.
Nie przerastają mnie, ale nie w takiej scenerii.
Zaczął rozglądać się dookoła.
O nastrój mi chodziło – sprostowałam.
Sugerujesz, że oboje musimy być w nastroju?
A ty, że nie? – zdziwiłam się.
Tak, właśnie tak. – Niespodziewanie chwycił mnie za dłoń i pociągnął na swoje kolana, a potem tak wykręcił moją rękę za plecami, że gdy chciałam wstać, to syknęłam z bólu. – Uważaj – warknął. – I spokojniej, bo sobie rękę złamiesz.
To mnie puść! – zażądałam.
Za moment. Najpierw mnie, gówniaro, wysłuchasz! – ryknął, a ja chyba się zatrzęsłam. Z pewnością mnie wystraszył. Poczułam nawet mrowienie w okolicach łydek. – Jeśli mamy być z sobą dalej, sypiać z sobą, mieszkać czy nawet tylko łazić za rączkę, nie mogę się za ciebie wstydzić! – powiedział ostrym tonem, a potem nieco z niego spuścił. – Jeśli ludzie zobaczą nas razem i zaczną spekulować, że coś nas łączy, to będziesz mogła zarówno podnieść, jak i zaniżyć moją reputację, i to nie tylko pośród bliższych czy dalszych znajomych, ale też pośród pracowników i pracodawców. To jest ważne, Kata, bo gdybym chciał się bawić w ojca i stawianie do pionu, to uwierz poszedłbym do burdelu i zapłacił za taką usługę.
Poczułam jak zwalnia uścisk, a potem naciska na moje plecy otwartą dłonią, jakby w ten sposób sugerował, że mam wstać. Zrobiłam to, a on bez słowa wskazał palcem na drzwi. W milczeniu ruszyłam w ich kierunku.
Kawa – przypomniał. – Osłódź ile kazałem i niech Zofia mi ją przyniesie. Ciebie nie chcę już dzisiaj oglądać.
W specyficzny sposób wtedy bolały mnie jego słowa. Świadomość tego, że mężczyzna, który jest dla mnie w jakiś sposób ważny, nie chce mnie oglądać, nie była przyjemna. To były czasy, gdy jeszcze przejmowałam się takimi duperelami. To były czasy, gdy jeszcze miałam jakieś wyższe uczucia niż chęci posiadania.
Posłuchałam wtedy Darka. Nie chciałam się z nim sprzeczać, choć złość podpowiadała mi, że powinnam była wylać mu tę kawę na gębę. Ja wróciłam do obsługiwania klientów, Zośka robiła za kelnerkę, a Klaudiusz najwidoczniej za szofera, bo nagle pojawił się na stacji wraz z Darka samochodem.
Cześć, młoda – przywitał się, zdejmując przeciwsłoneczne, szpanerskie okularki. Miał na sobie czarny bezrękawnik i nie byłoby w tym niczego dziwnego, bo porą roku była zima, ale biała bluzka na krótki rękaw pasowała do tego wszystkiego nijak.
W ten sposób Zośka i Klaudiusz się poznali. Wtedy, w tamten dzień. I choć widzieli się wcześniej w klubie i to nieraz, to dopiero wtedy wymienili uścisk dłoni i podali sobie wzajemnie swoje imiona. On od razu zrobił na niej wrażenie. Przyglądała mu się już wcześniej, w klubie, gdy tańczył z kobietami, gdy je obłapiał, gdy grał w bilard lub palił na zewnątrz papierosa. Ona była mu zupełnie obojętna. Myślę, że nawet jej nie lubił, bo nie starał się jej poznać. Klaudiusz zgrywał takiego, który ocenia kobiety po wyglądzie i dopiero, gdy te cieszą jego oczy, to jest w stanie poświęcić im krótszą chwilę. Dłuższa chwila zdawała się zależeć od tego ile dana kobieta jest w stanie dla niego zrobić. A Zośka zrobiła naprawdę dużo.
Zośka poświęciła miesiące na to, by schudnąć. Poświęciła własne zdrowie i to nie tylko to fizyczne, ale także to psychiczne, by wpasować się w jego gust. Ja to wszystko obserwowałam. Widziałam jak na moich oczach przeobraża się w pięknego motyla. Tylko szkoda, że obie wtedy nie pomyślałyśmy o tym, że motyle cholernie krótko żyją, a tym samym niedługo cieszą się swym blaskiem, kolorem i lekkością.
W końcu Klaudiusz uległ. Dał się zaciągnąć mojej przyjaciółce do łóżka. Nie wiem co wtedy zrobiła i jak tego dokonała, ale po tym jednym razie powracał do niej niemal regularnie. W końcu jej ojciec ich nakrył i Klaudiego pogonił. Było jednak już za późno. Zośka była w ciąży, a młody Ratmajer, zmuszony przez brata, wziął za to pełną odpowiedzialność na swoje barki. W tym zmuszaniu ja miałam swój udział. Wtedy jeszcze miałam na Darka wpływ, bo umiałam momentami zagryźć zęby, być uległą i zgrywać zasmuconą laleczkę.
Moja gra zaczęła się od tamtego dnia, gdy kazał mi osłodzić swoją kawę. Posłuchałam go i do końca zmiany już nie pokazałam mu się na oczy. Zresztą nie miałam okazji, bo pojechał wraz z Klaudiuszem. Zawitałam do Darka jednak z samego rana, zaraz po nocce.
Cześć – przywitałam się, gdy półnagi otworzył mi drzwi dwupokojowego mieszkania w blokach.
Cześć – odpowiedział i zrobił miejsce bym mogła wejść bez konieczności ocierania się o niego.
Chciałam przeprosić – zaczęłam na samym wstępie. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Miałam intensywnie czerwone paznokcie. – Miałeś rację, to było gówniarskie.
Widziałam jak dziwnie zamiela językiem, jak błądzi oczami, starając się patrzeć wszędzie tylko nie na mnie.
To nawet nie o to chodzi – oznajmił nagle. – Nie uczysz się na błędach. Jesteś głupia. – Wyminął mnie i ruszył do salonu. Zasiadł przed telewizorem i kontynuował oglądanie jakiegoś dokumentu o Hitlerze.
Nie obrażaj mnie! – krzyknęłam stając za kanapą, a tym samym też za jego plecami. – Każdy ma prawo do błędów, tak?
Tak, ale powtarza błąd tylko skończony idiota.
Wtedy zrozumiałam, że muszę zmienić taktykę. Usiadłam na kanapie obok niego i spuściłam głowę, łapiąc się za nią rękoma.
Masz rację. Jestem idiotką. Po prostu miałam doła i chciałam się napić.
Nie wymagam od ciebie abstynencji. Gdybym jej wymagał, byłbym jeszcze bardziej głupi niż ty wtedy w klubie.
Nie chciałam się upić. Nie wyczułam granicy – wyznałam, podnosząc głowę. – Mogłam po ciebie nie dzwonić. Wrócić do domu taksówką. Nie byłoby wtedy sprawy.
Byłaby, bo wcześniej lub później bym się dowiedział. I nie chodzi o to, że do mnie wtedy zadzwoniłaś. To najlepsze co tamtej nocy zrobiłaś. Jednak nie wymagaj ode mnie bym się po takim czymś nie wkurwiał. Masz swoją młodość, możesz być rozrywkowa, ale nie musisz od razu wyglądać jak pierwsza lepsza kurwa, która zdziera sobie kolana kostką brukową.
Z trudem powstrzymałam wtedy śmiech. Ta kostka brukowa po prostu mnie wewnętrznie rozwalała. Siłą woli dałam jednak radę, by spoważnieć.
Przepraszam – powiedziałam. Dotknęłam jego nagiego brzucha. – Naprawdę mi głupio. Nie złość się już. Szkoda nerwów, już się zdarzyło.
Nie przybliżaj się i nie próbuj mnie całować. Masz czerwoną szminkę na ustach, a ja jestem po kąpieli. Zaraz muszę wyjść i nie mam czasu jej brać ponownie.
Dokąd wychodzisz?
Po tym pytaniu zmierzył mnie od dołu do góry, jakby chciał tym mi przekazać, że ocenia kim ja w ogóle jestem, by go o takie coś wypytywać. Uznał jednak, że warto się przede mną wytłumaczyć, bo przecież mógł rzucić krótkie „w interesach”. Taka mała głupota, a jednak zwycięstwo.
Muszę pojechać do Klaudiusza i wraz z nim do takiego Artura. Mówią na niego Król. Jestem mu winny pewien procent z interesów.
Wszystkich? – zainteresowałam się.
Tak to działa. Ktoś płaci mi, ja komuś.
Jak to się zaczęło – zainteresowałam się wtedy.
Co?
Ty i robienie lewego hajsu – odpowiedziałam.
Zwyczajnie. Zaczęło się od chłopięcych, podwórkowych biznesów. Jako kilkulatek podkradałem babci wino, które robiła w takich dużych balonach. Całą piwnicę tego miała, a ja jak na dobrego wnusia przystało co zimę, co rano, przychodziłem, by przynieść jej z piwnicy węgiel i drewno. Rozpalałem jej w piecu. Spuszczałem z każdego balonu po trochu do słoików. Później nimi handlowałem.
A dalej? Jak to było dalej? Kiedy zaczęło się na poważnie? – dopytywałam.
A dalej to już samo poszło i samo doszło do stacji „poważnie” – odpowiedział, wstał i nachylił się. Musnął mnie w czoło. – Spieszę się. Możesz zostać. Zrób pranie i zamów coś na kolację. Tylko coś co da się podgrzać, bo wrócę późno. – Wyjął z tylnej kieszeni dżinsów plik banknotów. Nie były jednego nominału i nic ich nie spinało. Odszukał dwusetkę i rzucił ją na czarną, szklaną ławę. Puścił do mnie oczko, zdjął koszulę z klamki drzwi prowadzących do sypialni i chwila moment był już przy drzwiach wyjściowych.
Tamtego dnia zrozumiałam, że by być na szczycie, trzeba się spieszyć. Darek żył w pośpiechu, w ciągłym stresie, jak każdy biznesmen, bo nie oszukujmy się – legalnych biznesmenów to nie ma. Każdy coś kręci. Jeden delikatnie, wręcz kosmetycznie poprawia faktury, a inny handluje na czarnym rynku ukraińskim, żywym towarem. Dzielą ich skrupuły, ale strach przed utratą wszystkiego, nagłymi problemami, gorszą passą ich łączy. Żaden z nich nie może odpuścić i nawet będąc na wakacjach są często w pracy. Mają przy sobie telefon lub wieczorem odczytują e-maile od zaufanego zastępcy. Nieustannie myślą, kombinują, rozliczają... to męczące, ale niektórzy tacy już się rodzą, że nie potrafią inaczej. Czasami ktoś z domu jest na szczycie i w rok po przejęciu majątku nie ma już nawet groszy do pozbierania, zaś inni, tacy jak Darek, rodzą się na dnie i jeszcze przed czterdziestką mają to o czym za dzieciaka mogli tylko pomarzyć. Tu nie chodzi o wykształcenie, bo nie oszukujmy się, ci z dobrego domu często mają wyższe. Tu nie chodzi o szczęście, choć wiadomo, że jednym ono dopisuje, a innym nie. Myślę, że główną rolę odgrywa tutaj talent. Jedni się rodzą, by śpiewać i często robią to na dworcach za marną jałmużnę. Inni malują i zdarza się, że wystawiają swoje obrazy w światowych, dobrze prosperujących galeriach. Są też tacy, którzy mają talent do robienia pieniędzy, bez konieczności zdzierania głosu czy nadwyrężania nadgarstka. Do tych ostatnich należał Ratmajer i kiedy sobie to uświadomiłam, zaczęłam go bardziej cenić.
Dzień po weselu Zośki i Klaudiusza spędziłam z Darkiem noc. Było inaczej niż sobie wymarzyłam, ale nie było jakoś szczególnie źle. Szczerze to obawiałam się, że będzie gorzej. Ja nie miałam sporego doświadczenia, byłam po nieprzyjemnych z tego tytułu przejściach, a on był starszym facetem, który już miał swoje przyzwyczajenia i upodobania. Jakoś jednak poszło, a później było raz lepiej, raz gorzej. Seks w realnym świecie nie wygląda jak ten w telenowelach. Nie ma co oczekiwać orgazmu przy każdym wkładaniu i to niezależnie od tego czy jest to fiut, czy język. Choć Darek akurat język miał całkiem sprawny.
Jak już wcześniej wspominałam, miałam wpływ na to, że Klaudiusz poślubił Zośkę. Oczywiście nie powiedziałam Darkowi wprost „zmuś brata, by ożenił się z moją przyjaciółką, bo zrobił jej dziecko”. Chodziłam jednak kilka tygodni struta i byłam markotna. W końcu sam się zainteresował moim stanem, a nawet sam wywnioskował co może ten stan powodować.
Martwisz się przyjaciółką? – zapytał, wykładając bagietki i pomidory na blat kuchenny.
Martwię się, by nie skończyć tak jak ona – odpowiedziałam. – Jeśli twój brat jest typem co podciąga spodnie i idzie dalej, to równie dobrze...
Nie jestem jak on – niemal warknął. – Poza tym my z sobą nie sypiamy.
Bo jestem nieletnia i się boisz.
Nie dlatego – zaprzeczył. – Wolę zakończyć jeden związek nim zacznę kolejny, a nie wypada też zaczynać jednego po drugim w tempie jak z bicza strzelił. Źle byłoby to postrzegane. Jak widzisz, przejmuję się reputacją na tyle, by nie zwiać po zrobieniu dzieciaka. Jeśli kobieta nie może polegać na facecie, który zaciągnął ją do łóżka, partnerzy biznesowi też nie powinni na takim facecie polegać. Jeśli zostawił laskę, zostawi też ich, gdy zacznie się grunt palić. Nie wiem czy słyszałaś o porównaniu Polski do tonącego okrętu. W jednym z tekstów literackich o tym było. W biznesie chodzi o to, by nie być jak ci wspomniani tam Polacy. By nie być szczurem. Albo się działa wspólnie, by uratować jak najwięcej, albo każdy sobie i i tak wszyscy utoną. Tu liczy się lojalność, wierność.
W takim razie zwolnisz brata, tak? – dopytywałam.
Nie przesadzajmy. To mój brat. Poza tym nasze interesy mają nieco inne fundamenty i polegają na czym innym niż to o czym mówiłem przed chwilą.
Czyli twoja zasadniczość jest wybiórcza. Twoich bliskich omija. Zresztą, ty też matki swojego syna nie poślubiłeś. Z matką Roksany też chyba nie byłeś żonaty.
Darek zaciągnął się powietrzem przez zęby tak mocno, że aż świsnęło.
Zabolało – oznajmił. – Dobra jesteś, wiesz gdzie dźgnąć, by kogoś w pół zgiąć. Może pomyśl o szermierce. Z tego mógłby być jakiś pieniądz.
Bardzo zabawne, wiesz? A ja mówiłam całkiem poważnie. Nagle dotarło do mnie, że dużo się od niego nie różnisz.
Różnię i ja, w przeciwieństwie do niego i w przeciwieństwie też do ciebie, uczę się na swoich błędach. Przez to, że z matką Julka nie byłem po ślubie i praktycznie cały czas mieliśmy osobne meldunki, nie mam nawet co starać się o prawo do pełnej opieki. Sąd nie powierzy dziecka typkowi, który dał nazwisko smarkowi, ale nigdy z nim nie mieszkał.
Z Roksaną spotkało cię coś podobnego?
Nie. Tu przegrałem z czasem i z majątkiem dziadków młodej. Kiedyś ci o tym opowiem. I jeśli tak bardzo ci zależy, to obiecuję, że pogadam z Klaudiuszem.
Zależy. Bardzo mi zależy – zapewniłam, przejmując od Darka kanapkę, którą specjalnie dla mnie zrobił.
Nie wiem jak wyglądała rozmowa panów, ale wiem, że po niej Klaudiusz diametralnie zmienił zdanie. Po latach, siedząc w areszcie, jednak domyśliłam się, że Darek musiał wiedzieć o orientacji swojego brata. Zdawał też sobie sprawę z tego, że homoseksualista nie będzie szanowany przez grono bandytów, nawet tych lekkiej wagi. Gangsterzy uważają pedałów za cioty, przez co tacy z automatu tracą u nich respekt. Zośka mogła być dla Klaudiego dobrą przykrywką. Rodzina świadczy o mężczyźnie bardziej niż panie z burdeli, u których spędza się noce, ale bez robienia tego co powinno się w takich miejscach robić.
Zośka i Klaudiusz poszli wspólną drogą i to drogą poświęconą przez księdza. Ja przespałam się z Darkiem i postanowiłam kłuć żelazo póki gorące. Nie, nie chciałam być jak moja przyjaciółka i przywiązywać do siebie faceta dzieckiem. Chciałam jednak wykorzystać to, że mam na Dariusza jakiś wpływ i ugrać tym coś dla siebie – pomóc mojemu bratu.
Mam do ciebie prośbę – powiedziałam, podając mu kawę do łóżka, a konkretnie to do materaca, gdyż dom nie był jeszcze wyremontowany.
A możesz z tym zaczekać? Jeszcze się nie rozbudziłem – zamarudził.
Właśnie dlatego podałam ci kawę, byś się rozbudził. – Podkuliłam nogę pod pupę, by siedziało mi się dosyć wygodnie.
Interesowna wiedźmo ty. Jaka to prośba?
Taka, która nie może czekać.
Podniósł się, oparł o ścianę i sięgnął po kawę, którą postawiłam na jednej z książek w twardej oprawie.
Rozmawiałam z bratem. On nie wytrzyma w więzieniu. Pamiętasz jak mówiłam ci, że siedzi?
Przytaknął ruchem głowy.
Nigdy nie mówiłaś za co – przypomniał.
Bo to była głośna sprawa, a ja nie chciałam byś patrzył na mnie przez jej pryzmat. Teraz chcę byś mu pomógł. Twoi adwokaci mogliby się tym zająć. Masz adwokatów, nie?
Tak. Dwóch zaufanych.
Wojtek się po prostu pogubił. Zajął drobnostkami. Nie sam oczywiście, a wraz z kumplami.
Powinęła im się noga? – zgadywał. – A nie, wtedy to nie byłaby głośna sprawa – sam sobie odpowiedział.
Byli płotkami. Mścić się jednak zapragnęli jak mafiozi z górnej półki.
I? – oczekiwał kontynuacji, popijając przy tym spokojnie kawkę.
Ktoś sprzedał go szefowi. Robił w warsztacie samochodowym. To było lakiernictwo, ściąganie paliwa, przybijanie blach.
Chłopięce głupotki – podsumował Darek. – Ale taki niż też jest potrzebny. To daje swój procent.
Wiem. Płacili Klaudiuszowi. Działali na jego zlecenia.
Darek się zdziwił. Poruszył brwiami.
Nie wiedziałem. Nie znam wszystkich, którzy u mnie pracują. Pode mną jest ktoś, inni pod tym kimś, a pod każdym z nich jeszcze inni i to tak się rozrasta. Biznes się rozgałęzia i wszystko się kręci.
Nie winię twojego brata. Szef go nie podkablował, a jedynie zwolnił. W ten sposób Wojtek stracił dochód i ten lewy, i ten biały.
I to pchnęło go do zemsty – wywnioskował całkiem trafnie Darek. – On i jego grupka wciąż chcieli się liczyć i mieć jeszcze jakiś głos. Chcieli zostać w coś zaangażowani i dalej zarabiać, ale by ktoś chciał ich w coś zaangażować, to musieli pokazać, że są faceci i nie dają się kopać w dupę.
Właśnie.
Ofiarą był szef czy ten kto mu doniósł? – dopytywał.
Niewinny dzieciak – odpowiedziałam. – Nie wiem czy można nazwać to wypadkiem przy pracy, ale życie straciło dziecko. To było podczas ucieczki. – Spuściłam głowę, a gdy podniosłam ją ponownie, to Darek marszczył brwi i wyglądał jakby starał się sobie coś przypomnieć.
Czekaj, czekaj. Uciekali z bloku, po gwałcie. Uciekali tym przejściem górnym, takim strychem wieżowca. Rozdzielili się i wybiegli różnymi klatkami. Jeden otworzył sobie drzwi z buta. Dzieciak wracał ze szkoły. Był po drugiej stronie. – Przyklepał wierzchem dłoni we wnętrze drugiej, jakby chciał to zobrazować. – Czytałem o tym. Pisali o tym w gazetach.
Właśnie. To już znasz sprawę.
Nie, nie znam sprawy. Wiem tylko co pisali w gazetach – wyjaśnił ostro.
A możesz się temu przyjrzeć bliżej? – dopytywałam z ponurą minką. – Boję się, że on sobie coś zrobi...
Powinien – przerwał nagle. – Zabił dziecko – dodał i aż westchnął.
Nie on. Nie był sam i nie wybiegł tymi drzwiami. Tylko on dał się złapać.
Jaką masz pewność, że to nie on? Bo tak ci powiedział? Też bym się nie przyznał.
To nie on – trwałam przy swoim. – Wiem, że to nie on, bo domyślam się kto.
Domysły to trochę mało, by kogoś skazać.
Nie chcę nikogo skazywać. Chcę jedynie, by mój brat wyszedł z więzienia albo by został przeniesiony na jakiś lżejszy oddział.
Domyślam się, że współwięźniowie dają mu popalić. Zabójcy dzieci mają za kratami przejebane.
Nie zabił dziecka! – krzyknęłam.
Brał w tym udział!
Ale to był przypadek!
Gwałt też? – zapytał, ściszając głos. – Nie nakopali kapusiowi. Zgwałcili mu żonę.
Na oczach córki – dopowiedziałam, mając świadomość, że i tak by się dowiedział.
Darek spojrzał w sufit i głośno westchnął.
Jeszcze lepiej – skomentował. – Z tego nie da się wybronić. Zachowali się głupio. Nie przemyśleli sprawy i wpadli.
Wojtek i Tymek wpadli. Dwóch nie. Jednym z nich był twój brat.
Darek odłożył kawę i uczynił to tak niezgrabnie, że kubek się przewalił, a jego zawartość się rozlała. Wystrzelił z łóżka niczym z procy. Pośpiesznie się ubierał, a ja dopytywałam po co to robi. Niczego mi nie tłumaczył. Nim się obejrzałam zaczął wychodzić z domu.
Nie! – krzyknęłam, stając między nim a samochodem. Przykleiłam się plecami do drzwi.
Nie rób scen – zwrócił mi spokojnie uwagę, ale widać było, że jest zdenerwowany. – I zejdź z drogi. – Wykonał gest ręką, jakby chciał mnie zmieść na bok.
Najpierw się uspokój – zażądałam. – Nie możesz do niego jechać. Wtedy będzie wiedział, że wiesz ode mnie.
To trzeba było mi nie mówić.
Nie chciałam. Wymsknęło mi się – przyznałam.
Na policji też by ci się tak wymsknęło?
Nie! – odpowiedziałam szybko i agresywnie. – Na policji nie powiedziałam nic, a też mnie przesłuchiwali!
Darek się zatrzymał. Głupio się uśmiechnął i pierw przejechał wzrokiem po kostce brukowej, a później spojrzał mi w oczy.
I tu się cała gra zaczyna, tak? Ty uratowałaś mojego brata, to teraz ja w podzięce mam ocalić twojego.
Nie – zaprzeczyłam. – Ja nie wymagam ani nie żądam. Ja cię proszę. A zrobisz jak uważasz. – Odwróciłam się do niego plecami i nim wykonałam pierwszy krok, to zawołał za mną bym zaczekała. Przystanęłam.
Każ bratu wyjąć papiery z sądu. Ma prawo żądać wglądu do akt sprawy. Pewnie musi w tym celu napisać jakąś prośbę czy podanie. Przekaże to tobie, a ty jednemu z moich adwokatów. Nie ma co oczekiwać zawiasów, ale zmniejszenia wyroku i przeniesienia do miejsca, gdzie nikt nie będzie wiedział za co siedzi, jak najbardziej. Państwo ma obowiązek chronić swoich obywateli, nawet przestępców – uświadomił mi. – Adwokaci zajmą się tym po naszym ślubie. Opłacisz ich sama. Jeśli sprawa wypłynie, to będziesz mówiła, że zrobiłaś to w tajemnicy przede mną. Nie mogę bronić kogoś takiego jak twój brat osobiście, to by było źle widziane w towarzystwie. Lepiej też, by nie wiedzieli, że ty go bronisz, więc niech chłopak za dużo nie mówi.
Dobrze – odparłam.
Na pewno wszystko zrozumiałaś? – dopytywał.
Na pewno – zapewniłam.
I następnym razem masz trzymać język za zębami.
Chodzi ci o Klaudiusza, o to, że...
Tak. Jeśli ktoś ci ufa, to nie... – urwał zadanie i znacząco, aczkolwiek powoli, pokręcił głową.
Będziesz moim mężem. Uznałam, że nie mogę mieć przed tobą tajemnic. – Podeszłam do niego i złapałam go za ramiona. Potarłam je. Lubiłam czuć pod palcami tę niepozorną muskulaturę. Darek nie był typem kulturysty czy pakera, ale nie był też chuderlawym słabiakiem. Dla mnie na tamtą chwilę był taki w sam raz.
Dobrze. – Pogłaskał mnie po włosach. – A teraz mi powiedz... nie musisz mówić kto kopnął te drzwi, ale powiedz czy nie Klaudiusz.
Nie Klaudiusz.
Ale patrz mi w oczy. – Pociągnął mnie za włosy i zmusił bym na niego spojrzała.
Nie Klaudiusz – powtórzyłam, zrobiłam to bardzo pewnie.
Darek mi uwierzył.
Muszę pojechać w jedno miejsce, a ty postaraj się w domu ogarnąć ile się da. Jeszcze przed ślubem pojedziemy do architekta, wybierzemy co trzeba i zostawimy wszystko na jego karku, a my będziemy wtedy w podróży poślubnej. Wrócimy na gotowe – zapowiedział, a potem szybko odwrócił mnie plecami do siebie, strzelił lekkiego klapsa w moją pupę i wyszeptał wprost do ucha: – Szoruj do domu, bo się przeziębisz. – Pchnął mnie do przodu, sugerując w ten sposób, że nie powinnam była wychodzić przed dom w samych stringach i męskiej, białej koszuli.
Wtedy cieszyłam się, że mój brat ma szansę na szybsze uzyskanie wolności i na lepsze traktowanie w więzieniu. Cieszyłam się za wcześnie, a nigdy nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca. Wojtek nie doczekał „lepszego”. Zabił się. Powiesił się w celi, na prześcieradle.
Matka winiła mnie za konszachty Wojtka z Rafałem i spółką. Sądziła, że Rafa kręci się przy nim, bo kręci się przy mnie. Myślała, że to ja jestem łącznikiem. A to wszystko było odwrotnie. Gdyby Wojtek nie pracował jako mechanik samochodowy, to Klaudiusz nigdy nie kazałby Rafałowi nawiązać z nim współpracy. Tym samym ja i Rafa bylibyśmy daleko od siebie, nie przyszłoby nam do głowy, by się z sobą spotykać i z sobą sypiać. Nie byłoby też imprezy, mojego upicia się, Rafała o kilka słów za dużo i gwałtu... Gwałtu? Myślę, że to co mnie spotkało ciężko nazwać gwałtem. Niewiele z tego pamiętałam. Pamiętałam jednak o śmierci mojego brata i wiedziałam, że matka mi tego nigdy nie wybaczy, że zawsze, nawet jeśli nieświadomie, to będzie mi to wypominała. Ślub z Darkiem nie mógł już dać Wojtkowi wolności, a co najwyżej ładniejszy, droższy nagrobek. Pomimo tego postanowiłam jednak za niego wyjść, bo mogłam tym dać wolność sobie. I choć na początku spotykałam się z Dariuszem i zgodziłam na to małżeństwo, by wyciągnąć brata z więzienia, to ostatecznie powód zalegalizowania tego związku był zgoła inny – zapragnęłam sobie ofiarować życie o jakim od zawsze marzyłam.
W każdym razie o Wojtku, uderzonym drzwiami dziecku i podwórkowych biznesach nie chciałam nigdy więcej słyszeć. Wolałam nie wiedzieć. Pomimo tego nieraz o czymś usłyszałam, a niekiedy widziałam coś na własne oczy. Mogłam się wypierać, mogłam udawać sama przed sobą, że tego nie było, ale w końcu ktoś zmusił mnie do tego bym się z tym wszystkim skonfrontowała. Tym kimś był Ksawery Piekarski.
Porozmawiamy – zapowiedział, kiedy dwóch policjantów wprowadziło mnie do pokoju przesłuchań. – Dziś przewiozą cię do aresztu więziennego. Zdaniem prokuratora poczekasz tam na proces – mówił, gdy rozkuwano mi kajdanki.
Policjanci, którzy mnie przyprowadzili wyszli, a Piekarski wskazał mi jedno z dwóch krzeseł, które miał naprzeciwko siebie.
Usiadłam, splotłam ręce na piersi i starałam się okazywać wszystko, tylko nie załamanie. Wiedziałam, że musiałam być twarda. Pamiętałam jedno z głównych i ważniejszych przykazań. Brzmiało: „Nie sypać”.
Już mówiłam, że bez adwokata nie rozmawiam.
Mamy krew Pawła na twoich butach – przypomniał.
I co w tym dziwnego? – Wzruszyłam ramionami. – Był moim kochankiem. Wszyscy o tym wiedzą. Poleciała mu krew z nosa. Musiałam ją przydepnąć.
Wszyscy o tym wiedzą, bo twój prawdziwy kochanek to wszystkim wmówił. Nawet twojemu mężowi. Pytaliśmy żonę Pawła o jego tatuaże, wiesz?
Pewnie skłamała. Może sama ubiła męża. Zdradzane żony nieraz tak mają. Zresztą, nie będę szukała winnych. To wasza działka. Jednak ja też bym mówiła, że mój mąż nie miał takiego tatuażu, nawet gdyby miał, jeśli mogłabym tym pogrążyć jego kochankę. – Uśmiechnęłam się zwycięsko, a jednocześnie w taki sposób jakbym się litowała nad nieskutecznymi działaniami policji.
A słyszałaś coś o tym, że nie wolno składać fałszywych zeznań?
Póki co nie składam żadnych.
Dobrze. Wezwałem cię tu z innego powodu.
Jakiego? – zaciekawiłam się.
Poznajesz tego chłopca? – zapytał, kładąc przede mną trzy fotografie. Każda przedstawiała tego samego chłopca. Dziecko leżało w szpitalnym łóżeczku. Miało widoczne ślady pobicia. Te ślady z przybliżenia pokazał mi Ksawery na innych fotografiach.
Nie znam go – zapewniłam.
Jesteś pewna? Przyjrzyj się uważnie – nalegał.
Starałam się nie patrzeć, ale w końcu uległam i zaczęłam lustrować głównie twarz tego dwu... może trzylatka.
Naprawdę nie znam tego dziecka – zapewniłam ponownie.
To syn Kornelii.
Kogo? – zapytałam, bo nigdy nie znałam nikogo o takim imieniu.
Pasierb Rafała Czarneckiego – wyjaśnił.
Dopiero po tych słowach Ksawerego przypomniałam sobie o żonie Rafała i jej synku. Jak sam Rafa powiedział, dziecko było z czasów panieńskich. Nogi lekko się pode mną ugięły, a cały świat jakby zawirował i to w nieprzyjemny sposób. Mogłam wciąż udawać, że mnie to nie obeszło, ale wewnętrznie czułam się jakaś taka... połamana.
Gdzie go znajdę?
Kogo? – zapytałam, bo nagle straciłam główny wątek. Byłam zamyślona i zszokowana, przez co nie kontaktowałam wszystkiego w trybie natychmiastowym.
Rafała Czarneckiego! – wrzasnął, uderzając otwartą dłonią w stół.
Przestraszył mnie na tyle, że aż się odsunęłam wraz z krzesłem.
Zrobimy tak – zaproponował nagle i wyłączył kamerę, która miała na celu nagrywać przesłuchanie. – Nie zarejestruję tego co powiesz, a w podzięce szepnę prokuratorowi słówko. On szepnie podobne sędziemu, który będzie prowadził twoją sprawę. W ten sposób twoja współpraca zostanie nagrodzona.
Jasne – zadrwiłam. – Nie współpracuję z policją. Przykro mi, że cię zawiodłam. Z pewnością straciłeś dużo czasu i energii.
To nie są żarty, Kaśka. Nie wywiniesz się tak łatwo. Jesteś najsłabszym ogniwem. Możesz udawać, że widziałaś to co robi twój mąż i jego pobratymcy, a jednocześnie nie brałaś w tym udziału. Jednak oboje wiemy, że jeśli się coś takiego widzi, to się w tym też uczestniczy. Nie można czegoś takiego widzieć i w tym nie uczestniczyć, bo wtedy albo wylatuje się z mostu, albo w pewną deszczową noc zostaje się potrąconym przez rozpędzony samochód – uświadamiał mi, pochylając się przy tym, dłońmi podpierając o stół. – Nie jesteś mokra ani nie przykleiłaś się do asfaltu, jesteś więc uczestnikiem. Udziałowcem. Dla sądu nie będzie miało znaczenia czy masz tam kilka procent, czy pakiet większościowy. Udział to udział.
A więc odsiedzę za udział – stwierdziłam. – Przypomnij mi tylko w czym ten udział, bo się pogubiłam? Oskarżasz mnie o zabicie Pawła, o pobicie dziecka, czy o jakieś interesy mojego męża? Może o wszystko naraz? Postaw w końcu jakiś konkretny zarzut, bo oboje tu życie marnujemy.
Rób jak chcesz. Rozumiem, że lojalność jest dla was ważna, ale zastanów się czy lojalnym jest ktoś kto katuje dziecko własnej żony?! Jeśli był w stanie zrobić to, to mam pewność, że on by ciebie poświęcił.
Rafał nie mógł tego zrobić. Był w szpitalu.
Nie. Wypisał się na własne żądanie w nocy, gdy ty byłaś w areszcie. Nie wiadomo co działo się z tobą potem. Może skatowaliście tego dzieciaka razem – gdybał na głos.
Tego mi nie weprzesz. Byłam wtedy z mężem, a później...
Twój mąż leży w śpiączce. Nie poprze twoich zeznań swoimi! – krzyknął na mnie. – Nie musisz mówić co kto kiedy i jak. Powiedz jedynie, gdzie mogę znaleźć Czarneckiego.
Jego żony pytajcie. W końcu to jej dzieciak.
Ślepa uliczka, bo jest jak każda głupia, zakochana kobieta, która poświęca własne dziecko dla partnera, który dobrze ją w nocy grzmoci. Pod tym względem większość z was jest jak suki – stwierdził.
Zamilkłam. Byłam w szoku, że sprawa przejmuje taki obrót. Zaskoczyły mnie też jego słowa. Płynęła z nich nienawiść i złość na wszystkie kobiety na tej ziemi. Przez chwilę zastanawiałam się czy mam do czynienia z szowinistą, który gardzi płcią piękną czy z mężczyzną, którego być może niedawno żona puściła w rogi.
Twój brat się poświęcił. Wolał umrzeć niż wydać kumpla. Też chcesz kryć takiego skurwiela? – zapytał, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby.
Spojrzałam na niego, starając się wyczytać do czego pije.
Oboje wiemy, że za śmierć tamtego chłopca też był odpowiedzialny Rafał Czarnecki. Podobnie jak za pobicie dwóch innych na boisku szkolnym. Wybite zęby, jedenaście złamań. Mam odszukać ci zdjęcia w archiwum?
Nie musisz. Byłam przy tym. Starałam się go powstrzymać. Chcieliście mnie za to skazać, ale byłam nieletnia i wcześniej niekarana. Poza tym to ja wezwałam anonimowo pogotowie. – W tamtym momencie dotarło do mnie coś jeszcze. Wydawało mi się, że odkryłam prawdziwe motywy Ksawerego Piekarskiego. – I dlatego sądzisz, że mnie złamiesz pobitym dzieckiem – powiedziałam. – Ładny fotomontaż, ale przeliczyłeś, bo nawet, gdyby ci się udało, to ja nie mam o czym sypać. Jestem żoną, a nie wspólniczką mojego męża, nie licząc fundacji, która jest na moje nazwisko. Od lat też nie mam kontaktu z kumplami z podwórka. Wybraliście złą osobę – stwierdziłam.
To super – szepnął niemal bezgłośnie. – Tylko, że to, kurwa, nie jest fotomontaż. – Sięgnął po zdjęcia i skupił je wszystkie razem. Usiadł na krześle w taki sposób jakby nie miał już sił, by dalej mnie przesłuchiwać. Po chwili jednak dał mi jedno ze zdjęć. – Mam inne odbitki, możesz wziąć sobie do celi – wyjaśnił. – Przemyśl sprawę jeszcze raz, na spokojnie. Może to zdjęcie pomoże ci podjąć decyzję.
Może – przytaknęłam jakby od niechcenia i zagarnęłam fotografię. – Mogę już iść czy chcesz ode mnie czegoś jeszcze? – zapytałam.
Możesz – powiedział najpierw, ale gdy już byłam przy drzwiach i to w dodatku otwartych, z dwoma policjantami przed sobą, to Ksawery niespodziewanie powiedział coś jeszcze: – A gdybym miał dowód na to, że twój brat nie powiesił się sam?


I tu pojawia się jego z ważniejszych pytań:
Czy Kaśka sypnie Rafała?
Pojawiają się też inne pytania:
Czy policjant mówi prawdę, czy Kaśka ma rację, że to fotomontaż?
Czy Kaśka naprawdę nie miałaby o czym sypać?

Słuchajcie! Napracowałam się przy tym rozdziale jak cholera, a i tak nie jest taki jakiego go sobie wymarzyłam. Starałam się jednak tym rozdziałem zadowolić wszystkich – pokazać przeszłość Kaśki i Darka, ale też pchnąć akcję do przodu i liznąć odrobinę teraźniejszości. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Dzisiejszej nocy odpowiem na Wasze wszystkie komentarze. Wiem, że jestem w tyle, ale wkrótce to się zmieni i będę miała na co dzień więcej czasu. Wtedy też będę więcej pisała, więcej czytała, częściej była aktywna w różnych miejscach.
A jeśli komuś bardzo zależy bym zajrzała na jego opowiadanie, a jednocześnie jest też moim czytelnikiem, to chętnie poświęcę trochę czasu i zajrzę do tego co tworzy. Proszę jednak przesłać mi opis i link na mój adres e-mail ewentualnie w wiadomości prywatnej na Wattpadzie. Inaczej Wasze prośby zginą w tłumie spamu i prawdopodobnie zostaną przez mnie zignorowane, bo choć są takie dni, gdy czytam reklamy, to też zdarzają się takie tygodnie, gdy je ignoruję, a później jest ich za dużo, by je nadrobić i wolę się zająć czymś innym niż czytaniem zaproszeń.
Pozdrawiam i przesyłam buziaki!